środa, 18 stycznia 2017

Olej ze strusia emu - jak jest pozyskiwany i czy warto po niego sięgnąć?

Olej z emu - brzmi całkiem zwyczajnie, prawda? W pierwszej chwili mówiąc o takim produkcie kosmetycznym ciężko połączyć go z żywym stworzeniem... a potem przychodzi moment prawdy ;) Bo olej z emu (emu oil, golden emu, dromiceuis oil) jest naprawdę robiony z ptaków, popularnie nazywanych też "strusiami emu".





Pamiętam, kiedy kilka lat temu pewna drogeria rozesłała kilku blogerkom olej z emu w ramach współpracy. Co śmieszne/dziwne/niepokojące to widziałam kilka wpisów, z których wynikało jasno, że blogerka zupełnie nie ma pojęcia o tym, że olej robiony jest z ptaka emu :D A potem ktoś ją w komentarzach o tym uświadamiał i olaboga! Jak tam można?!

Ano można. Pamiętacie Hollywood Brauty Castor Oil? Pisałam o nim tutaj - jednym ze składników jest tłuszcz z norki, niewielkiego, myszopodobnego ssaka :) Norki hodowane są na mięso i skóry, a mink oil jest pozyskiwany z prostego powodu - ludzie nie lubią, kiedy coś się marnuje.

Tak samo sytuacja wygląda w przypadku oleju z emu. Emu, największy ptak Australii, od dawien dawna był składnikiem diety Aborygenów, a pozyskiwany z ptaka i przetopiony tłuszcz wykorzystywany był do pielęgnacji, ale też jako środek lecznicy. Emu to dla nich taka duża kura. Badania pokazują (np. tutaj albo tutaj), że wspomaga on m.in. procesy gojenia ran po oparzeniach.

W Polsce można produkty z olejem emu (ale nie czysty olej) zakupić np. w EmuOil.pl (pierwszy wynik wyszukiwarki :D), ale też w wielu innych sklepach w formie solo albo w różnych produktach.

Screen ze strony EmuOil.pl, można poczytać trochę o właściwościach (po kliknięciu screen będzie większy):

Pozyskuje się go tak jak każdy inny tłuszcz zwierzęcy - po oddzieleniu tłuszczu od mięsa jest on myty, oczyszczany i poddawany procesowi przetopienia orz filtracji. Uzyskany produkt jest bezzapachowy, lekki, szybko się wchłania i ponoć działa cuda ;) Ja tam w cuda nie za bardzo wierzę, ale faktem jest np. że zawiera 20% kwasu linolowego. Dla porównania olej z kiełków pszenicy ma ponad 50% tego kwasu, sezamowy 45%, a pistacjowy ponad 30%. W wielu recenzjach, które przeczytałam, zachwycano się jego działaniem.

Tak na marginesie - olej z emu to nie tylko hit Australii, ale też... Rosji ;) Zobaczcie np. sobie na ten krem i feedbacki:


AliExpress.com Product - Brand new Emu Oil Anti Wrinkle Cream Imported Raw Materials of Korean Skin Care Anti Aging Wrinkle Firming Skin Care Face Cream

Cała masa zamówień z Rosji :)) Szczerze to ten krem mnie kusi - dlaczego? Cena czystego oleju jest wysoka, screen ze sklepu iHerb:


Ale to w sumie nie taki duży problem, bo oleje są raczej wydajne. Produkty odzwierzęce nie odrzucają mnie w żaden sposób. Po prostu mam jeszcze tyle różnych, roślinnych olejków do wypróbowania, że nie wiem, kiedy się wyrobię :D A dobry krem zawsze się przyda. Poza tym miałam już serum z tej firmy (nie z olejem z emu ;) i było naprawdę fajne).

Dla wielu osób jednak stosowanie tłuszczu z ptaka jest czymś odrzucającym, to trochę tak jakby smarować się smalcem. Na dobrą sprawę jednak kilka lat temu włosomaniaczki, podążające za swoimi guru, używały maści na grzybicę na skórę głowy, a jako maskę stosowały majonez. Gdyby dżem ze świni miał działanie przyśpieszające wzrost, to z pewnością wykupiłyby zapasy smalcu na rok do przodu ;) Jak zwykle - punkt widzenia zależy od punktu siedzenia :D

Olej z emu pokazuje jednak, że warto czasami czytać składy i zastanawiać się nad tym, co używamy i jak to powstało :D Dzięki temu możemy uniknąć szoku ;)

A Wy co myślicie o stosowaniu oleju z emu? Miałyście już z nim do czynienia?

Buziaki, Mila :)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Dziękuję za każdy komentarz, miło mi, że mnie czytacie i komentujecie :)

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...