piątek, 13 stycznia 2017

Azjatycka koncepcja pielęgnacji w wydaniu polskiej firmy - Dermiss od Farmony

Znacie pojęcie layeringu? To azjatycka koncepcja pielęgnacji, która polega na nakładaniu kosmetyków warstwami. Kilka kroków do idealnej skóry? Brzmi bardzo kusząco! Layering krok po kroku to ciekawy rytuał.






Serię Dermiss od Farmony miałam przyjemność poznać już jakiś czas temu. Po kosmetykach zostało mi już wspomnienie albo dobijam ich resztki, więc najwyższy czas powiedzieć  coś na ich temat. Farmona wskazuje chętnie na inspirowanie się azjatyckimi zasadami.

Jak wygląda azjatycki layering? I czy Farmona trzyma się jego zasad?

1. Demakijaż i oczyszczanie - tutaj Dermiss proponuje oczyszczanie twarzy olejkami.

2. Tonizacja i odświeżanie - Farmona proponuje tonik jako drugi krok, w tej roli ma sprawdzić się płyn micelarny, który dodatkowo usuwa resztki makijaży. W azjatyckim layeringu czasami ten krok znajduje się na drugim miejscu, a czasami na czwartym - po użyciu peelingu i ponownego oczyszczenia olejek lub myciu żelem.

3. Złuszczanie - ten krok wyróżnia azjatycki sposób pielęgnacji. Wiele osób sięga po peeling jako pierwszy krok, a w Azji pomaga otworzyć i lepiej oczyścić pory, przygotować skórę na przyjęcie kremu.

4. Codzienna pielęgnacja - krem, którego głównym zadaniem jest nawilżanie.

5. Pielęgnacja specjalna - na przykład serum. Tutaj z tego co widzę zdania są podzielone :) Niektóre osoby sięgają po serum/maskę od święta, inne nakładają codziennie pod makijaż.

6. Pielęgnacja nocna - odpowiednio dobrany do potrzeb skóry, odżywczy krem.

7. Ochrona UV - Azjatki bardzo chętnie sięgają po kremy z filtrem, nakładając je jako osobny kosmetyk. Tutaj tego zabrakło w pielęgnacji twarzy, krem na dzień chroni przed promieniowaniem UV, ale nie ma na opakowaniu informacji w jakim stopniu.

Przygotowana przez Farmonę linia trzyma się założeń kosmetycznego rytuały pielęgnacyjnego (poza ostatnim krokiem).  Każde opakowanie jest oznaczone w odpowiedni sposób, co świetnie prezentuje poniższa grafika (ze strony producenta).



Ale czy to ma sens? Wiele osób twierdzi, że taka koncepcja jest męcząca, bo przed nałożeniem kremu trzeba wykonać kilka kroków. Mi się tak nie wydaje. Przecież peelingu i tak nie wykonujemy codziennie, tak samo jak nie codziennie trzeba nakładać maskę czy serum. Poza tym ostatni krok jest stosowany tylko na noc, tak jak krok czwarty tylko na dzień.

Pozostaje więc używacie olejku, potem płynu micelarnego i nałożenie kremu na twarz. To są dosłownie 3 minuty poświęcone rano i wieczorem :)

A jak sprawdza się sama seria? Dobrze, bardzo dobrze. Najbardziej podpasował mi płyn micelarny, bardzo delikatny i przyjemny dla skóry. Drugim ulubionym kosmetykiem stał się peeling, a raczej żel złuszczający. Można go nałożyć, w międzyczasie umyć zęby, a potem wystarczy go zetrzeć i przemyć twarz.


Na dobrą sprawę swój własny rytuał można stworzyć z innych kosmetyków. Seria Dermiss jest moim zdaniem wygodna do użycia, bo kosmetyki bardzo dobrze się uzupełniają, a oznaczenia na butelce nie pozwolą się pomylić przy kolejności ;) Jakby nie było - odwalili kawał dobrej roboty!

Znacie te kosmetyki? Stosujecie zasadę layeringu? 

Buziaki, 
Mila :) 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Dziękuję za każdy komentarz, miło mi, że mnie czytacie i komentujecie :)

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...