poniedziałek, 23 maja 2016

Dlaczego nie lubię grubych ludzi?

Do napisania tego wpisu zainspirowało mnie kilka usłyszanych lub przeczytanych historii o osobach z nadwagą/grubych/o "mocnych kościach"/pulchnych (zwał jak zwał) - w 99% pojawia się zawsze jakieś usprawiedliwienie dotyczące zbyt dużej wagi, a to "ze względu na chorobę/leki", "mam predyspozycje do tycia" lub "mam rozwaloną przemianę materii"...

Tak jakby ktoś nie mógł po prostu być gruby. Ja jestem gruba. Wiecie dlaczego? Bo lubię wpierdalać i nie lubię ruszać dupy, ale chyba nie muszę się z tego każdemu tłumaczyć? A może każda gruba osoba powinna powody swojej nadwagi mieć wypisane na koszulce?

Generalnie nie lubię grubych osób. To nie jest kwestia tego jak ktoś wygląda, bo każdy może wyglądać jak chce. Ani kwestia tego, że lubię tylko osoby będące fit (sama taka nie jestem). Po prostu nie lubię osób, które głupio się tłumaczą i wynajdują sobie jakieś niesłychane i niestworzone wymówki na swoją wagę i nie tylko. To samo tyczy się wszystkiego innego, łącznie z wyglądem włosów  (mam brzydkie włosy, bo... ). Pomijam już przypadki, kiedy ktoś naprawdę choruje, bierze leki powodujące tycie czy naprawdę ma coś nie tak z metabolizmem  - ale to naprawdę niewielki procent osób! Reszta nawet się nie stara, za to mają przygotowany wachlarz usprawiedliwień.



"Jem mało i tyję"
Moja rada: przestań jeść w ogóle! Kalorie nie biorą się z powietrza, skoro jesz i nie chudniesz, to znaczy, że przyjmujesz więcej kalorii niż spalasz. Nie ma w tym żadnej magii. Ja też nie jem dużo, ba! Mój mąż je więcej ode mnie, a on jest szczupły, a ja gruba! To na pewno dlatego, że ja mam wolny, rozwalony metabolizm a jego przemiana materii zapierdziela jak bolid. A może to kwestia tego, że kiedy rozmawiamy ja zawsze siedzę, a on chodzi po pokoju jak dziecko z ADHD? A może kwestia tego, że ja do pierogów dołożę sobie dwie łyżki śmietany, a pół godziny po obiedzie zjem jeszcze kanapkę z serem, bo w sumie to bym coś przekąsiła? No właśnie... Kiedy ktoś gruby mówi, że je mało i nie może schudnąć, to zawsze mi się chce śmiać. Sama miałam taką wymówkę kilka lat temu, ale w końcu uświadomiłam sobie, że wcale nie jem tak mało. Z kolei moja szwagierka twierdzi, że je bardzo dużo, a waży mniej niż 50 kilogramów... Dlatego, że tak naprawdę to ona je dużo od okazji, a na co dzień skubie jedzenie jak wróbelek i nigdy nie dojada do końca. Ot cała tajemnica, która potwierdzona została też przez wiele badań - większość osób ma zbliżony do siebie metabolizm, tylko każdy inaczej widzi swój talerz.

"Nie mogę ćwiczyć, nie stać mnie na dietę, więc nie schudnę"
Chodakowska szturmem podbiła odtwarzacze DVD większości Polek i w sumie wyszło dobrze... ale też źle. Moja siostra napaliła się na Chodakowską jak szczerbaty na sucharki, ma dwie książki i jak patrzę na jej przepisy... to też nagle czuję się biedna, nie stać mnie na taką dietę. Ale w odchudzaniu nie chodzi o to, żeby jeść codziennie jarmuż z łososiem i orzeszkami piniowymi, a potem przegryźć to kawiorem. Chodzi o to, żeby wpieprzać mniej kalorii i możliwie jeść zdrowiej. Kebab kosztuje, powiększony zestaw w McDonaldzie też, a cola też za darmo w kranie nie leci. Chcesz schudnąć? To nie wpierdalaj czekolady, a za zaoszczędzone 2 zł kup kilogram buraków, wyjdzie Ci na zdrowie.

Do tego ćwiczenia - jasne są fajne, działają na różne partie ciała, spalają tłuszcz, ale można chudnąć i bez nich. Można, tylko zamiast instalowania na telefonie Endomondo i wybierania odpowiedniego stroju do biegania lub karnetu na siłownię, po prostu wyjdź z domu i przejdź (w szybkim tempie) kilka kilometrów, chociażby ubrana w dżinsy i szpilki. Lepszy taki wysiłek niż żaden. Po prostu na koniec dnia musisz spalić więcej niż wylądowało w Twoim żołądku.

"Skłonność do tycia?"
U mnie w rodzinie wszyscy są grubi, więc i ja mam skłonność do tycia! Tak, tak, jasne. Można mieć skłonność do odkładania się tłuszczu w brzuchu albo na biodrach. Za to skłonność do tycia siedzie w psychice. Dlaczego widać całe grube rodziny? Bo jedzą tłusto, niezdrowo, często, słodzą po 5 łyżeczek i nie uprawiają żadnych sportów. To całkiem normalne, że do pewnego wieku jesteśmy zależni od rodziców, a wpojone nawyki trudno porzucić. Nie zawsze muszą oznaczać one wpieprzanie fast foodów codziennie. Znam osoby, które są grube, a jedzą normalnie... ale każde rodzinne śniadanie ma po 1500 kcal na głowę, a po obiedzie obowiązkowo czekolada i słodkie ciasto. Ale to tylko geny...

Bonus - choroby a otyłość
Znam osobę, która w dorosłym wieku odkryła, że choruję na pewną chorobę, która może powodować otyłość. Bingo! Nagle rozmiar XXXL na ubraniach nabrał sensu. Operacja, leki, pacjent jest zdrowy, ale waga... nie spadała w dół. Po wielu latach badań, ciągłych wędrówek po lekarzach ta osoba usłyszała "Proszę po prostu jeść mniej" i tak to siadło tej osobie na ambicji, że w końcu schudła... I tak oto okazało się, że to nie choroba, a ciasteczka powodowały otyłość. Jasne - nie zawsze tak jest, ale kiedy zobaczyłam całą walkę o kilogramy, to zdałam sobie sprawę z tego, że to chyba nie jest odosobniony przypadek.

Moja lista wymówek 
Zawsze ważyłam trochę więcej niż powinnam, w mojej głowie oczywiście było to spowodowane przez:
- Skłonność do tycia, bo moja mama jest szczupła, a rodzina taty już niekoniecznie - jakoś przez lata życia ignorowałam jednak fakt, że jako nastolatka jadałam obiady w szkole, a potem jeszcze w domu. No i że ogólnie lubię dużo jeść.
- Zajadanie stresu. No bo wiadomo, że w stresie to człowiek traci zmysły i nie może porzucić jedzenia czy wybrać marchewkę, trzeba wpierdolić coś co ma co najmniej 200 kcal/100 gram.
Brak czasu na ćwiczenia. Nigdy na nic nie mam czasu, bo prokrastynacja zabiera mi go za dużo.
Teraz na moją wagę mogę powiedzieć tylko jedno - jestem gruba, bo sama tego chcę. Nie chce mi się odchudzać, nie chce mi się trzymać diety, mam gdzieś zdrowie, wejście w rozmiar XS, czy opinie innych.


Jeżeli chcesz być gruba, to masz do tego pełne prawo, tylko się do kurwy nędzy z tego nie tłumacz! I nie obrażaj się, kiedy ktoś powie, że przytyłaś. Bo wagi nie ukryjesz, legginsów nie oszukasz, ale to nie znaczy, że nie możesz być gruba. Jesteś gruba na pewno nie przez to, że głodujesz i wpierdalasz tylko sałatę, ale możesz być gruba, zielona i owłosiona. Tylko bądź sobą i nie szukaj głupich usprawiedliwień.

16 komentarzy:

  1. Genialne, zgadzam się całkowicie

    OdpowiedzUsuń
  2. Mnie jakoś nie interesuje to, niech każdy sobie robi co chce i wygląda jak chce. Ja się sobą interesuje i dla siebie chce najlepiej.

    OdpowiedzUsuń
  3. Mocno ! Ale masz absolutna rację, nic nie dzieje się bez przyczyny ;)

    OdpowiedzUsuń
  4. Chociaż z tymi genami, to coś jest na rzeczy ;) Nie mówię o otyłości, ale o samych skłonnościach do tycia... Otóż w rodzinie ze strony mamy od trzech pokoleń powtarza się schemat "szczupły długonogi brat i okrągła siostra z grubawymi nogami" i dotyczy to nie tylko najbliższej ścisłej rodziny, gdzie można zwalić to na kultywowane od pokoleń nawyki żywieniowe (wiecie, babka, matka, córka gotujące tak samo), ale też rodziny dalszej, ludzi oddalonych o setki kilometrów. Nawet w czwartym pokoleniu jest taki przypadek, tylko tutaj mogły zadziałać jeszcze inne geny (bo matka dziewczynki sama uniknęła "klątwy" ;)). Oczywiście obżarstwo i brak ruchu robi swoje, ale dziewczyny zawsze muszą się tu mocniej starać niż ich bracia (np. ta sama dieta w dzieciństwie i podobna dawka ruchu, a rezultat zależny od płci).
    Tyle, że to nie jest "wymówka", a stwierdzenie smutnego faktu ;) Można przyjąć, że np. nigdy nie wyglądałabym jak np. Keira Knightley, ale spokojnie mogłabym mieć BMI w normie pomimo "genów" ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Myślę, że to raczej będzie skłonność do odkładania się tłuszczu w konkretnych miejscach. Plus jeżeli brat długonogi a siostra okrągła, to zakładam, że bracia są wysocy, a wyższy człowiek i do tego mężczyzna spala więcej energii chociażby na przeżycie :) A kobiety zawsze trochę łatwiej odkładają tłuszczyk, żeby móc rodzić zdrowe dzieci :D

      Usuń
    2. No tak to wygląda. Każdy ma inną figurę i są przecież różne typy otyłości. Tak, faceci są wyżsi, a kobiety raczej niskie (maks. 1,65).

      Co do zjadania stresu, to jest to realna przyczyna nadwagi, ale mam wrażenie, że chodziło ci tu o wymówkę typu "tyję, bo MUSZĘ zjadać stres". No zwykle się nie musi, tak jak napisałaś - jest wybór. Tylko dziwnie w stresie lepiej smakuje czekolada niż marchewka ;)
      Ostatnio spotkałam się z różnymi wymówkami, typu "pracuję, więc nie mogę zjeść regularnie posiłków". Faktycznie też kiedyś mi to się zdarzało, zwłaszcza kiedy nie dało się zrobić przerwy na porządny posiłek (są zawody i miejsca pracy, gdzie czasem trudno usiąść na 5 minut), ale akurat to powiedziała osoba, która wykonuje taki sam rodzaj pracy, jak ja obecnie, w firmie o prawie identycznym profilu i po prostu wiadomo, że to ściema ;) Zwłaszcza, kiedy po drugiej stronie ulicy są bary z konkretnym jedzeniem na wynos, a w firmie zawsze znajdzie się praktykant/stażysta, który może wyjść na 5 minut po wcześniejszym telefonicznym zamówieniu jedzenia. Ale lepiej twierdzić, że się nie da, potem po 22 wpierniczać schaboszczaki i sałatkę z majonezem i twierdzić, że to nie twoja wina, że tyjesz, tylko praca siedząca (tak, przez pracę siedzącą też się tyje, ale dziwnie to idzie w parze z zerowym uprawianiem sportu i batonikami wpieprzanymi przy biurku w pracy :P). Później ta osoba zaczęła wymyślać, że ma problemy z cukrem we krwi i to dlatego ;)
      Osobiście nie uważam, że każdy powinien się odchudzać czy tłumaczyć z czegokolwiek albo nawet, że musi się "za siebie wziąć", jeśli marudzi, że ma nadwagę, ale ww. przypadek bardzo mnie śmieszy, bo obserwuję u siebie dokładnie taki sam profil utycia, a nie rżnę w głupa, że to nie moja wina ;)

      Usuń
  5. Takich głupot i bredni już dawno nie czytałam. Żalisz się czy chwalisz w tym momencie, bo nie rozumiem. Typowe wypociny i wypowiadanie się na temat, o którym nie ma się pojęcia.W ogóle to jaki cel miało napisanie tego posta?? Takie pisanie dla pisania jest słabe... P.S. tak jestem wstrętnym grubasem i strasznie uraził mnie ten wpis

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oczywiście, że to jest pisanie dla pisania, a do czego innego ma służyć pisanie na moim podrzędnym blogu? :P

      Usuń
  6. Milena, Ty gruba???????? no chyba lustro masz jakieś źle wyprofilowane:) normalna z Ciebie babka, aczkolwiek ciałko masz całkiem, całkiem :) pzd:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie jestem krytyczna w stosunku do siebie i nie mam kompleksów, ale nie mogę ukryć, że jestem gruba :D Jestem na skraju nadwagi ;)

      Usuń
  7. Generalnie masz rację, ale Twoje spostrzeżenia odnoszą się do ludzi "zdrowych", którzy mają jakiś problem z jedzeniem i brakiem ruchu. Ale Twoje podejście jest krzywdzące dla wielu osób, które walczą z wagą (czy to otyłością czy nadwagą), bo zbyt pochopnie i łatwo oceniasz. Mnie samą to dotknęło, bo wiem jaką drogę przeszłam walcząc o swoje zdrowie, a żaden dietetyk ani lekarz mi nie wierzył, że nie podjadam, że jem zdrowo i ruszam dupę, a nie chudnę. Było błędne koło, jeszcze mniej kalorii, jeszcze więcej ruchu a na wadze tyle samo lub kolejny kg więcej. Musiałam wszystkim udowadniać, że nie jestem jeleniem. Gdyby nie mój mąż to bym się poddała. Nastawienie wielu lekarzy i dietetyków miało takie jak Ty, a ja przypłaciłam to depresją i stanami lękowymi. Dopiero po 4 latach znalazłam innego lekarza i choć na początku miał ochotę znowu zgeneralizować mój przypadek, przyjrzał się badaniom i zdiagnozował problem. Odkrył przyczynę. Teraz dużo leków, dieta taka sama, trochę inaczej rozłożona w trakcie dnia, więcej kalorii, dużo więcej, ruch bardzo umiarkowany i 15 kg spadło po roku. Więc niestety nie zawsze chcieć to móc, a uprzedzanie się z góry jest czasem krzywdzące dla wielu ludzi, bo umacnia stereotypy w społeczeństwie.
    Może warto czasem się zastanowić, zanim będzie się tak kategorycznym?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W tekście napisałam, że jest jakiś procent osób, które mają naprawdę problemy ;) Ale ja takiego przypadku nie znam z życia, większość schudła kiedy naprawdę się przyłożyła, a nie udawała, że jest na diecie :)

      Usuń
  8. Nie zgadzam się z Twoim podejściem dlatego ,że sama mam problemy z tyciem i wiecznymi dietami . Mój problem z tyciem zaczął się w wieku 15 lat i tak mam do dzisiaj ,a mam teraz 30 lat . Odrzuciłam wszelkie diety i ćwiczenia (pracuje po 10 godz i tam ćwiczę bo muszę )bo mam dosyć ciągłego katowania się, chciałabym po prostu żyć i przestać się martwić o to co jem , ciągle liczyć kalorie z uporem maniaka, o to czy mogę pospać dłużej czy wstać przed pracą po to by zażyć trochę ruchu itp. Mam masę kompleksów z którymi zmagam się każdego dnia i nie jest to proste. Od jakiegoś czasu staram się zaakceptować siebie taką jaka jestem , a takie osoby jak Ty z takim podejściem wcale mi nie pomagają . Patrzenie na nas z góry i ocenianie w niczym nie pomaga wręcz przeciwnie doprowadza do depresji i flustracji . Naprawdę muszę być chora ,żeby ktoś zaakceptował mnie taką jaka jestem. Bardzo przykro było czytać ten wpis , a sam tytuł "Dlaczego nie lubię grubych ludzi?" pozostawię bez komentarza
    Pozdrawiam Cię i życzę Ci z całego serca ,żebyś nigdy nie musiała przeżywać tego samego co my GRUBASY.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. "Patrzenie na nas z góry" - gdybyś przeczytała tekst, to byś sama wiedziała, że jestem gruba :D I mówię o tym, żeby się nie tłumaczyć, nie szukać wymówek - albo bierzesz się za siebie, ale tak naprawdę i chudniesz, albo po prostu żyj ze sobą w pokoju, nie tłumacz sie przez sobą ani przed innymi, tylko powiedz "tak, jestem gruba, ale mi z tym dobrze i nie chcę tego zmieniać!".
      Ja jestem gruba, bo lubię wpierdalać i nie ruszać dupy, i tyle :D Jest mi z tym dobrze.

      Usuń
  9. Twój tekst jest dość niespójny co do ekspresji,( choć domyślam się, że się starałaś i miał być wyrazisty i mocny). Nie wiadomo czy jesteś w temacie wyluzowana czy spięta, niektóre stwierdzenia wykluczają się. Skoro już piszesz o tym, że nie warto się użalać nad sobą, robić wymówek, to dlaczego nie przywołasz raczej takich tematów jak ćwiczenia na siłowni czy nauka jeżyków obcych? Nie mogę się zgodzić, że "większość osób ma zbliżony do siebie metabolizm, tylko każdy inaczej widzi swój talerz." Każdy organizm jest inny, każdy tyje od czegoś innego.

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za każdy komentarz, miło mi, że mnie czytacie i komentujecie :)

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...