środa, 27 stycznia 2016

Niby fajny, ale jednak nie - Zmywacz do paznokci z gąbką, BeBeauty

Lubię sprytne rozwiązanie, takie gdzie można uzyskać szybki efekt przy minimalnym nakładzie pracy. Zmywacz z gąbką wydawał mi się takim rozwiązaniem - wkładasz palca, przekręcasz i gotowe! Proste i efektowne… takie są założenia, ale plany swoją drogą, a życie swoją drogą ;)



W Biedronce już od jakiegoś czasu widywałam zmywacz do paznokci z gąbką marki BeBeauty, małe opakowanie 75 ml, koszt 5,99 zł. Nie wiem czy był to produkt, który pojawił się sezonowo, ale w “mojej” Biedronce leży z innymi lakierami już od dawna, tylko ceny przy nim nie ma. Opakowanie jest w sam raz, poręczne i nic się nie wylewa nawet jeżeli postawimy je do góry nogami. Po otworzeniu miła niespodzianka - wypełniony gąbeczką pojemniczek pachnie słodko, trochę kwiatowo, trochę jagodowo, ale z zużyciem zaczyna trochę pachnieć lakierami - nic dziwnego, w końcu one zostają tam gdzieś w środku ;) Mimo to zapach nadal jest delikatny i nie powala tak, jak zwykłe zmywacze.



Niestety, pomimo zachęcającego początku nie zachwyciło mnie jego działanie, bo na zmycie w ten sposób paznokcia trzeba poświęcić więcej czasu, niż przy pomocy wacika i innego zmywacza. Przekręcenie palca raz nic nie zmieni, trzeba to zrobić kilkanaście razy i przy tym dociskać płytkę do gąbeczki, inaczej lakier zejdzie tylko częściowo i bardzo niedokładnie. Im ciemniejszy kolor, tym trudniej się go pozbyć niestety :/

Wydaje mi się, że wejście powinno być szersze - jasne, bez problemów można wsadzić palec, ale krawędzie są trochę ostre i na przykład przy kciuku albo małym palcu wolałabym mieć więcej miejsca na kręcenie nimi.


Palec po wyciągnięciu jest mokry i śliski, tak jakby był pokryty olejkiem, ale uwaga! Nie przykładaj go przypadkiem na żadną powierzchnię - lakierowany stół, obudowa komputera, cokolwiek innego, bo… zostanie po nim znak ;) W ten sposób niechcący odbarwiłam sobie biurko. Od razy wycieramy palucha w ręcznik papierowy, a potem ręce myjemy. Poza tym zmywacz nie masakruje skórek, więc za to ma plus.

Szkoda, że ten produkt nie działa lepiej, wtedy stałby się moim ulubionym zmywaczem. Jest za to świetną opcją na wyjazd, kiedy chcesz mieć ze sobą coś małego, ale do pracy, jeżeli chcesz móc szybko zmyć lakier bez zatruwania otoczenia.

Znacie ten produkt?
Buziaki, Mila

wtorek, 26 stycznia 2016

Zakupy = nowości (nie tylko kosmetyczne)

Wczorajszy dzień mogę określić mianem… lekko stresującego ;) O ile pierwsza połowa minęła przyjemnie, to druga już niekonieczne, więc w ramach rozluźnienia zebrałam wszystkie nowe i piękne rzeczy w jednym miejscu i zdecydowałam się Wam je pokazać :D Zasługę w tym ma także odwiedzenie przeze mnie nowego centrum handlowego - Alei Bielany, wizyta była zupełnie nieplanowana, ale nie żałuję, bo lubię odwiedzać nowe miejsca.




W Rossmannie w oko mi wpadł balsam do ciała Alterra, z serii z granatem i masłem shea, a że kocham zapach maski do włosów, to oczywiście musiałam kupić ten balsam! Okazuje się, że bardziej niż balsamem to jest mleczkiem, a zapach ma obłędny - więcej za jakiś czas :)


Olejek do ciała z olejem jojoba i masłem shea to produkt serii Welnness & Beauty z Rossmanna. Ma dosyć przyjemny skład i ładny zapach. Za to już teraz wiem, że niewypałem będzie olejek Lirene Vital Code - parafina na pierwszym miejscu, serio? Do tego buteleczka plująca olejkiem, podobnie jak w przypadku Bielendy… nie wiem, czy zrobienie dobrego opakowania to taka sztuka? Le Petit Marseillais jakoś zrobiło fajny olejek w zajebistym opakowaniu i nikt od tego nie umarł.




Ostatni wykazuję przejawy lakieroholizmu, więc nie mogłam sobie odmówić ciemnego lakieru od Eveline z serii Mini Max (miałam z niej nieudaną zieleń, może tutaj będzie lepiej), a w TK Maxxx wpadła mi w łapki czwórka miniaturek z O.P.I. z kolekcji Hawaii. Tych lakierów jeszcze nigdy nie miałam, a kolekcja Hawaii to była zeszłoroczna propozycja na wiosnę/lato. Wybrałam jednak wybrakowany zestaw - zamiast ostatniej czerwieni Aloha from OPI, wybrałam sobie taki, w którym był dołożony inny mini lakier z tej firmy. Dlaczego? Bo czerwienie nie noszę zbyt często, więc pewnie by się marnowała, w zamian mam lakier Princess Rule! - różowy z drobinkami (lubię róż na paznokciach ;)).



Co więcej? Kallos Milk, który podczas zakupów prawie mi urwał ramię :P Wrzuciłam tą ogromną masę do mojej torebki i podczas rajdu po sklepach nieźle mnie uwierało. Tej maski jeszcze nie miałam, z pewnością sprawdzę jej działanie dosyć gruntownie.


W Hebe wpadł mi również suchy szampon Batiste, wersja Cherry. No cóż, za suchymi szamponami nie przepadam, ale mimo wszystko chciałam przetestować tą wersję, która przez wiele osób określana jest jako najlepsza ze wszystkich.


Te produkty z kolei otrzymałam do testowania, czyli Gentle Cleanser oraz Lotion Lite 10 z kwasem glikolowym 10% od GlySkin Care. Tego zestawu używam od ponad tygodnia, za jakieś 2 - 3 tygodnie pojawi się pełna recenzją, a ja już mogę podziwiać pierwsze efekty w postaci delikatnego łuszczenia oraz rozjaśnienia cery.




Na koniec kilka zdobyczy nie kosmetycznych. Mega deal, czyli skórzana torebka z H&M - jeżeli chodzi o torebki to jestem skąpa i najlepiej jakby dali mi ją za darmo ;) Mam jeden model, który noszę aż do śmierci i dopiero potem kupuję coś innego. Moja torebka musi być jak worek na ziemniaki i mieścić wszystko, ta torebka była przeceniona na 60 zł, wykonana jest z cienkiej skóry, jest duża i pakowna, więc z bólem serca ją kupiłam (serio - 30 zł za lakier do paznokci mnie tak nie rusza jak 60 zł na dobrą torebkę :P). Przy kasie okazało się, że akurat tego dnia wszystkie przecenione produkty są po 30 zł. Głupi chyba zawsze ma szczęście, bo jakieś dwa miesiące temu, kiedy kupowałam zimową kurtkę, też udało mi się kupić model przeceniony na 340 zł za połowę ceny, bo była jakaś magiczna promocja, o której nic nie widziałam (a zawsze patrzę na plakaty i informację w sklepach). Tak to mogę żyć :D


Z większą świadomością kupiłam w Sinsayu dwie bluzy za niecałe 30 zł jedna - mają fajny materiał, a jak będzie z trwałością? Nie wiem, miałam z tego sklepu dotychczas dwie koszulki i jedna jest super, a z drugiej zrobiła się szmata do podłogi ;) Ale za 30 zł to nawet nie kupię jakiejś fajnej bluzy w chińczyku. Do tego kupiłam legginsy/spodnie/nie znam się (nie ma ich na zdjęciu), w których wyglądam trochę jak dżokej, ale za 20 zł będę idealne do tego, żeby nosić je jedynie w domu ;)


Na chwilę obecną to wszystkie nowości, wyczekujcie recenzji!
A Wam udało się ostatnio kupić coś ciekawego? 

Buziaki, 
Mila :)

poniedziałek, 25 stycznia 2016

Idealny french manicure od Bell

Ostatni raz french manicure miałam na sobie... prawie cztery lata temu, w dniu mojego ślubu ;) Szczerze to nigdy nie przepadałam za takim manicure na swoich dłoniach, ale raz na kilka lat można się skusić, prawda? Głównym problemem dla mnie było znalezienie idealnego, mlecznego, półprzezroczystego lakieru, ale udało mi się go odnaleźć w najmniej oczekiwanym miejscu - w Biedronce, w szafie z kosmetykami Bell.



Wybrałam kolor biały 01 oraz róż 04 z serii Bell, French Manicure. Lakiery o pojemności 11,5 grama kosztują 6,99 zł.
Biel jest mocno kryjąca, jedna warstwa to nawet... za dużo! Chciałam uzyskać lżejszy efekt i nałożyłam biały na jedną warstwę różu, a na górę znowu dałam jedną warstwę różu i okazało się, że mogłam zastosować jej dużo mniej - będę wiedziała na przyszłość ;) Biały jest dosyć gęsty i nie spływa z pędzelka.



Róż z kolej jest rzadszy i nie kryje mocno, ale dwie warstwy moim zdaniem wyglądają wystarczająco dobrze. Ma idealny, mleczny kolor, po prostu uwielbiam go i na pewno wykorzystam jeszcze nie raz na swoich paznokciach.

Pędzelki tej serii również skradły moje serce - są dosyć szerokie i jednym pociągnięciem można pokryć całego paznokcia. Co do trwałości to czuję się bardzo miło zaskoczona, marka Bell kojarzyła mi się zawsze raczej ze słabą jakością, a lakier wytrzymuje u mnie dwa dni ciągłego stukania w klawiaturę i prac domowych bez rękawic. Jak dla mnie to super wynik, naprawdę, bo przez moją pracę mam nawet problemy z utrzymaniem hybryd dłużej niż pięć dni ;) a większość lakierów ma już mega odpryski po pierwszym dniu, w tym przypadku wszystko wygląda idealnie przez dwa dni.



Jeżeli więc poszukujecie dobrze kryjącej bieli, ślicznego mlecznego różu lub po prostu chcecie mieć trwały french manicure to mogę szczerze polecić te lakiery.
Buziaki, Mila :)

sobota, 23 stycznia 2016

Najlepsza wcierka do włosów przetłuszczających się i cienkich - Aloevit

Moje włosy są cienkie i przetłuszczające się - taki opis mogłabym dodawać do każdego wpisu, bo raczej ciężko te właściwości zmienić ;) Szczególnie teraz, kiedy czapka idzie częściej w ruch, to co dwa dni muszę myć głowę. Na szczęście mam sprawdzoną wcierkę, która przedłuża świeżość włosów i jest w stanie je odświeżyć nawet pomiędzy myciami!



O jakiej wcierce mowa? Aloevit, płyn odżywczo - wzmacniający firmy Kosmed, ten produkt towarzyszy mi już od dawna, we wpisie o ograniczeniu przetłuszczania włosów (klik) o nim pisałam, a to było dwa lata temu :) Przez ten czas płyn zmienił trochę swój wygląd oraz formułę, a mimo to nadal jest świetny!

Skład oparty jest na alkoholu, nie każdy go lubi, ale wydaje mi się, że ta nowsza wersja ma go trochę mniej lub jego działanie jest "zamortyzowane" poprzez inne składniki - po prostu czuję go w wcierce dużo mniej. Poza tym zaraz na przodzie składu znajduje się ekstrakt z korzenia łopianu, aloes, olej rycynowy, a trochę dalej m.in. olejek lawendowy, rozmarynowy, olej oczarowy, glyceryna, wapń, olej kukurydziany, biotyna i wiele innych olejów oraz składników. Skład jest naprawdę bogaty i nastawiony na włosy i ich wzmocnienie.


Płyn Aloevit zamknięty jest w szklanej butelce o pojemności 100 ml (która włożona jest do kartonika), cena to mniej niż 10 zł, więc nie jest wygórowana. Zapach ma alkoholowo-ziołowy, nie utrzymuje się długo na włosach. Szkoda, że nie zastosowano w nim aplikatora jak we wcierce Joanna Rzepa, ale na szczęście przez niewielką dziurkę nie wylewa się na raz zbyt dużo produktu.


Jak stosować? No cóż, tutaj trochę rozmijam się z założeniami producenta, który mówi, żeby zostawić go na 5-10 minut i w razie potrzeby umyć włosy szamponem... a co jeżeli nie mam takiej potrzeby? ;) Szczerze mówiąc płyn nakładam po myciu (jak zazwyczaj robię z wcierkami) i tyle, zostawiam aż do następnego mycia głowy - zresztą z poprzednią wersją robiłam tak samo.
Nie miałam nigdy z tego powodu jakiś problemów, a myślę, że dzięki temu wcierka zadziała lepiej. Czasami zdarza mi się ją stosować między myciami, kiedy nie mam możliwości umycia włosów, a są niezbyt świeże. Rozczesuję włosy, wcieram niewielką ilość w skórę głowy i lekko wysuszać suszarką na niskiej temperaturze - taki trick daje mi kolejny dzień świeżych włosów! Kluczem jest tylko to, żeby włosy nie były już naprawdę mocno przetłuszczone, bo wtedy nim im już nie pomoże. Niestety, ale suche szampony u mnie odpadły ze względu na to, że okropnie mnie po nich swędzą włosy.

Po użyciu wcierki mogę myć włosy co trzy, a nie co dwa dni, a co z baby hair? Cały czas rosną i rosną :) Nie mam typowego wysypy, bo w sumie od lata cały czas coś wcieram/łykam na włosy, ale wcierka na pewno wzmacnia włosy i podczas jej stosowania nie mam dużych problemów z wypadaniem. Na chwilę obecną to jest moja ulubiona wcierka, może z nią konkurować tylko Joanna Rzepa, która również świetnie działa, natomiast Jantar się przy niej chowa :)

Znacie ten płyn? Jakie są Wasze ulubione wcierki?
Buziaki, Mila :)

czwartek, 21 stycznia 2016

Pęka, ale nie odpada, czyli Sally Hansen, Diamond Flash Fast Dry Top Coat

Mój romans z hybrydami nadal trwa, ale to nie znaczy, że zrezygnowałam z klasycznego manicure. Jednak, żeby ten trzymał się u mnie dłużej niż jeden dzień potrzebuję dobrego lakieru nawierzchniowego, a jeżeli będzie on dodatkowo przyśpieszał wysychanie to będzie idealny! Moim ideałem był ten z Allepaznokcie (pisałam o nim tutaj), ale ponoć ideałów nie ma... i faktycznie, ten top przyśpiesza wysychanie, ale nie daje niesamowitego błysku, który tak lubię. Do tego rozmywa wzorki robione stempelkami. Sally Hansen, Diamond Flash Fast Dry Top Coat miał być odpowiedzią na ten problem...



... i częściowo nią jest! Top Coat od Sally Hansen daje naprawdę niesamowite wykończenie, po 60 sekundach lakier jest suchy w dotyku (ale i tak trzeba trochę uważać, bo inaczej można sobie zrobić jakieś wgniecenie), a sam produkt przedłuża trwałość lakiery. Ma tylko poważną wadę - pęka na paznokciach. Pęka, tworzy niewielką siateczkę mikrouszkodzeń, ale mimo to trzyma się paznokcia. Mam problem z tym, jak go ocenić... bo nie wiem, czy pęknięcia bez tego topu nie zmieniłyby się po prostu w pęknięcia paznokcia albo duże odpryski? Nie pojawiają się one bowiem na wszystkich paznokciach, tylko na niektórych, a sam paznokieć po użyciu tego topu staje się dużo twardszy niż bez.




Na dobrą sprawę jestem chyba mu to w stanie wybaczyć, bo nie wiem, czy to wada produktu, czy to cecha chroniąca paznokcie. Poza tym minusem (który nie jest tak naprawdę dla osób postronnych widoczny) top sprawdza się bardzo dobrze. Ma wąski pędzelek, ale doskonale współgra on z rzadką konsystencją. Jest wydajny, nie kosztuje tak dużo (około 20 zł/13,3 ml), mam go od ponad roku i nie zmienił konsystencji ani trochę. Tylko po prostu nie wiem, czy go polecam, czy nie ;)

Znacie ten top coat? Jaki jest Wasz ulubiony?
Buziaki, Mila :)

środa, 20 stycznia 2016

Kosmed vs. New Anna Cosmetics, ten sam kosmetyk, różne wrażenia? Nafta kosmetyczna z olejem arganowym.

Jeden produkt, dwóch różnych producentów i różne wrażenia? Tym razem trafiła mi się nafta kosmetyczna z olejem arganowym New Anna Cosmetics, czyli teoretycznie ten sam produkt co nafta kosmetyczna z olejem arganowym firmy Kosmed - o tym produkcie pisałam w tamtym roku TUTAJ. Tak śmiesznie się składa, że te recenzję dzieli prawie dokładnie rok ;) Jednak to, co na pierwszy rzut oka wydaje się być dokładnie takie same, w rzeczywistości się różni.

Teoretycznie i to nafta, i to nafta, w obydwu produktach dodano olej arganowy, obydwa stosuje się bardzo podobnie... ale nie zapominajmy, że stężenia nie znamy. INCI pokazuje nam tylko czego jest najwięcej, a czego najmniej, ale nie wiemy ile procent oleju mamy w nafcie.


Różni się także skład.
Kosmed: Petroleum, Argania Spinosa Kernel Oil, Parfum - czyli nafta, olej i zapach
New Anna Cosmetics: Paraffinum Liquidum (inna nazwa nafty), Argania Spinosa Oil, Parfum, Linalool, Limonene - czyli dodatkowo mamy lanolinę (otrzymywaną z wełny owiec, wnika wewnątrz skóry i reguluje jej gospodarkę wodną) oraz limonen (zapach).
Pomieszałam z lanoliną :) Bo chodzi o linalool, a nie lanolin. Linalool jest zapach, podobnie jak limonen. Może wywoływać podrażnienia, jak wszystkie zapachy :)
Także limonen może uczulać, chociaż w kosmetykach znajduje się w bardzo małym stężeniu, a nafta przecież jest zmywana z głowy po 10 minutach.


U mnie jednak nafta kosmetyczna New Anna Cosmetics sprawdziła się doskonale i ma małą przewagę nad Kosmedem, któremu byłam wierna od wielu, wielu lat. Po pierwsze - ma ładniejszy zapach, praktycznie nie wyczuwam tego typowego "smrodku nafty", który bywa dla mnie drażniący. Po drugie - wydaje mi się, że włosy po użyciu są  bardziej miękkie niż po nafcie Kosmed.


Opakowanie jest porządne, zamknięcie trzyma dobrze, naklejki się nie odklejają, ale... opakowanie jest jasne, czego w tym kosmetyku nie lubię. Niestety, ale nafta jest po prostu tłusta, trudno uniknąć tego, żeby chociaż odrobina nie znalazła się na butelce, a na jasnym opakowaniu doskonale widać każdy pyłek, co mnie niezmiernie drażni.

Reasumując - w tej walce nie ma zwycięzcy, żaden przeciwnik nie został znokautowany. Obydwa produkty są bardzo podobne, w końcu to nafta kosmetyczna gra pierwsze skrzypce, ale nie potrafiłabym powiedzieć, który produkt bardziej lubię. Jeżeli ktoś zwraca dużą uwagę na zapach, a jasne opakowani mu nie przeszkadza, to na pewno nafta kosmetyczna New Anna Cosmetics będzie lepszym wyglądem. Wybór rodzajów (do zobaczenia tutaj) jest praktycznie taka sama, ale New Anna Cosmetics ma także kilka naft w opakowaniu z atomizerem (klik) co uważam za świetne rozwiązanie!

Lubie naftę kosmetyczną? Jakiej nafty używacie? 
Buziaki, Mila :)


wtorek, 19 stycznia 2016

Stemplowanie paznokci - czy to działa?

Zawsze zachwycałam się pięknymi paznokciami, które mają na sobie namalowane delikatne wzorki. Zachwycałam się stabilną ręką, dokładnością i szczegółami... i dopiero niedawno odkryłam, że 90% wzorków to nie dzieło ludzkiej ręki, ale po prostu stempelki ;) Brawo ja! O dziwo, o stempelkach słyszałam jakieś trzy lata temu, jednak w żaden sposób tych dwóch faktów nie połączyłam.

W końcu i ja dostałam w swoje łapki wszystko to, co potrzebne do stempelków, ale czy ta metoda naprawdę działa?

Powiem tak - zależało mi na tym, żeby zestaw nie był drogi, aby w razie czego nie było żal przeznaczonych na to środków, więc znalazły się u mnie:
  • Duży stempel XL + zdrapki z Allegro; stempel to podróbka KAND, ma dwie końcówki - jedna większa, bardzo miękka i druga mniejsza, trochę twardsza.
  • Blaszki hehe (fajna nazwa ;)), widziałam je także na aliexpress, wybrałam cztery z różnymi wzorami.
  • Lakiery Golden Rose Rich Color (czarny, fiolet i róż), polecane przez wiele osób właśnie do stempelków. Lakier musi być dosyć gęsty i dobrze napigmentowany, próbowałam także lakier z Inglota i było ok. Rimmel 60 seconds zastyga za szybko, ale jeżeli udawało mi się coś szybko odbić to było idealnie.

Stempel i płytki kupiłam na Allegro u użytkownika marianmaras. 

Mój pierwszy raz skończył się tragicznie, bo... okazało się, że lakiery Golden Rose cholernie barwią skórki ;) Miałam sprytny plan - zrobię stempelki, a potem wszystko oczyszczę pędzelkiem i zmywaczem, jednak lakier postanowił mnie nie opuszczać tak łatwo i zszedł do końca pod wpływem mycia rąk dopiero drugiego dnia. Przy próbie na mojej kuzynce zastosowałam trick z wikolem - po prostu skórki pomalowałam jej klejem, poczekałam aż wyschnie i zrobi się przezroczysty, a po odbiciu stempelków bez problemów ściągnęłam cały klej, a skórki pozostały czyste.

Pierwsze paznokcie moje, drugie mojej kuzynki.





Drugi problem - mój ulubiony wysuszacz/utrwalacz z Allepaznokcie rozmazał trochę wzorki :( Pisałam o nim już wcześniej - KLIK i nigdy mi nic nie rozmył, ale oczywiście biednemu zawsze wiatr w oczy, a nieuzdolnionemu lakier się musi rozmyć :P Ale whatever, zostawiłam tak jak było i mogłam cieszyć się prawie idealnymi wzorkami ;) 

Mimo to samo wykonanie stempelków nie było takie trudne, jak się spodziewałam. Ciężko jest dobrać stopień naciskania zdrapki na blaszkę, tak żeby zostało wystarczająco dużo lakieru, a przy tym, żeby nie było smug, mimo to wzorki udawało mi się odbijać z większymi lub mniejszymi sukcesami. Najbardziej problematyczna okazała się blaszka hehe 006, która ma dużo zawijasków i szczegółów. 


Moje wnioski dotyczące stemplowania paznokci:
- Ćwiczyć, ćwiczyć, ćwiczyć! Odbijanie na kartce, na paznokciach, na innych, różne lakiery... wszystko trzeba przetestować i wyrobić sobie odpowiednią technikę. 
- Ta metoda i lakiery Golden Rose Rich Color współgrają z hybrydami (przetestowane na siostrze).
- Wikol jest OK! 
- Nie stosować utrwalacza z Allepaznokcie.
- Trzeba działać szybko i zdecydowanie.

Co do tej techniki to jestem na tak i na pewno będę jeszcze nie raz wykorzystywać stempelki i blaszki w zdobieniach. Do mistrza mi jeszcze daleko, ale nic nie stoi mi na drodze ku próbom. Czuję, że stempelek, który kupiłam był dobrym wyborem, bo wszystko się na nim odbija idealnie. 

Korzystacie ze stempli do paznokci? Macie jakieś porady/uwagi? :)

Buziaki, Mila :)

piątek, 15 stycznia 2016

Nowość - Luksusowy krem do ciała, Kawior, Fergio Bellaro

Nowości kosmetyczne mają szansę na zapadnięcie mi w pamięci przede wszystkim poprzez ładne opakowanie ;) Luksusowy krem do ciała Fergio Bellaro (produkowany przez New Anna Cosmetics) właśnie takie opakowanie posiada - czarna, z pompką (uwielbiam takie rozwiązania!), z połyskliwymi napisami kojarzy się z produktami z najwyższej półki. Nie ma co ukrywać - ten krem do ciała nie należy do produktów, których cena przyprawia o zawrót głowy (kosztuje około 9 zł), nie ma też super naturalnego składu, który rzuci na kolana miłośniczki naturalnej konsystencji. Mimo to sprawdza się bardzo dobrze.



Konsystencja produktu jest lekka, wręcz puszysta i bardzo szybko się wchłania - dzięki temu zdobył stałe miejsce na moim biurku nie tylko jak krem do nóg, ale także jako szybki i dobry krem do dłoni. Aplikację ułatwia pompka, która jednorazowo wypuszcza niewielką ilość kremu - ale spokojnie, starczy na wiele, bo produkt jest dosyć wydajny.

Zapach jest bardzo delikatny, niewyczuwalny po chwili. Nie poczułam luksusu kawiory i nie doznałam olśnienia podczas stosowania tego produktu, a mimo to w jakiś sposób podbił moje serca. Może to zasługa delikatnej ochrony i szybko widocznego efektu? A może to po prostu urok mega wygodnego opakowania i doskonałej moim zdaniem konsystencji? Trudno powiedzieć, ale ten typ ma w sobie to coś :) 



W serii dostępne są dwa inne kremy - ze złotem oraz z perłami. Już teraz wiem, że skuszę się na któryś z nich, może będzie nawet lepszy?


Znacie ten krem do ciała? Jakie produkty do ciała lubicie stosować zimą? 
Buziaki, Mila :)

środa, 13 stycznia 2016

Guarana zamiast kawy - więcej energii w Nowym Roku

Nowy Rok, nowa ja? Taaaakkk.... noworoczne postanowienia to fajna rzecz, o ile się ich dotrzymuje ;) Ale przecież każdy moment jest dobrym, żeby coś ze sobą i swoim życiem zrobić - kopniak energii na pewno w tym pomoże. Ponoć najbardziej pomaga kawa, ale niekoniecznie jej picie jest dobrym rozwiązaniem. O kawie pisałam już tutaj  i moje stanowisko co do niej się nie zmieniło - piję kawę, ale bardzo rzadko i w małych ilościach. Czasami potrzebuję jednak czegoś, co szybko doda mi energii i właśnie z tego powodu zdecydowałam się na przetestowanie guarany.


Guarana pochodzi ze sklepu Zielony Smak (klik), kilka słów na jej temat poniżej, reszta oczywiście do znalezienia na stronie.

"Guarana to roślina pochodząca z Amazonii. O jej niezwykłych właściwościach wiedzieli już Indianie na długo przed tym, jak trafiła do Europy. Dla Starego Kontynentu odkrył ją w XVII wieku niemiecki botanik Paullini. Jej nazwa pochodzi od plemienia Guarani. Uważali oni tę roślinę za magiczną, nazywana była darem od boga i eliksirem młodości. Używano jej głównie jako naturalny stymulant.

Napoje z guarany święcą triumfy na całym świecie. Wszystko za sprawą związku, który działa na organizm identycznie jak kofeina – guaraniny (te dwa związki różnią się budową chemiczną). Zawiera jej aż 6% czyli 3 razy więcej kofeiny, niż kawa! Jest przy tym mniej szkodliwa dla zdrowia. Ale dobroczynnych właściwości tej rośliny nie można ograniczyć jedynie do związków energetyzujących. Guarana jest dobra zarówno dla ciała jak i umysłu. W przeciwieństwie do kofeiny, guaranina uwalnia się wolniej, przez co jej działanie jest dłuższe – może działać nawet do 6 godzin, przy czym nie zawiera substancji szkodliwych.


- Zdrowa alternatywa dla porannej kawy

- Moc naturalnej energii

- Doskonale wpływa na pamięć, koncentrację i na ogólne samopoczucie

- Pomaga zwiększyć refleks i uodparnia na stres"


Mnie taki opis w zupełności przekonał i zdecydowałam się stać królikiem doświadczalnym. 

Guarana pakowana jest w wygodne i dosyć grube opakowania, które można w każdej chwili zapiąć, całość jest dobrze opisana. Sama guarana ma konsystencję proszku, który pachnie trochę ziemią i trochę marchewką ;) Największym minusem tego suplementu jest konsystencja - guarana nie rozpuszcza się w wodzie, więc trzeba dodać ją do jogurtu/koktajlu/owsianki, albo włożyć do ust i szybko popić. Ostatniego rozwiązania nie polecam, bo ciężko przełknąć suchy proszek ;) Ja stosuję około łyżeczkę w razie potrzeby, nie stosuję guarany codziennie, gdyż nie zawsze czuję taką potrzebę, stosuję ją przez dłuższe okresy tylko kiedy tego potrzebuję i dla mnie to doskonałe rozwiązanie, bo działanie jest wręcz natychmiastowe. Ze względu na to przydaje się także przed treningami czy długą podróżą.



Działanie pozytywnie mnie zaskoczyło, jest prawie natychmiastowe a efekt naprawdę dużego pobudzenia utrzymuje się u mnie około cztery/pięć godzin, efekty odchodzą stopniowo. Przy tym nie odczuwałam nigdy skutków ubocznych w postaci bólu żołądka. Jeżeli ktoś musi uczyć się (czy to przypadkiem nie sezon na sesję ;)) czy pracować po nocach (tak jak ja ) to polecam guaranę z całego serca! Na mnie kawa nie działa tak mocno i nie tak długo, a przy guaranie efekt mam gwarantowany. Dodam też, że napoje z guarana u mnie nie działają, za to czysta guarana naprawdę daje kopa :)

Znacie ten suplement? Stosowałyście kiedyś guaranę? 
Buziaki, Mila :) 
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...