wtorek, 22 grudnia 2015

Lakiery hybrydowe tanie i... złe ( i dobre) + świąteczne mani

Ceny lakierów hybrydowych z wyższej półki potrafią przyprawić o zawrót głowy. Nawet jeżeli 60 zł za buteleczkę w dłuższej perspektywie opłaca się bardziej niż chodzenie na manicure hybrydowy do kosmetyczki, to pokażcie mi kobietę, która zadowoli się tylko jednym lub dwoma kolorami? ;) No właśnie... Nigdy nie byłam typowa lakieromaniaczką, ale moja kolekcja zwykłych lakierów rosła i rosła, aż do momentu kiedy poznałam manicure hybrydowy i dostałam w prezencie zestaw. Teraz dbam głównie o rozwój kolekcji hybrydowej, a w tym celu skusiłam się także na tanie hybrydy, które okazały się... zarówno złe, jak i dobre ;) Na szczęście szybko nauczyłam się na błędach i już teraz wiem, po jakie marki sięgnę, a po jakie nie w przyszłości (co nie znaczy, że będą to drogie hybrydy).

Zacznijmy od lakierów hybrydowych tanich i złych.

Silcare Color IT


Zaraz na początku mojej przygody z hybrydami koleżanka podesłała mi linka do sklepu Silcare ze słowami "bierzemy?!", no ba! Jasne, że bierzemy, buteleczka kosztowała mniej niż 5 zł, szkoda byłoby nie przetestować, więc wybrałam 5 kolorów, na które czekałam trochę długo, ale w końcu doszły i... Pierwsze rozczarowanie - 3 na 2 kolory zupełnie inne niż na stronie, ale numerek się zgadza. Pomarańcz zmienił się w brzydki brązowy, ciemny brąz w bliżej nieokreślony zielono-brązowy, a ciemny szary w bardzo jasny szary. Gdybym była mądrzejsza to bym sprawdziła swatche, ale ufałam, że kolory będą chociaż trochę zbliżone do tego co na stronie.
Więcej o lakierach Color IT:
- Cena 5 - 8 zł za 6 gram.
- Kolorystyka odmienna od wzorników na stronie (może teraz się to zmieniło).
- Wyczuwalny, nieprzyjemny zapach.
- Baaardzo rzadka konsystencja - pomalowanie nawet dwóch palców na raz nie wchodziło w grę! każdy palec z osobna trzeba wkładać do lampy, chociażby na chwilę... inaczej skórki pozalewane; ze względu na to nie za bardzo nadają się do zdobień.
- Straszliwe kurczenie się hybryd w lampie - akurat to dotyka każde hybrydy, ale minimalnie... tutaj kurczenie było po prostu masakryczne, a jeżeli w jakiejś części paznokcia była cieńsza warstwa to po prostu robiła się tam dziura.
- Trwałość - 2 dni... wow! To największa wada, stosowałam bazę i top zaufanej firmy, a mimo to lakier odlatywałam; nie pojawiały się nawet odpryski, a cały lakier z paznokcia w jednej chwili robił sruuuu... i już go nie było. Dokupiłam nawet bese&top tej firmy i efekt ten sam.

Te lakiery ze względu na dużą i kłopotliwą kurczliwość testowałam tylko na mnie i może u kogoś inne trzymałyby się dłużej,  jednak wszystkie inne wady sprawiły, że dla mnie te lakiery już przegrały. Firmy Silcare jeszcze nie skreślam, ale linię Color IT na pewno!
Co gorsze - po około miesiącu/dwóch jeden z lakierów zmienił się w... gluta (na zdjęciu poniżej). Inne też szybko zaczęły gęstnieć i robić się bardzo ciągliwe.



Allepaznokcie, hybrydy termiczne


Od firmy Allepaznokcie miałam już kilka produktów, ale były to zwykłe lakiery (większość z nich całkiem przyzwoita i w niskiej cenie - klik). Zwykłych hybryd ich firmy nie miałam, ale te termiczne... o jezzuuuu... Kiedy i nich pomyślę to robi mi się niedobrze - wszystko przez ich zapach.
Allepaznokcie hybrydy termiczne:
- Cena około 14 zł za 6 ml (w promocji około 7 zł).
- ZAPACH! a raczej smród... brrrrrrrrr.... ciary mnie przechodzą na myśl o nim. Zrobienie dwóch dłoni ich bas&top i lakierami zagwarantowały mi bliższe poznanie się z toaletą. Zapach jest masakryczny, mocny, chemiczny, duszący, wnika do mózgu i robi Ci lobotomię. Jeżeli chcecie kogoś znokautować to wiecie już czego użyć. Dodam, że nie jestem bardzo wrażliwa na zapachy, ale w tym przypadku w całym domu czuć ten produkt.
- Konsystencja nawet ok, ale krycie baaaardzo słabiutkie niestety - minimum to 4 warstwy! Tylko ciemne kolory kryją po 3 warstwach.
- Trwałość - 2-3 dni na ich bazie i topie, czyli bardzo krótko. Próbowałam na innych osobach - podobne wrażenia. Do tego wydaje mi się, że produkt w jakiś sposób szybciej się zapowietrza (czy to możliwe), bo chociaż z innymi lakierami nie miałam problemu, to w tym przypadku szybko lakier odchodził jak od zapowietrzenia.
- Fajnie zmieniają kolor.
Jeżeli chcecie czegoś termicznego to polecam zwykłe lakiery termiczne od Allepaznokcie, są o wiele lepsze, a trwałość mają podobną do ich hybryd. No i nie śmierdzą.


Tani i dobre
Teraz o produktach tanich i dobrych - krótko, bo poświęcę im osobny wpis i pokaże dokładnie kolory.

Tifton 


Tifton to moje pierwsze hybrydy, właśnie z tej firmy kupiłam zestaw z lampką 36W, trzema kolorami, bazą i topem. Cena to 10-15 zł za buteleczkę 5 ml w zależności od kolekcji, dostępne też opakowania 15 ml za około 30 zł.
Jak dla mnie najlepsze hybrydy jakie dotychczas spróbowałam - w mojej opinii lepsze od Semilaca i mają zgrabniejszy, trochę cieńszy pędzelek, którym lepiej się manewruje. Trwałość - u mnie około 2 tygodnie do pierwszego odprysku, u mojej mamy bez odprysków 4 tygodnie (potem zmyte ze względu na odrost), u moich koleżanek trzymały się tez minimum 2 tygodnie. Spokojnie mogę pomalować wszystkie paznokcie przed włożeniem do lampy, są też wydaje i mocno napigmentowane.
Więcej  o nich wkrótce :)


Tanie i może dobre?
 Bling z Aliexpress


Te hybrydy to u mnie całkowita nowość, kosztują około 4 - 6 zł za 6 ml w zależności od promocji i kursu dolara. Na razie o trwałości się nie wypowiem, bo niedawno je nałożyłam, ale jeżeli chodzi o pierwsze wrażenia to jak najbardziej pozytywne, nie śmierdzą, porządna buteleczka, fajny pędzelek, kolory nie są za rzadkie, dobra pigmentacja... jeżeli będą się trzymać to mają szansę na zostanie numerem jeden :)


Przy okazji moje świąteczne mani - do jego wykonania zainspirował mnie wpis Patrycji (klik) z zimowymi zdobieniami. Moje paznokcie są trochę koślawe, więc zdobienie też nie jest proste... do tego w trakcie robienia zmieniłam koncepcję ze trzy razy ;)

Użyte kolory - złoty Bling 14 (dwie warstwy nałożone na warstwę czarnego Bling 29), granat Tifton 68, jedna warstwa nałożona na jedną warstwę białego Bling 22 (początkowo miało być ciemne ombre na jasnym ;)), ombre i gwiazdki to też biały Bling 22.





Używacie hybryd? Jakie są Wasze ulubione?
Buziaki, Mila :)



poniedziałek, 21 grudnia 2015

Arganowa maska do włosów - GlySkinCare Argan Oil Hair Mask


Jakiś czas temu przedstawiłam Wam kilka nowości (post TUTAJ), pośród nich znalazła się Argan Oil Hair Mask firmy GlySkin Care. Kilka osób było nią zainteresowanych, więc dzisiaj przyszedł czas na recenzję.


Maska Argan Oil zamknięta jest w opakowaniu o pojemności 300 ml, producent mówi o zostawieniu jej na włosach przez 15-20 minut, więc nie jest to produkt, który można nałożyć przed prysznicem i szybko spłukać. Dzięki czasowi działania otrzymuje się w zamian pewność, że produkt lepiej wniknie we włosy i po prostu lepiej zadziała.


W przypadku masek do włosów nie bez znaczenia jest cena - jest to w końcu produkt, który nakłada się  na włosy w większej ilości niż odżywkę (przynajmniej ja tak robię), a przez to znikają szybciej. Maska od GlySkinCare kosztuje od około 25 do 30 zł w zależności od miejsca zakupu, cena nie jest więc bardzo wygórowana, ale też nie tak niska jak litrowe maski od Kallosa (które u mnie sprawdzają się różnie, a zazwyczaj stosuję je w formie odżywki, gdyż na dłuższą metę nie działają lepiej). Dużym plusem tego produktu jest wydajność - konsystencja przypomina trochę rzadki budyń, a niewielka ilość jest w stanie dokładnie pokryć całe włosy.
Maska arganowa GlySkinCare posiada przyjemny zapach, ale nie utrzymuje się on długo na włosach. Opakowanie jest zgrabne, wąskie i dobrze się je trzyma w ręce.



Jak z działaniem? Maska arganowa mnie zachwyciła! Włosy po spłukaniu są mięsiste, gładkie i cudownie się układają. Nałożona na skórę głowy nie przetłuszcza i nie powoduje oklapu, co często przy bardziej treściwych maskach się zdarza. Moim zdaniem spełnia wszystkie zadania, które dobra maska do włosów powinna spełniać - odżywia włosy, ułatwia rozczesywanie i nadaje im życia. Posiadaczki suchych, cienkich i niesfornych włosów powinny być  bardzo zadowolone.

Znacie tą maskę? Albo jakąś inną godną polecenia dla posiadaczek cienkich włosów?
Buziaki, Mila :)

poniedziałek, 14 grudnia 2015

Mój pierwszy raz z wit. C - Intense C Serum (7,5%) GlySkinCare

Z witaminą C miałam wcześniej do czynienia jedynie w formie tabletek łykanych w celu uniknięcia przeziębienia ;) I chociaż o serum z tą witaminą słyszałam wiele, to nie miałam okazji do wypróbowania, a wykonywać go samodzielnie nie chciałam ze względu na to, że moje umiejętności chemiczne są ograniczone ;) a witamina C jest bardzo niestabilna w formie płynnej. Kiedy więc miałam możliwość przejrzenia pełnego katalogu z ofertą GlySkinCare to od razu ten produkt wpadł mi w oko (cały katalog jest na stronie) i wiedziałam, że chce go przetestować. Jakie są zadania tego kosmetyku? Ma przede wszystkim chronić przed wolnymi rodnikami oraz promieniowaniem słonecznym. 


Intense C Serum znajduje się w buteleczce z ciemnego szkła z pipetą zamontowaną w zakrętce, buteleczka umieszczana jest w ładnym kartoniku. Całość opakowania, nawet kartonowa część, sprawia wrażenie porządnego i wytrzymałego - mogę zapewnić Was, że właśnie takie ono jest. Na dodatek nic się nie zmywa i nie schodzi (bałam się o złotą farbę na zakrętce ;)), a butelka jest wykonana z grubszego materiału.



Samo serum z witaminą C ma lekką konsystencję, która przypomina bardzo wodnisty olej, łatwo się rozsmarowuje na twarzy i podawana na opakowaniu (a także tutaj) ilość 5-6 kropli faktycznie jest w stanie pokryć całą twarz. Po każdym nałożeniu czuć przez chwilę rozlewające się po skórze ciepło, ale na pewno nie jest to pieczenie, a samo serum nie podrażnia skóry. Zapach jest bardzo delikatny, prawie niewyczuwalny i trudno go określić - na pewno nie będzie przeszkadzał w stosowaniu kosmetyku. Plus za to, że jest to gotowy do stosowani produkt, który posiada odpowiednie opakowanie, które świetnie sprawdza się w takich kosmetykach.


Serum GlySkinCare przeznaczone jest do stosowania na noc i właśnie tak je używam - dodatkowo zrezygnowałam z nawilżania w ciągu dnia, żeby dać mu się wykazać. Przypominam, że mam skórę normalną w kierunku suchej, ale okresowo lubi się mocno przesuszyć i chociaż w tym roku zima jest łaskawa, to wiatr i ogrzewanie dają się jej we znaki.

Po pierwszych trzech czy czterech nałożeniach skóra była promienista i miękka, a po początkowym zachwycie pojawiły się suche skórki na nosie i niezbyt mnie to uradowało (tylko na nosie, reszta twarzy nie miała takich problemów). Taki stan trwał jednak krótko i nie mówię, że jest to wina tego serum - przypominam, że odstawiłam kremy na dzień, oleje i wszystkie inne mazidła nakładane na twarz. Na szczęście po kolejnych 4 czy 5 dniach, po wykonaniu peeling enzymatycznego, problem minął i już się nie pojawił :)
Teraz mogą zacząć się zachwyty i chociaż po miesiącu użytkowania trudno jest ocenić, czy zmarszczki się mocno zmniejszyły, to na pewno skóra wygląda bardzo dobrze. Koloryt jest wyrównany, nie ma czerwonych plam, nie pojawiają się mi nawet żadne duże niespodzianki na twarzy, a jeżeli coś się pojawi to znika bardzo szybko. Nie mam problemów z zbyt małym poziomem nawilżenia i nie czuję potrzeby jej natłuszczania. Jestem tym szczerze zaskoczona, bo raczej rzadko zdarzało mi się, żebym stosowała tylko jeden kosmetyk dziennie... a w tym wypadku to się naprawdę sprawdza!


Do tego serum jest bardzo wydajne i spokojnie wystarczy na dwa - trzy miesiące codziennego stosowania na twarz i szyję. Cena 30 ml to około 60 - 70 zł w zależności od miejsca zakupu, więc wydajność jest wielką zaletą.  Komu bym poleciła ten kosmetyk? Każdemu, kto chce po prostu zadbać o swoją skórę :)
Moim zdaniem dostaje zasłużoną ocenę 10/10 punktów. Poczynając od opakowania, poprzez formułę, aż do działania nie mam nic do zarzucenia temu kosmetykowi.

Stosujecie witaminę C w takiej formie?
Buziaki, Mila :)

wtorek, 1 grudnia 2015

Szampon jak u fryzjera - Fergio Bellaro, Szampon do włosów z keratyną

Lubię chodzić do fryzjera, ale tylko ze względu na to, że ktoś mi myję głowę (coś cudownego ;)), a jeżeli jeszcze do tego dochodzi masaż skóry głowy do odpływam! Fryzjerskie kosmetyki do włosów mają w większości przypadków bardzo przyjemny i charakterystyczny zapach, którego nie znalazłam nigdy wcześniej w kosmetykach drogeryjnych... aż do momentu, kiedy nie poznałam szamponu z keratyną Fergio Bellaro, firmy New ANNA Cosmetics.


Wiem, że zapach to zazwyczaj najmniej istotny element kosmetyku, ale ten w szamponie Fergio Bellaro jest obłędny, soczysty, świeży, ale też mocno kwiatowy, no po prostu jak dla mnie fryzjerki :) Do tego utrzymuje się dobrze na włosach i cały czas mam uczucie, jakby były one świeżo umyte. Dzięki zapachowi mycie włosów jest niezwykle przyjemne, a wygodę zapewnia solidna butelka z pompką, która mieści aż 500 ml produkty, którego cena regularna to tylko około 13 zł! W promocji można kupić go za mniej, o czym informowałam na moim FB. Pompka działa bez zarzutów i nie zacina się, a w razie potrzeby można ją zablokować.



Konsystencja szamponu z keratyną Fergio Bellaro jest gęsta, trochę żelowa, nie tworzy on gęstej piany, jest ona aksamitna i jest jej niewiele, co nie przeszkadza w aplikacji. Jak z działaniem?  Po jego użyciu włosy nie są mocno splątane, za to ma duży plus, wyczuwalne jest wygładzenie, włosy się nie elektryzują. Dużą zaletą dla mnie jest uczucie nawilżonych włosów, które nie domagają się bezzwłocznie odżywki. Nie przedłuża ich świeżości, ani nie powoduje szybkiego przetłuszczania się.


Całość oceniam na 9/10, gdyby przedłużał świeżość włosów byłby ideałem, ale ogólnie sprawdza się bardzo dobrze. Opakowanie bardzo poręczne i każdy producent szamponu powinien wybierać pompkę! Na pewno przypadnie do gustu osobom, które lubią czuć zapach szamponu w swoich włosach :)

Znacie ten produkt?
Buziaki, Mila :) 

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...