środa, 25 listopada 2015

Kilka nowości jesienno-zimowych

Panująca jesienno-zimowa aura (czyli połączenie śniegu, błota, zimna i wiecznej nocy) niezbyt nastraja do długich kąpieli i wcierania balsamów, moim priorytetem staje się gorący prysznic i jak najszybsze wskoczenie do łóżka ;) Co nie oznacza, że nie pojawiają się u mnie nowości kosmetyczne ;) Niedługo pojawią się ich pełne recenzję, a w międzyczasie przekazuję Wam pierwsze wrażenia.


1. La Roche Posay, Effaclar, żel myjący dla skóry tłustej i wrażliwej - ten dermokosmetyk czekał na swój debiut długo... chyba prawie rok leżał w zapasach :P Używam go prawie dwa tygodnie i jeszcze mnie nie zdążył zachwycić, poza zapachem, bo zapach ma obłędny ;)

2. Gliss Kur, Serum Deep Repair - ta odżywka trafiła do mnie, kiedy poprosiłam moją siostrę o kupienie odżywki Isany... Isana, Gliss Kur... to samo, prawda? ;) Zużyję na pewno, bo nie mam wyboru.

3. New Anna Cosmetics, Hair Hel, szampon z naftą kosmetyczną - to nie jest jedyny kosmetyk tej firmy, który pojawił się u mnie, ale reszta jest w intensywnym użyciu i na dniach będą pojawiać się recenzję. Do testowania szamponu muszę też zmusić mojego faceta, bo on ma wrażliwą skórę głowy.


4. GlySkinCare, Argan Oil Hair Mask - pełna nazwa tej maski to "silnie skoncentrowana maska do włosów z olejem arganowym", na razie użyłam jej dwa razy i zapowiada się dosyć ciekawie. Ma dosyć zbitą konsystencję, więc na pokrycie całej długości włosów potrzeba naprawdę niewiele tego produktu. Może wyglądać na niewielką, ale ma 300 ml.

5. GlySkinCare, Intense C Serum - serum z witaminą C to dla mnie zupełna nowość, nie miałam nigdy takiego kosmetyku, więc bez wahania wybrałam je do testów. Stosuję je już od tygodnia i pierwsze wrażenia są bardzo przyjemne. Dla lepszego kontrolowania efektów odstawiłam jak na razie wszystkie kremy do twarzy i ograniczam się do stosowania tego produktu raz dziennie.

6. New Anna Cosmetics, Fergio Bellara, Luksusowy krem do ciała z ekstraktem z kawioru - przyjemny zapach, szybko wchłaniające się konsystencja i niska cena sprawiają, że ma sporą szansę na zostanie moim faworytem wśród balsamów do ciała :)

Jak na razie to wszystkie nowości w mojej łazience, za jakiś czas będą pojawiały się recenzję produktów :)

U Was pojawiło się coś nowego?
Buziaki, Mila :)

środa, 18 listopada 2015

Zatrudnię redaktora i researcherkę...

Czym jest blogowanie? Pasją, sposobem na spędzenie czasu? Dla niektórych to także źródło zarobku (dla mnie też czasami----> ILE ZARABIAM NA BLOGU?) Różne osoby decydują się na różne rozwiązania, ale mam wrażenie, że czasami zaczyna to iść... zbyt daleko?

Ostatnio jedna z większych blogerek, Segritta, dodała na swoim blogu wpis "Szukam redaktora" i to wcale nie był żart! Oczywiście kilka osób się zdziwiło, kilka oburzyło, ale ogólny wydźwięk jej wypowiedzi to "on/ona będzie tylko dodatkiem, ja nie przestanę pisać". Czy tylko mi się wydaje dziwne, że ktoś kto podpisuje bloga swoim imieniem i nazwiskiem decyduje się na zatrudnienie redaktora na nim? Przynajmniej w takiej sytuacji obraz jest jasny - ona pisze o czymś, a nowy redaktor o czymś innym. Jednak nie można ukrywać, że wielu blogerów decyduje się na ghostwriting.

Czym jest ghostwriting? Działa to na zasadzie - Ja, Mila nie mam ochoty pisać tekstów na bloga/nie mam pomysłu, więc zatrudniam Kasię, która mi te teksty napisze, ja jej zapłacę, podpisujemy odpowiednie dokumenty i wpis staje się "mój". Nikt się oczywiście oficjalnie do tego nie przyzna, ale zapewniam Was, że zjawisko występuje.

Okazuje się, że sławne blogerki jak Fashinelka nie tylko mają grafików i fotografów (ok, to jeszcze zrozumiem), ale także specjalistów od korekty oraz reasercherkę (sic!!!!!) dla bloga. Nie masz pomysłu? Spoko, zapłać Ewce, Ewka znajdzie Ci pomysły na fajne wpisy ;) Zastanawiam się tylko, czy takie reasercher nie kradnie przypadkiem tematów z innych blogów? ;) I gdzie jest sens blogowania, skoro ktoś Ci mówi "napisz to i tamto"... właśnie z tego powodu cieszę się, że mój blog nigdy nie będzie popularny, ja nie będę musiała go widzieć w kategorii "to jest moja praca" i nie będę czuć ciśnienia na to, żeby zawsze być na bieżąco i mieć zawsze najświeższe tematy :)


screeny z bloga Fashionelki

Kilka dni temu w jednym z serwisów ogłoszeniowych dla copywriterów trafiłam też na dwa ogłoszenia jednej osoby.  Pierwsze - zlecę nazwę dla bloga kosmetycznego/modowego, drugie - zlecę teksty wprowadzające na bloga kosmetycznego... O ile teksty na blogi w takich serwisach nie są niczym dziwnym, bo wiele osób ma blogi tzw. zapleczowe, w których umieszcza się linki, aczkolwiek nie są one popularne, bo prostu mają być i w razie czego, żeby dało się je czytać, to jednak takie połączenie jest dziwne i mam wrażenie, że ktoś chce zostać sławnym blogerem ;)


screen z Oferii

Niektórzy też nie mają już zupełnie czasu i potrzebują pomocy w reklamie dla bloga...

screen via FB Radia Etyki Social Media 

Blogowanie jak widać wymaga sztabu specjalistów od wszystkiego... a ja dalej siedzę tutaj bez specjalisty od social media, bez prywatnego fryzjera i makijażysty oraz bez mojej reasercherki... Teksty też piszę sama. I tak właśnie moi mili można poznać biednego blogera ;)

Buziaki, Mila :)

P.S. Uprzedzając wszelki hejt - nie, nie zazdroszczę. Jeżeli kogoś stać na to, żeby na blogu zatrudniać tyle osób i jeszcze na tym zarobi to szacun. Po prostu wydaje mi się to dziwne i nie pasuje do mojej definicji prowadzenia bloga :)

piątek, 13 listopada 2015

Kailas - ajurwedyjski krem z himalajskich ziół na problemy skórne

Jesień to taki głupi okres, w którym jeszcze mam w pamięci resztki lata, ale aura bywa bardzo zimowa... no ok, może nie w tym roku, bo w tym roku mam pustynny klimat od lipca (w tym miesiąc bez bieżącej wody w domu i być może niedługo czeka mnie kolejny miesiąc...). Mimo to czuć w powietrzu, że jest zimniej, wiatr coraz chętniej mną targa, a o 17 chciałabym już znaleźć się pod kołderką i spać. Jesień to też dla mnie czas większej ilości problemów ze skórą. Na szczęście mam na to fajny kosmetyk :)



Kailas - ajurwedyjski krem z himalajskich ziół na problemy skórne to kosmetyk bardzo uniwersalny, o niezwykle ciekawym składzie. Zresztą zobaczcie sami:


Skład jest bardzo prosty, a pierwsze skrzypce gra w nim olej kokosowy (bakteriobójczy, zmiękczający), następnie pojawiają się żywica z damarzyka mocnego (przeciwgrzybiczny, na odmrożenia, przeciwgrzybiczny), olejek z sandałowca białego (schładzający, dezynfekujący), kamfora (przeciwzapalny, przeciwgrzybiczny, antyseptyczny), wyciąg z liści miotly indyjskiej (przeciwgrzybiczny, przeciwpleśniowo, ściągająco, antywirusowe, na czyraki i wrzody), wyciąg z owoców buzdyganka naziemnego (regeneracja, antyoksydacyjne), wyciąg z cynadona palczastego (łagodzi skutki skaleczeń, ściągający), wyciąg z kory zaślazu pospolitego (zmniejsza krawienie, antytrądzikowe, przeciwbólowe), wodorotlenek wapnia (na wypryski, antyseptyczny, na stany zapalne i oparzenia), a na końcu woda

Skład jest dosyć egzotyczny i ze składników słyszałam wcześniej tylko o oleju kokosowym i kamforze. Jak widać natura ma w zanadrzu naprawdę wiele rzeczy dla nas. Ten krem moim zdaniem ma bardzo niespotykany skład, bo aż tak wielu "nowych" składników nie widziałam nigdzie indziej chyba :) Skład jest nastawiony na działanie lecznicze. 




Zapach kremu jest ziołowy, relaksujący, niezbyt mocny i szybko się ulatnia. Konsystencja jest trochę dziwna, zupełnie inna niż inne kremy, nie jest gładka i puszysta, wygląda po prostu jakby wszystkie składniki ze sobą zmieszano... i właśnie tak jest :) Nie ma tu konserwantów, spulchniaczy i innych dodatków, sama natura. Konsystencja jest lekko grudkowa, ale szybciutko się rozpuszcza pod wpływem ciepła, szybko się wchłania i nie zostawia tłustej warstwy. Plastikowa tubka jest bardzo wytrzymała.

Szerokie zastosowanie tego kremu sprawia, że sięgam po niego często i chociaż to tylko 20 g (do kupienia tutaj), to wystarczy na naprawdę długi czas. Dosłownie kropla wystarczy na pokrycie obydwu dłoni. Krem stosowałam zarówno na twarz (nie zapycha), jak i na pięty (nawilża i łagodzi spękania), na niewielkie ranki (przyśpieszył ich gojenie) i na różne podrażnienia (alergie czy podrażnienia po depilacji). W każdym przypadku efekt jest zdumiewający - ten krem naprawdę działa! Szybko pozwala uspokoić skórę, po jego użyciu zaczerwienienia znikają, a skóra jest aksamitna.
Moim zdaniem może działać też na atopowe zapalenie skóry. Mój tata zawsze miał AZS na dłoniach, u mnie czasami pojawiają się pojedyncze ogniska, głównie na dekolcie, dłoniach i na nogach. Po użyciu kremu Kailas na taką świeżą zmianę w krótkim czasie przestała mnie swędzieć, a po dwóch dniach nie było po niej znaku! 

Jeżeli ktoś zmaga się z częstym podrażnieniami i chce korzystać z dobrodziejstw naturalnej medycyny ajurwedyjskiej to krem z himalajskich ziół Kailas na pewno będzie dobrym wyborem. 
Znacie ten produkt?
Buziaki, 
Mila :) 

poniedziałek, 9 listopada 2015

Bad FACE Day, czyli szybki trick na dzień paszteta

Też czasami macie dzień paszteta? Czerwona skóra, podkrążone oczy i nowe pryszcze. Na szczęście nie zdarza mi się to często i nie mogę narzekać. Ale kiedy już mnie dopadnie Bad Face Day mam na niego prosty i skuteczny sposób.

Spójrzcie na poniższe zdjęcia, to po prawej zostało wykonane dwie minuty później a skóra wygląda o wiele lepiej. Chociaż pierwsze zdjęcie nie wyszło mi zbyt ostre, to chyba doskonale widać pryszcze, krostki i masakryczne czerwone plamy. Co zrobiłam?


Nałożyłam podkład, ale nie byle jaki podkład ;) Nie wiem jak u Was, ale im gorzej wygląda moja skóra przed położeniem podkładu, tym gorzej wygląda po. Do tego, kiedy mam zły dzień to po paru godzinach podkład wygląda nieświeżo, a ja czuję się jeszcze gorzej.

Jakiś czas temu wygrałam w konkursie dosyć niepozorny produkt, po który bym normalnie nie sięgnęła. Podkład Lirene, My Color Code, dla wiosennego typu urody. Nie wiem czy jestem wiosną, ale wybrałam go ze względu na to, że kolor jest jasny i ma dużo w sobie żółtego i ciepłego (na opakowaniu też jest napisane, że jest to ciepły kolor), czyli jest idealny dla mnie po zejściu opalenizny.


Tubka dodatkowo zapakowana była jeszcze w kartonik, ale go już wyrzuciłam. Niepozorny podkład od Lirene długo u mnie przeleżał, bo nie wydawało mi się, że mógłby być strzałem w dziesiątkę, a kiedy go użyłam zrozumiałam, że ma w sobie to coś!

Konsystencja jest bardzo lekka, świetnie dopasowuje się do koloru skóry i daje lekko matowe wykończenie bez podkreślania suchych skórek. Utrzymuje się na twarzy cały dzień i naprawdę dobrze kryje! Po jego zastosowaniu nie jest ona wysuszona, ani podrażniona. Przy tym jest lekki i nie czuję, że mam coś na skórze, ogólnie to ciężko go na niej dostrzec. Nie mam też problemu z nieświeżym wyglądem, bo podkład Lirene na twarzy prezentuje się po prostu jak druga skóra, tylko że o wiele lepsza ;) Do tego dochodzi niska cena, bo 30 ml kosztuje około 20 złotych.

Dla mnie to podkład idealny, bo nie lubię stosować baz czy korektorów, a dzięki niemu w kilka chwil mogę poprawić wygląd skóry, a dzięki dobrej trwałości nie wymaga poprawek w ciągu dnia. Ten podkład moim zdaniem idealnie spełnia swoje zadanie i wątpię, żebym szybki zmieniła go na coś innego ;)

Znacie ten produkt?
Buziaki, Mila :) 

piątek, 6 listopada 2015

Ozdoby świąteczne już w sklepach, czyli kiedy święta przychodzą za wcześnie

Nie wiem jak w Waszym wypadku, ale u mnie rok określany jest przez pewne daty - początek, wiadomo, Sylwester, potem muszę tylko doczekać do początku lutego, kiedy urodziny obchodzi po moja mama, ja i na końcu moja siostra, majówka kojarzy mi się z bzem, a lipiec oraz sierpień ubiegają pod znakiem żniw, potem pierwszy września, początek listopada i święta. A potem wszystko odbywa się od zera. Te kilkanaście dni w roku pomagają mi się orientować w tym co było kiedyś i w tym co planuję. Uwierzcie mi - pracując w domu praktycznie mając codziennie taką samą rutynę ciężko jest pamiętać jaki dzień tygodnia się ma ;) Kiedy muszę sobie przypomnieć kiedy np. kupiłam ostatni raz nową pomadkę to określam to właśnie terminami "zaraz po kwitnięciu bzu" albo "pomiędzy Sylwestrem a urodzinami" ;) dopiero po takim pobieżnym określeniu zaczynam się głębiej zastanawiać nad jakąś konkretną datą.



Święta Bożego Narodzenia zawsze oznaczają dla mnie kilka rzeczy: koniec roku, więcej luzu, barszcz z uszkami (najlepsze żarcie ever!), prezenty i dużo słodkich, ładnych rzeczy. Nie obchodzę tych Świąt duchowo, nie jestem wierząca, ale w moim domu staje choinka, dlaczego? Bo mi się ten germański symbol szczęścia i odrodzenia podoba wizualnie, naprawdę. Lubię błyskotki, ładne bombki, światełka, mikołaje i renifery, pierniczki też lubię. Zazwyczaj stawiam choinkę na początku grudnia, kiedy już czuć atmosferę Świąt i stoi do... no prawie do moich urodzin ;)

Ostatnie lata to jednak czas w którym Święta przychodzą coraz szybciej... np. w Lidlu już pojawiły się hasła "świąteczne wypieki" oraz świąteczne ozdoby!(może nie do końca, ale pojawią się lada dzień) Fakt, są naprawdę fajne, zwłaszcza te światełka w kształcie choinki i łańcuchy led (zobaczcie sami tutaj : klik), ale to poważnie zaburza moje postrzeganie czasu ;) Biedronka jeszcze z tego co widzę Świętami nie straszy, ale zimą już tak, oferując m.in. ubrania narciarskie- klik (kupowałam rzeczy z takiej oferty w Biedronce w tamtym roku i są naprawdę dobrej jakości).



Czy to trochę nie za wcześnie? Moim zdaniem tak, chociaż na dobrą sprawę cały szał Świąteczny zaczyna się już przed Mikołajkami, więc ciężko oczekiwać, żeby sklepy czekały do 1. grudnia z wprowadzeniem ofert na Boże Narodzenie. Dla wielu osób pewnie oznacza to komercjalizację Bożego Narodzenia... i wcale się nie myli, bo Święta stały się komercjalne od momentu, kiedy ktoś zrozumiał, że można na nich zarobić :)

Święta nie są złe, lubię jednak nacieszyć się jesienną aurą. Zachowuję sobie świąteczny nastrój na ostatnią chwilę, a Wy? ;)  

Buziaki, Mila :)

czwartek, 5 listopada 2015

Fryzjer obciął o 10 cm za dużo i spalił mi włosy|Reklamacja u fryzjera - czy można ją złożyć i jak to zrobić?

Wyobraźcie sobie bardzo możliwą sytuację - chcecie zmiany i idziecie do fryzjera. Wybieracie obcięcie końcówek o 5 cm i zrobienie na włosach karmelowego brązu. Proste, prawda? Niekoniecznie, bo czasami fryzjera poniesie albo wyjdzie w praniu jego brak umiejętności i zamiast 5 cm tracicie 15, a włosy zamiast karmelowe robią się wściekło-rude. Podobnych sytuacji może być wiele i fryzjer może zniszczyć mocno włosy podczas zabiegów, podrażnić skórę głowy czy poparzyć skórę głowy farbą! Co w takiej sytuacji zrobić? 

Czy u fryzjera można złożyć reklamację?



Oczywiście, że tak! Fryzjerów obowiązują takie sama prawa jak innych przedsiębiorców, więc można u niego złożyć reklamację. Jak to zrobić? Najlepiej napisać na kartce dwa egzemplarze z dokładnym wypisaniem wad, do których doszło podczas wykonywania usługi, a także z naszymi żądaniami (poprawa, obniżka ceny czy zwrot ceny) - jeden egzemplarz dla fryzjera, a jeden dla nas na pamiątkę. Fryzjer w ciągu dwóch tygodni od reklamacji musi się do niej ustosunkować, a jeżeli tego nie zrobi to automatycznie zostaje ona uznana za pozytywnie rozpatrzoną! Jeżeli fryzjer jest rozumnym człowiekiem to powinien jednak zaproponować jakieś wyjście zaraz po tym, kiedy powiemy mu, że coś zrąbał ;)

Ok, ok, ale to tylko 10 cm więcej... może powiedzieć, że ja tak chciałam się obciąć. Zresztą fryzjerka może powiedzieć, że spaliłam sobie  włosy sama w domu... - właśnie w tym leży problem i najlepiej reklamację składać zaraz po zauważeniu błędu (a nie po miesiącu płakania w domu, chociaż na to teoretycznie mamy 2 lata, to im szybciej, tym lepiej), a najlepiej byłoby udać się do fryzjera z kimś kto słyszałby, że prosiłyśmy tylko o 5 cm, a nie 15 cm, takim świadkiem może też być np. inny klient. Jednak kwestia uciętych centymetrów może być trudna do udowodnienia, jeżeli różnica jest niewielka, ale jeżeli możemy udowodnić, że miało to wpływ na nasze życie (np. jesteś modelką i musisz mieć włosy określonej długości) to fryzjerowi ciężej będzie się z tego wybronić.


Nie ma co się wstydzić składania reklamacji u fryzjera, bo powinien on wykonać usługę tak jak chcemy i nie powinno dochodzić do takich sytuacji.
Mi na szczęście jeszcze nigdy nie zdarzyło się, żebym musiała złożyć reklamację, a Wam?

Buziaki,
Mila :)

wtorek, 3 listopada 2015

Kwas hialuronowy 1% - moje stosowanie, czy warto go kupić?

Kwas hialuronowy jest humektantem, który stosowany jest w wielu kosmetykach, a także solo - jest to bowiem dosyć popularny, bezpieczny i niedrogi składnik kosmetyczny.

Dla przypomnienia:

W skrócie - kwas hialuronowy wiąże wodę i ją zatrzymuje, najlepiej stosować go w połączeniu z emolientami. Właśnie w takim zestawieniu powinno się go stosować. Oczywiście, nie trzeba go mieszać przed nałożeniem, można za to stosować go jako serum, a potem nałożyć krem - nie tylko zwiększy nawilżenie skóry, ale także sprawi, że składniki aktywne z kremu lepiej się wchłoną. 

Ja stosowałam go w połączeniu z olejem z nasion truskawki, łączyłam te dwa składniki przed nałożeniem i wklepywałam na twarz, szyję oraz dekolt. Takie połączenie nie tylko mega szybko się wchłania, ale także zostawia skórę bardzo miękką. Powiem szczerze, że największą różnicę zauważyłam właśnie na dekolcie, kwas hialuronowy z olejem stosowałam na noc. Lubię spać na brzuchu przez co rano na dekolcie miałam zawsze widoczne "zaprasowania", od kiedy zaczęłam stosować kwas hialuronowy na noc te zaprasowania są dużo mniej widoczne, a skóra bardziej napięta. Kwas hialuronowy 1% stosowany jako serum także świetnie się wchłania i nie lepi się na skórze.



Zaletą tego produktu jest, że raczej nie uczula, bo występuje naturalnie w skórze. O ile kupuje się produkt ze sprawdzonego źródła, to można mieć pewność, że jest on bezpieczny. Mój kwas hialuronowy pochodzi ze sklepu zdrowie-i-uroda.pl i można go kupić tutaj. Jak możecie zobaczyć cena za 30 ml produktu jest niska, a taka pojemność wbrew pozorom pozwala na długie stosowanie - u mnie kwas hialuronowy jest w użytku od miesiąca i zostało mi go jeszcze około połowa, a wcale go sobie nie żałuję! Jest bardzo wydajny, głównie dzięki swojej żelowej konsystencji, która pozwala na pokrycie sporej powierzchni skóry. Buteleczka tego kwasu ma wystarczająco duży otwór, aby na raz móc wydobyć więcej produktu, jedynym minusem jest etykieta, która pod wpływem wilgoci się marszczy, ale na szczęście napisy się nie rozmazują. 


Moim zdaniem warto mieć kwas hialuronowy w swojej kosmetyczce, można nim wzbogacać nieudane produkty kosmetyczne, świetnie sprawdza się także na wyjazdu - kwas plus ulubiony olej tworzą bardzo zgrany duet, który gwarantuje miękkość skóry nawet w złych warunkach, a do tego wchłania się szybciej niż sam olej.
Mimo, że jest to kwas to nie trzeba po nim stosować dodatkowej ochrony przeciwsłonecznej jak w przypadku kwasów złuszczających naskórek.

Stosujecie kwas hialuronowy? Jak u Was się sprawdza?
Buziaki, Mila :) 

poniedziałek, 2 listopada 2015

Odrost 12 cm - co mam z nim zrobić?

No i doczekałam się... mój odrost ma 12 cm (a miejscami nawet 15 cm!), chociaż w sumie... nie specjalnie na to czekałam ;) W kwietniu pisałam CO U MOICH WŁOSÓW SŁYCHAĆ vol.3  i narzekałam na to, że odrost zaczyna być widoczny, a teraz jest już naprawdę duży. Nie wiem nawet, kiedy minęło i obudziłam się po prostu z naprawdę wiolami centymetrami moich naturalnych włosów.

Najlepiej to widać na zdjęciu poniżej, ale nie jest to w 100% naturalna kolorystyka.


Naturalne kolory włosów można zobaczyć na zdjęciach niżej.


Po pierwsze przeżyłam mały szok, bo moje włosy farbuję od 13 roku życia, nie zawsze to była pełna farba, czasami pasemka i balejaż, ale i tak od tego momentu chyba nie miałam chwil, żebym nie miała na sobie farby. No i nie wiedziałam, że moje włosy maja taki kolor :D Czy to jest mysi blond? Nie wydaje mi się, bo mysi blond jest trochę bardziej ciepły i jaśniejszy. Serio nie wiedziałam, że mam aż takie ciemne włosy, a przy niewielkich odrostach wydawało mi się bardziej, że jest to kwestia kontrastu w kolorach, a nie tego, że kolor jest naprawdę ciemniejszy. 

Po drugie - co ja mam z tym zrobić?! Co się robi z dwunastoma centymetrami odrostów? Co się robi z resztą włosów? Farbujesz, czy nie? Wiem, problemy pierwszego świata ;) Teraz moje końcówki mają mniej więcej takie kolory - pokrywam fioletową pianką, która szybko, po jednym lub dwóch myciach, się u mnie wypłukuje do niebieskiego/turkusowego, a na końcu do zielonego. Nie chcę z tych końcówek rezygnować.




Muszę chyba podjąć decyzję - zapuszczać dalej i spróbować jak będę wyglądała w bardziej zaawansowanym "ombre" albo wyrównać sobie kolor ;) Tylko jeszcze nie wiem co wybiorę.
A tak przy okazji - w Rossmannie jest teraz sporo promocji na kosmetyki pielęgnacyjne do włosów kilk. Są też promocje na farby do włosów (klik), w Naturze też (klik) więc farbowanie trochę kusi ;)

Waszym zdaniem co będzie u mnie wyglądać lepiej? Mój naturalny kolor mi pasuje, czy nie? 
Buziaki, Mila :)

niedziela, 1 listopada 2015

Rossmann -49% od jutra!

Czujecie niedosyt kosmetykowy? Świetnie, bo w Rossmannie już od jutra mega promocja -49% :) Doskonały na jesienną chandrę i może nawet na coś się skuszę, bo skończyły mi się tusze do rzęs.


Od 02.11 do 06.11 - 49% na produkty do ust i paznokci (w tym odżywki).


Od 07.11 do 13.11 - 49% na produkty do makijażu oczu (ciekawe czy odżywki do rzęs też? w poprzedniej edycji się łapały).


Co dziwne, tym razem Rossmann nie trzyma w niepewności i info potwierdził w nowej gazetce(klik, klik, lub zdjęcia), chociaż zazwyczaj trzymał to w tajemnicy oraz niepewności aż do ostatniego dnia.



Teraz już wiecie, gdzie możecie udać się, żeby tanim* kosztem uzupełnić zapasy. Miłych łowów :)


*yeaahhhh wiadomo, że Rossmann nie jest krystalicznie czysty i podnosi często ceny przed promocją, tylko po to, żebyś na promocji mogła je kupić 2 czy 3 zł taniej ;) Jest też masa tańszych miejsc do zakupów, ale to w większości miejsca w sieci, a ja niektóre kosmetyki chyba wolę kupować stacjonarnie :)

Buziaki, Mila

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...