sobota, 31 października 2015

Halołin - sralołin, czyli dlaczego mi powiewa to, co robisz tego dnia

Dzisiaj przypada okultystyczne (a nie okulistyczne, cholerny słownik w telefonie!) święto ku czci czarnego pana - Halloween. A nie sorry, Dziady idioto, a nie Halloween (pozdrawiam Mickiewicza i jego Dziady, dzięki którym zdałam rozszerzony polski na 85%!). A może nic? W końcu i jedno i drugie to dzieło szatana… a mnie to zwiewa i powiewa.


Nigdy nie mogłam zrozumieć nagonki na Halloween, które zaczęło się pojawiać w Polsce, jakoś pod koniec podstawówki. Może to była kwestia tego, że zawsze byłam nawiedzona (sesese :>) a może kwestia tego, że osoby w moim otoczeniu, które ten dzień tak demonizowały, organizowały przy okazji parafialne Andrzejki? Andrzejki, które składają się z przesądów i wróż, a od Halloween różnią się tylko tym, że ludzie się zwykle nie przebierają. Fuck logic - ale w końcu na Andrzejkach ksiądz zbierał kasę na remont kościoła :P


Tutaj chciałabym dodać, że naprawdę szanuję osoby, które wierzą, są katolikami czy kimkolwiek innym i naprawdę żyją według swoich przekonań. Nie zgadzam się z nimi zazwyczaj, ale doceniam to, że od A do Z trzymają się tego co uważają za swoją podstawę wiary. Za to zawsze śmiech u mnie wywołują osoby, które opowiadają się za zgubiennym wpływem Halloween na nasze biedne dusze, a potem wybierają sobie tylko co lepsze kąski z życia religijnego, czyli ślub, chrzest, komunia, bierzmowanie i pokazanie się w Boże Narodzenie w nowej kurtce w kościele ;)


Aleee… wracając do tematu Halołin-sralołin nie grzeje mnie, ani nie ziębi. Sama go nie obchodzę, widzę je tylko jako fajną okazją do zrobienia sobie jakiegoś dziwnego makijażu i do imprezy ( a dobra impreza nigdy nie jest zła), nie zanotowałam jeszcze żadnych zgubnych działań na duszę i niewinność serca. Podobnie nie obchodzę i nie przeżywam religijne wielu świąt, za to zawsze chętnie zjem barszcz z uszkami, czy jajko z majonezem, u mnie plasuje się to na tym samym poziomie co wydrążenie sobie dyni i postawienie jej dla ozdoby.
Kiedy za to widzę gdzieś w social mediach posty i wpisy typu “halloween to zuooo” udostępnione przez osobę, która robi to pod publiczkę i dlatego, że sama nie rozumie, że przeczy sobie, to robię prostą rzecz - blokuję taką osobę, bo szkoda mi życia na ujadanie się z idiotami ;) Chociaż jeszcze kilka lat temu bym pewnie wdała się w dyskusję, ale na starość zrozumiałam, że niektórych nie przegadasz :)


Dla mnie Halloween to dzień taki sam jak Boże Narodzenie, Wielkanoc, Andrzejki, Noc Świętojańska, Dożynki, Zaduszki i wiele innych - czyli dzień, który wziął się z ludowych/pogańskich wierzeń, a dopiero potem ktoś próbował nadać mu religijną otoczkę, tylko po to, żeby ludzie nie musieli wybierać pogański zwyczaj czy religia? Został tylko jeden wybór - religia, bo słowiańskie/germańskie/inne święto ubrano w religijne słowa. Ja tę otoczkę po prostu odrzucam.

A Wy bawicie się w Halloween? Idziecie dzisiaj na jakąś imprezę?

Buziaki, Mila :)

poniedziałek, 19 października 2015

Olej konopny w kosmetykach - India Cosmetics

Olej konopny coraz częściej widzę w różnych kosmetykach, chyba stał się hitem, co nie? ;) Pewnie tak, bo ma on sporo kwasów omega-3, podobnie jak olej lniany, do tego minerały takie jak cynk (super zarówno dla włosów jak i cery), wit. A, C, E oraz z grupy B. Regeneruje i odżywia. I nie ma co się tego oleju obawiać - to nie narkotyk ;) Dzisiaj napiszę o kilku produktach firmy India Cosmetics, o Balsamie Q pisałam już jakiś czas temu, teraz czas na ich falową serię, czyli tą z olejem konopnym :)


Na pierwszy ogień ich bestseller - Serum do bardzo suchej skóry twarzy i dłoni. Nie dziwię się, że cieszy się tak wielką popularnością, nie dość, że jest to produkt dosyć uniwersalny, to jeszcze działa naprawdę dobrze. Jako, że miałam na głowie bardzo dużo w okresie sierpień-wrzesień, to dzięki temu kosmetykowi mogłam załatwić pielęgnację twarzy oraz dłoni za jednym razem i nie musiałam nosić ze sobą zawsze dwóch kosmetyków. Tubka jest wygodna i poręczna.


Sam kosmetyk nie ma tłustej konsystencji, dosyć szybko się wchłania. Fajnie wygładza skórę, a także dzięki zawartości D-panthenolu łagodził podrażnienia na dłoniach. Moim zdaniem hit, któremu nic nie można zarzucić.


Bardzo często towarzyszyła mi też ochronna pomadka do ust od India Cosmetics. Jestem pomadkoholiczką, więc po ten produkt sięgam bardzo często. Dobrze chroniła spierzchnięte usta i pomimo niewielkiej wagi 3,8 g okazała się być bardzo wydajna. Nie mam jej nic do zarzucenia, nie powiedziałabym, że jest to rewolucyjny produkt, ale na pewno bardzo dobry.


Jedyne co mi w niej nie pasowało to sztyft, który nie był chyba dobrze umieszczony w środku i przy smarowaniu ust przechylał się na bok. Trochę to utrudniało jej stosowanie, bo nie można było jej mocniej docisnąć. Mimo to wady chętnie po nią sięgałam.



Ostatni produkt do maska do włosów India Cosmetics. Czas kiedy ten kosmetyk do mnie trafił był wręcz idealny - mało czasu w domu, a więc mało czasu na nakładanie czegoś więcej niż byle jaki szampon i odżywka. Maska okazała się strzałem w 10. bo wystarczy trzymać ją na włosach od 1 do 3 minut, więc jest naprawdę ekspresowa.



Konsystencja trochę przypomina budyń, ale niewielka ilość wystarczy do pokrycia długości włosów. Nie obciąża włosów, więc można ją bez problemów kłaść także przy skórze głowy. Zapach lekki i nie utrzymuje się na włosach.
Jak działa? Po pierwszym użyciu mnie nie zachwyciła, miałam uczucie, że włosy były trochę tępe i źle się rozczesywały, przy drugiej aplikacji było jednak o wiele lepiej, a przy trzeciej włosy naprawdę stały się fajne w dotyku.


Opakowanie 200 ml starczyło mi na zadziwiająco wiele aplikacji, a z każdą rezultaty były coraz lepsze. Włosy po masce są elastyczne, dobrze się układają, a końcówki nie są spuszone. Włosy były wyraźnie zregenerowane i "zrelaksowane" po ciężkim dla nich okresie :) 

Gdybym miała wybrać, który produkt z tej trójki był najlepszy to mocno bym musiała się zastanowić pomiędzy maską a serum, bo obydwa są naprawdę bardzo dobre i przypadły mi do gustu. W każdym bądź razie myślę, że warto z tymi kosmetyki eksperymentować, bo olej konopny ma moc :)

A Wy znacie kosmetyki z olejem konopnym?
Buziaki, Mila :)

czwartek, 1 października 2015

Merz Spezial - podsumowanie trzech miesięcy kuracji

Trzy miesiące kuracji minęły zanim się obejrzałam, może głównie przez to, że tak wiele się w tym czasie działo? Nie miała za bardzo czasu na blogowanie ze względu na różne sprawy, ale teraz w końcu wracam na dobre.


Merz Spezial Dragees towarzyszył mi przez trzy miesiące, od 19 czerwca. Po pierwszym miesiącu nie widziałam wielkich efektów, a jak jest teraz? Efekty są i na pewno pokrywają się z tym co mówi producent :) Moje paznokcie w okresie letnim przeżywają prawdziwe piekło, które próbuję im rekompensować nakładając hybrydy, ale.... no cóż, co z tego skoro jako typowy dłubacz i kombinator muszę prędzej czy później gdzieś podważyć lakier i go sobie zerwać? Tak, wiem, to okropny nawyk i paznokcie wyglądają po tym tragicznie, a normalny lakier odpada z nich w ciągu kilku godzin, natomiast bez żadnej warstwy ochronnej szybko się łamały. Dzięki Merz Special wyraźnie się wzmocniły i szybciej regenerowały, ostatni miesiąc za to spędziłam praktycznie bez lakieru na paznokciach i niespodzianka - połamały się tylko trzy, a to przez to, że je przytrzasnęłam ;) Wydaje mi się, że dzięki temu suplementowi paznokcie przybrały też bardziej zdrowy kolor, ale może to tylko moje wrażenie?



Spodziewałam się wysypu baby hair, ale go nie dostałam, chociaż jakieś bobaski pojawiły się i pod tym względem suplement dorównuje wielu innym produktom. Za to na skórze zauważyłam bardzo dużą różnicę. Jak może wiecie (albo i nie ;)) to moje nogi zawsze są mega suche i to one są dla mnie wskaźnikiem nawilżenia skóry. W chwili obecnej skóra jest miękka, nawilżona. Dodatkowo zauważyłam, że Merz Spezial działa na trądzik! Zawsze miałam jakieś pojedyncze wypryski na dekolcie, ramionach i plecach, teraz o tym problemie zapomniałam.

Podsumowując - kuracja tym suplementem diety na pewno przyniesie rezultaty, ale trzeba ba nie trochę poczekać :) Trzymiesięczna kuracja moim zdaniem w zupełności wystarczy, a warto zacząć ją teraz, przed srogą zimą. Czas mojej kuracji przypadał na upalne i słoneczne lato, czyli czas w którym moja skóra cierpi najbardziej i mogę powiedzieć tylko jedno - ten produkt się sprawdził :)

Buziaki,
Mila :)
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...