wtorek, 28 lipca 2015

SPA dla stóp - złuszczanie kwasami AHA, BingoSpa

Kto z Was pamięta o tym, że ma stopy tylko latem? Ja, ja! No cóż... czasami nawet latem o nich zapominam ;) alleeeeee.... na szczęście są produkty, które pozwalają dosyć szybko przywrócić akceptowalny wygląd stóp. Tym produktem na pewno jest Silnie złuszczający preparat do stóp z 50% kwasami AHA firmy BingoSpa.


Według producenta:

Kwasy AHA BingoSpa pomagając w usunięciu warstw nagromadzonych na powierzchni skóry, zapewniają efekt peelingu stymulującego odnowę komórkową. Proces ten inicjuje bowiem odpowiednią odbudowę komórek głębiej położonych. Powoduje on także pobudzenie produkcji kolagenu i elastyny. W wyniku zachodzących procesów w sposób widoczny poprawia się stan skóry stóp. Lepiej gromadzi ona wilgoć, co wpływa na wygładzenie zmarszczeń i bruzd oraz poprawę ogólną wyglądu stóp.
Przy długotrwałym stosowaniu (6 miesięcy i dłużej) preparatów zawierających kwasy owocowe odbudowują się włókna sprężyste. Zwiększa się produkcja włókien kolagenowych i mukopolischarydów, dzięki którym poprawiają się biologiczne i fizyczne właściwości skóry.
Składniki aktywne:
  • sól warzona próżniowo,
  • siarczan magnezu,
  • urea (mocznik),
  • pięćdziesięcio procentowe kwasy owocowe AHA,
  • olejek pomarańczowy,
  • ekstrakt z melisy,
  • ekstrakt z nagietka.


Skład bardzo obiecujący, tak samo jak działanie. Kosmetyk ma formę grubszego proszku/soli, który trzeba nałożyć na wilgotną dłoń/gąbkę a potem przez 5 - 10 minut masować nim stopy. Ja mieszam odrobinę z wodą aż powstanie pasta, którą wcieram w stopy, inaczej mam wrażenie, że dużo preparatu ląduje poza stopami. Masaż trwa dosyć długo, więc po kosmetyk sięgam dwa lub trzy razy w tygodniu. Domowe SPA umilane jest przez cytrusowy zapach tego peelingu do stóp.


Działanie jest bardzo dobre już od pierwszego użycia, chociaż wiadomo, że przy mocno zapuszczonych stopach cudów od razu nie będzie. Ja preparat stosuję nie tylko na podbicie stopy, ale na całą powierzchnię aż po kostki i skóra u góry robi się miła i nawilżona już po pierwszym nałożeniu, pięty za to stają się o mocno wygładzone po około 3 - 4 zabiegach (w międzyczasie nie korzystam z kremów, a przez zabiegiem zawsze stosuję tarkę do stóp). Poza tym podoba mi się świeży efekt po zabiegu, a sam masaż wpływa też relaksująco i zmniejsza opuchliznę czy zmęczenie stóp. Do tego produkt jest wydajny.

Cena w sklepie BingoSpa to 23,90 za 600 gram, które starczy na całe lato. Moim zdaniem się opłaca, bo produkt działa dobrze :) 

Znacie ten preparat? A może macie coś innego na stopy? 
Buziaki, Mila :)

piątek, 17 lipca 2015

Ufff jak gorąco! Płyn lawendowy do twarzy Fitomed

Wraz z nadejściem upałów sięgam chętnie do lodówki. Ale nie po zimną wodę, ale po zimną mgiełkę/płyn lawendowy firmy Fitomed. I to właśnie płyn lawendowy do twarzy do cery zmęczonej, nawilżająco - tonujący będzie bohaterem tego wpisu.



Płyn ten trzymam w lodówce, ale nic nie stoi na przeszkodzie, aby znajdował się poza nią. Jednak kiedy jest schłodzony to efekt odświeżenia jest bardzo mocny i niesamowicie przyjemny w gorące dni. Płyn schowany jest w buteleczce 200 ml, która jest wygodna i posiada atomizer. Nic się nie zacina, a mgiełka wypryskana z produktu jest konkretna, ale także dobrze rozproszona, dzięki temu można bez obaw stosować na makijaż. 





Działanie: płyn lawendowy o świeżym zapachu jest idealnym środkiem do "ożywienia" skóry zmęczonej. W stosowaniu zewnętrznym poprawia ukrwienie naskórka i nadaje mu ładny kolor. Cera nabiera zdrowego połysku, staje się gładka, jędrna i elastyczna.
Przeznaczenie: do cery suchej, mieszanej, zmęczonej. Polecany również do nawilżenia twarzy osobom pracującym przy komputerach oraz w klimatyzowanych pomieszczeniach.

Fakt - płyn doskonale odświeża skórę, kiedy czuję się zmęczona to wystarczy dosłownie jedno psiknięcie, żeby cała twarz była pokryta i odżywiona. Doskonale scala razem makijaż i odświeża go po kilku godzinach noszenia. Płyn delikatnie nawilża skórę, kiedy pozostawia się go do wyschnięcia na niej i często, kiedy wstaję wcześnie rano i nie mam ochoty na żadne zabiegi pielęgnacyjne to stosuje tylko ten płyn i zapewnia komfortowe uczucie nawilżenia przez około dwie godziny.

Ten kosmetyk polubiłam przede wszystkim za to, że jest wielofunkcyjny. Doskonale sprawdza się także jako tonik (wtedy psikam na twarz trzy raz i zbieram resztki wacikiem) oraz jako dodatek do domowych maseczek. Zapach produktu jest bardzo relaksujący, ale nie utrzymuje się na skórze przed długi czas.
Na plus przemawia także niska cena produktu (13 zł) oraz wysoka wydajność. Skład jest przyjemny i nie ma w nim miliona dodatków (za to lubię firmę Fitomed - mają fajne i konkretne składy)
Aqua, Lawandula Angustifolia Flower Water, Glycerin, Panthenol, Peg-40 Hydrogenated Castor Oil, Allantoin, Cytric Acid, Phenoxyethanol(and) Ethylhexylglycerin, Lawandula Angustifolia Oil (linalool), C.I.42090+C.I. 16255.
Moim zdaniem ten kosmetyk, czy jakąkolwiek mgiełkę, warto mieć w swojej kosmetyczce, szczególnie podczas lata, kiedy potrzebne jest szybkie odświeżenie!
Znacie tą mgiełkę?
Buziaki, Mila :)



wtorek, 14 lipca 2015

Nocny stróż, czyli Dermedic Hydrain3, naprawczy krem przeciwzmarszczkowy

Dzisiaj przygotowałam dla Was recenzję produktu marki Dermedic, jest to naprawczy krem przeciwzmarszczkowy z serii Hydrain3. Z tą serią miałam do czynienia już w postaci płynu micelarnego - jego recenzja tutaj.



Co na pewno łączy te dwa produkty to zapach, który chyba jest znakiem rozpoznawczym tej serii. W kremie jest on jednak lżejszy i nie utrzymuje się długo na skórze, co jednak pozwala mu nadal dawać wspaniałe odczucia zapachowe podczas aplikacji.




Produkt zamknięty jest w opakowaniu z pompką, czyli mega higienicznie. Sama pompka przy zakupie znajduje się także w kartoniku. Pomkpa chodzi lekko i bez problemów, można wycisnąć nawet pół pompki kremu. Co mnie zaskoczyło w tym kremie to konsystencja - jest ona niby treściwa, ale też lekka. Nakłada się bez problemów i szybko wchłania, chociaż ciężko jest krem wsmarować na tyle, aby nie był widoczny na twarzy. Konsystencja przypomina mi jakąś mocno odżywczą maskę całonocną. Jedna pompka wystarczy na pokrycie całej twarzy i szyi, więc krem jest też dosyć wydajny.



Jakie jest działanie? Krem nie zapycha i nie uczula. Doskonale nawilża, na tyle, że rano mogłam nie nakładać innego kremu. Po miesiącu stosowania skóra jest bardziej elastyczna. Krem doskonale sprawdza się po ciężkim dniu, bo odświeża cerę i pozwala na całonocną regenerację tak, że rano wygląda ona świeżo i młodziej! Po przekłuciu nosa przez jakiś czas nie nakładałam na nos nic, a używając różne produkty odkażające i czyszczące w tych okolicach, pojawiła się masa suchych skórek. Wystarczyły dwie aplikacje kremu cieniutką warstwą na nos, żeby wszystko wróciło do normy.
Od kiedy zaczęłam stosować ten krem nie odczuwam już nieprzyjemnych skutków gorącej pogody i dużej ilości słońca, takich jak łuszczenie się, zmęczona i szarawa cera, widoczne pogłębienie zmarszczek.
Obietnice producenta (do zobaczenia tutaj) znajdują w tym przypadku pokrycie w rzeczywistości. Na pewno to zasługa składników takich jak woda termalna, masło shea czy kwas hialuronowy.


Cena za ten krem, czyli 55 gram, waha się w sieci od 25 do 35 złotych. Myślę, że to inwestycja warta wydatku w przypadku właścicielem suchej i odwodnionej skóry.
Moja ocena dla tego produktu to zasłużone 10/10. Czekam aż pojawi się w aptece, gdzie prowadzą sprzedaż produktów firmy Dermedic (do sprawdzenia tutaj)  i kupuję dwa opakowania - jedno dla mnie i jedno dla mamy.

Znacie ten krem?
Buziaki, Mila :)

czwartek, 9 lipca 2015

WYNIKI KONKURSU z olejami Etja

WYNIKI KONKURSU Z Naturalne Olejki Eteryczne i Oleje BIO do skóry, www.etja.pl​

Na FB wygrywają (proszę o wiadomość na PW w terminie podanym w regulaminie):
- Anna Kostrzycka
- Joanna Wlas
Gratuluję :) <3

Na blogu wygrywa (wiadomość na maila w terminie podanym w regulaminie):
- Druidka
Gratuluję <3

Zestawy będę wysyłać losowo :)
Jeżeli nie otrzymam adresu to wybiorę inną osobę!

Buziaki, Mila :)

wtorek, 7 lipca 2015

Piercing nosa - ból przekłucia, pierwsze wrażenia

Jak wiecie, a może i nie wiecie jeżeli nie zaglądacie na mojego FB, w sobotę zrobiłam sobie piercing w nosie. Postanowiłam, więc na świeżo spisać jak to było, czy bolało i jakie są moje pierwsze wrażenia. Powód pisania notki tak szybko jest prosty - później zapomnę i nigdy się nie pojawi, a ja pytana jak było pewnie odpowiem "nie pamiętam" ;)



DLACZEGO PIERCING NOSA?
No właśnie, dlaczego? W moim przypadku jedyna słuszna odpowiedź to "bo tak" :P Nie kryje się za tym żadna filozofia, kolczyki w nosie jakoś specjalnie mnie nigdy nie kręciły, a moja decyzja była dosyć spontaniczna. Moja młodsza siostra chciała sobie przekłuć nos, więc ja też zdecydowałam się na przekłucie w ramach towarzystwa. Potem ona zdecydowała, że jednak przekłuje sobie pępek, a ja zostałam przy nosie (a koniec końców Zuzia zrobiła sobie piercing i w pępku, i w nosie ;)).
Piercing nosa ma tą zaletę, że szybko zarasta podczas gojenia, więc w razie gdyby mi się nie podobał, to mogę go wyciągnąć.

WYSOKOŚĆ PIERCINGU
Mój kolczyk umiejscowiony jest trochę wyżej niż zwykłe przekłucie (czyli standard nostril), a troszkę niżej niż wysokie przekłucie (czyli high nostril). Dlaczego właśnie tam? Bo tam mi się podoba po prostu. Chociaż świeżo po przekłuciu prawie, prawie chciałam się przekłuć drugi raz i zrobić dziurkę minimalnie niżej. Wydawało mi się, że piercing jest trochę wyżej, ale była to tylko kwestia dużego zakończenia kolczyka i po zmianie kolczyka na inny (niżej napiszę dlaczego go zmieniałam, chociaż nie powinnam!) i zejściu pierwszej opuchlizny okazało się, że wysokość jest idealna :)



BÓL PRZEKŁUCIA
Czy przekłucie nosa boli? Nie! Mnie w ogóle nie bolało, a moją wrażliwość na ból określiłabym jako normalną. Uczucie podobne jest raczej do mocnego uszczypnięcia i trwa dosłownie sekundę. Jasne, poleciało kilka łez, ale tylko ze względu na połączenia nerwowe. W sumie to było takie dziwne uczucie, jakby jakaś ciepła fala rozeszła się od mojego nosa do oczu i musiałam uronić kilka łez :) Kolejnym uczuciem było lekkie ciągnięcie i dyskomfort, kiedy założony został kolczyk i wyciągany był wenflon. A potem nic. Po założeniu kolczyka nic nie piekło, nie bolało, byłam w stanie dotknąć kolczyka i go przekręcić bez żadnych kłopotów. Jedyne uczucie jakie mi towarzyszyło to lekki dyskomfort, coś w stylu, kiedy ma się naprawdę silny katar i nos jest zmęczony.

WRAŻENIA PÓŹNIEJ
Nos po przekłuciu mi spuchł, nie było to widoczne na pierwszy rzut oka, ale różnica była widoczna przy porównaniu do drugiej dziurki. Ogólnie nic strasznego. Przez pierwsze dwa dni czułam jakbym miała lekko obity nos i po prostu czułam lekki dyskomfort podczas dotykania i przemywania. Nadal jednak nie był to ból, a obecnie, w trzecim dniu po przekłuciu kolczyka w ogóle nie czuję poza czyszczeniem, kiedy muszę go przekręcać. Przypadkowe dotknięcia nie są bolesne, przez pierwsze dwa dni były nieprzyjemne. No i dopiero przy kolczyku uświadomiłam sobie, że naprawdę wiele razy w ciągu dnia dotykałam nosa i jego okolic :D



DLACZEGO ZMIENIŁAM KOLCZYK?
Gojenie nosa trwa jeden - dwa miesiące, chociaż oczywiście dziurka już dużo wcześniej wygląda na teoretycznie wygojoną. Przez czas gojenia nie wolno wymieniać i wyciągać kolczyk, jednak je to zrobiłam z pełną świadomością. Dlaczego? W nocy śpię na brzuchu, w pierwszą noc po piercingu zakleiłam sobie nos plasterkiem, żeby przypadkiem nie zaczepić nigdzie kolczyka. I chociaż starałam się spać na prawej stronie twarzy, gdzie nie mam kolczyka, to i tak obudziłam się na lewej stronie. Trochę to podrażniło płatek nosa i spuchł jeszcze bardziej niż po przekłuciu. Kolczyk, więc trochę mi przeszkadzał i nie mogłam go za dużo ruszać, co mogłoby też mieć negatywny wpływ na proces gojenia. Nie wspominając o tym, że ostatnie dni były akurat upalne, więc po prostu od przyciśniętego kolczyka do skóry zaczęła mi się odparzać skóra na nosie.
Przed wymianą oczywiście wymyłam ręce w mydle antybakteryjnym, przetarłam okolicę alkoholem, kolczyk miałam sterylny. Założyłam sobie na miejsce kolczyka do nosa, zwykły, prosty labret, taki jak do ust, który jest trochę dłuższy (cieszę się swoją przewidywalnością i tym, że nabyłam taki kolczyk w razie czego:D), zamyka się go przykręcają kuleczkę. Wymiana nie była straszna, podchodziłam do niej dwa razy, bo za pierwszym razem nie mogłam trafić w dziurkę od dołu. Po prostu stopniowo wysuwałam labretem kolczyk do nosa. Odbyło się bez bólu, krwi, a ulga po założeniu większego kolczyka była natychmiastowa i po konsultacji z osobą, która mnie przekłuwała okazało się, że moja decyzja o wymianie była słuszna. Ale jeżeli ktoś nie jest w stanie zrobić tego sam, a czuje, że z jakiegoś powodu musi to najlepiej udać się do piercera. Teraz labret zostanie w moim nosie aż do wygojenia.

Podsumowując - piercing w nosie to w moim odczuciu nic strasznego :) Byłam przygotowana na ból, a jak się okazało w ogóle go nie było, więc jeżeli którąś z Was przed decyzją o zrobieniu kolczyka zatrzymuje ból to chyba nie ma czego się bać.
Teraz zobaczę jak przebiegnie cały proces gojenia i na pewno napiszę notkę na temat tego jak pielęgnowałam mój piercing i czy nie pojawiły się jakieś problemy po drodze :)

A może któraś z Was ma też piercing w nosie (lub innym miejscu) i chce się podzielić swoimi wrażeniami? 
Buziaki, Mila :)

poniedziałek, 6 lipca 2015

WYNIKI konkursu z Mazidłami

Pamiętacie ten konkurs w którym był do wygrania zestaw półproduktów z Mazideł?
Mam dla Was wyniki :)

Było ciężko wybrać, dlatego czekałam do ostatniego dnia, a najchętniej nagrodziłabym kilka osób.
Bez przeciągania nagrodę wygrywa...

.
.
.
.
.
.
.
dobiezka!

Jej odpowiedź bardzo mi się spodobała i oferuję się na testera tego kosmetyku :D

Drodzy Państwo! Czy wiecie o czym marzą kobiety? O księciu z bajki? O sławie? Nie!!! One marzą o tym, żeby jeść i nie tyć i cieszyć się smukłą sylwetką ! I tu przyszedłby z pomocą wyszczuplający peeling do ciała, który nie tylko sprawiałby przyjemność samego użytkowania, ale również doskonale odpowiadałby potrzebom kobiet, ponieważ zapobiegałby, aby na ich pięknych ciałach nie pojawiał się już żaden Szanowny Pan Celulit czy Szanowna Pani Fałdka Tłuszczu. Kosmetyk ten miałby subtelny, zmysłowy zapach, który pobudzałby Nasze zmysły i to nie tylko te, które odczuwamy, gdy patrzymy na przystojnego mężczyznę z umięśnioną klatą. Ten peeling miałby jeszcze jedno dodatkowe działanie – sprawiałby, że gdy kobieta patrząc w lustro, zawsze by się uśmiechała i to nawet zaraz po wstaniu z łóżka. Oh co za działanie moje Drogie Panie!  
Musze wymyślić recepturę :D

Proszę o wysłanie mi, w ciągu 3 dni, maila z adresem do wysyłki nagrody na milabizon@gmail.com.
No i oczywiście - gratuluję!
Buziaki, Mila :)
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...