wtorek, 30 czerwca 2015

Słodkie (kocie) rzeczy z Chin|Dresslink.com wishlist

Mam absolutny zakaz wchodzenia na chińskie sklepy internetowe, bo chcę w nich... wszystko! No może nie wszystko, ale mniej więcej :)

Dzisiaj mam dla Was mały wishlist z jednego ze sklepów, czyli dresslink.com. Ale to nie taka zwykła wish, a raczej wish słodkich i dziwnych rzeczy, które chętnie bym przygarnęła. Jakoś tak się złożyło, że najsłodsze rzeczy są związane z kotami :P
Zdjęcia są podlinkowane, link też pod spodem zdjęcia :) (P.S. Jeżeli zechcecie klikać w linki to będzie mi miło :))

Słodka torba z pieskiem. Od razu podbiła moje serce, ale... w sumie nie mam do czego jej ubierać. Poza tym wolę duże torby, które pomieszczą pół domu, a piesek to tylko 23 na 24 centymetry.



Kocie rajstopy? Why not? Gdybym tylko nosiła częściej spódniczki to bym chętnie nabyła, ale na dobrą sprawę sukienki i spódnice ubieram sporadycznie i wolę ewentualnie krótki spodenki. Mimo to uważam, że są absolutnie słodkie!



Większość kocich portmonetek to takie małe potworki, co jak co to z takiej twarzy:


bym się raczej nie ucieszyła ;) Ale te wyżej mają całkiem przyjemne i słodkie mordeczki. 

Ale jak ktoś jest miłośnikiem kotów to może sobie zakupić rękawiczki z kota:




Czy ten też pieruńsko brzydki sweter z kotem :P


Krótko mówiąc - dla każdego coś dobrego :) A z kocich i ładnych rzeczy wpadła mi w oko sukienka dla kociary :)


Albo ta sukienka:



A co zamówiłam ja? Trzy przydatne dla mnie rzeczy:
- organizer (będzie do kosmetyków)
- prostą sukienkę
- portfel
Ciekawi mnie kwestia rozmiarówki oraz jakości wykonania rzeczy. Na pewno na plus jest fakt, że wiele produktów ma też real photo, a rozmiarówka jest opisana dokładnie i podane są wymiary każdej rzeczy, a nie tylko sam rozmiar! Zobaczymy czy pokrywają się z rzeczywistymi wymiarami produktów :)


klik                                          klik                                        klik


A Wam coś wpadło w oko w sklepie dresslink?
Buziaki, Mila :)










sobota, 27 czerwca 2015

Miękki kocyk, czyli Soft Blanket od Yankee Candle

Soft Blanket (zapach dostępny w goodies.pl) to zapach pożądany przez wiele osób i dosyć popularna kompozycja, widziałam ją u wielu blogerek. Dzieciństwo, miękki kocyk i zimowe wieczory - wszystko to udało się zamknąć w tym małym wosku. Pachnie dokładnie tak samo jak się nazywa - miękko i bezpiecznie.


Soft Blanket nie zaskoczył mnie, bo był dokładnie taki, jakiego go sobie wyobraziłam. Idealna miękkość, z nutą proszku do prania i wanilią. Nie czuję w nim cytrusów, czuję za to migdały, a zapach migdałów uwielbiam. Ten zapach wbrew pozorom nie nadaje się tylko na zimowe dni, bo także latem pokazuje, że czasami dobrze jest się zaszyć pod takim kocykiem ;) Niezbyt ciężki, ale wyraźnie roznosi się po pomieszczeniu. Trochę ulotny i na pewno nie płaski.
Myślę, że może spodobać się wielu osobom, bo wąchały go u mnie osoby o odmiennych gustach i każdemu się spodobał.


Trwałość jest dobra, ale nie najlepsza, bo po zgaśnięciu nie czuć go długo. Znalazłam jednak idealne zastosowanie dla resztek wosku - umieszczone w lnianym woreczku perfumują szafę z prześcieradłami i pościelą. W takim wydaniu zapach okazał się nadzwyczaj mocny i piękne nadaje zapach wszystkiego co znajduje się w jego sąsiedztwie.
Kupić go można, tak jak inne woski zapachowe, w sklepie goodies.

Znacie ten zapach? Jak Wam się podoba? 
Buziaki, Mila :)

czwartek, 25 czerwca 2015

Jurassic World czy Mad Max - na co do kina?

Stoicie przed trudnym wyborem na co pójść do kina - Jurassic World a może Mad Max? Widziałam obydwie produkcję, więc może Wam pomogę w wyborze.
Moje recenzje mogą zawierać małe spoilery :)

Jurassic World to taki powrót do dzieciństwa chyba każdego z nas. Po zobaczeniu Jurassic Park chciałam został archeologiem, dopiero później się dowiedziałam, że po archeologii z dinozaurami niewiele wspólnego będę miała ;) Seria kultowa i chyba pobudziła zamiłowanie do dinozaurów u naprawdę wielu osób. Producenci, no cóż, mieli nosa do kasy - pokolenie 20 i 30 + ruszyło do kin po zobaczeniu dinozaurów i słowa Jurassic, ale czy warto?


Wartooooo... ale głównie dla sentymentu ;) Tak na dobrą sprawę - co można więcej wymyśleć po trzech częściach? W każdej działo się coś innego, ale mianownik jest wspólny - dinozaury atakują ludzi, albo T-Rex, albo Velociraptor albo Pterozaury... w każdym bądź razie jakieś "zaury", które powstały z próbówki (ot, właśnie dlatego in vitro jest zuueeeem ;> ) i mają smaka na ludzkie mięso. Czy w Jurassic World mogli wymyśleć coś lepszego? No nie, chociaż Chris Pratt mężnie próbuje przy pomocy klikera tresować kilka Raptorów, co w sumie niezbyt mu wychodzi.

Mimo to fajnie jest popatrzeć na te same głupie błędy popełniane przez kilka części, na szalonych naukowców, którzy jeszcze się nie nauczyli, że zabawy z DNA nie są cool, bo rodzą się z tego dino-dzieci, albo wychodzi coś dziwnego. Fajnie było też w Jurassic World zobaczyć wiele "smaczków" nawiązujących do poprzednich części (koza dla T-Rexa, odcisk łap, muzyka, stare miejsca).


Sama fabuła nic nie urywa, ale dinozaury walczą, jedzą siebie i ludzi - no po prostu jest fajnie. W sumie to fabuła jest pełna dziwnych rzeczy. Przykłady (spoilery): mozazaur, który zjada rekina i nie może dosięgnąć widzów, co oczywiście jest logiczne, bo inaczej by ich zeżarł, ale na dobrą sprawę nie są oni aż TAK daleko od niego... a po kilkudziesięciu minutach filmu nagle wyskakuje ze swojego basenu na chodnik czy tam plac i zżera innego dinozaura... Albo I-Rex, który próbował rozbić szybę, ale szyby nikt nie wymienił (i się dziwić, że tyle tam tragedii..). Czy też "wejdźmy do wybiegu dinozaura, którego nie widzimy, ale w sumie nie sprawdziliśmy jeszcze jego czipu, zrobimy to kilkanaście minut później, jak ludzie już będą w środku"... Nie wspominając o namiętnych pocałunkach w środku mordu. Wiele osób oburza się też na fakt, że główna bohaterka cały czas lata w obcasach, no ale w czym miała latać? "Hej koleś, sorry, ale muszę najpierw pójść do swojego pokoju i zmienić buty"? W takiej sytuacji też bym zapieprzała w tym co mam ;) Bieganie na obcasach nie jest aż takie trudne, jak się ma dobre buty. (koniec spoilerów) Mimo takich ciekawostek fabuła jest całkiem logiczna (o ile cokolwiek z dinozaurami w tle może być logiczne) i ogląda się miło.


Ten film to taka podróż w przeszłość :) Martwi mnie tylko ile jeszcze części nakręcą, a coś czuję, że będzie ich kilka - zrobi się w końcu nudno, chociaż w sumie ja będę nadal oglądać i cieszyć się na każdą część!


Mad Max: Na drodze gniewu, to inny świat, a dokładnie świat przyszłości. Uwielbiam postapokaliptyczne klimaty, więc wiedziałam, że ten film obejrzę.


Sam tytuł to moim zdaniem tylko i wyłącznie skok na kasę, bo film miałby się równie dobrze, gdyby zamiast Maxa był jakiś James czy John... naprawdę. Coś tam nawiązali do jego przeszłości, ale te sceny równie dobrze można było wyciąć. No i Tom Hardy... moim zdaniem zjebał sprawę ;) Miał wyjść koleś z bolesną przeszłością, zimny jak głaz, a facet w 90% filmu twarz jakby mu się styki przegrzały i był niepełnosprytny... Na szczęście nadrabia za niego Charlize Theron i inni, dobrze, że nie miał za dużo kwestii do wypowiedzenia.


Sama fabuła też nie jest jakaś porywająca w sensie koncepcji, no bo przecież w trzech poprzednich częściach (wtedy z Melem Gibsonem) ścigali się po pustyni, walczyli o ropę (a jak na kryzys to używali pojazdów, które zajebiście dużo palą) i zabijali się. Za to sam pomysł na rozkręcenie akcji moim zdaniem całkiem fajny. Efekty wizualne także zaczepiste, a wszystko można zamknąć w kilku słowach - w filmie jest koleś, który w trakcie pościgu gra na gitarze elektrycznej, która miota płomieniami. Czaicie? Taka akcja nie może być słaba!

Ponoć fabuła to manifest feministek... naprawdę? Jak dla mnie słabo wypadł by film w którym (spoilery) to kobiety więziłyby facetów, żeby z nimi się rozmnażać. Poza tym nie wszystkie żony Immortan Joe były tak bardzo chętne do ucieczki, zadziałało to raczej na zasadzie "jak jedna idzie to inne też", a sama Furiosa? Jej udział był logiczny, skoro Immortan Joe cały czas szukał najlepszego materiału genetycznego do stworzenia idealnego potomka, to wiadomo, że porywał tylko kobiety, a facetów wykorzystywał w innych celach. W ten sposób można było wytłumaczyć jej pojawienie się w Cytadeli oraz jej chęć ucieczki stamtąd, bo gdyby się tam urodziła to dlaczego miałaby uciekać? Nie była zwykłym obywatelem, który nie miał dostępu do wody czy opieki medycznej, a proteza jej ręki może wskazywać na to, że była dobrze traktowana. Gdyby była facetem skończyłaby za to jako dawca organów i fabuły by nie było. Sam Max też nie miał interesu w tym, żeby komuś pomagać, na pewno nie wyprowadzałby kobiet należących do Immortan Joe, bo raczej mi tylko przeszkadzały. (koniec spoilerów)


Oczywiście jest to film dla osób, które lubią dobrą rozpierdziuchę z dobrą historią w tle. A kolejne części na pewno się pojawią, zarobili na tym filmie już za dużo kasy :D Tutaj z kolei do kina popędzili 30 i 40 +.

Podsumowując - na co lepiej iść?
Na obydwa filmy! Ale gdybym miała wybierać to hm... ciężko byłoby. Jurassic World był dla mnie obowiązkową pozycją, ze względu na sentyment. Mad Mad jest za to zupełnie innym typem filmów, nie jest to kino familijne, wszystko jest tam odmienne i chyba ciężko porównywać ze sobą tak różne gatunki... Hmm... W obu przypadkach mieli rozmach ;) Jeżeli ktoś nie lubi określonego gatunku kina to film mu się może nie spodobać. Ja uważam, że obydwa filmy naprawdę warto obejrzeć :)
I takie małe pytanie do Was - czy tylko ja mam problem z tym jak wygląda Tom Hardy? :P Nie chodzi o to, że brzydki czy o to, że w filmie wyglądał jakby był na haju ;) ale o to, że ja kolesia kompletnie nie mogę zapamiętać z twarzy :D Jak ktoś mi nie powie, że ten o tutaj to Tom Hardy, to nie poznają i tyle, bo nie mogę zapamiętać jego twarzy, jestem sama? To chyba jedyna osoba z którą mam tyle problemów...

Oglądałyście te filmy? A może na któryś się wybieracie? 
Buziaki, Mila :)

środa, 24 czerwca 2015

Maska do twarzy z olejem winogronowym BingoSpa

Ostatnio polubiłam maski do twarzy. Wcześniej nie korzystałam z nich często, a jak już coś wybierałam to były to wygodne saszetki. Teraz wolę większe pojemności, które pozwolą na porządne przetestowanie produktu. W ramach testów przeprowadzanych przez BingoSpa wybrałam sobie maskę do twarzy ze 100% olejem winogronowym BingoSpa, maska zawiera także kompleks algowy.



Jej działanie według producenta to:

Olej winogronowy BingoSpa zawiera ok. 85% niezbędnych nienasyconych kwasów tłuszczowych (NNKT), a szczególnie należący do esencjonalnych kwasów tłuszczowych (EFA) kwas linolowy (72%) oraz frakcję niezmydlalną w postaci tokoferoli, fitosteroli i fosfolipidów, które tworzą strukturę błony komórkowej, regulując jej płynność i aktywność enzymów.
Kwas linolowy odgrywa istotną rolę w procesach metabolicznych skóry, zaś frakcja niezmydlająca się w postaci fitosteroli wzmacnia lipidową barierę naskórka - chroni skórę przed wieloma szkodliwymi czynnikami zewnętrznymi: wiatrem, chłodem, promieniowaniem słonecznym i detergentami.
Ujędrniający kompleks algowy poprawia nawilżenie i elastyczność skóry oraz wspomaga jej regenerację.
Maska BingoSpa ze 100% olejem winogronowym polecana jest do pielęgnacji cery tłustej, mieszanej i zanieczyszczonej.

Samego oleju w masce jest 5%, pojawia się też kilka ekstraktów, konserwantów. Ogólnie skład nie powala na kolana, ale nie jest to kosmetyk naturalny, więc chyba tego wymagać nie możemy. Podobnie jak w wielu innych kosmetykach BingoSpa - skład jest dobry, zwyczajny i nieprzekombinowany.



Maska zamknięta jest w wygodnej butelce z pompką (yeaaaah!), a ja takie rozwiązanie uwielbiam :) Poprzednio była zamknięta w słoiczku i miałam jedną z ich masek w takim wydaniu i porównanie wypada na niekorzyść słoiczka. 

Sam produkt ma dziwną, żelową konsystencję. Łatwo się rozprowadza, nie spływa z twarzy nawet przy grubej warstwie. Nie zasycha na twarzy, ani nie robi nic dziwnego, z łatwością po 15 minutach się zmywa. A co z samym działaniem?




Z tej maski jestem zadowolona. Moja cera to raczej mieszana w kierunku suchej, zdarzają mi się i przesuszenia i nieprzyjaciele. Nie zauważyłam, żeby maska jakoś mocno oczyszczała twarz czy domykała pory, ale ładnie gasi wszelkie niespodzianki, do tego nie wysusza skóry i po jej użyciu twarz jest bardzo miękka i dobrze nawilżona. W przeciwieństwie do wielu innych masek skóra nie świeci się po jej użyciu, jest raczej matowa. Co zauważyłam bardziej po masce to ujędrnienie - po zastosowaniu skóra jest lekko napięta, gładka i sprężysta. Nie uczula mnie, nie zapycha.

Myślę, że za cenę 14 zł w sklepi BingoSpa warto spróbować ten produkt, zwłaszcza, że 150 ml wystarcza na długi czas. 
Moja ocena dla tej maski to 6,5/10, dobry produkt, który nie kosztuje wiele, a gwarantuje widoczne efekty, które może nie są WOW i super, ale są całkiem fajne.

Znacie tą maskę? Jakie są Wasze ulubione maski do twarzy?
Buziaki, Mila :)

wtorek, 23 czerwca 2015

Wygraj oleje i olejki firmy Etja

Mam dla Was nowy konkurs :) Do wygrania oleje oraz olejki firmy Etja, konkurs odbywa się równolegle na FB jak i na blogu (można próbować szczęścia dwa razy).







Regulamin:
Regulamin:
  1. Konkurs “Wygraj olejki firmy Etja” prowadzony jest równolegle na blogu being-mila.blogspot.com oraz fanpage’u FB Being Mila Blog w dniach od 23.06.2015 do 06.07.2015 (włącznie).
  2. Do wygrania są trzy zestawy:
  • 1.olej z pestek arbuza + olejek melisowy
  • 2.olej z nasion marchwi + olejek lawendowy
  • 3.olej z nasion truskawki + olejek z drzewa różanego.
Zestawy zostaną przydzielone losowo.
  1. Wyniki zostaną podane w ciągu 3 dni od zakończenia konkursu w osobnym poście na blogu oraz poście zamieszczony na fanpage’u FB.
  2. Wybrane osoby mają 3 dni na podanie adresu do wysyłki. Osoba wybrana na blogu powinna wysłać mi wiadomość na adres e-mail: milabizon@gmail.com korzystając ze swojego adresu podanego w zgłoszeniu. Osoby wybrane na FB powinny wysłać wiadomość prywatną na profil blogowy. Proszę o pilnowanie wyników oraz terminów. Jeżeli dana osoba nie napisze do mnie w ciągu 3 dni to wybiorę inną odpowiedź, która otrzyma dany zestaw.
  3. Wysyłka tylko na terenie Polski.
  4. Sponsorem nagrody jest Etja, organizatorem blog being-mila.blogspot.com.
  5. Jedna osoba może wziąć udział w konkursie zarówno na Facebooku jak i na blogu, ale wygrać może tylko jeden zestaw.
  6. Zgłoszenie do konkursu odbywa się tylko w wyznaczonych miejscach (tj. na blogu formularz konkursowy, na FB komentarz pod wyznaczonym postem).
  7. Warunkiem wzięcia udziału w konkursie jest odpowiedź na pytanie : Bez jakiego oleju/olejku nie wyobrażasz sobie dnia pełnego słońca? Forma odpowiedzi dowolna, przy wyborze pod uwagę będzie wzięte kreatywne podejście do tematu. Dodatkowe warunki:
  • na blogu being-mila.blogpost.com : aby wziąć udział w konkursie należy być publicznym obserwatorem bloga
  • na FB Being Mila Blog : konkurs przeznaczony tylko dla fanów profilu Being Mila Blog oraz profilu Naturalne Olejki Eteryczne i Oleje BIO do skóry, www.etja.pl.

poniedziałek, 22 czerwca 2015

Tłuszcz z norek daje 5 cm przyrostu? Czyli analiza Hollywood Beauty Castor Oil

Są produkty do włosów, które chętnie przetestuję, ale są także takie, które... nie za bardzo mnie przekonują. Jak na przykład Hollywood Beauty Castor Oil - jest to jeden z kosmetyków o którym słyszę sporo, a producent obiecuje nawet 5 cm przyrostu w miesiąc. Kosmetyk to mieszanka olejów, którą nakłada się na noc, polecane jest nawet codzienne stosowanie. Ma odżywiać włosy oraz skórę głowy, przyśpieszając także wzrost. A jak ja się na to zapatruję? Przed pryzmat składu.



A skład jest taki:

Petrolatum, Castor Oil, Jojoba Seed Oil, Mineral Oil, Safflower Oil, Lanolin, Cocoa Butter, Aloe Vera Extract, Mink Oil, Vitamin E, Fragrance, Propyl Paraben.


Na pierwszym miejscu petrolatum, czyli wazelina. Taka zwykła wazelina kosmetyczna. Nic dziwnego, że ten produkt ponoć bardzo ciężko się zmywa. Wazelina ma to do siebie, że robi... NIC, zupełnie nic. Nie wchłania się, nie odżywia, może ewentualnie utrudniać wchłanianie innym składnikom. Jest raczej czymś co chroni przed utratą wilgoci albo przed działaniem środowiska naturalnego, niż odżywi. Dla mnie ten kosmetyk po zobaczeniu wazeliny na pierwszym miejscu jest stracony... No ale idziemy dalej.

Castor oil to olej rycynowy - znany, lubiany, pisałam o nim chociażby tutaj.

Jojoba seed oil to oczywiście olej jojoba - dobrze odżywia i nawilża skórę, nadaje gęstą konsystencję i przedłuża żywotność różnych mieszanek z olejami.

Mineral oil to nafta kosmetyczna, a nafta kosmetyczna to po prostu parafina. Pisałam już w tekście o nafcie kosmetycznej, że właściwości odżywczych się tam nie uświadczy... coś jak wazelina, z tym, że płynna. Tworzy film na włosach i nie pozwala im na utratę wilgoci, dlatego lubię po nią sięgać latem, ale czy nakładanie jej na skórę głowy to dobry pomysł? Nahh...

Saaflower oil, chociaż brzmi trochę jak sunflower, to jednak nie słonecznik a krokosz. Olej z krokosza znacie? Ja nie ;) ale znalazłam o nim kilka słów w sklepie Etja i tam olej krokoszowy opisany jest tak:

Tłoczony na zimno olej z krokosza barwierskiego Carthamus Tinctorius. Zawiera największą ilość kwasu linolowego ze wszystkich olejów roślinnych. Oprócz tego zawiera kawas olejowy oraz kwas palmitynowy, a także witaminy A i E. Olej z krokosza bawarskiego to olej do skóry tłustej i trądzikowej. Działa przeciwzapalnie, redukuje wypryski oraz zanieczyszczenia.

Piszą też o nim tak:
  • stosowany punktowo uszkadza mieszki włosowe. Pewne źródła mówią, że hamuję porost włosów po depilacji. Po zabiegu depilacyjnym, nałóż olej i poczekaj aż się wchłonie.
Poszukałam w kilku miejscach - niektórzy mówią, że działa jako naturalna depilacja, inni, że nie, a jeszcze inni, że spowalnia porost włosów. Nie jest to pewne i na pub medzie nie znalazłam żadnych badań tego dotyczących, ale cóż... chyba bym się nie skusiła na jego nakładanie na skórę głowy :D Ale ponoć na długość działa wyśmienicie!



Ok, idziemy dalej - lanolin. Lubiany i znany wszystkim wosk zwierzęcy otrzymywany z wełny owczej, a mówią w skrócie - pot owiec ;) Nie no, żartuję, nie pot tylko specjalne coś (ale co?) co chroni owce przed moknięciem, pozyskiwana przy okazji strzyżenia owiec i robienia z ich wełny ubrań. Nic strasznego w sumie, bo lanolina jest powszechnie stosowanym emolientem.

Cocoa butter to masło kakaowe. Twarde, pachnące jak kakao, nawilża, natłuszcza i chroni skórę.

Aloe vera extract to wyciąg z aloesu, nawilża, ujędrnia, chroni. Ma działanie ściągające i przeciwzapalne. 

No i teraz gwoźdź programu - mink oil. Olej z minionka? Nie... olej  z norki amerykańskiej, czyli takiego sympatycznego zwierzątka:


Olej ten znany jest jako olej norkowy, albo po prostu też tłuszcz z norki. Słyszeliście o futrach z norek? No właśnie... szczęście w nieszczęściu, że zwierzęta te hodowane są na futra i karmę dla zwierząt, a tłuszcz pozyskiwany jest przy okazji (chociaż jakoś szczególnie mnie to nie raduje). Składnik ten jest kontrowersyjny, ale w Stanach bardzo popularny i ląduje w naprawdę wielu kosmetykach. Mimo to większość z nas chyba nie wyobraża sobie świadomego nakładania na ciało tłuszczu z czegoś żywego... to trochę tak jakby nakładać olej z psa... A z drugiej strony - co jeżeli sałata ma uczucia? 
Olej norkowy często jest używany w pielęgnacji psów, bo bardzo dobrze nabłyszcza sierść. Jest to kwas oleopalmitynowy (trudne słowo), a jego skład podobny jest do składu ludzkiego łoju. Ale czy olej norkowy to najlepsze odpowiedź i gwarancja nawilżenia? Niekoniecznie, bo zawiera on kwasu oleopalmitynowego 17%, a na przykład olej makadamia ma go 22%, a olej rokitnikowy 40%. Czy ma on jakieś magiczne właściwości? Nic takiego nie znalazłam, raczej jest to olej dobrze odżywiający skórę, ale o jego właściwościach na porost włosów nic nie znalazłam. 

Na końcu składu vitamin E - czyli witamina E (konserwant, przeciwutleniacz) , fragrance (zapach), propyl paraben, czyli konserwant, szkodliwy składnik, paraben.

Jak ja to wszystko widzę?

No cóż, 5 cm w miesiąc można chyba włożyć między bajki, zwłaszcza przy takim składzie... Jedynym co ratuje całość jest olej rycynowy, ale czy poprzedzony wazeliną ma szansę wykazać swoje działanie? I czy w ogóle może przyśpieszyć wzrost aż pięciokrotnie? Szczerze wątpię, mimo, że jest to naprawdę świetny olej i bardzo go lubię. Bardziej jako produkt odżywczy widzę Hollywood Beauty Castor Oil jako produkt ochronny dla włosów na długości, działający na zasadzie nafty kosmetycznej ze sporą liczbą dodatków. Mimo to uważam, że produkt trochę przekombinowany, a ja osobiście nie nałożyłabym go na skórę głowy.
Tłuszcz pozyskiwany z norek jest także kwestią sporną tego produktu, no cóż... 
Ja w każdym bądź razie na ten produkt się nie skuszę. Lepiej zmieszać olej rycynowy, jojoba z aloesem (lub innymi dodatkami) i stosować domową kurację w stylu Hollywood Beauty ;) Efekty moim zdaniem będą lepsze.

Znacie ten produkt? Co o nim myślicie?
Buziaki, Mila :)

źródła zdjęć:
zdjęcie produktu ze sklepu amazon.com
zdjęcie krokosza z flickr.com
zdjęcie norki z commons.wikimedia.org


sobota, 20 czerwca 2015

Merz Spezial Dragees - początek kuracji

O suplemencie diety Merz Spezial Dragees słyszał chyba każdy. Te drażetki podbijają serca wielu kobiet, ale czy podbiją moje? To się okaże za trzy miesiąca!



Czemu za trzy miesiące? Bo właśnie tyle czasu trwa pełna kuracja tymi drażetkami i jest to czas, który pozwala na zobaczenie pełnych efektów. Warto o tym pamiętać kupując nie tylko Merz Special, ale jakikolwiek inny suplement diety. Miesiąc przy suplementach diety to minimum, to nie są leki, które w tydzień zrobią z nami porządek (chociaż też nie wszystkie tak działają), tylko bezpieczne tabletki, które dają efekt w taki sposób, aby był widoczny i długotrwały.


Jedno opakowanie Merz Special Dragees to właśnie miesięczna kuracja, sam produkt zamknięty jest w prześlicznym opakowaniu z grubego plastiku, a przy wstrząśnięciu drażetki wydają charakterystyczny dźwięk jak leki w starych filmach, co mi się szalenie podoba i wstrząsam je co chwilę :D Same tabletki są mniejsze niż moneta groszowa, lekko różowe i łatwo dają się połykać. W ciągu dnia trzeba przyjąć dwie sztuki. Co o tych drażetkach pisze producent?

Żyjąc w ciągłym biegu nie zawsze pamiętamy o zdrowej diecie i dobieraniu takich produktów, które dostarczą naszemu organizmowi cynku, witamin z grupy B czy kwasu foliowego. Tymczasem składniki te są niezbędne, jeśli marzymy o gęstych, lśniących włosach, promiennej cerze i mocnych, nie rozdwajających się czy łamiących paznokciach.  
Z pomocą w wyselekcjonowaniu tych istotnych substancji przychodzą suplementy diety, które w prosty sposób pozwalają uzupełnić niedobory składników odżywiających nasz organizm. Wśród preparatów działających na skórę, włosy i paznokcie wyróżniają się Merz Spezial Dragees, o bardzo bogatym składzie, dobranym w laboratorium Merz Pharmaceuticals GmbH, pod czujnym okiem ekspertów z dziedziny medycyny i dietetyki.   


Dlaczego Merz Spezial Dragees?


Niewątpliwą zaletą tego suplementu diety, jest bogaty skład, który ma w sobie wszystko co niezbędne dla zdrowego i promiennego wyglądu skóry, błyszczących włosów i pięknych, wzmocnionych paznokci. W produkcie tym znajdziemy witaminy, kwas foliowy i pantotenowy, biotynę z niacyną, cynk, żelazo, aminokwasy, cysteinę i metioninę, słowem wszystko, czego potrzebuje nasz organizm aby zacząć od wewnątrz wspomagać nasze piękno. Warto dodać, że wszystkie te cenne składniki zostały zamknięte w jednej, łatwej do połknięcia drażetce, którą należy stosować dwa razy dziennie. Jedno opakowanie produktu wystarcza na pełną, miesięczną kurację.


Brzmi obiecująco, ale jak się sprawdzi? Zobaczycie za jakiś czas :) Pokażę Wam także efekty w międzyczasie, mniej więcej po 1 - 1,5 miesiąca.
Czas rozpoczęcia kuracji: 19.06.2015
Efekty: To się okaże :)
Dla mnie sporym wyzwaniem będzie naprawdę regularne przyjmowanie suplementu, bo czasasmi z regularnością miewam problemy. Na pierwszy tydzień ustawiłam sobie już przypomnienia w telefonie!

Znacie ten suplement? Macie ochotę się dołączyć z tym lub innym suplementem?
Buziaki, Mila :)



piątek, 19 czerwca 2015

Serum pod oczy Be Organic|Nowy wymiar pielęgnacji skóry pod oczami!

O nowej marce Be Organic wspomniałam już Wam tutaj. Dzisiaj mam dla Was recenzje ich produktu, który mam przyjemność testować - Serum pod oczy Be Organic, Olej makadamia i centella. Jak się sprawdziło w pielęgnacji mojej dosyć wymagającej skóry pod oczami?



Powiem krótko - jeszcze tak dobrej skóry pod oczami nie miałam nigdy! Bardzo dużo czasu spędzam przed komputerem, na czym cierpią moje oczy, więc regularnie wkrapiam w nie "sztuczne łzy" i inne specyfiki nawilżające gałkę oczną. Skóra pod oczami wymaga jednak czegoś więcej niż nawilżenie od czasu do czasu, szczególnie latem, kiedy się przesusza. Bez żadnych wątpliwości zdecydowałam się, więc na wybór serum pod oczy. Więcej informacji na temat tego produktu możecie znaleźć w sklepie be organic. A jak się mają obietnicę do rzeczywistości?



Serum używam dwa razy dziennie - rano i wieczorem. Mogę sobie na to pozwolić, bo opakowanie ma aż 50 ml! To chyba największy produkt pod oczy jaki kiedykolwiek widziałam :) Dzięki takiej pojemności cena wcale nie jest straszna, bo kosztuje ono w wyżej wymienionym sklepie 45 zł (obecnie dostawa jest darmowa). Opakowanie ma ładną szafę graficzną i jest poręczne. 

Sam produkt jest też bardzo wydajny. Jedna pompka to naprawdę dużo, tak dużo, że pozwala na swobodne pokrycie całego obszaru pod oczami i jeszcze na powiekach - jest to zasługa lekkiej i trochę wodnistej konsystencji, która sprawia, że ilość wielkości ziarnka groszku wystarczy na użycie na naprawdę dużym obszarze skóry. Mam jednak małe zastrzeżenie co do pompki - chociaż działa bez zarzutów i się nie zacina, to ciężko jest wycisnąć na przykład tylko połowę pompki. Mi to nie przeszkadza, ale wiem, że niektóre dziewczyny nie nakładają kremów na powiekę i może to dla nich stanowić wadę. Serum wchłania się szybko. Nakładając je pod makijaż trzeba nałożyć cieńszą warstwę, bo przy niektórych korektorach czy podkładach grubsza warstwa może się lekko zrolować.



Serum dobrze nawilża, nie podrażnia i nie powoduje szczypania oczu. Jest prawie bezzapachowe, a w każdym bądź razie zapach nie jest wyczuwalny przy nakładaniu, trzeba dosłownie włożyć nos w produkt, żeby coś poczuć. Czy zapewnia efekt liftingu? Tak! Skóra jest fajnie napięta i gładka po użyciu. Po około dwóch tygodniach stosowania zauważyłam spore rozjaśnienie okolic pod oczami. To naprawdę bardzo dobry produkt pod oczy, najlepszy jaki dotychczas miałam i przebicie go przez coś innego będzie trudne. Do tego jest on w 97% zrobiony z naturalnych produktów. Myślę, że marką be organic i tym serum warto się zainteresować.

Znacie ten produkt? A może macie Wasze typy wśród kosmetyków pod oczy?
Buziaki, Mila :)

czwartek, 18 czerwca 2015

Olej rycynowy na 5 sposobów|Olej rycynowy Etja

Olej rycynowy jest chyba tak samo popularny jak olej kokosowy. Pamiętam, kiedy rozpoczął się szał włosomaniactwa i kto mógł to pędził po olej rycynowy do apteki ;) Zresztą to był też mój pierwszy olej. Tani, łatwo dostępny - czego chcieć więcej? Wydaje mi się, że teraz tak wiele osób po niego nie sięga, bo pojawiły się inne alternatywy dla niego, które można znaleźć stacjonarnie bez problemów.


Moim zdaniem olej rycynowy ma jedną wadę - jest trochę "tępy" bez podgrzania i długo się wchłania, przez co nie nadaje się na szybkie nałożenie pod makijaż. Mimo to, ma wiele zastosowań! Pokażę Wam moje TOP 5 sposobów na olej rycynowy, w roli głównej olej rycynowy firmy Etja, który gości w mojej łazience.

1. RZĘSY
Rzęsy i olej rycynowy? To idealne małżeństwo! Dzięki konsystencji nie zniknie z nich od razu, mimo to polecam nakładać na noc. Po miesięcznej kuracji rzęsy są odżywione, mocniejsze i lekko przyciemnione. Efekty możecie zobaczyć na moim blogu TUTAJ.

2. OCZYSZCZENIE OLEJAMI
Oczyszczenie twarzy olejami (czyli metoda OCM) odbywa się przy używaniu mieszanki, w której skład wchodzi olej rycynowy oraz inny olej bazowy. Stężenie oleju rycynowego oraz rodzaj oleju bazowego wybiera się na podstawie potrzeb skóry, zresztą o tej metodzie pisano tak wiele razy, że chyba każdy o niej słyszał :) Skóra przy OCM jest delikatnie oczyszczania i doskonale nawilżona.

3. MASECZKA NA STOPY
Moje stopy są bardzo kapryśne, a olej rycynowy działa na nie idealnie! Stosuję go na noc, niby maseczkę. Czasami nakładam duuużo oleju solo, czasami mieszam z jakimś kremem - na to nakładam bawełniane skarpetki i budzę się rano z nawilżonymi i pięknymi stopami. Polecam zwłaszcza teraz, kiedy stopy często są na widoku!

4. DOMOWE KOSMETYKI
Olej rycynowy doskonale sprawdza się przy produkcji domowych kosmetyków. Ja go użyłam kilka dni temu do zrobienia domowej pomadki z masła kakowego, które jest bardzo twarde i chciałam, żeby lepiej się topiło na ustach. Poza tym dodawać go można do kremów, olejków, kostek do masażu i wielu, wielu innych.

5. WŁOSY
Wszystko co zawiera olej rycynowy idealnie sprawdza się na moich włosach. Po tym oleju są sypkie i lśniące. Poza tym stosowanie oleju rycynowego na skórę głowy minimalizuje wypadanie włosów. Ja kilka lat temu w ten sposób poradziłam sobie z wypadającymi włosami i tworzeniem się "zakoli" - codziennie wieczorem wcierałam palcem odrobinę tego oleju w skórę głowy, w miejsca dotknięte nadmiernym wypadaniem. Pierwsze efekty są widoczne dosyć szybko!

Zastosowań jest cała masa! Zresztą wystarczy zobaczyć co o tym oleju mówi producent, czyli firma Etja:



Jak już wspomiałam korzystam obecnie z produktu firmy Etja, który w ich sklepie kosztuje 11 zł za 50 ml. Jak zwykle - jest to produkt w 100% organiczny.
Warto podkreślić fakt, że jest to wersja organiczna, czyli inna niż dostępna w aptekach. Ma się pewność, że produkt może być bezpiecznie stosowany na skórę czy włosy i da najlepsze efekty. Warto pamiętać o tym, że produkt apteczny ma inne przeznaczenie (stosowany jest przy zaparciach), więc niekoniecznie musi on zawierać wiele witamin czy być organiczny. Dopłacając niewiele więcej otrzymuje się lepszą jakość.

Buteleczka jest porządna, wykonana z grubego i ciemnego szkła, chroni więc zawartość. Kroplomierz pozwala na odmierzenie potrzebnej ilości.  Jest to olej gęsty, o charakterystycznym zapachu, który przy nakładaniu na włosy lepiej trochę rozgrzać, chociażby w dłoniach. Zmywa się z włosów bez większych problemów.

Olej rycynowy towarzyszy mi nieprzerwanie od lat i nigdy go nie może u mnie zabraknąć. Olej ten jest bardzo wydajny, więc opakowanie wystarczy na naprawdę długi czas, co jeszcze bardziej przemawia na korzyść jego niskiej ceny! Z pewnością to mój kosmetyczny must have!

A Wy do czego stosujecie ten olej? Jest Waszym kosmetycznym must have?
Buziaki, Mila :)





środa, 17 czerwca 2015

Niby dobrze... ale też źle|Mydło do twarzy Bio Damascena Alteya Organics

Mydła do twarzy się nie używa - tak głosi stara prawda, ale w sumie nikt nie pamięta dlaczego ;) Moim zdaniem mydła można używać - ale trzeba wiedzieć jakie. Dzisiaj napiszę Wam o mydle do twarzy, które... no właśnie, które jakie jest? Cholernie ciężko powiedzieć.


Bio Damascena to seria kosmetyków firmy Alteya Organics, które wytwarzane są w bułgarskiej Dolnie Róż. Ręcznie zbierane płatki róż lądują w kremach, hydrolatach i właśnie mydle do twarzy. Produkt jest organiczny i naturalny. Ten kosmetyk udało mi się wygrać na stronie FB Alteya Organics Polska prawie cztery miesiące temu i dopiero teraz opakowanie dobija do dna, przy codziennym używaniu rano i wieczorem, a czasami w ciągu dnia. Wydajność jest spora, bo wystarcza jedna pompka na całą twarz i dekolt, a koszt opakowania waha się w granicach 60 - 70 zł za 250 ml. Sporo, ale przeliczając na miesięczny koszt suma nie jest taka straszna. Opakowanie jest porządne i się nie zacina.


Mydło to nie jest skierowane ku konkretnej grupie użytkowników, polecane jest cerom problematycznym, bo ma w sobie składniki oczyszczające, ale na suchej skórze też ma się sprawdzać. Skład to czysta poezja:

Hydrolat z róży damasceńskiej*, Olejek z kokosa właściwego*, Gliceryna*, Wodorotlenek sodu**, Oliwka z oliwek*, Guma Guar*, olejek migdałowy*, Witamina E**, Kwas Cytrynowy**, Olejek palmarosa*, olejek z płatków róży damasceńskiej*, Olejek Geraniowy*
* składniki organiczne 
** składniki naturalne

Zaskoczył mnie termin przydatności do użycia, który jak na naturalny kosmetyk jest długi, za co ma wielki plus. Ale co z samym działaniem? No właśnie, codziennie rano i wieczorem nad tym się zastanawiałam i chyba jestem na nie... To mydło nie jest złe, gdybym tak powiedziała to bym skłamała. Jest dobre, ładnie pachnie, dobrze się pieni, fajnie oczyszcza nawet z resztek makijażu, ale coś mi nie do końca w nim pasuje. Czasami pozostawia uczucie ściągniętej i "piszczącej" skóry twarzy, a w każdym bądź razie po każdym jego użyciu czuję na skórze warstewkę, która pozostawia skórę miękką i fajnie nawilżoną, ale mi zupełnie nie odpowiada.


Skóra po użyciu jest fajna, ale nie do końca tak, jakbym tego chciała. Na dłuższą metę nie zauważyłam większej poprawy w stanie mojej cery, a szkoda, bo z tym produktem wiązałam spore nadzieje. Dosyć wysoka cena sprawia, że ja nie sięgnę już po ten produkt, ale może którejś z Was będzie on pasował. Zresztą kilka dni temu pisała o nim Una z Hedonizm i Eskapizm i z jego działania była bardzo zadowolona. Nie wykluczam jednak, że w przyszłości nie spróbuję innych produktów tej marki, bo ich filozofia oraz oferta bardzo mnie zainteresowały.

A Wy znacie ten produkt? A może polecicie mi coś innego?
Buziaki, Mila :)

wtorek, 16 czerwca 2015

Pszczela Dolinka - naturalne mydła i nie tylko

Kijowa ze mnie blogerka, bo o firmie Pszczela Dolinka nie słyszałam (a przecież pisała o ich mydłach Kamila... no i wyszło na to, że za mało czasu spędzam w blogosferze znowu :/ ), a kiedy Kamila wspomniała o nich jeszcze raz na swoim fanpage'u i padły tam słowa "darmowa dostawa" to musiałam do nich zajrzeć :)

Okazało się, że w sklepie tym można dostać zawrotu głowy: naturalne mydła, miód, produkty z woskiem pszczelim, twarde perfumy, woreczki zapachowe i świece... Po prostu WOW! A z tego co  wyczytałam później, to co miesiąc oferowane są dni darmowej dostawy, ogłaszane są one na FB Pszczelej Dolinki. Wybór nie był łatwy, ale w końcu wybrałam twarde perfumy o zapachu Kwiatowy Bukiet oraz mydło Rumianek z Macierzanką i Bzem. Jak na początek myślę, że wystarczy do przetestowania. A może przy kolejnej okazji na pewno zakupie tam czysty wosk pszczeli i sama coś sobie ukręcę? W każdym bądź razie polecam zajrzeć do nich i zobaczyć co za pyszności oferują!


Nie wiem jak Wy, ale ja się ogromnie cieszę, że coraz więcej takich małych manufaktur i sklepów z naturalnymi produktami się otwiera :)
Buziaki, Mila :)

poniedziałek, 15 czerwca 2015

Olejek cedrowy Etja - las zamknięty w butelce

Wiecie jak pachnie las? Ale taki prawdziwy, a nie taki jak w środkach czystości, który jest mocno chemiczny ;) Przypomnijcie sobie ten zapach, a zwłaszcza zapach miejsc w których dużo jest drzew iglastych. Świeży, balsamiczny, żywiczny i kojący... właśnie tak pachnie olejek cedrowy firmy Etja!

Pamiętacie, że olejek rozmarynowy był dla mnie dużym zaskoczeniem, a zwłaszcza fakt, że działa on niczym relaks dla duszy? Ale to dopiero olejek cedrowy w zupełności przekonał się do tego, że aromaterapia naprawdę działa! Doskonale łączy się z innymi olejkami, a z olejkiem rozmarynowym tworzą zabójczo piękny duet.

Według producenta olejek ma szereg właściwości:

Naturalny olejek cedrowy otrzymywany jest z młodych gałązek, igieł drzewa cedrowego. Jest silnym antyseptykiem, również przy infekcjach wirusowych. Ma działanie moczopędne i zwalcza cellulitis, obrzęki i nadmiar tłuszczu. Nie należy go używać wewnętrznie. Leczy trądzik, zapalenia oraz swędzeniu skóry, łupież, jest dobry dla skóry suchej, pomaga przy wypryskach i wrzodach. Uspokaja, koi depresję, niepokój i strach.


Na początku nie wiedziałam jak go użyć i  w sumie leżał, leżał a ja jedynie używałam go do kominka, bo zapach działa kojące i uspokaja takich nerwusów jak ja ;) Do szamponu w razie potrzeby dodaję bowiem olejek z drzewa herbacianego, tak samo na twarz. 
W końcu spróbowałam go użyć do masażu opuchniętych i zmęczonych nóg. W związku z tym, że pracuję na siedząco (raczej ciężko pisać na komputerze na stojąco ;)) zdarza mi się, że moje nogi są opuchnięte. Wystarczy odrobina olejku cedrowego wymieszanego z innym olejem (tutaj pełna dowolność, ale na pewno jednym z lepszych olejów do długich masażów jest dla mnie olej kokosowy). Zaczynam do stóp i idę ku górze, kończąc na biodrach. Często uda masuję dodatkowo jeszcze specjalną szczotką z drewnianymi wypustkami. W ten sposób skóra tam stała się bardziej ujędrniona i napięta, wygląda dużo lepiej niż po kremach ujędrniających, które często raczej mocno nawilżały, ale nie napinały skóry tak fajnie. Same nogi po takim masażu wydają się lżejsze, a na dłuższą metę widzę, że już nie puchną tak szybko, nawet podczas upałów.


Olej cedrowy firmy Etja jest oczywiście w 100% naturalnym produktem, bez żadnych chemicznych dodatków. Zapakowany jak wszystkie produkty tego typu w solidną buteleczkę z ciemnego szkła, która posiada kroplomierz i pozwala na wygodne użytkowanie. Cena w sklepie to 7,20 zł za buteleczkę, która służyć będzie przez naprawdę długi czas.

Moim zdaniem po ten olejek powinny sięgnąć osoby, które w pracy muszą długi czas spędzać w jednej pozycji i przez to cierpią ich nogi. Nie dość, że kondycja skóry nóg się poprawia (do widzenia wszystkim podrażnieniom po depilacji!) to jeszcze zmniejsza się skóra pomarańczowa, a skóra jest fajnie napięta. Z pewnością jest to produkt, który posiadając tak szerokie właściwości znajdzie swoje zastosowanie w kosmetyce i przy aromaterapii. 

A Wy znacie ten olejek? 
Buziaki, Mila :)

czwartek, 11 czerwca 2015

Nowość na rynku kosmetyków naturalnych - Be Organic

Nie wiem jak Wy, ale ja ogromnie cieszę się, że powstaje coraz więcej firm, które produkują naturalne i organiczne kosmetyki. Oczywiście, wśród tego "eko zamieszania" znajduje się też wiele firm, które próbują wcisnąć parafinę i silikony jako coś naturalnego... ale trend staje się ns tyle mocny i modny, że coraz więcej osób ma świadomość tego co kupuje. Przyczynia się to też do zwiększenia asortymentu naturalnych produktów oraz do obniżenia cen. Dzisiaj chcę zaprezentować Wam nową markę na rynku kosmetyków naturalnych. Świeżutką, bo premiera marki miała miejsce 28 maja i chyba można powiedzieć, że to takie kosmetyczne royal baby :)




Marka nazywa się Be Organic, w jej linii dostępnych jest jak na razie tylko kilka kosmetyków: serum pod oczy, organiczny olej kokosowy, peeling myjący do twarzy, krem do twarzy, mleczko do demakijażu, masło do ciała oraz peeling do ciała. Widzę tutaj jeszcze sporo miejsca na inne produkty i chętnie zobaczyłabym na przykład szampon i maskę do włosów :) albo peeling do skóry głowy! I pomadkę do ust. Krem do rąk... No, krótko mówiąc - wszystko :D Ale taki asortyment jak na początek to całkiem dobry start i pozwala na zapoznanie się z marką wystarczająco.

Filozofia marki jest prosta: Be Organic, Be Natural, Be You, a produkty opakowane bez zbędnych udziwnień w fajne opakowania, które na dodatek są biodegradowalne. Są to kosmetyki apteczne, więc właśnie tam trzeba ich wyglądać. Można je zakupić także poprzez sklep Be Organic. Olej arganowy, olej macadamia, masło kakaowe, jagody goji czy miłorząb japoński to tylko niektóre z naturalnych składników, jakie znajdują się w ich kosmetykach. Część składników posiada certyfikat Ecocert.



Na jakim poziomie kształtują się ceny? Jak dla mnie na całkiem przyzwoitym. Myślę, że na przykład cena 44 zł za 200 ml organicznego i naturalnego mleczka do demakijażu to całkiem przyjemna cena. Sama testuję obecnie serum pod oczy, w przyszłym tygodniu pojawi się jego recenzję i przekonacie jak sprawdza się filozofia marki w życiu realnym :) Dochodzimy tutaj też do bardzo ważnego pytania - czy opłaca się kupować kosmetyki naturalne?


Odpowiedź na nie brzmi: to zależy. To zależy od Waszych potrzeb, potrzeb Waszej skóry oraz świadomości. Ja coraz częściej sięgam po oleje, naturalne kosmetyki i mniej chemiczne rozwiązania, ale myślę, że nie przejdę na 100% organiczną pielęgnację i czyszczenie domu. Wybieram sobie z obydwu grup co najlepsze. Cieszy mnie jednak, że pojawiają się coraz to nowsze opcje dla kosmetyków naturalnych i po prostu jest w czym wybierać. Wydaje mi się, że największą przeszkodą są chyba dosyć wysokie ceny... ale z drugiej strony są one uzasadnione koniecznością używania konkretnych rozwiązań i produktów, które na przykład nie są sztuczne nawożone ani pryskane, przez co spada wydajność produkcji. Sytuacja jest taka sama jak w przypadku jedzenia - można kupić coś tanio, można kupić coś w cenie adekwatnej do jakości, czyli po prostu wyższej :)

Jeszcze raz zapraszam Was do odwiedzenia sklepu Be Organic i bliższego zapoznania się z ich ofertą. A może już słyszeliście o ich produktach?
Buziaki, Mila :)



zdjęcia pochodzą z materiałów prasowych ze strony beorganic.com.pl

poniedziałek, 8 czerwca 2015

KONKURS - wygraj zestaw kosmetyków ze sklepu Mazidła

Jakiś czas temu recenzowałam kilka produktów ze sklepu Mazidła - ich znajdziecie recenzję TUTAJ. Dzisiaj mam dla Was konkurs, w którym wygrać można Zestaw Upominkowy od sklepu Mazidła (klik na stronie), co wchodzi w jego skład?

*Ekologiczny hydrolat z róży damasceńskiej – 100 gr
*Potrójny kwas hialuronowy – 1,5% roztwór – 50 gr
*Ekologiczny olej jojoba – 25 gr
*Spirulina – 10 gr
*Ekstrakt z owoców granatu – 10 gr
*Glinka brazylijska czarna – 20 gr
*Ulotka zawierająca: krótkie opisy produktów + instrukcja stosowania
*Elegancka granatowa torebka prezentowa



Z produktów można przygotować balsam do ciała, krem, albo używać pojedynczo i w kombinacjach z innymi składnikami. Myślę, że naprawdę warto :)


Zasady konkursu:

1. Musisz być publicznym obserwatorem bloga being-mila.blogpost.com
2. Należy odpowiedzieć w komentarzu do tego posta na pytanie : Jaki kosmetyk chciałabyś samodzielnie przygotować w domu i dlaczego? Forma odpowiedzi jest dowolna.
3. Należy zostawić swojego maila.
4. Konkurs trwa do 29 czerwca 2015, wyniki ogłoszone zostaną w osobnej notce w ciągu tygodnia.
5. Sponsorem nagrody jest sklep Mazidła.

Wzór zgłoszenia:
Obserwuję bloga jako:
Odpowiedź na pytanie:
Adres e-mail:

Powodzenia i czekam niecierpliwie na Wasze (mam nadzieję kreatywne) odpowiedzi! :)
Buziaki, Mila :)
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...