poniedziałek, 25 maja 2015

Totalne rozluźnienie, czyli olejek rozmarynowy Etja

Uwielbiam wszelkie świeże i orzeźwiające zapachy (chyba dlatego tak choruję na wszystko z zieloną herbatą ;)). Uwielbiam też miętę i kiedy tylko otworzyłam olejek rozmarynowy Etja to się mocno zdziwiłam, że są takie podobne! Obawiałam się zapachu rozmaryny, a ja rozmaryn toleruję tylko na jakiejś pieczeni, bo został mi uraz po przygotowanej przez mojego faceta jajecznicy z rozmarynem ;) Co jak co, ale za jajkami nie przepadam, ale jak już to może tam być tylko cebulka, kiełbasa, pieprz i sól :D Jego objawienie kulinarne mi nie podeszło, tak samo jak inne jego objawienie, czyli pierś kurczaka w panierce light... Jak miała stać się light? Nie smażąc jej, ale dusząc na odrobinie wody... No i wyszła pierś kurczaka w bliżej nieokreślonej mazi, a ja się do dzisiaj zastanawiam jakim cudem mój inteligenty facet chciał smażyć panierkę na wodzie ;)
No, ale nie o jedzeniu miało być, a o olejku rozmarynowym :D



Całą listę właściwości tego olejku możecie znaleźć TUTAJ, a ja po krótce skopiuję ze strony producenta, czyli Etja:

DZIAŁANIE

Antyseptyczne, bakteriobójcze, tonizujące, antyreumatyczne, antydepresyjne, rozgrzewające, łagodzi bóle głowy i zmęczenie.
I z tym działaniem mogę się absolutnie zgodzić, zresztą wykonywałam też z nim relaksującą kostkę do masażu. Zapach jest tak przyjemny i odprężający, że uwielbiam go stosować przed snem, a  masaż obolałych mięśni z tym olejkiem jest baaardzo przyjemny (oczywiście olejek mieszam z olejkiem bazowym w odpowiednich proporcjach :)). Jako, że pracuję przy komputerze cały czas na siedząco to  często bolą mnie plecy w dolnym odcinku i chyba nic tak skutecznie nie pozwala się pozbyć bólu jak olejek rozmarynowy. Na dodatek zrobiłam się chyba jak pies Pawłowa i kiedy tylko czuję ten zapach to od razu się rozluźniam :D Stosuję, więc go przy długich i stresujących pracach w kominku aromaterapeutycznym - do miseczki kominka wlewam odrobinę wody i wkrapiam około 5 kropelek olejku, zapalam podgrzewacz. Zapach nie jest męczący, ale bardzo przyjemny i relaksujący, długo się utrzymuje i bije na głowę swoją wydajnością woski zapachowe. 
Mocne odświeżenie, ziołowe nuty i mięta - kocham to!



Znalazłam też inne zastosowanie dla tego olejku - w masażu piersi :) Łączę go z olejem macadamia, który ma właściwości ujędrniające, a dzięki dodatkowi olejku rozmarynowego skóra jest ściągnięta, nie mam żadnych podrażnień, niespodzianek ani zaczerwienień, skóra jest też bardzo napięta - lepiej niż po sławnym smarowidle z Eveline i samym oleju macadamia. Do tego to całkowicie naturalna pielęgnacja :) No i ten zapach! 
Olejek rozmarynowy Etja w sklepie producenta kosztuje 7,60 zł za 10 ml, które starczą Wam na wieki! Ja przez grubo ponad miesiąc stosuję go codziennie (czasami nawet kilka razy dziennie, kiedy używam kominka) i zużyłam może 1/3. Olejek zamknięty jest w szklanej buteleczce z kroplomierzem, z którego kropelki lecą dosyć żwawo.




Olejek rozmarynowy absolutnie polecam każdemu kto lubi takie zapachy! Na pewno nie będziecie zawiedzione jego skutecznym działaniem i właściwościami :)

A może już go znacie?
Buziaki, Mila :)

środa, 20 maja 2015

Zmniejszone przetłuszczanie - naturalne i bez plątania!|Fitomed - Szampon ziołowy do włosów tłustych

Moje włosy, a raczej skóra głowy, jest tłusta i włosy muszę myć co 2 - 3 dni. Niektóre szampony z SLS na pierwszym miejscu w składzie nie robią na mnie wrażenia, ale kilka z nich przyśpiesza przetłuszczanie. Próbowałam mycia włosów Facelle, ale jak dla mnie pieni się za mało i miałam uczucie, że moja skóra głowy nie jest dobrze doczyszczona. Lubię po prostu dużo gładkiej piany, która doskonale czyści, ale czy można znaleźć kosmetyk o tych właściwościach, który na dodatek będzie naturalny i delikatny, ale przy tym wystarczająco oczyszczający? Chyba tak, bo ja go znalazłam ;)



Aqua, Saponaria Officinalis Root Extract, Urtica Dioica Extract, Salvia Officinalis Extract, Equisetum Arvense Extract, Humulus Lupulus Cone Extract, Rosmarinus Officinalis Leaf Extract, Coco Glucoside, Sodium Laureth Sulfate, Cocamide DEA, Cocamidopropyl Betaine, Propylene Glycol, Trilaureth-4-Phos-phate, Cytric Acid, Parfum, Dmdm Hydantoin, Methylisothiazo-linone, Methylchloroisothiazolinone

Szampon Fitomed ziołowy do włosów tłustych ma skład bardzo przyjemny i naładowany samymi fajnymi rzeczami. Znajduje się w nim SLES, czyli łagodniejsza odmiana SLS, ale nie jest on ani na pierwszy, na drugim, ani nawet na trzecim miejscu w składzie, tylko po wszystkich ekstraktrach i wyciągach, myślę więc, że ryzyko podrażnienia jest minimalne i o ile po szamponie Delia z keratyną okropnie swędzi mnie głowa ostatnio, to po tym nic takiego się nie dzieje.




Szampon zamknięty jest w plastikowej i przezroczystej butelce, jego pojemność to 250 ml i w sklepie firmowym kosztuje 11,50 zł - czyli jest bardzo tani, a w parze idzie też jego wysoka wydajność, dzięki czemu jego stosowanie jest jeszcze przyjemniejsze. Po miesiącu zużyłam jakieś 1/4 butelki, czyli naprawdę mało, a używałam do każdego mycia. Konsystencja jest lekko żelowa, nie jest lejąca jak woda, ale też nie jest za bardzo gęsta. Przez otwór łatwo można wylać nawet małą ilość. Dodatkowy plus za etykietkę, która nie namaka pod prysznicem i trzyma się butelki zachowując estetyczny wygląd. Niby nic ważnego, ale wkurzają mnie odchodzące i spływające etykietki ;)

Sam szampon ma ziołowy zapach, który utrzymuje się na włosach, ale nie jest mocny czy nieprzyjemny. Piana naprawdę dobrze się pieni i mała ilość jest w stanie umyć dużo włosów :) Co mnie zaskoczyło to fakt, że jak na produkt z dużą ilością naturalnych wyciągów ziołowych w ogóle nie plącze włosów! Zazwyczaj to była moja udręka podczas mycia i wszystkie ziołowe szampony miały ten minus, Fitomed jest inny, włosy po nim są miłe w użyciu i ani myślą się plątać :)

Działanie oceniam na szóstkę z plusem! Doskonale myje, włosy są odświeżone i faktycznie nie przetłuszczają się tak szybko, u mnie świeżość spokojne przedłuża się o jeden dzień po jego użyciu. Bardzo dobrze zmywa ciężkie oleje z włosów. Nie zdarza mi się żadne swędzenie, a skóra głowy jest naprawdę dobrze oczyszczona. Nie jest wysuszona na wiór, tylko w sam raz :) 




Moim zdaniem to doskonały produkt, bez wątpienia kupię go jeszcze raz albo spróbuję jedną z innych wersji dostępnych TUTAJ. Nie widzę w nim żadnych wad czy powodów dla których nie powinnam go używać. Po miesiącu działa tak samo dobrze jak od pierwszego użycia.

Znacie ten szampon? A może znacie inne kosmetyki Fitomedu i możecie mi coś polecić?
Buziaki, Mila :)



P.S. Zapraszam na rozdanie na moim FB :) KLIK Do wygrania tej olejek z Manufaktury Aptecznej:


poniedziałek, 18 maja 2015

Sylveco - Lekki krem brzozowy

Marka Sylveco od dawna mnie kusiła, a ich Lekki Krem Brzozowy był pierwszym produktem, który przetestować dzięki Marzenie. Po tym kremie spodziewałam się efektu WOW, a jak się sprawdził?


Fajnie, ale średnio. Jak to, ponoć taki hit... No i właśnie tutaj rzeczywistość zderza się z marzeniami :D O tym kremie czytałam tyle dobrego, że spodziewałam się super mocnych efektów, a jak w każdym kremie naturalnym są one bardzo delikatne i stopniowe. Lekki jest naprawdę, bo wchłania się dosłownie chwilkę i można już się malować czy kłaść twarz na poduszkę. Ale ja chyba nie do końca lubię taką lekkość, wolę kiedy krem zostawia na twarzy jakąś warstewkę, chociażby minimalną, ale jednocześnie nie lepiąc się. Sylveco wchłania się od razu, nie czuć go ani nie widać i przez to czułam... jakbym nie nie nałożyła.



Jak w końcu jest z tym działaniem? Myślę, że sprawdzi się na niezbyt przesuszonej skórze twarzy, która potrzebuje tylko lekkiego nawilżenia, albo też na tłustej skórze twarzy, która potrzebuje czegoś leciutkiego pod makijaż. Nie ma filtrów, więc nadaje się na dzień i na noc, poza tym jest to krem uniwersalny i myślę, że może go używać nastolatka jak i jej mama jako uzupełnienie pielęgnacji. Nie zauważyłam po nim znacznej poprawy, ale coś robi, bo skóra zaczyna być bardziej promienna, mniej zmęczona. Wielki plus za to, że mogła go też nakładać pod oczy - takie kosmetyki lubię :) To, że nie nawilża silnie nie sprawiło, że się zniechęciłam do tej marki - wręcz przeciwnie! Ponoć krem rokitnikowy ma bardziej tłustą formułę, więc spróbuję z nim :) 



Skład ma oczywiście bajeczny, jak to na Sylveco przystało. Opakowanie z pompką jest super i jedna pompka wystarcza na całą twarz, jest więc wydajny, ale ma krótszy niż drogeryjne kosmetyki termin przydatności do zużycia oczywiście :) jest to 6 miesięcy, czyli w sam raz bym powiedziała. Pompa chodzi bez zarzutów i się nie zacina. Krem nie pachnie mocno, to jakiś delikatny zapach "czegoś" co jest dosyć neutralne i ani ziołowe, ani owocowe. Pewnie to brzoza, w końcu jak pachnie brzoza? :D Ja nie wiem ;) Cena od 20 do 30 zł - zależnie od promocji, sklepu.

Podsumowując - ciekawy produkt, warto po niego sięgnąć, ja marce Sylveco nie mówię jeszcze "do widzenia" :)

Znacie go? Jak się u Was zachowywał?
Buziaki, Mila :)


środa, 13 maja 2015

Rozstępy, przebarwienia i blizny - czyli olej z pestek dyni Etja

Rozstępy, przebarwienia, blizny - czy jest na sali jakaś kobieta, która nie ma z nimi problemów? Jak okazuje się olej z pestek dyni może być rozwiązaniem tego kłopotu :) Mój to olej z firmy Etja, pełen opis jego właściwości można zobaczyć TUTAJ.


Kiedy przeczytałam informację na butelce podeszłam do tego bardzo sceptycznie, bo w takie rzeczy no cóż... ciężko uwierzyć ;) Sama nie mam świeżych rozstępów, a moje stare pochodzą z czasów, kiedy zaczynałam dojrzewać, więc moim zdaniem są za stare, żeby coś im pomogło. Z tego też względu nie stosowałam je na nie, bo i tak wiem, że potrzeba by było chyba cudu na. Poza tym to olejek ZAPOBIEGAJĄCY, a nie leczący rozstępy, więc profilaktycznie powinny po niego sięgać kobiety w ciąży na przykład :) 
Ale mam za to kilka świeżych przebarwień, głównie na plecach, więc właśnie tam stosowałam olej z pestek dyni, a drugim obiektem eksperymentów stał się mój mąż, któremu nakładałam go na twarz. Mój mąż nigdy nie stosuje kremów, ale pije naprawdę dużo wody, więc nie ma suchej skóry, raczej normalną, która lekko się przesusza na słońcu.


Opakowanie charakterystyczne dla innych produktów firmy Etja - porządne, kroplomierz, nic się nie wylewa i słońce nie działa na olejek. Sam olejek organiczny z pestek dyni kosztuje 14 zł za 50 ml, jest średnio wydajny. 

Po pierwsze - zapach! Cudowny, jak prażone nasiona albo chleb pełnoziarnisty z nasionami :) Naprawdę ładny zapach, który nie utrzymuje się długo, ale jest wyczuwalny.
Po drugie - kolor jest ciemny i po nałożeniu na twarz męża, bałam się, że go zafarbuję ;) Na szczęście nic takiego się nie dzieje i jego blada skóra pozostała bladą. Nie zauważyłam, żeby w dłuższej perspektywie jakoś przyciemniał skórę twarzy.
Konsystencja na plus. Kiedyś stosowałam na moim faceci olejek ze słodkich migdałków na twarz i ramiona, żeby nie robiły mu się rozstępy po siłowni. Zawsze wtedy narzekał, że czuje się lepki. Olej z pestek dyni nie daje tego uczucia lepkości, wchłania się raczej szybko i od razu można po nim się ubierać.

Jak działa? Skóra po nim jest naprawdę mięciutka! Dobrze nawilżał, mój mąż twierdzi, że czuje skórę twarzy bardziej uelastycznioną. Z tego co widzę to nie zdarzają mu się już przesuszenia. Nie zapchał go, ani nie podrażnił.
W przypadku przebarwień zauważyłam też zmianę na plus i te całkowicie świeże bardzo wyblakły, starsze przebarwienia też zmieniają kolor na jaśniejszy. Zaczęłam go, więc używać po depilacji na okolice bikini, ponieważ często zdarza mi się tam zadrapać, a moja skóra ma to do siebie, że wszelkie blizny są bardzo ciemne, a małe przebarwienia znikają przez długi czas. Dzięki olejowi Etja po zadrapaniach nie tworzyły się żadne plamki, więc za to ma u mnie wielki plus :)

Spróbowałam go też na włosy, dobrze dociąża, ale włosy są bardziej sypkie i mniej mięsiste niż po oleju z wiesiołka. 
Niedawno sporządziłam sobie też mieszankę ujędrniająca na uda i dodałam tam ten olej, zobaczymy jak się tam spisze :)


Jak dla mnie to bardzo ciekawy olejek o dobrym działaniu na przebarwienia. Za ogólne działanie też go polubiłam, a skóra po nim jest naprawdę przyjemna.
Znacie go?
Buziaki, Mila :)

poniedziałek, 11 maja 2015

Wakacyjna opalenizna w kilka dni|Vita Liberata Warm

Chcecie wiedzieć jak uzyskać taką opaleniznę?


Zapraszam, więc na recenzję balsamu Warm firmy Vita Liberata :) Jak może wiecie, albo i nie ;) testowałam już ich samoopalacz w piance, który jest moim hitem. Balsam Warm Lotonem z założenia jest produktem innym niż pianka samoopalająca. Lepiej nawilża, daje stopniowy kolor, nie można sobie nim zrobić krzywdy.

Produkt zamknięty jest w typowym dla Vita Liberata opakowaniu, jest ono trochę wyższe niż to od pianki, mieści się tam 200 ml, które w promocji w Sephorze jest teraz po niecałe 40 zł :) Cena regularna to 79 zł i moim zdaniem warto i tak kupić ten produkt, bo jest bardzo wydajny. Pompka jednorazowo daje bardzo mało produktu, dosłownie wielkości groszku i mi na pokrycie całych przedramion, dekoltu, barków oraz ramion starczyło 10 takich groszków. Moim zdaniem wydajność jest super. Poza tym jest to produkt, który niekoniecznie musi być stosowany codziennie.



Sam balsam jest biały i nie pachnie w żaden szczególny sposób, na pewno nie czuć nutki samoopalaczy ;) Nakładam go można przy pomocy rękawicy i polecam jeżeli ktoś stosuje po raz pierwszy, ale ja też nakładałam go "z ręki" i nie miałam smug.
Na zdjęciu poniżej 2 pompki produktu, jak widać ilość jest minimalna! Sam balsam lekko nawilża i bardzo łatwo się rozprowadza. Wchłania się dosłownie chwilkę.


Kilka słów o rękawicy Tanning Mit - poniżej możecie zobaczyć starą rękawicę, którą używam regularnie od pół roku (po prawej, ciemniejsze) i nową. Chociaż wizualnie starsza rękawica wygląda trochę gorzej (ściemniała, trochę się powyciągał materiał) to mimo ręcznego mycia i wyciskania nadal nie straciła swoich właściwości. Nie popruła się, chociaż materiał jest cieniutki, nadal bardzo dobrze rozprowadza produkt. Gąbeczka jest tak samo miękka jak w nowej, więc myślę, że warto w nią zainwestować, jeżeli lubicie się opalać sztucznie, bo można ją przecież używać też do innych produktów samoopalających :)




Efekty? W słońcu opalenizna mieni się na piękny brązowo-złoty kolor, po prostu jakbym była po porządnych wczasach w tropikach :D Na cele testów używałam produkty tylko właśnie na ramiona, przedramiona, dekolt, barki, żeby mieć porównanie do innych części ciała, jak widać efekt jest dosyć mocny. Ten efekt to stosowanie produktu raz na 3 dni przez 2 tygodnie, więcej efektów u innych dziewczyn możecie zobaczyć na FB Vita Liberata.




Ile się utrzymuje taka opalenizna? Jeżeli nie nakładam już balsamu to ponad tydzień, co uważam za bardzo dobry wynik biorąc pod uwagę, że pianka jest z założenia silniejsza i daje 2 tygodnie opalenizny. Aby potrzymać efekt wystarczy w moim przypadku nałożyć produkt 2 razy w tygodniu.

Na plus jest też fakt, że produkt nie barwi ubrań, pościeli, więc stosowałam go w razie potrzeby także na dzień.


Ten balsam spodobał mi się chyba jeszcze bardziej niż pianka :) Lubię takie stopniowanie efektów, poza tym trzyma się naprawdę długo jak na balsam brązujący! Pamiętam, że kilka lat temu też sięgałam po balsamu i na efekty trzeba było czekać wiekami... a tutaj są widoczne już po pierwszym użyciu. Dodatkowy plus u mnie ma za to, że nie ma opcji, żeby zrobić sobie zaciek. Pianka raczej też ich nie robiła, ale np. jeżeli prysło się wodą to robił się zaciek. Tutaj po chwili można myć ręce i nawet jeżeli zamoczy się ramię to można umyć i tyle, a w ostateczności można nałożyć produkt jeszcze raz bez obaw o to, że kolor będzie nierówny. Mi się bardzo spodobał i będę na niego polować w promocji.

Znacie ten produkt? A może stosujecie inne balsamy brązujące?
Buziaki, Mila :)


Jeżeli chcecie wygrać ten produkt to zapraszam na FB - do 14 maja trwa rozdanie. Klik TUTAJ albo w grafikę :)

piątek, 8 maja 2015

Majówkowe nowości (nie z promocji Rossmanna ;))

Zakupy z promocji w Rossmannie to gorący temat ostatnich dni. A u mnie na przekór - do Rossmanna się nie wybrałam :) Pojawiło się za to u mnie kilka "Majówkowych" nowości, które trafiły do mnie zaraz przed albo zaraz po Majówce.


Oleje to moja nowa miłość, więc w końcu trafił do mnie olej makadamia - najpierw jako odlewka, a teraz jako pełnowymiarowe opakowanie. Używam go przede wszystkim do... biustu ;) W połączeniu z olejkiem rozmarynowym robi takie cuda, że aż trudno uwierzyć! 
Złoty top Gold Maiden z NYC Rock Muse to zaspokojenie mojej potrzeby na złoto ;) Serio, ostatnio coś mnie wzięło i chętnie używałabym złota dosłownie... wszędzie!
Rimmel 60 seconds to bardzo fajne lakiery, a żółty Sunny Days to z kolei idealny kolor na lato. Chociaż nie lubię żółtego na paznokciach to ten kolor jest taki słoneczny, że aż chce go nosić! 

Kredki do oczu Manhattan z kolekcji Pastel Pretties, kolor 02 Love me lavender to bardzo ładny, jasny kolor. Zupełnie inni od brokatowej NYC Show Time 947 Paparazzi Purple. Kolorowe kredki i zrobiona nimi kreska to chyba najlepszy sposób na wiosenny i letni makijaż ;)



Sally Hansen ma najlepsze produkty do paznokci, a Diamond Flash, czyli utwardzający top zastąpi mi kończący się Quick Dry Shine Top Coat z Allepaznokci - który jest tani, ale bardzo dobry.


Jako #AmbasadorkaLPM ;) muszę pochwalić się też paczką od nich. Dwa żele o soczystych zapachach, masa próbek do rozdania oraz opaska do spania.


A na koniec piwny Pac Man, który został wybrany poprzez internetowe głosowanie wśród moich znajomych na FB :D To koszulka za punkty ze stronki BeerLovers, na której za udostępnienie treści czy wykonywanie piwnych zadań dostaje się punkty i można potem wymienić na koszulkę lub coś innego :) Na taka koszulkę muszę punkty zbierać jakieś dwa miesiące czasu, ale staram się nie spamować na prywatnym FB, używam w tym celu raczej Google + i Twittera :D



A co u Was pojawiło się nowego? :)
Buziaki, Mila

czwartek, 7 maja 2015

Mazidła - Keratynowe serum do włosów

Moje włosy potrzebują jakiejś ochrony. Wszystko przez to, że są długie, a ja lubię spać w rozpuszczonych włosach, a na dodatek wilgotnych ;) Nie mają ze mną łatwo, więc nauczyłam się lata temu, żeby włosy trzeba chronić  i najlepiej sprawdzają się do tego różne kosmetyki w sprayu - są wygodne i dają dużą możliwość dobrania ilości kosmetyku.
O tym jak przygotowałam keratynowe serum do włosów pisałam Wam TUTAJ. Jest to gotowy zestaw ze sklepu Mazidła. Jak pewnie wiecie po przeczytaniu poprzedniej notki przygotowanie jest banalnie proste i każdy nie-chemik sobie z nim poradzi. A jakie są efekty i czy warto zakupić to serum?


Serum stosowałam po każdym myciu, teraz zaczynam używać je co dwa mycia. Na samym początku jakoś mnie nie porwało - ot było, nic szczególnego, cudów nie robiło. Jednak wszystko potrzebuje trochę czasu i dopiero po kilku użyciach serum zaczęło pokazywać swoje prawdziwe "ja". Okazało się, że jest bardzo przyjemne, dobrze chroni włosy i sprawia, że są one miękkie. Po końcówkach widzę, że włosy są dobrze chronione i nie rozdwajają się. Ostatnio nie byłam dla nich zbyt łaskawa, bo częściej sięgałam po suszarkę, a zazwyczaj po suszeniu puszą się i nie układają za ładnie. Samo serum nie ma właściwości chroniących przed wysoką temperaturą, ale mimo to niwelowało puszenie się włosów. Dodatkowo lekko prostuje włosy co jest dla mnie plusem, bo moje włosy no cóż... są raczej nieokreślone - ni to proste, ni to fale, więc lubię kiedy produkt albo je prostuje, albo mocniej skręca. Przy jego stosowaniu włosy przestały się elektryzować co ostatnio doprowadzało mnie do szewskiej pasji, bo chyba zamieniam się w Electrę i co dotknę jakiejś metalowej rzeczy to kopie mnie prąd ;)

Włosy po użyciu serum, suszeniu i kręceniu lokówką - wszystko bez termoochrony.

Skład to prawdziwy orgazm dla oczu:
Tilia Platyphyllos (Linden) Flower Water; Hydrolyzed Keratin; Chondrus Crispus (Carrageenan) Extract; Acetum (Vinegar); Glycerin; Lavandula Angustifolia (Lavender) Extract; Rosmarinus Officinalis (Rosemary) Leaf Extract; Salvia Officinalis (Sage) Leaf Extract; Thymus Vulgaris (Thyme) Extract; Leuconostoc/Radish Root Ferment Filtrate; Aloe Barbadensis (Aloe vera) Gel; Panthenol 

Po prostu najlepszy z najlepszych - sama natura i naturalny, roślinny konserwant, cudo! Zapach sprawia, że z chęcią bym łyknęła sobie trochę tego serum, bo pachnie dokładnie jak syrop z kwiatów lipy! Cudowny, świeży zapach, szkoda, że nie utrzymuje się na włosach.


Samo opakowanie też na plus, chociaż szkło hmm... to chyba nie do końca dobry wybór dla mnie i za każdym razem z duszą na ramieniu czekam na moment, kiedy mi się wyślizgnie i rozbije się w drobny mak :D Ale dobrze, że butelka jest wykonana z ciemnego szkła, naklejka jest wytrzymała, a sam sprawy psika bez zarzutów. Cena jest bardzo korzystna, bo za trochę ponad 20 zł otrzymuje się produkt naprawę wysokiej jakości! Poza tym wiemy co w nim się znajduje, bez niespodzianek typu olejek bez olejków, albo serum keratynowe z keratyną na ostatnim miejscu w składzie :P

Podsumowując - bardzo fajny produkt, zwłaszcza jak na serum bez silikonów. Keratynowe serum do włosów Mazidła na pewno spodoba się osobom, które chcą dbać o włosy w naturalny sposób i mają wrażliwą skórę głowy oraz włosy źle reagujące na sylikony. Na pewno nie obciąży włosów.

Znacie może to serum? Robicie własne kosmetyki do włosów? 
Buziaki, Mila :)


środa, 6 maja 2015

Le Petit Marseillais - Suchy olejek do ciała w sprayu

Jeżeli ktoś śledzi mnie na Facebooku to pewnie wie, że pojawiło się kilka postów oznaczonych #AmbasadorkaLPM ;) Le Petit Marseillais zorganizowało akcję ambasadorską, więc obecnie testuję ich dwa produkty.... ale dzisiaj nie o nich, ich recenzję pojawią się w przyszłości :)
Dzisiaj o produkcje, który nabyłam jakiś czas temu, jeszcze przed zapisem do ich akcji i informacją o byciu wybraną :) Mowa tutaj o suchym olejku do ciała w sprayu. Kiedy kupiłam felerny olejek awokado Bielendy (który przypominam nie robi nic a na dodatek nie psika, ale pluje zawartością) moje oko na dłuższą chwilę zawiesiło się na tym produkcje, ale... no cóż, cena 37 złotych skutecznie odstraszyła. Ale zaintrygował mnie na tyle, że sięgnęłam po niego na promocji z pełną świadomością, że suchy olejek będzie mieszanką olejków z innymi substancjami :)


Jako, że ostatnio zaczynam wszystkie recenzję od dupy strony to i tą zacznę od składu:
Isopropyl myristate, Sesamum Indicum Seed oil, Isopropyl palmitate, Isopropyl laurate, Parfum, PEG-40 Sorbitan peroleate, Argania Spinosa Kernel oil, Prunus Amygdalus Dulcis oil, Butyrospermum Parkii butter, BHT, Propylparaben, Hexyl cinnamal, Linalool

Olejki są, ale jest więcej innych substancji zmiękczających i nawilżających, może działać komodennie, więc nie polecam stosować na twarz (aczkolwiek producent też tego nie proponuje ;)). Opakowanie jest proste i bardzo mi się podoba jego design - po prostu w stylu Le Petit Marseillais. Do tego wieeeeeeeeelki plus za to, że spray jest sprayem! Psika fajną mgiełkę, która równo daje się rozpylić na ciało. Nie za dużo, nie za mało. Jest dosyć wydajny, więc cena jest rekompensowana długim okresem używania.


Jak wygląda sprawa "suchości" tego olejku? Powiedziałabym, że bardzo okej! Po chwili olejek schnie, a jeżeli posika się go za dużo to wystarczy rozetrzeć go ręką i szybko wysycha. Bardzo fajna opcja na plaży, zwłaszcza, że olejek pozostawia lekki "glow", który nie powinien być mylony z tłustością, bo skóra w dotyku jest sucha. Cudownie podkreśla opaleniznę i nadaje skórze zdrowy połysk. 
Samo nawilżanie nie jest jakieś spektakularne. Powiedziałabym, że działa lepiej na wilgotną skórę po kąpieli niż nakładany na suche ciało. Używany systematycznie poprawia nawilżenie stopniowo, jednak i tak skóra najlepiej prezentuje się zaraz po jego nałożeniu. Na włosy stosowałam go kilka razy, na 15 minut przed myciem jak zalecił producent, ale nie widziałam żadnych większych efektów, chociaż zmywał się bez kłopotów delikatnymi szamponami.
Powiem jeszcze kilka słów na temat zapachu, bo wiem, że wiele osób jest w nim zakochana... ja do nich nie należę. Zapach nie jest zły, ani chemiczny, raczej orzechowy i bardzo naturalny, ale nie do końca mi pasuje. Przy skórze utrzymuje się dosyć długo, ale jeżeli nie przyciśnie się nosa do skóry to go raczej nie czuć.


Podsumowując - dobry produkt, ale nic mi nie urwał. Jednak ładne opakowanie i sprawny aplikator skradły w pewnym stopniu moje serce ;) Myślę, że mimo swoich wad ten suchy olejek prędzej czy później znajdzie stałe miejsce w mojej łazience latem, kiedy chcę wskoczyć szybko w krótkie spodenki i do niczego po drodze się nie przykleić!

Znacie ten olejek? A może używacie innych "suchych olejków"?
Buziaki, Mila :)

wtorek, 5 maja 2015

Organiczny olej z wiesiołka stosowany na twarz oraz włosy|Etja

Przed otrzymaniem oleju z wiesiołka od Etja nie znałam go. Coś tam kojarzyłam, że wiesiołek (wesołek? :D) to taki żółty kwiatek, który gdzieś tam rośnie na polach, a o oleju z wiesiołka słyszałam jedynie jako o suplemencie. Jak się, więc sprawdził w pielęgnacji cery oraz włosów?


Olej z wiesiołka BIO firmy Etja jest produktem organicznym, więc zachowuje najwyższą ilość składników odżywczych, o jego właściwościach można więcej poczytać TUTAJ. Olej umieszczony jest w ciemnej, szklanej butelce o pojemności 50 ml, taka ilość kosztuje 15 zł co moim zdaniem jest ceną bardzo korzystną w porównaniu do jakości. Butelka wyposażona jest w kroplomierz, który pozwala na odmierzenie odpowiedniej ilości. Z tego co wiem to firma obecnie odchodzi o zakraplaczy na rzecz jeszcze wygodniejszych pompek.


Olej z wiesiołka zaskoczył mnie przede wszystkim bardzo szybkim wchłanianiem i lekko wodnistą konsystencją. Po nałożeniu na twarz czy na ręce potrzeba zaledwie 2 - 3 minut, aby całkowicie wchłonął się do matu, nie zostawia na skórze lepiej warstwy i nie świecie się ona po nim. Dzięki temu jest doskonałym wyborem zarówno na noc jak i na dzień. Zapach jest bardzo delikatny, a w sumie to nie pachnie niczym konkretnym, jak dla mnie to zapach... oleju, po prostu oleju ;) Nie ma w nim żadnych charakterystycznych nut, więc dobrze miesza się też z olejkami eterycznymi.

Jak działa na skórę twarzy? Cudownie, po prostu cudownie! Skóra po jego użyciu jest nawilżona, miękka oraz odświeżona i promienista. Po miesiącu używania mogę też zauważyć znaczne ujędrnienie oraz zmniejszenie ilości wyprysków. Przez szybkie wchłanianie raczej nie nadaje się do długich masażów twarzy, więc niewielką ilość rozgrzewam w palcach a potem wklepuję w twarz. Zaczęłam też (w końcu!) zwracać większą uwagę na skórę szyi oraz dekoltu, więc to głównie na nie stosuje olej z wiesiołka i efekt ten sam - zero wyprysków na dekolcie, skóra jest jędrna i nawilżona. 
Absolutnie nie podrażnia, ani nie zapycha. Nie ma też problemów, kiedy przypomnę sobie na ostatnią chwilę o jego nałożeniu, bo szybko się wchłania i nie brudzi ubrań.

A jak sprawdził się na włosach? Po jego użyciu są one bardzo fajnie dociążone. Bardzo łatwo zmywa się z włosów nawet przy użyciu szamponów bez SLS. Jak wspomniałam ma lekką konsystencję, więc mogę sobie przy nim pozwolić na olejowaniu włosów w ciągu dnia - po prostu je związuję albo zaplatam w warkocz, nie daje on ciężkiego efektu jak robi to chociażby olej rycynowy.


Myślę, że olej z wiesiołka to doskonały wybór dla osób, które nie mają wiele czasu a chciałyby zacząć swoją przygodę z olejowaniem twarzy i włosów. Zakupić go można w sklepie Etja.

Znacie olej z wiesiołka? Jak go stosujecie?
Buziaki, Mila :)

poniedziałek, 4 maja 2015

Ekstrakt z truskawki - maseczka dla cery z trądzikiem oraz cery zmęczonej|Mazidła

Wybierając sobie rzeczy do testów z asortymentu sklepu Mazidła.com wpadły mi w oko ekstrakty owocowe - zresztą same możecie zobaczyć tutaj - arbuz, banan, mango pomarańcza... mniam! :) A do tego truskawka, na którą od razu się zdecydowałam, bo truskawki to mój ulubiony owoc (noo... może powiedzmy, że zajmuje pierwsze miejsce z czereśniami i żurawiną). Jak się sprawdził ten ekstrakt i jak go używałam?


Ekstrakty owocowe można dodawać do kremów oraz do innych kosmetyków, ale ja zdecydowałam się na użycie w maseczkach. Opakowanie 30 gram kosztuje trochę ponad 7 złotych, a wydajność jest wysoka! Mi starczyło na 6 użyć.
Ekstrakt wypróbowałam w połączeniu z wodą, z wodą z białej róży, z jogurtem i za każdym razem sprawdzał się równie dobrze. Pierwsze 2 użycia były solo, ale w końcu zdecydowałam się na dodanie odrobiny glinki, która mi zalegała (nie lubię używania samych glinek). Poza tym ekstrakt jest trochę hmm... kleisty? Więc nie zmywa się z twarzy szybciutko, a dodatek odrobiny glinki znacznie ułatwiał zmywanie. Ekstrakt z truskawki wystarczy wymieszać z dowolnymi składnikami i maseczka jest gotowa. A do tego pachnie i wygląda tak, że aż chciałoby się ją zjeść!


Ten niepozorny różowy proszek lekko pachnie truskawką i jest zamknięty w prostym, białym opakowaniu z etykietką. Bardzo dobrze radzi sobie z porami i cudownie je ściąga! Efekt jest widoczny już po jednym użyciu, buzia jest gładka i przyjemna - wszystko dzięki obecności naturalnego kwasu salicylowego. Poza tym maseczka z ekstraktu z truskawki idealnie sprawdza się na zmęczonej cerze i cudownie ją rozświetla i pobudza. Cera zyskuje więc nie tylko na gładkości, ale też na kolorze :) Jak już wspomniałam konsystencja jest trochę dziwna, ale w każdym bądź razie taka maseczka działa bardzo odprężająco, do tego nie podrażnia i łagodzi wrażliwe miejsca.



Myślę, że ekstrakt z truskawki jest bardzo ciekawym produktem. Na pewno też bardziej zainteresuję się właściwościami ekstraktów i nabędę inny, równie smakowity :) Na plus przemawia też fakt, że ekstrakt z truskawki Mazidła jak i inne można zakupić w opakowaniach 10 gramowych, co pozwala na wypróbowaniu różnych opcji :) Kusi mnie też próba zrobienia własnej mgiełki odświeżającej z jakiegoś fajnego hydrolatu i smakowitego ekstraktu :)

Znacie ekstrakty owocowe? Stosujecie je? 
Buziaki, Mila :)

niedziela, 3 maja 2015

Skandalicznie małe denko kwietniowe

Wiosna chyba nie nastroiła mnie na zużycia ;) więc kwietniowe denko jest po prostu... skandalicznie małe! Na swoją obronę powiem, że używam teraz wiele więcej olejków, a jak wiadomo są one meeega wydajne!



  1. Mrs. Potter's Balsam większa objętość - to mój pierwszy produkt tej marki i... nie nastraja na dalsze zakupy :P Nie robił nic, ot zwykła odżywka. Objętości nie dodawał. Nie kupię ponownie.
  2. Garnier Fructis Gęste i Zachwycające odżywka - baaardzo fajna, więcej o niej TUTAJ. Kupię ponownie!
  3. Eveline ExtraSoft - całkiem fajne masło o ciała o przyjemnym działaniu, w składzie ma parafinę, ale nie "zakleja" skóry i fajnie ją nawilża. Nie wiem czy kupię jeszcze raz.
  4. GAL, Allergal - recenzja TUTAJ, ostatnie kapsułki używałam do paznokci, bardzo fajne i na pewno kupię ponownie.
  5. Gąbeczki Calypso - tanie i fajne, uwielbiam te "sucharki" ;) Na pewno kupię ponownie!
  6. Próbki różne - nic mnie z nich nie zachwyciło, ale mam plan zużywać więcej próbek, bo mam ich masę!
  7. Hydrolat z białej róży - super produkt, bardzo go polubiłam, recenzja TUTAJ. Kupię na pewno, ale może teraz spróbuję hydrolatu z innych roślin :)
  8. Luksja Creamy mydło w kostce - zazwyczaj nie umieszczam tutaj mydeł (zwłaszcza, że mydła i żele pod prysznic używam wspólnie z mężem, więc jak on wywali papierek czy butelkę to nie wyciągam tego z kosza :P), ale to jest godne uwagi, bo nie wysusza rąk, a bardzo dobrze myje. Do tego ładnie pachnie. Na pewno kupię ponownie.
  9. Biovax Intensywnie Regenerująca Maseczka do włosów słabych ze skłonnością do wypadania - kupiona w Biedronce, niestety okazała się być beznadziejna. Okropnie spuszyła włosy, nie czułam odżywienia :/ Nie kupię.
  10. GAL Pomadka Arbuzowa - pisałam o niej TUTAJ, jest naprawdę fajna :) Kupię ponownie (jak tylko zużyję zapasy Sylveco :P)
I to wszystko! Jak widać bardzo mało rzeczy, aczkolwiek wydaje mi się, że jakiś żel pod prysznic poszedł do kosza ;)
A jak Wasze zużycia? Mam nadzieję, że trochę lepsze! 
Buziaki, Mila :)

piątek, 1 maja 2015

Pyłek kwiatowy GAL - jak jeść i dlaczego warto?

Miód to nie jedyna dobroczynna substancja, która wytwarzana jest przez pszczoły. Pyłek pszczeli jest także produktem pszczelim, jest to częściowo przetworzony przez pszczoły pyłek kwiatów, właśnie z tego powodu ma ona postać różnokolorowych kuleczek, ponieważ pszczoła zbiera pyłek z kwiatów i zlepia go razem, żeby zanieść do ula. Ten pyłek jest zbierany, suszony, a potem trafia do sprzedaży. Przed otrzymaniem do testowania pyłku kwiatowego firmy GAL nie wiedziałam na jego temat wiele i trochę wybrałam go w ciemno ze względu na to, że ponoć świetnie poprawia koncentrację. Teraz minął ponad miesiąc od suplementacji, więc opiszę moje wrażenia.


Na sam początek chciałabym tylko dodać, że pyłek ma charakterystyczny smak oraz zapach. Wąchaliście kiedyś taką prawdziwą świecę zrobioną z wosku pszczelego? Ja miałam takie szczęście, że kolega mojego taty z pracy rzeźbił własnoręcznie takie świecę, więc kilka ich w domu mieliśmy :) Pyłek pszczeli pachnie tak samo. To niepowtarzalny zapach - słodki i miodowy, bardzo przyjemny.
Smak jest lekko słodkawy, z nutą miodu, ale nie jest mocny. Jedyne co może przeszkadzać to jego konsystencja po rozpuszczeniu, jest lekko... kredowa? W każdym bądź razie nie rozpuszcza się tak jak cukier to końca. Producent pisze na stronie "Zaleca się rozmieszać pyłek z miodem, jogurtem, mlekiem, wodą lub sokiem owocowym." Dopytałam i nie można stosować gorących napojów, maksymalna temperatura to 40 stopni, ale pyłek dobrze rozprowadza się też w zimnym jogurcie. Ja go zazwyczaj dodaję do mleka albo do jogurtu, warto dodać, że poleca się jeść łyżeczkę trzy razy dziennie pół godziny przed posiłkiem. Więc dodawałam dosłownie dwie łyżki jogurtu albo używałam pół szklanki mleka. Jeżeli jednak ktoś nie może przemóc się do stosowania pyłku w ten sposób to firma GAL ma też pyłek w kapsułkach. (zdjęcie ze strony producenta)


Co do działania to przede wszystkim odczułam, że... pobudza metabolizm! Dzięki niemu zaczęłam jeść regularniej, bo wcześniej śniadanie czasami jadłam a czasami nie. A po spożyciu pyłku kwiatowego naprawdę miałam czasami problemy, żeby wytrzymać te pół godziny do zjedzenia czegoś! Dzięki temu czuję się też lżejsza i lepiej mi się wstaje, bo wyregulowałam sobie cykl jedzenia-pracy-snu :) Do tego podniosła mi się odporność. Jest on bogaty w wapno oraz w witaminę B1, której niedobory objawiać się mogą właśnie przez zmęczenie i osłabienie. Od kiedy zaczęłam przyjmować pyłek kwiatowy moje problemy z koncentracją oraz zmęczeniem się zmniejszyły, więc mam zamiar kontynuuować kurację przez następne 2 miesięce, a potem powrócić do niej zimą. 

Koszt takiej kuracji nie jest wysoki, a efekty moim zdaniem dosyć szybkie. Poza tym to produkt prosto z natury, a firma GAL to polski producent co jeszcze bardziej mnie przekonuje do ich produktów :)

Znacie pyłek kwiatowy? Spożywacie go?
Buziaki, Mila :)
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...