poniedziałek, 27 kwietnia 2015

IV Targi Kosmetyczno-Fryzjerskie we Wrocławiu - relacja+zakupy

Sobotę 25 kwietnia spędziłam w bardzo miłym towarzystwie :) Razem z Marią N. ruszyłyśmy w wspólną podróż na wrocławską Halę Stulecia. Akurat trafiłyśmy na tramwaj pełen rodziców z dziećmi udającymi się do wrocławskiego zoo... więc podróż tramwajem spędziłam wciśnięta między biletomat a jakiegoś dwumetrowego ojca haha :D Ale ważne, że dotarłyśmy (szkoda tylko, że w pomniejszonym składzie :( ), a po dotarciu na miejsce mignęła nam Agusiak (i okazało się, że dobrze mieć nietypowe imię, bo jak tylko usłyszałam "Milena!" to się odwróciłam :D).
Na początku myślałam, że w Hali będą tłumy oczekujące na IV Targi Kosmetyczno-Fryzjerskie Dni Urody i Spa we Wrocławiu i chociaż faktycznie przy kasach było sporo osób to szybko udało się nam wejść do środka, a po kilku chwilach tłum się rozszedł i było o wiele luźniej. Myślę, że w przyszłym roku też wrócę na to wydarzenie.
Wszystkie zdjęcia są autorstwa Marii N. bo Mila zapomniała aparatu :D

Całe targi obeszłyśmy w jakieś niecałe 1,5 godziny. Potem obeszłyśmy je jeszcze prawie dwa razy. Na początku myślałam, że to minus i poczułam niedosyt, ale na dobrą sprawę dzięki temu oraz temu, że nie było tłumów mogłyśmy podejść do każdego stanowiska, nigdzie nie musiałyśmy się przepychać, miałyśmy też okazję skorzystać z różnych zabiegów, a w razie potrzeby bez problemów wracałyśmy po jakieś zapomniane zakupy. Poza tym nie wiem jak Wy, ale ja zawsze dłuższy pobyt w mieście oraz w tłumie muszę odchorować bólem głowy, zmęczeniem i uczuciem, że jestem cała posklejana od kurzu ;) Może zabrakło kilku stanowisk więcej, ale na dobrą sprawę takie niewielkie targi mi się spodobały :)

Jedną z pierwszych marek na których stanowisko zwróciłyśmy uwagę była marka Resibo, która pochodzi z bliskiej mi Świdnicy. Szczególnie zainteresowała nas ściereczka do demakijażu z olejkiem, czyli po prostu zestaw do olejowego oczyszczania skóry :)


Skorzystałam też z możliwości podejrzenia mojej skóry głowy przy pomocy specalistycznego sprzętu. Niestety, ale wydawało mi się, że Pani, która mnie obsługiwała nie miała wielkiego pojęcia na temat skóry głowy oraz włosów :/ Powiedziałam, jej, że przetłuszczaj mi się skóra głowy, a ona odpowiedziała, po chwili, że mam przetłuszczającą się skórę głowy :D W każdym bądź razie mogłam potwierdzić swoje przypuszczenia na temat tego, że moja skóra głowy z przodu jest w gorszym stanie niż z tyłu. Mogłam też w przybliżeniu zobaczyć moje włosy i okazało się, że ich stan jest dobry, a zniszczone końcówki to rzadkość :)



Pozytywnie zaskoczyła mnie marka Sylveco z mego uśmiechniętymi konsultantami, którzy od razu witali wszystkich sporą torbą próbek, a do każdego zakupu można było wybrać sobie dowolną pomadkę. Za pierwszym razem skusiłam się na żel do higieny intymnej z ich nowej serii BioLaven oraz pomadkę peelingującą. A potem trafił do mnie jeszcze krem pod oczy oraz pomadka brzozowa.


Zakręciłam się też wokół stanowiska nieznanej mi dotychczas firmy Biotanic w celu bliższego poznania masła shea. Pędzle Maestro okazały się niezbyt dobrym wyborem, chociaż są porządnie wykonane to trzonki mają meeega długie i niewygodnie leżały mi w dłoni :/ ale za to mieli tam bardzo przystojnego Pana :P  Sklep Atalla przygotował ciekawą ofertę a miły Pan "częstował" nasze dłonie naturalnymi olejkami arganowymi oraz różanymi :)


W planach miałam też zakup odżywki do włosów, udało mi się to uczynić na stanowisku sklepu Kalina. Interesowały mnie też piwne kosmetyki Saela, ale cóż... cena nie była niższa niż w sklepie internetowym, a kiedy tylko wzięłam do ręki opakowani odżywki to wyskoczyła na mnie konsultantka z testerem w dłoni. Nie dość, że nie miała testera odżywki to jeszcze to co miała w dłoni było w jakiejś zastępczej buteleczce i ściskała ten tester jak największy skarb... Szkoda, że firma nie była w stanie poświęcić po jednej butelce swoich produktów to testowania przez odwiedzających, w końcu butelka jest też ważna w użytkowaniu, a na dodatek firmy mające kremy w dużo większych cenach często miały jako testery nawet po kilka opakowań tego samego produktu...


Firma TianDe uraczyła nas zabiegiem na dłonie. Pierwszy raz miałam okazję wypróbowania peelingu enzymatycznego i wow! To działa :D A do tego ich kosmetyki przepięknie pachną, aż chciałoby się je zjeść. Efekty był naprawdę długotrwały :)


Dzięki LaboratoriumNOVA miałam okazję przyjrzeć się kosmetykom GoCranberry, ale zawiodłam się na ich zapachu niestety :/ Myślałam, że będzie bardziej żurawinowy. Nie wykluczam jednak zakupów w przyszłości.


Skorzystałyśmy też z masażu firmy SmartMassage. Urządzenie wielkości mp3 potrafiło nieźle wymasować zmęczone noszeniem zakupów ramiona ;) A szczególnie spodobał mi się masażer-łapka, którego niestety na zdjęciach nie ma.



Do tego miałam okazję zobaczyć wiele ciekawostek, takich jak gąbka o konsystencji galarety :P kremy ze śluzu ślimaka czy ze smoczej krwi (cholera wie skąd oni wzięli tego smoka :D), czy przepiękne włoskie mydła. Gdzieś po drodze zaatakowała mnie też Pani z metodą depilacji, która polega na... pocieraniu czymś w stylu papier ścierny po skórze xD Niestety, nie usunęło wszystkich włosów na ręce i jeszcze bolało :P
Ogólnie zauważyłam też dwa trendy - mega technologie albo powrót do natury ;) Więc komórki macierzyste i infuzje tlenowe przerywane były kosmetykami eco oraz olejkami :) Powzdychałam chwilę do masażerów za grube pieniądze i foteli do manicure po 20 tysięcy :P Może kiedyś, kiedyś ;)








Z targów przywędrowały do mnie skromne zakupy oraz masa próbek i katalogów/broszurek :)
Poniżej widać pomadki od Sylveco, żel do higieny intymnej, odżywkę Natura Siberica, krem pod oczy, mydło Aleppo, masło shea oraz orzechy piorące z Mydlarni u Franciszka.


Różne próbki, w tym próbki trzech różnych mydełek ze sklepu Kalina, próbki kosmetyków Natura Siberica oraz podwójne próbki Sylveco (dopiero później się zorientowałam, że dostałam kolejny raz próbki do zakupów :)) oraz kilka mniejszych próbek z innych miejsc. Nie wspominając ile rzeczy wsmarowałam w swoje ciało :D


Sterta ulotek i katalogów, długopisy oraz opaska z mikrofibry :)


Uffff to wszystko! :) Ogólnie Targi wspominam bardzo przyjemnie i na pewno ucieszyłabym się gdyby były odrobinę większe :)

A może któraś z moich czytelniczek też była na tych Targach? :)
Buziaki, Mila :)

6 komentarzy:

  1. Super relacja, żałuje że nie mogłam tam być :(

    OdpowiedzUsuń
  2. nie ukrywam, że unikam takich imprez... Poszłabym z torbami jak nic... :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Haha. Dokładnie. Chętnie bym się wybrała, ale chyba bym zbankrutowała przez takie zakupy !

      Usuń
  3. Szkoda że bliżej mnie nie ma takich targów chętnie bym się na nie wybrała ;)

    OdpowiedzUsuń
  4. świetnie się bawiłam i za rok trzeba wycieczkę powtórzyć :) Może w większym gronie. Ja jedynie żałuję, że nie było stoiska na którym mogłabym kupić porządną parafinę..no cóż zamówię sobie przez internet ;)

    OdpowiedzUsuń
  5. Widzę, że były marki nieobecne na poznańskich targach :)
    Targi to świetna sprawa, chyba niedługo zacznę powoli oszczędzać na kolejne edycje :D

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za każdy komentarz, miło mi, że mnie czytacie i komentujecie :)

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...