środa, 18 marca 2015

Związek z obcokrajowcem - plusy i minusy

Miłość nie zna granic, co jest bardzo piękne. A czasami bardzo tragiczne, bo kilometrów tak dużo, pieniążków tak mało, serduszka pik pik pik, bilety tak drogie, a szkoły/pracy tak dużo... czyli przepis na wspólne płakanie na Skype i oglądanie siebie nawzajem podczas snu.  Ale hej! nie jest tak źle jak się wydaje, wiem bo sama mam męża obcokrajowca.




Bycie z kimś spoza granic Polski nigdy nie pojawiało się w moim myślach. A tym bardziej bycie z kimś z Włoch. Z Anglikiem czy Skandynawem bym w sumie jeszcze mogła być, może nigdy tego nie planowałam, ani nie miałam konkretnych kandydatów, ale wydawało mi się, że w te rejony prędzej czy później zawędruję. Ale Włoch? Jakoś nigdy nie pociągali mnie chłopcy z południową urodą - mocno opaleniu, ciemnoocy szatyni, którzy wyszeptują Ci do ucha banalne miłosne słówka po włosku. Na szczęście znalazłam sobie Włocha z północy - doskonały kompromis z włoskim charakterem, z Włoch, ale rudy, blady i piegaty! Los wygrany (albo przegrany, zależy jak mocno się pokłócimy ;)) na miłosnej loterii, a niedługo stukną nam 3 lata ślubu. Odpowiedź na pytanie czy związek z obcokrajowcem ma sens jest krótka. Tak, ma sens, tak samo jak z Polakiem. Jeżeli dwoje ludzi się kocha i chce być razem to sens zawsze jest. Ale jest też wiele minusów i plusów.



Zacznijmy od minusów:

  • Inne języki - każdy ma własne powiedzonka czy żarty w swoim języku, ale jak tu się dogadać kiedy Twój wybranek serca nie mówi po polsku? Czasami jest ciężko, czasami jest masa nieporozumień, czasami jest zabawnie. Barierą jest także porozumiewanie się z rodziną wybranka, jeżeli nie mówią np. po angielsku. Ciągłe robienie za tłumacza też jest bardzo uciążliwe. Najprościej stworzyć swój własny język (niekoniecznie ciała), ale np. mój angielski z moim mężem to zupełnie inny angielski niż z Anglikiem. Mamy swoje zwroty, część słów znamy tylko po włosku, albo tylko po polsku, część wymyślamy i pewnie brzmimy dziwnie. 
  • Mój kraj jest lepszy! - czyli jeden z częstych powodów kłótni ;) Zwłaszcza dla Włocha, który chociaż do pewnych części swojej ojczyzny miłością nie pała, to mimo wszystko "Włosi są najlepsi". Głupi przykład - kiedy oglądamy jakiś film i pojawia się w obsadzie czy gdziekolwiek indziej włoskie nazwisko to mąż oczywiście musi to zauważyć, że przecież to Włoch, a nie Polak, czyli Włosi są lepsi... A ja wtedy zaczynam, że fakt, ale to wszystko dlatego, że Włosi uciekali do Stanów i nie znali antykoncepcji to mnożyli się tam jak dzikie króliki.... Tak się zaczyna wojna domowa moi drodzy ;)
  • Inna mentalność - mojemu mężowi bliżej charakterialnie do Niemca czy Austriaka niż do typowego Włocha, ale różnica i tak jest. To coś czego nie da się wytłumaczyć łatwo słowami, po prostu inny sposób patrzenia na świat, inna kultura, inne zwyczaje. Chociażby jedzenie śniadania Wielkanocnego - chociaż nie wierzę to dla mnie tradycja i uczestniczę, dla mojego męża to w sumie... nic. I dlatego co roku dostaję palpitacji i ataku, kiedy on znowu chce mnie przekonać, że nie będzie jadł na śniadanie żurku i kiełbasy, bo śniadania całe życie jada na słodko i nic innego nie da rady przełknąć... Zazwyczaj staje na tym, że on je kanapki z dżemem, a my żurek.. Kuchnia fusion, czy coś takiego?
  • Odległość - odległość, która po prostu... zabija ;) Mówię oczywiście o związkach na odległość, kiedy Ty mieszkasz w Polsce a On gdzieś daleko, daleko. Płacze w poduszkę, godziny spędzone na Skype... to codzienność ;) Ale o związkach na odległość może będzie innym razem.
  • Rodzina - która nie zawsze akceptuje. Tak samo jak znajomi (chociaż w mniejszych stopniu). Nie raz usłyszeć można "Daj sobie spokój", "A w Polsce to chłopaków nie ma?" i tak dalej, i tak dalej....


Plusy związku z obcokrajowcem:
  • Otwierasz się - otwierasz się na język, na nową mentalność, na inne przyzwyczajenia, na nową kuchnię (kto by pomyślał, że kiedyś będę jadać danie przygotowane z mąki kukurydzianej i wody). Musisz, bo inaczej nigdy się nie "dotrzecie". Zaczynasz w pewnym momencie więcej rozumieć i więcej akceptować.
  • Darmowa nauka języka - języki obce fajnie jest znać. Jeżeli masz faceta obcokrajowca to wcześniej czy później pojawi się chęć nauki jego języka, żeby dogadać się z jego rodziną, a często nim samym. Jak już pisałam my z mężem mamy swój własny język ;) Nie pamiętam jak jest przyczepa po angielski? Ok, więc będziemy mówić "przyczepa". Mąż nie wie jak jest skowronek po angielsku? Ok, będziemy używać włoskiej nazwy. Teoretycznie porozumiewamy się po angielsku, ale mamy dużo wtrąceń, słówek i powiedzeń albo po polsku, albo po włosku. No i do psa gadamy po włosku, do kotów też ;) Ale włoskiego i tak się nauczyłam komunikatywnie. On polskiego też, ale ze mną... nie gada :P za to ze wszystkimi innymi śmiga niemal idealnie ;)
  • Tanie wakacje - może trochę naciągany punkt, ale... no można pojechać do Włoch, zatrzymać się u rodziny to tu, to tam i mieć tanie wakacje ;) Ja akurat z tego punktu nie korzystam, ale wiem, że wiele osób robi sobie takie wyjazdy i nic złego w tym chyba nie ma :)
  • Inna mentalność - to też plus :) Jeżeli Twój chłopak pochodzi z narodu, gdzie ceni się punktualność to może  w końcu Ty też się jej nauczysz. Jeżeli on ma mentalność wyluzowanego człowieka, to może też nauczysz się kiedy dać sobie odpocząć. W ten sposób można się wiele nauczyć i pracować nad sobą.
  • Kochasz kogoś i ktoś kocha Ciebie - a czy to nie jest najważniejsze? :) 
I przez ten ostatni punkt bilans po prostu wychodzi dodatnio. Związku z obcokrajowcami nie są łatwe, dużo łez popłynie i dużo talerzy się potłucze ;) Ale myślę, że z takiego związku można też naprawdę wynieść (tylko nie zapomnij coś dać w zamian :))

A wy co byście dopisały do tej listy? Może któraś z czytelniczek też ma faceta obcokrajowca?
Buziaki, Mila :)

12 komentarzy:

  1. Bradzo pieknie ujety temat :) az mnie naszla ochota napisac podobna notke na moim blogu :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki :) no i pisz, pisz, zawsze dobrze jest poznać różne punkty widzenia :)

      Usuń
  2. Żurku z kiełbasą na śniadanie też bym nei zjadła :p

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To co jesz w Wielkanoc? :D

      Usuń
    2. Ty... nie-polaku ! Ja żurek uwielbiam i jem cały rok :D :D

      Usuń
  3. Ja także z obcokrajowcem się związałam :) Egipcjaninem. Nie planowałam, ale tak wyszło - no i teraz żyję sobie pod palmami :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zazwyczaj jak się nie planuje to wychodzi jeszcze lepiej :)

      Usuń
  4. Fajny wpis i podejście! :-) Niech Wam się dobrze układa! :-)

    OdpowiedzUsuń
  5. sorry, że tak się wpieprzę, ale może zrobiłabyś notkę o włoskim jedzeniu, jakich potraw się nauczyłaś, może jakiś smakołyk z regionu Twojego męża, jakiś przepis, ale oczywiście jeśli chcesz, fajne by to było:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki za pomysł, pewnie go zrealizuję :) A przede wszystkim to nauczyłam się dobrze gotować makaron :D

      Usuń

Dziękuję za każdy komentarz, miło mi, że mnie czytacie i komentujecie :)

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...