poniedziałek, 16 lutego 2015

Ciemne usta, moja miłość

Ciemne usta mnie hipnotyzują... Ale może to zasługa tego, że ich właścicielki są zazwyczaj piękne i mają bardzo pełne usta? ;) Pewnie tak. Gdybym miała pełniejsze usta to chętnie bym nosiła na nich takie pomadki, ale przy małych jakie mam... no cóż, wyglądają one trochę dziwnie ;) W każdym bądź razie zawsze mogę sobie na nie popatrzeć i w sumie nigdy nie mogę się napatrzeć na przepiękne, ciemne usta!










A co Wy sądzicie o ciemnych ustach? Podobają Wam się, nosicie je ? 
Buziaki, Mila :) 

zdjęcia pochodzą z serwisu weheartit.com

sobota, 14 lutego 2015

Przypominam o rozdaniu :)

Dziewczyny, przypominam o rozdaniu!
Klikając TUTAJ lub w zdjęcie przenosicie się na FB, gdzie się ono odbywa!


piątek, 13 lutego 2015

Olej na paznokcie?

Olejowanie włosów weszło już do słownika większości z nas, ale olejowanie paznokci? No cóż, praktykowane jest przez wiele osób, aczkolwiek chyba niezbyt znane. Ja olejowaniem paznokci zaczęłam się interesować jakiś czas temu i wkrótce pokażę efekty jakie u mnie dało, a dzisiaj przybliżę produkt, od którego wszystko się zaczęło - Laura Conti, Argan Oil Therapy.



Zgodnie z modą ta olejowa odżywka musiała w sobie mieć olejek arganowy ;) Szczerze to na początku nie spojrzałam na jej skład i byłam pewna, że to odżywka jak te z Eveline czy Wibo - czyli coś w stylu bezbarwnego lakieru. A nagle okazało się, że jest to olej... i w  sumie prawie sam olej ;) Skład poza jednym konserwantem to:


ricinus communis oil, argania spinosa oil, sweet almond oil, oil jojoba, tea tree leaf oil, lavender oil, propylparaben

Czyli mamy tutaj jako bazę olej rycynowy, drugi w składzie olej arganowy, olej migdałowy, olej jojoba, olejek herbaciany i olejek lawendowy, na końcu konserwant. Taki skład w kosmetyku za mniej niż 10 zł mnie szczerze zdziwił i bardzo pozytywnie zaskoczył!


Działanie? Pozytywne, chociaż na efekty trzeba czekać. Na początku odżywkę nakładałam na gołą płytkę paznokci w trakcie pracy na komputerze. Jest dość gęsta, więc nie spływa. Teraz nakładam ją głównie na noc nawet na pomalowane paznokcie i na skórki, wpuszczam też trochę pod paznokieć. Dobrze nawilża płytkę oraz skórki, wzmacnia paznokcie. Może przeszkadza mi trochę jej zapach, czyli mięta wymieszana ze starymi skarpetkami ;) no, ale cóż olej arganowy nigdy nie miał przyjemnego zapachu, a olejek herbaciany ma bardzo mocny zapach.
Produkt wystarczy na długi czas, u mnie buteleczka towarzyszyła mi około 2 miesiące i jest jeszcze trochę na dnie.


Poza tym ma porządną buteleczkę, która mieści 12 ml i fajny pędzelek, który ułatwia aplikację. U mnie jest już na wykończeniu, ale buteleczka zostanie na inne mieszanki na paznokcie!

Jeżeli ktoś chce zacząć swoją przygodę z olejowaniem paznokci to szczerze polecam tą odżywkę.

Stosujecie olej na paznokcie? Albo jakieś odżywki?
Buziaki, Mila :)

czwartek, 12 lutego 2015

Paznokcie, które mnie przerażają!

Niektórzy boją się pająków, inni psów. Ja nie, ale boję się za to paznokci... no, może nie wszystkich, ale niektóre... Na widok niektórych mam ochotę zakrzyknąć "o borze liściasty!" i schować się gdzieś daleko, serio. Też tak macie? ;) Pokażę Wam dzisiaj 3 rodzaje paznokci, które mnie przerażają ( i nie chodzi o te zaniedbane, a wręcz przeciwnie)!



Zacznijmy od miejsca trzeciego, czyli od... po prostu długich paznokci ;)
Idziesz, zahaczasz gdzieś niechący ręką i bang! słyszysz to? To łamiący się i pękający paznokieć... aż... do... samego... "mięsa"...! Boli bardziej fizycznie, niż psychicznie, ale cholera... Ta wizja mnie przeraża dosyć mocno....




Drugie miejsce - paznokcie za dziwne, żeby być prawdziwe.
Niektórzy mają fantazję w zdobieniu paznokci, niektórzy nie mają limitów w tej fantazji... No i cóż, wygląda dosyć dziwacznie. A poza tym - jak cokolwiek robić w takich paznokciach?! No po prostu jak... Nienawidzę uczucia zaczepiania czymś o moje paznokcie, a z cekinkami czy dziwnymi wycięciami pewnie to zdarzałoby się co chwilę. I tutaj bardzo łatwo o przypadek z trzeciego miejsca - bang! i nagle twój paznokieć i dusza krwawią...




Pierwsze miejsce - szpony!
Brrrrr! Szpony mnie ciekawią jak i przerażają. Nie chciałabym podpaść właścicielce szponów, bo mam nieodparte wrażenie, że mogłoby to się źle dla mnie skończyć. Ponoć, żeby komuś odgryźć palca potrzeba takiego samego nacisku szczęk jak podczas gryzienia parówki... zakładam, więc, że żeby komuś wydłubać oko lub przebić tętnice szponami wcale tak wiele nie potrzeba. Przy okazji - jak można z nimi funkcjonować?! Naprawdę, ogromny szacun dla posiadaczek, bo ja bym nie potrafiła z nimi żyć... ale przy okazji - boję się Was ;)







A Was jakie paznokcie przerażają?
Buziaki, Mila :)

P.S. Mam nadzieję, że żadna właścicielka powyższych rodzajów paznokci się nie obrazi na mnie :)

Zdjęcia pochodzą z serwisu weheartit.com

środa, 11 lutego 2015

Modne buty - jakie i czy warto?

Na naszych nogach przemieszczamy się cały czas, a nie zawsze o nich pamiętamy ;) Przyznaj się, kiedy ostatni raz zimą zrobiłaś sobie kompletny pedicure? No właśnie… ale dzisiaj nie będzie o pedicure, a o butach. Tak o butach, tym razem o butach, nie kosmetykach :) 

Moim skromnym zdaniem dobre buty są tak samo ważne jak kosmetyki, tylko, że w ich przypadku częściej zdarza się, że droższe = lepsze. Przekonałam się o tym chodząc do liceum. Zazwyczaj nosiłam buty sportowe cały czas (oprócz zimy oczywiście), ale w ciągu sezonu musiałam je wymieniać 3 - 4 razy, bo szybko je niszczyłam. I w tym momencie moi rodzice doszli do prostego wniosku, że chyba lepiej zainwestować w coś porządnego, a nie co chwilę kupować tańsze buty. Tym sposobem jedną parę za ponad 200 zł nosiłam prawie codziennie przez 3 lub 4 lata i chociaż teraz już popękały i podeszwa się zużyła to nadal są w jednym kawałku.

Moja obuwiana garderoba składa się raczej z butów praktycznych, a modne buty damskie nie są zawsze moim pierwszym wyborem. Ale mam ochotę powiększyć ją o porządne, bazowe obuwie, dlatego dzisiaj pokażę Wam kilka sztuk butów, które chętnie bym przygarnęła do serca. Wspomnę jeszcze tylko o modzie na buty - czy warto inwestować w modne obuwie? Moim zdaniem tak, o ile wybierzemy takie modele, które łączą w sobie klasykę jak i modę. Dzięki temu posłużą przez kilka sezonów bez żadnego problemu.

Na pierwszy ogień pójdą modne botki. Pamiętam szał na nie, kiedy chodziłam do szkoły. A ja sama jakoś nigdy ich nie miałam... No dobra, mam jedną parę, ale ubieram tylko wtedy, kiedy nie muszę przechodzić więcej niż 50 metrów, bo mają niebotycznie wysoką szpilkę i czuję się w nich chwiejnie ;)


Jak widać - podobają mi się botki na słupku, ale też takie z jakimś mocniejszym, trochę rockowym akcentem. O ile czerwone buty nie będą pasowały o wszystkiego, to czarne i brązowe na pewno tak! Te płaskie botki są ukłonem w stronę glanów, które w swoim zbiorze posiadam, a w sumie od dawna nie noszę, chociaż glany to bardzo uniwersalne i od lat chętnie noszone obuwie. a teraz w sklepach jest masa kolorowych glanów. Mi się podobają i gdybym nosiła moje klasyczne, czarne glany częściej to sprawiłabym sobie też niebieską parę takich butów. Dla niektórych pewnie kolorowe glany byłaby obuwniczą profanacją ;) ale mi się moda na nie bardzo podoba i ładnie zestawione są bardzo fajnym uzupełnieniem. Do tego glany no cóż - sprawdzają się wszędzie! Nie zliczę ile razy przedzierałam się w nich przez zaspy, ile razy chodziłam po górach i ile razy zapewniały suche stopy podczas ulewy!



Jeżeli mowa o modnych butach to koniecznie muszą się znaleźć tutaj różne czółenka. Chociaż na co dzień ich nie noszę, to wiem, że wiele z Was nie wyobraża sobie dnia bez obcasa albo szpilki :)
Od kiedy pojawiła się moda na pin up (ehhh pamiętam te zamierzchłe czasy, kiedy Vintage Girl prowadziła bloga na bloxie ;) a 17 - 18 letnia ja ją podczytywałam z zazdrością) pojawił się jeszcze większy szał na czółenka na platformie i peep toe. Jak dla mnie obydwa rodzaje czółenek są przepiękne i koniecznie trzeba je mieć w swojej szafie. Nie ma chyba bardziej uniwersalnego obuwia, ale jeżeli komuś się nie podobają to klasyczne wysokie szpilki lub buty na niższym słupku nadal nie wypadły z obiegu.

Jeżeli chodzi o buty zimowe to chyba najrozsądniej jest wybrać totalnie proste i klasyczne. Dobrej jakości buty wytrzymają kilka sezonów, a klasyczny model nie będzie modowym faux pas. Teraz na topie są buty typu emu, chociaż hmmmm... niekoniecznie mi się podobają, aczkolwiek, wiem, że wiele osób je sobie ceni, kiedy mróz trzaska na zewnątrz. Może kiedyś się do nich przekonam, pewnie dopiero kiedy przymierzę pierwszą parę w sklepie ;)




Wiem, że sporo osób nie znosi balerin, czego nie rozumiem. Nie jest to szczyt elegancji jak czółenka, duże stopy nie wyglądają w nich najpiękniej, ale nie zliczę ile razy ratują sytuację ;) To doskonałe buty zamienne dla wysokich czółenek, kiedy trzeba biec na autobus. Poza tym dla mnie to takie obuwie międzysezonowe ;) kiedy jeszcze za zimno na sandałki, a za ciepło na botki i kozaki. Zresztą o ich popularności świadczy fakt, że zwłaszcza zwykłe i klasyczne modele można znaleźć w sklepach przez cały rok.
Moim zdaniem balerinki są tak samo ważne jak chociażby jedna para butów sportowych. Wystarczy do nich koszulka i dżinsy i cała stylizacja jest gotowa. 
To chyba większość butów, które moim zdaniem warto mieć. Oczywiście wypadałoby mieć w szafie jeszcze sandałki czy japonki, a mi się podobają głównie sandałki na koturnach, koniecznie z koturną z korka - to taki mój osobisty obuwniczy fetysz ;)



Jak widać, można wybrać coś modnego, ale też coś co posłuży więcej niż jeden sezon i będzie pasowało do wielu sytuacji.

A jakie są Wasze obuwnicze must have? Waszym zdaniem warto kupować modne buty, a może nie warto przejmować się modą i tylko wybierać wygodę? :) 
Buziaki, Mila :)

Wszystkie zdjęcia pochodzą ze sklepu butyraj.pl

poniedziałek, 9 lutego 2015

Balsam dzięki któremu straciłam 5 cm w udach!

.... chciałbyś, żeby tytuł był prawdą, co nie? ;) no niestety nie jest i powinien brzmieć "Balsam, którego drugie opakowanie kupiłam ze względu na zapach, a nie działanie!" yeahhh tak typowo kobiece.

Pierwsze opakowanie balsamu Love Me Green Firming Green Tea Body Cream - czyli ujędrniający balsam z zieloną herbatą, dostałam jako gift na spotkaniu blogerek we Wrocławiu. Stosowałam bite 4 tygodnie te nędzne 200 ml raz dziennie i zapach mnie opętał. Działanie jakieś tam było, niezbyt niezbyt ale skóra lekko napięta. Wyłuskałam więc prawie 80 zł na kolejne opakowanie i to był błąd... bo w sumie nic się nie zmieniło.

Balsam ładnie nawilża, ale też nie jakoś super, nie ujędrnia, tylko skóra jest lekko napięta... chociaż mam wrażenie, że taki efekt uzyskiwałam też przy pomocy innych kosmetyków. Do tego 200 ml używane dwa razy dziennie to trochę ponad 2 tygodnie na same uda, a wszystko przez to, że jest dosyć gęsty. Szkoda mi 80 zł na balsam, który stosowany porządnie starcza na dwa tygodnie i jeszcze efektów nie za bardzo widać :( Poza tym opakowanie jest pancerne i mimo pompki cholernie ciężko na końcu coś z niego wydobyć!



No cóż, nie zawsze droższe = lepsze! Tak samo jak nie zawsze naturalne = lepsze, chociaż z reguły tak jest.
Jedyne co mnie absolutnie w nim urzekło to zapach. Pachnie jak zielona herbata, zapach utrzymuje się długo, więc zachomikowałam jakieś jego resztki i sobie smaruję rano szyję ;) Tylko to mi zostało do pocieszenia! W przyszłości, jednak na pewno sięgnę po jakiś inny produkt Love Me Green... tylko nie wiem jaki, bo jakiś czas temu miałam kilka próbek od nich i dwa produkty mnie uczuliły, reszta nie urzekła... no i na chwilę obecną muszę się skupić na zużywaniu zapasów, a nie na ich powiększaniu ;)

Znacie firmę Love Me Green? Jakie produkty od nich możecie mi polecić? :) A może znacie coś co naprawdę daje -5cm w udach? (poza dietą i ćwiczeniami :P) ?
Buziaki, Mila :)

piątek, 6 lutego 2015

Dwa miesiące z Invisibobble

O tym, że Invisibobble zagościł u mnie dowiedzieć mogłyście się z TEGO posta. Minęły już dwa miesiące od kiedy ta gumka mi towarzyszy i.... zaraz dowiecie się więcej ;)

Na początek zdjęcie przed założeniem i po kilku godzinach noszenia.


Invisibobble jest wykonana porządnie i wydaje się być solidna. Nie wielkich rozmiarów, ale szybko się naciąga. Niestety, już po dniu noszenia traci mocno swoją formę i najlepiej byłoby nosić ją raz na 3 dni, żeby wróciła do swoje kształtu. Jak dla mnie to straszny minus, zwłaszcza patrząc na cenę. Po dwóch miesiącach gumka jest mocno wyciągnięta i nawet nie używana przez tydzień nie wraca do pierwotnego kształtu. Do pierwotnego kształtu można je też przywrócić wrzucając na chwilę do gorącej wody - wiele dziewczyn na blogach opisywało to metodę i na pewno ja też ją wypróbuję.

Lekko odgniecione końcówki po warkoczu związanym Invisibobble:

Gumki teoretycznie nie powinny ciągnąć ani odgniatać włosów. O ile faktycznie odgniecenia nie są mocno widoczne (bo jakieś minimalne zawsze jest) to zdarzyło mi się kilkanaście razy wyciągnąć sobie kilka włosów ;) zupełnie tak samo jak w przypadku zwykłych gumek do włosów. Moje włosy są cienki i okręcając gumkę na włosach dwa razy nie czułam pewnego trzymania i po pewnym czasie zaczynała ona zjeżdżać w dół. Natomiast trzy razy to było trochę za dużo i czułam lekki ciągnięcie włosów. Tak źle i tak niedobrze ;) Problemem jest też to, że gumka okręcona na trzy razy wygląda jakbyśmy sobie włożyły we włosy kawałek plastiku :P po prostu nie układa się ładnie na nich.



Szczerze? Jak dla mnie żaden wielki hit, nie jest krystalicznie czysta, chociaż jakieś tam plusy ma. Jednak cena jest stanowczo za wysoka! Ale ponoć w Rossmannie można znaleźć bardzo podobne gumki, tylko, że są dwukolorowe... no i tańsze, na pewno poszukam ich i sprawdzę jak się mają w porównaniu z Invisibobble.

A co Wy co myślicie o Invisibobble? Dla Was to hit czy kit?
Buziaki, Mila :)

czwartek, 5 lutego 2015

Tego NIE KUPUJ facetowi na Walentynki!

10 pomysłów na prezent dla kobiety... 10 pomysłów na prezent dla faceta... Co kupić ukochanej na Walentynki... Tematów w podobnym tonie jest masa. Ale czego NIE kupować na Walentynki facetowi? Kobiecie wiadomo - książek o odchudzaniu, czajników czy perfum. Ale czego kobieta nie powinna kupować facetowi na Walentynki? Moim zdaniem jest kilka takich rzeczy!

Co do samych Walentynek to chętnie bym obchodziła, ale nie mam z kim (bo mój mąż nie obchodzi żadnych okazji :P). Ale i tak twierdzę, że miłość sobie warto okazywać każdego dnia. Tak samo jak szacunek do każdego człowieka. Ale jak obchodzimy urodziny czy imieniny, tak samo można obchodzić Walentynki :)


1. Twoje zdjęcie na czymkolwiek
O ile nie jesteście w fazie bardzo pierwszych miesięcy związku albo nie macie poniżej 16 lat to podarowanie Twojego zdjęcia no cóż... może nie zostać docenione. I nie mówię o sytuacji, kiedy dajesz mu ramkę ze zdjęciem, ale o sytuacji, kiedy dajesz mu koszulkę z Twoim zdjęciem, do tego poduszka z Twoim zdjęcie i oczywiście na ściankę kalendarz z Twoimi zdjęciami! Kojarzy mi się to z oznaczaniem terenu i facetom... nie za bardzo się podoba ;) Zresztą... kocham mojego męża, ale za cholerę bym nie spała na poduszce z jego zdjęciem, czy nie nosiłabym koszulki z jego wizerunkiem. A kalendarz z jego sesją ze wstydu bym chyba spaliła ;)
Zamiast daj mu czteropak, koszulkę z ulubionym zespołem i plakat ulubionego serialu/filmu do powieszenia!



2. Wiertarka/szlifierka inne podobne
Kupić facetowi wiertarkę to tak jak kupić kobiecie garnek :P Serio, nie wiem skąd ta moda, że "a bo on kiedyś oglądał w sklepie wiertarkę to mu kupię na Walentynki".... Ty chyba też kobieto oglądasz garnki, czajniki czy mikrofalówki, ale dziwnym trafem kobiecie "nie wypada" dać takiego prezentu, bo prezent ma być dla kobiety, a nie do kuchni. U facetów działa to tak samo - prezent ma być dla faceta, a nie do garażu.
Więc o ile facet nie zakomunikuje mniej lub bardziej jasno, że chciałby żebyś mu na jakąś okazję sprawiła taki prezent to tego nie rób.


3. Serduszka <3 
Co do samych serduszek nie mam nic, są słodkie, urocze i ogólnie się podobają. Ale z umiarem, z umiarem! Wiem, że miłość potrafi być szalona i czasami mamy ochotę tulić cały dzień naszego faceta i obtoczyć się w brokacie, ale nadmiar szkodzi. Serduszkowe poduszki, serduszkowe ciasteczka, serduszkowe naleśniki, serduszkowe ubrania, serduszkowe zestawy.... za dużo serduszek! Wszechobecne serduszka bywają też mocno żenujące.
Możesz za to ułożyć mu serduszko z zimnych browarów, takie serce większość facetów chętnie przygarnie ;)




4. Zestaw małego Greya
Niedługo premiera Greya w kinach... a w sklepach pojawił się zestaw małego Greya! Czyli zestawy składające się z różnych erotycznych gadżetów - zapachy, prezerwatywy, żele intymne, gra erotyczne, a do tego obowiązkowo czarna przepaska na oczy! Chyba większość kobiet liczy na to, że jeżeli kupią facetowi taki zestaw to z ślamazarnego i skoncentrowanego na sobie faceta zmieni się on w przystojnego i charyzmatycznego Christiana G., który będzie demonem seksu i da im nieziemską przyjemność! Niestety, nie ma tak łatwo....nie, nie....
Zamiast kupować wymyślne gadżety zachowaj te 50 zł i lepiej szczerze pogadajcie, jeśli nie stara się on w łóżku ;)
Ahhh i tak, nie dawaj mu biletów na Greya! Jeżeli chcesz pójść to wymuś na nim taki prezent, ale jeżeli chcesz na coś zabrać faceta do kina to niech będzie coś co go interesuje. On na pewno z Tobą by poszedł na romantyczną komedią czy Greya, więc zrób dla niego to samo ;)


5. 365 powodów dla których Cię kocham i kupony miłosne
Don't. Just dont't.... Te prezenty dozwolone są tylko w związkach ze stażem do pół roku. Potem zaczyna robić się niezręcznie i żenująco. Z moim mężem jesteśmy razem ponad 6 lat, w tym prawie 3 lata po ślubie... Nie wyobrażam sobie dać mu kuponów miłosnych na masaż czy cokolwiek innego... ani pisać 365 razy za co go kocham... Dotąd też takiego prezentu mu chyba nie sprawiłam... nie pamiętam, bo jeżeli tak to było to na samych początkach, a wstyd mi o tym pamiętać :D
Faceci nie za bardzo doceniają takie prezenty, a cieszą się z nich tylko po to, żeby nie musieć znosić naszego focha ;) Co delikatniejsze duszyczki mogą mieć zapaść po tym, kiedy ich wyluzowany facet popatrzy na kupony i zapyta "A gdzie kupon na seks w trójkąciku z Twoją koleżanką?" albo przy powodach do miłości zapyta, dlaczego nie napisałaś, że jest zajebisty w łóżku ;)

zdjęcie: weheartit.com

Zapytałam też mojego męża o męski głos w tej sprawie (jeszcze raz, bo większość obserwacji poczyniłam na nim, jego kolegach i będąc "maskotką" drużyny łuczniczej w której on strzelał :P) i co powiedział? Że faceci nie lubią serduszek, pierdółek, nachalnych prezentów i powodów dla których kobieta ich kocha ;) Na pytanie co chciałby dostać powiedział, że coś użytecznego i coś fajnego dla niego, a nie fajnego dla dziewczyny, czyli kolejną pierdółkę. I tego się trzymajcie.

Chociaż i tak każdy ma prawo dawać swojemu facetowi to co chce, a facet to musi przyjąć z uśmiechem, wdzięcznością i jeszcze zrobić nam jajka sadzone w kształcie serca! Dlaczego? A bo tak urządzony jest ten świat, że facet jest głową, a kobieta szyją, która nim kręci ;) 

Buziaki, Mila :) 


środa, 4 lutego 2015

Jeszcze WIĘCEJ KOSMETYKÓW w Biedronce w stałej ofercie!

Dobra, to już oficjalne. Od jutra nie wchodzę do Biedronki! Od 5 lutego bowiem Biedronka poszerza swoją ofertę kosmetyczną NA STAŁE! A w ofercie tej widać wieeeeeele kuszących propozycji... pójdę po bułki, a wrócę z kosmetykami - doskonale wiem, że tak się skończy!
Patrzcie jakie ciekawe rzeczy znajdą się w Biedronkach.


Tołpa - ta prawdziwa Tołpa w Biedronce! Na razie oferta skromna, bo płyn, mleczko i cztery różne kremy, do tego kosmetyki do ciała,ale pewnie się powiększy niedługo! 


Moje ukochane żele OS też będą na stałe!



Maseczki Biowax w jednorazowych saszetkach też zagoszczą na stałe w Biedronkach w cenie 1,99 zł, widziałam też kosmetyki bardzo podobne wyglądem opakowania do Green Pharmacy... i zakładam, że są przez Green Pharmacy produkowane dla Biedronki ;) Sprawdziłam i to jednak Farmona Herbal Care! Nie miałam pojęcia, że Farmona ma taką serię, no i jeżeli to nie jest Green Pharmacy to pewnie coś przetestuję ;) 
Do tego widziałam też kilka ciekawych produktów do makijażu, a mamy ucieszą się na pewno z powiększonej gamy kosmetyków dla dzieci Dada. 
Poza tym masa innych rzeczy.
Ogólnie - jest szał! I już mam ochotę wykupić pół biedronkowej oferty :P

Cała gazetka dostępna jest TUTAJ

Coś Wam wpadło w oko? Będziecie częściej zaglądać do Biedronki? 
Bo mnie już nosi, żeby jutro biec do Biedronki! Jak dobrze, że akurat nie będę mogła... ale chyba wyciągnę mamę w piątek :P
Buziaki, Mila :) 

wtorek, 3 lutego 2015

Organiczny krem do rąk Organix Cosmetix

Dzisiaj będzie o bardzo ciekawym moim zdaniem kosmetyku, mianowicie o organicznym kremie do rąk, firmy Organix Cosmetix. Krem ten to dokładniej Brightening Hand Cream, czyli krem rozjaśniający. Kosmetyk posiada certyfikat Eco Cert.

Sama tej firmy wcześniej nie kojarzyłam, a szkoda, bo przeglądając ich ofertę okazało się, że mają fajne kosmetyki w przystępnych jak dla mnie cenach. Ich kosmetyki można zakupić m.in. tutaj


Sam krem zapakowany jest w wygodne opakowanie z pompką, towarzyszy mi już ponad 3 tygodnie, a jeszcze sporo go zostało z tego co czuję... czuję, bo niestety ale przez opakowanie nic nie widać ;) Sam krem ma baaaardzo przyjazny skład, w końcu to produkt organiczny, na próżno szukać tak parafiny, silikonów czy innych dziwnych składników. Krem ma lekką konsystencję i szybko się wchłania. Na jednym z blogów spotkałam się ze stwierdzeniem, że jest to tłusty krem - ja bym go tak w ogóle nie nazwała, dla mnie to bardzo lekki produkt, który już po chwili jest całkowicie wchłonięty! Na początku przeszkadza w nim zapach, gdyż jako produkt organiczny nie ma dodatków zapachowych, więc jest to "sama natura" ;) która niekoniecznie każdemu może pachnieć kwiatkami. Zapach ciężko określić, ale na szczęście o ile nie wkłada się do niego nosa to go nie czuć na rękach, a po kilku dniach można się przyzwyczaić. Do posmarowania obydwu dłoni wystarczy mi jedna pompka produktu.


Co do działania nawilżającego i wybielającego - nawilża, ale wydaje mi się, że nie jest to bardzo długotrwały efekt. Raczej określiłabym go jako średni nawilżacz (tutaj lepszy był krem z Isany z mocznikiem), wydaje mi się bardziej, że zmiękcza skórę niż ją nawilża. Ciężko mi to do końca określić, bo kremuję się nałogowo i nie robię nigdy przerw. Ale to zupełnie inne uczucie niż w przypadku zwykłych kremów.
Do działania wybielającego raczej byłam negatywnie nastawiona i na nic w tej kwestii nie liczyłam, ale po dosyć krótkim czasie zauważyłam, że rozjaśnił przebarwienia po bliznach, które mam na dłoni. Producent zapewnia, że krem nie wybiela skóry rąk i hmmm... nie wiem do końca, gdyż dłonie wydają mi się być trochę jaśniejsze niż zazwyczaj. W każdym bądź razie nie jest to jakiś mocny efekt, a licząc, że używam go kilka/kilkanaście razy dziennie to myślę, że używany na zmianę z innym kremem by nie rozjaśniał rąk. Używany punktowo na pewno też by się sprawdził.


Oceniając ogólnie to dałabym temu produktowi jakieś 7/10 punktów - dobrze dba o dłonie, chociaż w przypadku bardzo dużego przesuszenia może się nie sprawdzić. Z drugiej strony nie jest to krem typowo regenerujący, a rozjaśniający i to akurat zrobił. Myślę, że u osób z licznymi przebarwieniami da wyraźne efekty.

Krem można zakupić w sklepie biobeauty. Ja na następne opakowanie się nie skusze, zwłaszcza, że z tego co widzę to zanim skończę to opakowanie to przebarwienia będą bardzo jasne, Ale znalazłam inne produkty organiczne do rąk, które bardzo mnie zainteresowały np. ten krem z masłem shea oraz krem Alva do zniszczonych dłoni. Kosmetyki organiczne coraz bardziej do mnie zaczęły przemawiać i myślę, że warto w nie inwestować nawet pomimo większej ceny.

A Wy znacie ten krem? A może stosowałyście inny krem organiczny do rąk?
Buziaki, Mila :)

poniedziałek, 2 lutego 2015

Limitowana seria Isany, lakiery z Biedronki i kilka innych... #1

Początek miesiąca to chyba dobry czas, żeby napisać na jakiś inny temat. Chociaż nie, temat i tak nie jest inny, bo zawsze o kosmetykach będzie ;) Ale to takie luźniejszy post, w którym mogę pozbierać moje myśli :P

#LIMITOWANA ISANA

Na początek mój nowy nabytek - żel Isana z serii limitowanej. Jest teraz w Rossmannie w promocji za 2,49 zł tylko, że... to taki trochę żel widmo, bo nie mogę znaleźć info o promocji w żadnej gazetce (a szukałam też w Skarbie!), ale na stronie jest informacja, że do 9 lutego (dzień moich urodzin - to jest przeznaczenie! :D ) jest w cenie promocyjnej. Normalna cena to, jednak 2,99 więc... nie straszy tak czy siak :) A pachnie obłędnie ;) i wygląda ładnie!



#LAKIERY Z BIEDRONKI

Nabyłam też 3 lakiery z Biedronki licząc na poprawę jakości... Lakiery są naprawdę piękne, ale co z tego skoro pomalowane rano nie dotrwają do wieczora bez kilki oprysków? Zresztą cholernie ciężko się nimi maluje i uwielbiają zalewać skórki :( Szkoda, szkoda, ale lakiery z Wibo są o złotówkę droższe, ale na pewno o wiele lepszej jakości!




#MOJE PAZNOKCIE

A moje paznokcie zaczynają wyglądać coraz lepiej! I być coraz dłuższe, no ale... oczywiście musiałam zaczepić paznokciem wskazującym o coś i sobie go drastycznie skróciłam ;) Skróciłam, więc wszystkie, oprócz kciuka. Niedługo opiszę dokładniej moją pielęgnację, a jeszcze trochę ponad miesiąc temu moje paznokcie oraz skórki wyglądały niezbyt interesująco:  


Teraz zaczynają prezentować się o niego lepiej! Zobaczcie sami:



#MAKIJAŻ

Makijaż z próbówki można by rzecz ;) Ten makijaż powstał jako nudziak od niechcenia, z przypadkowych próbek... i podoba mi się nawet. Szkoda tylko, że mam miks nie opisanych próbek i nie wiem co to było :D Na pewno coś od MACa, ale co dalej? Może to lepiej, że nie wiem, nie kusi do zakupów :P




#MIESIĄC URODZIN

Luty to dla mnie miesiąc urodzin... Mojej mamy (1 luty), moich (9 luty) oraz mojej siostry (19 luty). Mamie zrobiłam tort, czerwony biszkopt z białym kremem jogurtowym i cytrynową pianką :) Mistrz cukierniczy ze mnie nie będzie, ale liczą się intencję :D


Mama chciała też na urodziny skarbonkę to jej z siostrą kupiłyśmy taką w rozmiarze XXL i do tego nie do otworzenia - żeby lepiej się zbierało i nie kusiło ;)


A tak w ogóle to szukam sponsora, który zrealizuje moją urodzinową listę życzeń, ktoś się zgłasza? Hahahaha ;D Na razie choruję na kilka rzeczy:
- kopertówka w kolorze neonowego różu
- Sleek Acid *.*
- suszarka do włosów - bo moja się spaliła
- lokówka stożkowa
Problem w tym, że tych rzeczy nie używam/nie używałabym często... ale gdyby ktoś mi kupił to z przyjemnością bym przyjęła :D Zresztą prawdziwa ze mnie sroka, która przyjmuje wszelkie prezenty, prezenciki, upominki i rzeczy, ogólnie to prosta ze mnie w obsłudze dziewczyna :D
Od mamy i siostry zażyczyłam sobie już wolnowar, więc nie mogę wykorzystać już tej części rodziny ;)

I to by było na tyle w tym odcinku :) W końcu się wygadałam ;) Aaaa i zapraszam na mojego FB KLIK  - albo możecie go podglądać w prawej kolumnie bloga :) Tam możecie być ze mną na bieżąco, właśnie trwa też rozdanie :)

Co wydarzyło się ostatnio u Was? Jak myślicie luty będzie dobrym miesiącem? :)
Buziaki, Mila :)
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...