czwartek, 27 listopada 2014

Jak wygląda praca w domu?

Praca w domu? Czyli bezrobotna? Kura domowa? Nie... Chociaż jakieś 90% osób, którym mówię, że pracuję w domu zakładają albo jedno albo drugie. Dlatego najczęściej mówię, że pracuję przez Internet. Uuuuu... czyli zarabiasz 1000 zł za godzinę pracy? Też nie (chciałabym) i w tym momencie zazwyczaj następuje długie tłumaczenie czym się zajmuję, że robię to, tamto i jeszcze coś innego, a jak potrzeba to jeszcze tamto, siamto i dziesięć innych rzeczy... A zazwyczaj mój rozmówca i tak nic z tego nie łapie ;) W każdym bądź razie pracuję w domu, przez Internet. Tyle Wam powinno wystarczyć, żeby zrozumieć mój typowy dzień.


Godzina 9. Pobudka. Cholera, znowu jest tak późno. Zwlekam się z łóżka, robię herbatę, włączam komputer i daję sobie pół godzinki na przeglądnięcie szeroko pojętych Internetów. A w międzyczasie zjem parówki.

Godzina 12. Cholera. To miało być pół godzinki, a nie trzy godzinki. Mąż zaczyna marudzić, że głodny. Notuję sobie w pamięci, że muszę założyć na drzwiach od komórki jakiś panel dźwiękoszczelny, bo nie lubię jak tak marudzi, że mu ciemno, zimno, samotnie i że mu głodno.

Godzina 13. Dobra, trzeba coś zjeść, nakarmić koty, psa i męża. Przy okazji ogarnę trochę kuchnię.

Godzina 18. Ogarnięcie kuchni zamieniłam na półgodzinną drzemkę i znowu nie wyszło. Budzi mnie mąż, kopie nogą w drzwi od komórki. Cholera, znowu ściągnął sobie ten łańcuch z nogi.

Godzina 20. Po spełnieniu kilku obywatelskich obowiązków w końcu mam czas na pracę. Otwieram maila, a wiadomości nie przestają napływać. "Pani Mileno, Pani mi zrobi to na tydzień temu? Najlepiej charytatywnie." Nie kurwa, nie zrobię. Zaczynam pracować.  No dobra, pół pracować, pół nie pracować, bo trzeba mieć kontrolę nad tym co się dzieje w Internetach. Aha i dzisiaj muszę się położyć spać przed 22. bo jutro o 6 pobudka!

Godzina 2. Cholera. Gdzie popełniłam błąd? Mąż dawno chrapie w komórce. Patrzę na zlecenie, napisałam jakieś 5 tysięcy znaków. W 6 godzin. Powinnam taką ilość pisać w mniej niż pół godziny. Chrzanię to, deadline dopiero za trzy dni. Idę spać.

Tydzień później jesteś w tym samym punkcie. Ewentualnie pobudza mnie deadline i nagle doba ma 72 godziny.
Miesiąc później jesteś w punkcie, gdzie wydaje Ci się, że pracowałaś tak dużo, a zarobiłaś tylko 100 zł. Starczy na gaz, będzie trzeba żebrać o jedzenie.
A nie, przepraszam. Zapomniałam, że jak pracuję przez Internet to kasa spływa mi z nieba. Jakbym pracowała w domu to byłabym biedna. Ale przynajmniej się nie nudzę.

A Wy pracujecie w domu czy w Internecie? :P I mam nadzieję, że codziennie macie do pracy motywację :)
Buziaki, Mila :)

P.S, Przypominam o udziale w konkursie! :) KLIK




środa, 19 listopada 2014

Sposób na siwe włosy?

Siwe włosy na szczęście jeszcze mnie nie dosięgły, ale jest to utrapienie wielu osób, także bardzo młodych. Pierwsze siwe włosy potrafią pojawić się już w bardzo młodym wieku. Jak temu zapobiec? Ostatnio usłyszałam o dosyć ciekawym i intrygującym pomyśle, a mianowicie o... herbacie.


Herbata rumiankowa przeznaczona ma być na włosy blond, herbata rooibos dla włosów rudych, a herbata czarna dla brązowych i czarnych. W około pół litra wody gotuje się 2 - 3 torebki herbaty przez 10 minut, a potem napar zostawia do wystygnięcia. Potem wciera się go we włosy od nasady aż po końce po umyciu włosów, bez spłukiwania. 

Szczerze? Pomysł mnie ciekawi, ale nie mam jak go sprawdzić. Chociaż nie wierzę w to, żeby rumianek mógł farbować siwe włosy, wydaje mi się za słaby, ale może się mylę? Na pewno taka kuracja nie zapobiega powstawaniu siwych włosów, bo na to raczej wpływu nie mamy, ale może po prostu pierwsze siwe włosy zafarbować przez co nie są one widoczne. 

Jak myślicie, czy taka kuracja przeciw siwieniu ma rację bytu? 

Buziaki, Mila :)

zdjęcie: weheartit.com

poniedziałek, 17 listopada 2014

Farbowanie zniszczonych włosów - dlaczego nie powinnaś tego robić?

Włosy zniszczone mają to do siebie, że nie prezentują się zazwyczaj najlepiej. O dziwo jedną z pierwszych rzeczy jakie robią osoby ze zniszczonymi włosami jest najczęściej dalsze ich niszczenia, często w stanie "szopa na głowie" sięga się po farby, chcąc wyrównać kolor włosów czy zakryć efekty nieszczęsnego rozjaśniania. Zupełnie tak jakby farba była cudownym kosmetykiem na włosową niedolę ;) Niestety tak nie jest i warto wiedzieć dlaczego nie powinno się farbować zniszczonych włosów!


Zniszczone włosy są często suche, łamliwe, mają bardzo otwarte łuski włosa. Sama farba do włosów także posiada substancje, które rozchylają łuski włosa, tak, żeby farba mogła wniknąć głębiej, dzięki temu kolor powinien trzymać się dłużej. Jeżeli zabierzesz się za farbowanie zniszczonych włosów to niestety, ale zamiast średniego brązu można otrzymać kolor czarny (farba szybciej wnika we włosy i działa na nie mocniej), albo mieć włosy w różnych kolorach (różny stopień zniszczenia na różnych partiach włosów).
Potem zaczyna się kolejny problem - preparaty domykające łuski włosa nie dadzą rady za jednym razem naprawić zniszczone włosy, więc łuska włosa mimo wszystko zostaje bardziej rozchylona, przez co kolor farby będzie się szybciej wypłukiwał (często też właśnie różne partie wypłukują się w różnym tempie). Takie połączenie mocnego koloru i szybkiego, nierównego wypłukiwania powodują, że włosy no cóż... wyglądają dosyć średnio. Nie mówiąc o kolejnych zniszczeniach spowodowanych przez farbę... Często jest to błędne koło - mam brzydkie włosy, farbuję je, kolor wychodzi za ciemny, rozjaśniam trochę, mam brzydkie włosy, farbuję, kolor jest brzydki, kolor szybko się wypłukuje, mam brzydkie włosy, farbuję... i tak do usranej śmierci ;)

A co jeżeli koniecznie muszę zafarbować włosy, inaczej mój świat się zawali, kota porwą kosmici, a babcia nie da mi obiadu w niedzielę?*
Wtedy trzeba być przygotowanym na najgorsze ;) Najlepiej w takiej sytuacji chyba farbować włosy uprzednio naolejowane (np. olejem rycynowym, kokosowym, arganowym), nie uchroni to od strat, ale pomoże delikatnie je zminimalizować. Lepiej też wybierać jaśniejsze kolory niż wyjściowy jaki chciałybyśmy osiągnąć. Żeby uniknąć szybkiego wypłukiwania koloru nie polecam stosować oleju kokosowego zaraz po zabiegu (jest to olej wnikający, może go wypłukiwać), dobrze jest płukać włosy płukanką octową, która je zakwasi i domknie łuski włosów.

Zdarzyło Wam się kiedyś farbować zniszczone włosy? Bo mi tak i było tylko jeszcze gorzej :D

Buziaki, Mila :)

* lub stanie się coś równie strasznego

źródło zdjęcia klik

sobota, 15 listopada 2014

Czat z makijażystą Danielem Sobieśniewskim

W ten leniwy sobotni poranek mam dla Was ciekawą propozycję na spędzenie wtorku :) 18 listopada (wtorek) na FB marki KOBO Professional odbędzie się czat z oficjalnym makijażystą KOBO - Danielem Sobieśniewskim. Czat odbędzie się w godzinach 10.00 - 13.00, wiem, że pewnie spora część z Was w tych godzinach pracuje, ale ja pracując w domu mam możliwość uczestnictwa i na pewno to zrobię (o ile coś mi nie stanie na drodze) i napiszę dla Was jakieś małe podsumowanie.

fot. FB KOBO Professional

Obecnie, na FB marki KOBO Professional trwa wybór trzech, głównych tematów czatu spośród dziesięciu propozycji, głosowanie trwa do dzisiaj do 16, więc macie jeszcze czas, a proponowane tematy to:

1. Makijaż opadającej powieki. 
2. Makijaż kobiety dojrzałej.
3. Makijaż odmładzający.
4. Makijaż w 15 min.
5. Makijaż dopasowany do typu urody. 
6. Technika konturowania twarzy. 
7. Jak ukryć swoje „niedoskonałości”?
8. Makijaż codzienny – jak powinien wyglądać? 
9. Jak wybrać odpowiednie pędzle do makijażu?
10. Kolor szminki. Czym się sugerować przy jej doborze? 


Mnie najbardziej zainteresowały 2,6 i 10, a Was?
Co mnie zaskoczyło to fakt, że Daniel jest z wykształcenia... nauczycielem plastyki ;) No i patrząc na jego makijaże nie można odmówić mu fantazji, kreatywności i talentu. Jego prace można podziwiać TUTAJ.

Zapraszam, więc serdecznie do udziału w czasie, a wszystkim zapominalskim polecam śledzenie mojego FB, ponieważ będę przypominać we wtorek o czacie :) 

Napiszcie też jakie propozycje tematów Was najbardziej zainteresowały!
Buziaki, Mila :)

czwartek, 13 listopada 2014

O kawie słów kilka + KONKURS

Dzisiaj będzie o kawie, ale wbrew oczekiwaniom niekoniecznie będzie to tylko i wyłącznie o kawie w kosmetyce :) Generalnie mówię, że nie piję kawy i jest w tym trochę prawdy i trochę kłamstwa.
A na końcu czeka na Was konkurs :)


Bo zazwyczaj u znajomych czy rodziny nie pijam kawy, gdyż to co jest mi proponowane nie spełnia moich wymogów ;) nie wiem jak Wy, ale wątpliwej jakości kawa zalana wodą jakoś mnie do siebie nie przekonuje, po takim napoju często mam też różne problemy żołądkowe. Więc zamiast się tłumaczyć i dopytywać jaka to dokładnie kawa wolę powiedzieć, że jej nie piję. Dnia też nie zaczynam od kawy, ba! dzień musi się zacząć od herbaty, koniec kropka ;) Ale posiadanie męża z Włoch i fakt mieszkania tam przez kilka lat sprawił, że kawa kojarzy mi się z poobiednimi popołudniami (i malutkimi ilościami! bo jest bardzo skoncentrowana). Koniecznie przygotowana w kawiarce, która wygląda tak:


Kawiarka jest jak wino i kobiety - im starsza tym lepsza ;) Moją otrzymałam "w spadku" od siostry męża i chociaż wizualnie nie jest piękna, to kawa z niej wychodzi idealna. Sekret tkwi w tym, że nie myje jej się żadnymi gąbkami ani środkami, tylko płucze ciepłą wodą. Z czasem wytwarza się lekki, kawowy "filtr" na niej, przez co kawa nie ma metalicznego posmaku i smak jest bogatszy - a przynajmniej tak nauczyli mnie we Włoszech ;) Ale nie o tym dzisiaj, chociaż w planach mam przygotowanie wpisu o tym jak parzyć kawę w kawiarce. 

Dlatego też, jeżeli piję kawę to tylko jak najświeższą. Świeżo paloną kawę można dostać w sklepie Tommy Cafe, zapakowana jest w specjalne opakowanie, które nie przepuszcza powietrza, ale posiada specjalny odpowietrznik dzięki któremu kawa dłużej zachowuje swój aromat. Kawę najlepiej mielić bezpośrednio przed spożyciem i właśnie ja tak robię. Dobrej jakości kawa to dobry pomysł na prezent, zwłaszcza, że te z Tommy Cafe mają bardzo zgrabne opakowania :)




Zwłaszcza trzy kawy pobiły moje serce i zagościły na stałe w moim kawowym repertuarze.



Ta kawa ma bardzo głęboki, mocny smak i pita solo, bez cukru i mleka, daje się silnie odczuć. Faktycznie czuć w niej nuty jaśminu oraz cytrusów, co sprawia, że jest bardzo ciekawa. Jak dla mnie jest idealną bazą wypadową do własnym mieszanek, idealnie nadaje się do namaczania biszkoptów do tiramisu (po prostu czuć moc i kawę ;)). Bardzo lubię kawę z mlekiem, a ta kawa bardzo dobrze się kombinuje z mlekiem oraz cukrem trzcinowym. Jej smak kojarzy mi się z afrykańską sawanną - surowy, bogaty i zaskakujący.



Do Hondurasu miałam zawsze jakiś specjalny sentyment (może przez to, że moja mama zawsze pytana przez nas gdzie jedzie odpowiadała "Na wczasy do Hondurasu"?), więc logicznym było, że odczuję sentyment do tej kawy ;) Pokochałam ją także za lekki kokosowy posmak, a jak wiecie kokos kocham w każdym wydaniu. Ta kawa nie jest kwaskowata, ale też nie nazwałabym ją łagodną, ponieważ ma dosyć intensywny smak (choć nie tak mocny jak jej etiopska koleżanka). Myślę, że to może być idealna poranna mała czarna - daje kopa, ale w ustach nie pozostaje mocny posmak.



Absolutny kawowy must have! Zakochałam się w niej od pierwszej filiżanki, ta kawa to poezja i absolutnie mój ulubiony smak pośród wszystkich kaw jakie miałam okazję wypić w ciągu mojego życia! Delikatna, wręcz czekoladowa, doskonała do picia bez żadnych dodatków. Jej smak jest charakterystyczny, bogaty, ale absolutnie słodki i przyjemny, doskonale wyważony. Wydaje mi się, że zasmakuje większości osób, zwłaszcza tym, które nie są kawoszami. Jak dla mnie to kawowa poezja.

Bez dwóch zdań świeżo palona i świeżo mielona kawa bije na głowę wszystkie inne. Cieszę się, że powstają takie miejsca jak Tommy Cafe, gdzie kawą zajmują się prawdziwi pasjonaci i gdzie można wybrać pomiędzy różnymi smakami. Sam sklep jest dobrze zaopatrzony, a osoby odpowiedzialna za kawę wiedzą jak i co robić. Przy zakupach można także poprosić o zmielenie kawy, ale jak dla mnie lepiej mielić ją samemu o ile jest taka możliwość.
Dzięki opakowaniu kawy zachowują aromat naprawdę długo, po miesiącu nadal są tak samo intensywnie i doskonałe w smaku.

KONKURS
Teraz mam coś dla Was - także Wy możecie spróbować jedną z świeżo palonych kaw arabica Tommy Cafe (wszystkie kawy arabica TUTAJ), mam dla Was mały konkurs w którym jedna osoba wygrać może dowolną kawę arabica 250 gram, dodatkowo przygotowałam małą kosmetyczną nagrodę pocieszenia dla kogoś z Was :)

Co trzeba zrobić, żeby wziąć udział w konkursie i móc wygrać?
Trzeba być publicznym obserwatorem mojego bloga, można (niekoniecznie, ale będzie mi miło) polubić mój FB i odpowiedzieć (w dowolny sposób) na pytanie: 

Z kim i gdzie wypiłabyś dobrą kawę? 

Odpowiedzi należy zamieścić w komentarzu do tego posta według następującego wzoru:
Polubiłem FB : NIE/TAK(może być imię i pierwsza litera nazwiska :)) link do FB w prawej kolumnie bloga! Polubienie FB nie jest warunkiem koniecznym :) ale jest alternatywą dla osób, które nie mają konta na bloggerze albo google +
Obserwuję jako: (jeżeli nie masz konta na bloggerze/google +, to możesz tylko polubić mój fanpage na FB i napisać swoje imię i pierwszą literę nazwiska)
Adres e-mail: 
Odpowiedź na pytanie: 

Bannerek dla chętnych do udostepnienia dalej

Wybiorę dwie najciekawsze odpowiedzi - ta naj, naj, naj nagrodzona będzie kawą, a druga naj, naj odpowiedź dostanie mały kosmetyczny prezent :)
Udział w konkursie wiąże się z akceptacją regulaminu!

Regulamin:
  1. "Kawowy konkurs" prowadzony jest na blogu being-mila.blogspot.com w dniach od 13.11.2014 do 30.11.2014 (włącznie).
  2. Wyniki zostaną podane w ciągu 2 dni od zakończenia konkursu w osobnym poście.
  3. Wybrane osoby będą miały 3 dni na napisanie maila pod adres milabizon@gmail.com ze swoimi danymi do wysyłki, a osoba, która wygrała kawę będzie proszona także o przesłanie linku do wybranej kawy arabica z oferty sklepu Tommy Cafe KLIK. NIE WYSYŁAMY NAGRÓD ZAGRANICĘ! Nie będę też do nikogo pisać z prośbą, więc proszę o pilnowanie terminów. Jeżeli dana osoba nie napisze do mnie w ciągu 3 dni to wybiorę inną odpowiedź!
  4. Sponsorem nagrody - kawy arabica jest Tommy Cafe, natomiast kosmetycznej nagrody pocieszenia autorka bloga being-mila.blogspot.com 
  5. Zgłaszać należy się w komentarzach do tego posta, według podanego wyżej wzoru, odpowiedzieć trzeba na pytanie "Z kim i gdzie wypiłabyś dobrą kawę".
  6. W konkursie wygrywają dwie osoby z których jedna otrzyma kawę, a druga kosmetyki. Szczęśliwców wybiorę ja, Mila ;) 
Proszę o nie branie mnie na litość tekstami typu "wypiłabym z moją umierającą na raka babcią, ale mnie nie stać na kawę, proszę więc, żebym wygrała, żebym mogła mieć tą szansę, mam nadzieję, że masz dobre serduszko..." - true story, podobne odpowiedzi widziałam w wielu konkursach... 


Zapraszam do zabawy i życzę powodzenia :) 
A poza konkursem możecie dać mi znać czy jesteście kawoszami i jaka jest Wasza ulubiona kawa? :)

Buziaki, Mila :)




środa, 12 listopada 2014

Jestem lepsza od Was wszystkich!

Jestem lepsza od Was wszystkich, szczerze mówiąc to jestem księżniczką, księżniczką wszystkich księżniczek. Jestem królową świata, panią i władcą, jestem najlepsza, nie mam sobie równych! Mam wysokie mniemanie o sobie, popadam w samozachwyt, jestem egoistyczna, mam zawszę rację i każdy MUSI mnie kochać - kiedy ostatni raz pomyślałaś/powiedziałaś tak o sobie? Miesiąc temu, rok temu a może nigdy? A powinnaś robić to bardzo często!


W modzie teraz jest rozwój i motywowanie innych do zmian, odnoszę wrażenie, że bycie zepsutym do szpiku kości egoistom nie jest cechą pożądaną. Musisz starać się robić coś dla innych, musisz się dzielić, musisz być tam kiedy inni Ciebie potrzebują, a z drugiej strony musisz być silna, niezależna, pracować od 18 roku życia, trzymać faceta pod pantoflem i znaleźć w tym wszystkim równowagę. Żyjąc pod ciągłym osądem i wzrokiem innych ciężko jest skupić na sobie, na tym wewnętrznym, złym i egoistycznym "ja". Jasne, skupiamy się na sobie, bo ćwiczymy, odżywiamy się zdrowo, kończymy setny kurs (tym razem psia akupunktura?), a tak naprawdę zapominamy o sobie o byciu samolubnym trochę bardziej niż tylko odrobinę. Ale jaki byłby cel mówienia sobie jestem najlepsza? Już tłumaczę.



Stare powiedzenie mówi "Nie czyń drugiemu co Tobie niemiłe" ale może powinno brzmieć "Czyń zawsze to co Tobie miłe"? Mam wrażenie, że wiele osób jest za bardzo nastawionych na pomoc innym, co jest fajne, ale do pewnego momentu. Szef, przyjaciele, znajomi, rodzina a nawet i nieznajomi, którzy odzywają się do Ciebie akurat wtedy kiedy potrzebują Twojej pomocy a Ty nie potrafisz im odmówić - znasz to skądś? Baba-burak-cebulak, która nakrzyczała na Ciebie w autobusie, bo nie ustąpiłaś jej miejsca, więc dla świętego spokoju to robisz. Młodszy brat, który mówi "Pożycz dwie dyszki, oddam za tydzień" a Ty mu je pożyczasz, chociaż wiesz, że i tak nie odda. Kolega, który po raz setny w ciągu tygodnia dzwoni, bo chce notatki albo żebyś pomógł mu w naprawie komputera. Facet mówiący, że dzisiaj nie pozmywa, ale chętnie napiłby się herbatki, więc bądź taka dobra i ją zrób. Sąsiadka wciskająca Ci dziecko do mieszkania "Pani przypilnuje, ja tylko do pracy na 12 godzin!". Chyba większość z nas znalazła się w podobnych sytuacjach i ciężko jest powiedzieć komuś "nie". Nie mówiąc o ocenianiu po wyglądzie i tego jak bardzo się boimy co powiedzą o nas inni.



A jeżeli nie potrafisz mówić "nie" to świat Cię zje. Kawałek po kawałku, aż zostanie z Ciebie chłopiec do posyłek, wykorzystywany często i gęsto. Ile tak naprawdę w Twoim życiu masz czasu dla siebie? Czasu, kiedy nie przejmujesz się tym co mówią i myślą o Tobie inni, czasu kiedy nie czujesz się osądzana, wykorzystywana czy pod ciągłym atakiem? W mojej filozofii życia mam całą masę przestrzeni dla mnie i w tej kwestii jestem bardzo egoistyczna. Polecam takie podejście wszystkim, miej gdzieś to co pomyśli sobie ktoś tam o Tobie, niech się obrażają, niech się nie odzywają (skoro tak robią to oni są egoistyczni i Ciebie nie warci!), dzisiaj się gniewają, jutro zapomną, a Ty po prostu powiedz sobie "Jestem lepsza od Was wszystkich, jestem piękna, jestem egoistyczna i dzisiaj nie mam ochoty Was widzieć", a życie na pewno stanie się piękniejsze ;) Po prostu kochaj siebie i żyj z przekonaniem, że jestem najcudowniejszą osobą na świecie i nigdy, przenigdy nie przejmuj się tym co mówią inni.

A Ty bywasz egoistką?

Buziaki, Mila :)

P.S. Kto nie zrozumiał tego posta niech zamilknie na wieki albo zapyta :)

poniedziałek, 10 listopada 2014

-40% w Rossmannie - wielkie oszustwo!

Dzisiaj mała przestroga, chociaż mam nadzieję, że moi czytelnicy są na tyle inteligentnymi stworzonkami, że nie dali się nabrać na tak ewidentne oszustwo. Na rzekomym profilu FB Rossmanna (rzekomym, bo Rossmann nie ma polskiego fanpage'a na FB!), który tak naprawdę jest fermą lajków (czyli taki profil może być potem sprzedany, nazwa zmieniona, albo Wasze 'lubię to' zostanie sprzedane dalej na allegro), która podszywa się pod Rossmanna. Chodzi o ten profil: Rossmann Polska - czyli oszuści ;) Przy okazji prośba - zgłaszajcie tą stronę jako spam albo oszustwo :)

O co chodzi? Na tym profilu pojawił się kupon do Rossmanna -40% na cały asortyment... i tutaj zaczyna się ludzka głupota, bo ludzie się na to nabierają a potem płacą za usługę sms premium 18 zł tygodniowo! Bowiem, żeby dostać kupować trzeba podać swój numer telefonu, a przecież regulaminy mało kto czyta, prawda? Ludzie w to wierzą, bo pod postem pytają co wchodzi w promocję i cieszą się z zakupów... Ręce, maci i cycki opadają, bo jak tylko widzi się grafikę to wiadomo, że to nie Rossmann... No przecież to widać z daleko, chyba, że ktoś założył, że grafik zapił i przygotowała ją przypadkowa osoba w biurze korzystając przy tym z Painta... Ale w takim wypadku wypada przeczytać regulamin.



Beznadziejna grafika, profil który tak naprawdę nie ma nic wspólnego z Rossmannem (nie ma o nim żadnych info na stronie www Rossmanna), brak info o tej zniżce na rossnecie, brak innych wpisów, -40% na wszystko, kiedy właśnie trwa promocja 1+1 i konieczność podawania swojego numeru telefonu = OSZUSTWO! 

Tak, więc ostrzegam - zachowujcie czujność. A jak ktoś się nabrał to pozostaje mu teraz poszukać sposobu na wyłączenie tego ustrojstwa najszybciej jak może. I jeszcze raz - zgłaszajcie stronę na FB!

Buziaki, Mila

Moje prawdziwe uzależnienie to nie kosmetyki...

Większość osób na pewno zakłada, że skoro prowadzę bloga kosmetycznego to wokół kosmetyków kręci się mój świat... ale tak nie jest. Chociaż kocham kosmetyki i może jestem od nich lekko uzależniona i ciężko jest mi ich mieć mało (chociaż ostatnio przeprowadziłam w nich czystki i część wyrzuciłam a część oddałam mamie i siostrze) to nie jest to poważne uzależnienie, a raczej lekki bzik. Mam za to inne uzależnienie i nie jest to zakup biżuterii czy ubrań, a zakup... środków czystości. Tak, tak środków czystości - proszków, płynów, mleczek i innych rzeczy przeznaczonych do czyszczenia różnych powierzchni.


Skąd się to u mnie wzięło? Sama nie wiem, chyba z przekonania, że posiadając odpowiednie środki
sprzątanie będzie się robiło samo ;) Niestety, to nie działa tak, chociaż gdybym pieniądze przeznaczone na środki do sprzątania przeznaczyła na sprzątaczkę to wyszłabym na tym lepiej.
Jakie mam teraz zapasy? Duże, o dużo za duże, a ciągle coś mi się zdarza dokupować, mimo że ostatnio zrobiłam zakupy środków czystości za 200 zł, ciągle czegoś mi potrzeba... Do tego wszystko co mam jest otwarte, ponieważ nie potrafię skończyć jednej rzeczy bez próbowania następnej...

Jak się prezentują moje zapasy? (dodam, że wszystko jest otwarte, ale mało co zużyte do połowy) Mniej więcej tak:
- proszki do prania - proszek do kolorów E 6 kg
- kapsułki do prania - dwa opakowania Ariela po 32 sztuki (użyte może po 4 kapsułki), jedno opakowanie Vizira 15 sztuk w połowie i jedno Vizira 15 nie otwarte
- żele do prania -  3 l Woolite do czarnego, 3 l Perwolla do kolorów, po 1 l Perwolla do wełny i do białego, 2 l Kokosala hiperalergiczny
- płyny do płukania tkanin - 2 l + 1 l E Perfume Style Love, 2 l  E Kaszmirowy Dotyk, 2 l Eden Amazonian Jungle, 2 l Silan Fresh Sky, 1 l płyny z krochmalem
- środki do toalety typu Domestos - 3 różne
- mleczko do kuchni - 2 opakowania (Ludwik i mleczko Biedronkowe)
- płyny do mycia szyb - 4 różne (Lidlowy, Ajax, Pomoc Domowa, Domol)
- środki do udrażniania rur - 3 różne
- środki do czyszczenia kabin prysznicowych - jeden (jeszcze niedawno były 2, ale się zawzięłam)
- pierdylaria żeli, zawieszek, kwaitków, pasków i innych cudów do toalet
- płyny do mycia podłóg/paneli - 4 różne (rządzi u mnie Ajax ;))
- 3 różne odplamiacze
- płyn do mycia naczyń - ogółem 5 litrów...
W mojej szafce znajdą się jeszcze różne płyny uniwersalne, środki do czyszczenia mebli, chusteczki do mebli różnego rodzaju, mam jeszcze płyny do czyszczenia lodówek, piekarników, do czyszczenia szyb kominkowych, spreje do prasowania, szampony do tapicerki czy płyny typu Cilit Bang. Krótko mówiąc - dużo tego!


W sumie to z powodzeniem mogłabym prowadzić bloga o środkach czystości :P Walczę z moim uzależnieniem powoli, ale mam nadzieję skutecznie!

A Wy macie jakieś dziwne uzależnienia? ;)
Buziaki, Mila :)

piątek, 7 listopada 2014

Włosy gwiazd: Taylor Swift

Dzisiaj porozmawiamy o włosach. Ale nie o byle jakich włosach, będziemy mówić o włosach gwiazd. Na pierwszy ogień pójdzie znana chyba nam wszystkim Taylor Swift, piosenkarka która zaczynała z country, a skończyła na popie ;)



Początku kariery Taylor rozpoczynają się w okolicach 2006 roku w USA, ale na szerszą skalę także w Europie zaczęła być rozpoznawalna około 2008 roku. W tych dawnych czasach Taylor... no cóż, nie prezentowała się zbyt dobrze. Zamiast piosenkarki można było głównie podziwiać jej spuszone loki, które w trochę lepszym lub gorszym stanie towarzyszyły jej dosyć długo, do około 2010 roku.


Krótko mówiąc - na głowie Taylor działo się sporo, ale niezbyt ciekawie. Poniżej widać, że fryzjery robili co mogli, ale i tak widać puch na końcówkach.



Z czasem loki zaczęły ustępować gładkim włosom, co nie znaczy, że nie pojawiały się na jej głowie. Pojawiały, ale raczej w wersji starannych wytworów fryzjera, niż natury.


Taylor cały czas oscylowała wokół różnych odcieni blondów, od tych bardziej popielatych, po truskawkowy odcień. 



Po tej dziewczynie od razu widać, że ma romantyczną duszę, bo zazwyczaj wybiera upięcia delikatne, dziewczęce, często też są to upięcia zbudowane w loków, albo upięcia z warkoczami. Przy jej rysach bez obaw może odkrywać twarz. 





Co mnie zaskoczyło w jej włosach to fakt, że... jest ich bardzo mało. Na poniższym zdjęciu widać prosty trick, który sprawia, że włosy wyglądają na gęstsze - lekkie natapirowanie, gumka została zakryta włosami - dzięki temu nie widać miejsca, gdzie gumka ściska włosy.


Natomiast poniżej widać już mizerność kucyka Taylor. Nie jest to może zastraszająco niska ilość włosów, ale patrząc na zdjęcia burzy loków w życiu bym nie powiedziała, że to te same włosy. Pewnie jakiś wpływ na to miały zmiany koloru, a także prostowanie włosów i stosowanie produktów do stylizacji - żeby wyglądać dobrze na gali, koncercie czy spotkaniu gwiazda musi trochę pomęczyć włosy.


Niżej widać też lekkie przerzedzenia pomiędzy włosami, znowu nic strasznego, ale grafik zapomniał poprawić ;> Do tego widać, że jej włosy raczej są cienkie, być może jej skóra głowy lekko się też przetłuszcza. 


Obecnie Taylor nosi włosy krótkie lub półdługie, w takim wydaniu podoba mi się mniej niż z długimi, prostymi lub lekko kręconymi włosami. Niestety, ale jej włosy częste prezentują się dosyć przeciętnie, być może decyzja o ścięciu była podyktowana złym stanem jej włosów? 



Poniższa fryzura bardzo mi się podoba, dodaje dużo objętości, której chyba trochę Taylor brakuje. 


Gdybym miała podsumować włosy Taylor to:
- mysi blond ( i wszystkie inne odcienie blondu) pasuje jej idealnie!
- aktualna długość - nie jest źle, ale w długich włosach wyglądała o niebo lepiej
- stan włosów - przeciętne włosy, takie jak widuje się na ulicach każdego dnia
- fryzura i uczesania - choć nie zawsze wie co dla niej dobre, to wydaje mi się, że większych wpadek nie zaliczyła... można jej chyba wybaczyć okropną fryzurę na początku kariery oraz za dni takie jak trzy zdjęcia wyżej :)

Taylor Swift kojarzyła mi się zawsze z dziewczyną z sąsiedztwa i jej włosy to przeświadczenie potwierdzają. Są zwykłe, najzwyklejsze, po prostu średnie i czasami mają lepsze i gorsze dni, nie mogę jednak odmówić tej gwieździe (albo jej fryzjerom) gustu w dobieraniu uczesań do takich włosów. Po prostu wie jak ukryć ich mankamenty.

Poniżej kilka tutoriali na uczesania a'la Taylor Swift, czyli dodające objętości oraz romantyczne.





Jak podobają się Wam włosy Taylor Swift? O włosach jakiej gwiazdy chciałybyście jeszcze poczytać (i pooglądać ;))?

Buziaki, Mila :)



źródła zdjęć:
weheartit.com
dailyhairstyles.net
amazingbeautyworld.com
fansshare.com
taylortalk.com
hollywire.com
cmt.com
fanpop.com
glamcheck.com
grantdigital.com

czwartek, 6 listopada 2014

4 zimowe przykazania włosomaniaczki

Ciężko się okłamywać, że nadal mamy lato... na kalendarzu straszy listopad, czas robić zapasy, tyć i przygotowywać się do kilkumiesięcznego stanu hibernacji. Ale w międzyczasie okazać się może, że musimy wyjść do sklepu po bułki, po czekoladę na PMS czy do pracy. Wtedy warto pamiętać o zimowych przykazaniach włosomaniaczki, które pozwolą cieszyć się zdrowymi włosami nawet wtedy, gdy na zewnątrz trzaska mróz!

1. Pamiętaj aby czapkę nosić!
Czapki to zło, przez lata chowane w kieszeni, kiedy tylko byliśmy poza zasięgiem wzroku rodziców, ale odpowiednia czapka robi włosom dobrze. Nikt nie lubi marznąć, nasze włosy też nie, więc nie bądź sknera, kup ładną czapkę, dobrze ją wypłucz w płynie do płukania (coby się nie elektryzowała) i noś ją! Pod czapką można schować włosy, a tam im będzie ciepło i dobrze.

Czapa na złe dni!

2. Nie przesuszaj włosów!
Ważne jest odpowiednie nawilżenie, ale też zatrzymanie nawilżenia, dlatego jeżeli skąpisz sobie emolientów w zimowej pielęgnacji powinny one znaleźć miejsce. W zrozumieniu tego na pewno przyda się ten post - o emolientach i humektantach.

3. Susz!
Suszarka to zło, jeżeli korzysta się z gorącego nawiewu i mniejsze zło jeżeli korzysta się z zimnego nawiewu, ale mocnego. Ale zapewniam Was, że wyjście na zewnątrz z minusową temperaturą i nie do końca suchymi włosami jest jeszcze gorsze!

Grzeszna kobieta właśnie sobie niszczy włosy...

4. Odpowiednią fryzurę noś!
Nie ma zła większego niż włosy wkręcające się w zamek, łapiące się w rzepy na kurtce i ocierające o szalik. Dlatego warto polubić upięcia, koczki, warkocze i zakupić zapas gumek do włosów, spinek-żabek i wsuwek!

Stosujecie się do tych przykazań? Co jeszcze byście dopisały? 
Buziaki, Mila :)

zdjęcia z serwisu weheartit.com

wtorek, 4 listopada 2014

Efekty po dwóch miesiącach z kolagenem Noble Medica, Pure Collagen.

O kolagenie więcej pisałam Wam tutaj:

A dzisiaj opowiem Wam o tym jakie efekty dała u mnie prawie dwumiesięczna kuracja tabletkami Pure Collagen od Noble Medica. Cała kuracja u mnie wyniosła dokładnie 50 dni, ponieważ zjadłam dwa opakowania, a każde z nich to 100 tabletek, dziennie należy przyjąć 4 tabletki w systemie dwie rano i dwie wieczorem. Jak widać na poniższym zdjęciu nie jest to malutka tabletka, ale końska dawka to też nie jest ;) W każdym bądź razie połknięcie bez popicia niemożliwe w moim przypadku, więc musiałam sięgać po wodę co w sumie jest wskazane :D Pudełko jest solidne, nic się nie odkręca i znajdują się na nim wszystkie istotne informacje na temat stosowania.


Najważniejsze - Pure Collagen produkowany jest z ryb morskich (z ich skóry)! Nie posiada otoczek, dodatków które zmniejszają wchłanianie, więc pachnie po prostu rybą. Jak dla mnie zapach nie jest straszny, podczas połykania jak i po go nie czuję, a w tabletki trzeba włożyć nos, żeby go poczuć. Jak dla mnie pachnie pokarmem dla rybek akwariowych (wiem, bo przez lata hodowałam rybki ;)), nic strasznego, ale wiele osób narzeka, więc jeżeli od ryb Was odrzuca i nie przełknięcie to raczej nie polecam.



Butterly Flits zwróciła uwagę na Ciekawą sprawę pod poprzednim wpisem o kolagenie - z jakich ryb jest produkowany i czy nie są to przypadkiem ryby z zanieczyszczonych rzek? Po kontakcie z przedstawicielem firmy (bardzo miły kontakt z nimi tak by the way!) okazało się, że kolagen pozyskiwany jest z ryb dorszowatych i flądrowatych z Atlantyku, czyli są bezpieczne. Za to jeżeli chodzi o tilapii i tołpygi stosowane przez wiele innych firm to często właśnie hodowane są one w zanieczyszczonych zbiornikach w Chinach i Wietnamie. Zresztą wszystkie badania i certyfikaty dostępne są na stronie TUTAJ. Fajnie, że dajecie mi takie sugestie w komentarzach, bo sama bym nie wpadła na to, żeby zapytać i może bym szczęśliwie pochłaniała sobie metale ciężkie :D


Wracając do tematu - jakie są efekty?
Na pewno już po około miesiącu zauważyłam, że skóra jest bardziej nawilżona i tak jakby grubsza, czułam jakby zmieniła się jej konsystencja. Teraz ten efekt jest jeszcze bardziej pogłębiony, mogę sobie pozwolić na nienakładanie kremu na twarz, bo już nie zdarzają mi się mega przesuszenia. Skóra ciała też jest dobrze nawilżona.
Bardzo ważny dla mnie efekt - nie uświadczyłam jesiennego wypadania włosów! O tej porze roku włosy zazwyczaj leciały mi jak szalone,a teraz wydaje mi się, że ogólne wypadanie zmniejszyło się, na pewno więc kuracja miała pozytywny wpływ na włosy.


Jak wiecie miałam spore zmarszczki mimiczne na czole, wykonałam więc zdjęcie przed kuracją (na górze)  jak i po (zdjęcie na dole), no i jak widać pomógł :) chociaż sama w to nie za bardzo wierzyłam, ale po około miesiącu zaczęłam zauważać zmianę w obrębie czoła, a zdjęcia i słowa mojego faceta utwierdziły mnie w przekonaniu, że Pure Collagen zadziałał :) Drugie zdjęcie jest ze sporym zoomem, ale i tak zmarszczka jest mniej widoczna niż na zdjęciu z oddalenia. Wiadomo, że cudów nie ma, ale kolagen na pewno sporo pomógł :)




Jak dla mnie Noble Medica stworzyła produkt, który nie ma wad, a naprawdę dobrze działa, poza rybim zapachem, który nie każdemu może pasować nie zauważyłam minusów. I co najważniejsze - widzę realne zmiany, a nie tylko puste obietnice. Kuracja może nie należy do najtańszych, ponieważ wynosi 59 zł za 25 dni (do kupienia TUTAJ), ale warto dodać, że po pierwszym miesiącu - dwóch można przestać przyjmować suplement tak często i używać tylko dawkę podtrzymującą efekty. Często też trafiają się promocję na które warto polować. Moim zdaniem warto, zwłaszcza jeżeli ktoś ma problemy ze stawami, albo powyżej 25 lat, ponieważ wtedy efekty są szybciej i lepiej widoczne.

Znacie ten kolagen? Stosowałyście może jakiś inny?

Buziaki, Mila :)



poniedziałek, 3 listopada 2014

Rossmann promocja 1+1 od 10 listopada! + obecna gazetka

Całkiem niedawno pisałam Wam o tym czy i kiedy pojawi się jakaś promocja w Rossmannie KLIK, a już dzisiaj okazało się, że pojawi się jednak promocja 1+1 i będzie obowiązywała od 10 do 19 listopada na produkty do makijażu. Info potwierdzone, wydrukowane w gazetce :) Regulamin jeszcze nie jest dostępny na stronie, pewnie pojawi się zaraz w okolicach 10 listopada.



Jedna z dziewczyn na forum była tak uprzejma, że zeskanowała całą gazetkę obowiązującą do 10 listopada, cała jest TUTAJ

Za to obecnie obowiązująca gazetkę możecie zobaczyć klikając TUTAJ, albo w zdjęcie poniżej:


Jak widać wszystko się wyjaśniło i będzie teraz trzeba kombinować z tym 1+1... No cóż, pozostaje tylko życzyć miłego i cierpliwego planowania! :)
Buziaki, Mila :) 




Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...