piątek, 31 października 2014

Wielka obniżka w Rossmannie już w listopadzie?

To jeszcze nic potwierdzonego, a raczej wiadomość na zasadzie "pewna dziewczyna ma znajomą, ktćra pracuje w Rossmannie i powiedziała, że prawdopodobnie....". Ale ostatnim razem przy takich wiadomościach nie wierzyłam, a źródła były takie same a... koniec końców dziewczyny miały rację i wiadomości potwierdziły się w realu ;) Więc nawet jeżeli to nie byłaby prawda to i tak można zacząć się rozglądać za tym co nam potrzebne :D

W każdym bądź razie, jak wiadomo Rossmann dotychczas dwa razy w roku organizował wielkie akcje obniżkowe albo -40% albo -49%, przyzwyczajone do takiego systemu dziewczyny zaczeły się zastanawiać czy w listopadzie też coś się pojawi i znalazły sie głosy osób, które znają inne osoby ;) które potwierdziły, że w okolicach 10 listopada jakaś promocja się wydarzy. Istnieje jednak spore prawdopodobieństwo, że promocja nie będzie -40% ale będzie to promocja typu 1+1, czyli kup jeden kosmetyk a drugi taki sam lub w niższej cenie otrzymasz za jeden grosz. Ponoć to ma być OSTATNIA WIELKA OBNIŻKA W ROSSMANNIE ale w to ciężko mi uwierzyć.

Plakat z wcześniejszej promocji

Czy to prawda? Przekonamy się niedługo, ciekawi mnie naprawdę czy zrobią promocję 1+1, która co prawda też jest kusząca ale bądźmy szczere - nie pobudza do zakupów tak bardzo jak 40% na minusie!

Co o tym myślicie? Gdyby to była promocja 1+1 to też skorzystacie?
Buziaki, Mila :)

czwartek, 30 października 2014

Kosmetyczny atak na Biedronki po raz drugi ;)

Dzisiaj byłam w Biedronce, nawet nie świadoma tego, że weszła nowa gazetka promocyjna... a co ważniejsze KOSMETYCZNA gazetka promocyjna :D
Z bardziej interesujących rzeczy dostępnych w Biedronce teraz - suchy szampon nieznanej mi firmy i żele pod prysznic Original Source w dwupakach.
Poza tym całkiem ciekawa oferta do włosów.
W mojej Biedronce cały czas dostępne są rzeczy z poprzedniej gazetki, więc w sumie nic straconego ;) Ale jak na razie plasterki oczyszczające na nos z Purederm zakończyły moje kosmetyczne podboje :D

A dla wszystkich zainteresowanych szczegółami gazetka:



Coś Was zainteresowała? A może już coś kupiłyście? :)
Buziaki, Mila :)

środa, 29 października 2014

Salco Sport Therapy, mineralna sól dla sportowców i nie tylko

Kiedy zobaczyłam napis "dla sportowców" pomyślałam "czyli nie dla mnie!". Ale Salco Sport Therapy pomimo nazwy to nie sól tylko dla sportowców, to także sól dla ludzi zwykłych, zmęczonych życiem i zestresowanych. 

Na jedną kąpiel przeznaczyć trzeba 1 - 2 kg soli, co w porównaniu z tradycyjnymi, kosmetycznymi solami z drogerii wydaje się być sporą ilością, ale warto pamiętać o tym, że Salco Sport Therapy ma za zadanie regenerować organizm, a nie tylko ładnie pachnieć i barwić wodę! Ta sól pozbawiona jest zbędnych dodatków, dlatego działa skoncentrowanie i mocno. Dostępne opakowania to albo woreczki 1 kg, w cenie około 10 zł, albo wiaderko 5 kg w cenie około 50 zł, można zamówić bezpośrednio na stronie lub w jednym ze sklepów oferującym produkty Salco, kupując u producenta jest taniej, szczegóły TUTAJ. Ja miałam akurat opakowanie 1 kg, więc starczyło na jedną kąpiel, ale trochę oszukałam i odsypałam około 3 łyżek, bo chciałam przetestować w moczeniu nóżek ;)


Sól rozpuszcza się szybko, warto pamiętać, żeby czas kąpieli nie wyniósł więcej niż 20 minut, lepiej też nie spłukiwać soli i zostawić jej warstewkę na ciele. Jak to sól, może troszkę wysuszać, ale raz na jakiś czas ten problem się raczej nie pojawi. Wybrałam dzień w którym miałam niezłego wkurwa ;) a ból karku mnie zabijał, moje zadanie było troszkę utrudnione, bo nie mam wielkiej wanny, ale za to mam duży prysznic z wysokim brodzikiem, który robi za wannę. Więc jak tylko mogła wyciągnęłam się w solance i próbowałam zrelaksować. Podczas kąpieli nie odczułam wielkich zmian, ale po już tak. W nocy na pewno wypoczęłam o wiele bardziej niż zazwyczaj po takim ciężkim dniu. Po prostu spałam jak dziecko, a dzień później nie bolały mnie plecy, nie bolała głowa, a skóra też nie była przesuszona, po prostu czułam się świeżo co było dosyć dziwnym uczuciem, bo po takim złym dniu następują kolejne 2 -3 złe dni, bo się nie wysypiam ;) 

Spróbowałam też moczyć zmęczony nogi w wodzie z tą solą i mogę powiedzieć, że na pewno działa! Jeżeli, więc nie potrzebujecie regeneracji całego ciała to jeżeli towarzyszy Wam uczucie ciężkich nóg warto mieć w domu chociażby woreczek, bo po wymoczeniu na następny dzień nogi są o wiele lżejsze, nie puchną i nie pamiętają trudów poprzedniego dnia.


Ze swojej strony szczerze polecam i na pewno prędzej czy później pojawi się u mnie kolejne opakowanie, chociażby na zmęczone nogi :) Niestety zapomniałam zrobić zdjęcia soli, ale jest biała, troszkę grubsza niż drobna sól kuchenna, wydaje się być lekko wilgotna i po prostu pachnie solą ;)
Jak dla mnie Salco Sport Therapy to mały must have nie tylko dla sportowców! 

Znacie może produkty Salco? Stosujecie profesjonalne sole do kąpieli? 
Buziaki, Mila :)

poniedziałek, 27 października 2014

Mydło? A może żel? Figowe myjadło do rąk

Na Wakacyjnym Spotkaniu Blogerek Urodowych jako jeden z prezentów od sponsorów otrzymałyśmy zestawy mydło do rąk plus płyn do kąpieli/żel pod prysznic. Mogę powiedzieć głośni - cieszę się z tych produktów, bo gdybym ich nie dostała to pewnie w życiu bym po nie nigdy nie sięgnęła ;) Dlaczego? Bo nazwa On Line gdzieś mi się przewinęła i nie zachęciła mnie głównie szatą graficzną i żyłam w przekonaniu, że to tanie, bazarowe mydełko, które w sumie to tylko myje. A okazało się, że ich mydło w płynie jest... fajne, bardzo fajne :)



W udziale przypadła mi figowa wersja mydła w płynie z serii Harmony, która zapakowana jest w proste opakowanie o pojemności 500 ml. Na szczęście brak tutaj białej szaty graficznej, która moim zdaniem wygląda po prostu źle, za to różowy kolor to fajny akcent i od razu opakowanie zyskuje u mnie punkty. Pompka działa sprawnie, chociaż jest dosyć hm... powolna? I kilka razy miałam wrażenie, że nie wróci na swoje miejsce, na szczęście wszystko było ok.



Samo mydełko jest bardziej żelem do rąk niż mydłem, ponieważ jest bardzo gęste. Posiada ciekawy zapach, bardzo bogaty, świeży a do tego bardzo ostry, tak jakby z nutą papryczki. Zapach jest mocny, lecz nie duszący i długo trzyma się na skórze. Na pewno spełnia swoje podstawowe zadanie czyli myje ręce ;) a do tego nie wysusza, nie podrażnia, sprawdza się także do mycia całego ciała, zostawia ręce przyjemne nawilżone. Nie pieni się bardzo mocno, ale wystarczająco żeby zadowolić osoby, które bez piany nie wyobrażają sobie mycia czegokolwiek.

Jak dla mnie to w kategorii mydła do rąk zdobywa 9,5/10, pół punktu odejmuję za pompkę, która nie wiadomo czy chce przestać działać czy nie :P

Znacie to mydło i produkty On Line?

Buziaki, Mila :)

niedziela, 26 października 2014

Co mają wspólnego alkohol i kosmetyki? Czyli jak naprawić kosmetyk w rozsypce.

Co mają wspólnego alkohol i kosmetyki? Uzależniają. Uzupełniają się, a konkretnie - alkohol naprawia zepsute kosmetyki. Nie zepsute w sensie przeterminowane, zepsute w sensie w rozsypce ( w sumie to ludzi w rozsypce też alkohol naprawia...) Jeżeli, więc popsuł Ci się róż albo cień to zamiast zrobić sobie drinka z czystej i soczku jabłkowego zawsze możesz naprawić kosmetyk :)

Krok 1.
Musisz mieć popsuty kosmetyk, najlepiej taki który całkiem niechcący upadł i całkiem niechcący się posypał...


Krok 2.
Musisz go zniszczyć jeszcze bardziej, ja to zrobiłam przy pomocy długopisu.


Krok 3. 
Dodajesz kilka kropli alkoholu, najlepiej czystego ale w ostateczności może też być wódka.
Wymieszaj do konsystencji bardzo gęstej śmietany, dodawaj na raz po kilka kropelek, zmiksuj dobrze i zostaw na około godzinę w takim stanie.


Krok 4.
Teraz znajdź coś, czym możesz ugnieść kosmetyk. W moim przypadku to była zakrętka od butelki zawinięta w papierowy ręcznik. Ugniataj aż powierzchnia będzie (mniej więcej)równa.


Krok 5.
Zostaw na 12 - 24 godziny i... Gratulacje! Operacja się powiodła, pacjent przeżył, spokojnie - alkohol się ulotni i po pomalowaniu się nie będziesz pachniała jak gorzelnia :)


Znałyście ten sposób na naprawę kosmetyków?

Buziaki, Mila :)

sobota, 25 października 2014

Ile wosków YC masz? Moje pierwsze woski Yankee Candle

Przyznaje, że przed tymi woskami broniłam się dosyć długo no i jak zwykle - nie wyszło :P W końcu i do mnie trafiły cztery maleństwa ze sklepu Goodies. Na pewno warto śledzić ich profil na FB, ponieważ często trafiają się promocję, a właśnie ostatnią z nich, 21 października była darmowa dostawa.
Zapachy, które do mnie trafiły wybrałam całkowicie na czuja, kierując się tylko nazwą :D Chciałam sobie zrobić niespodziankę no i zrobiłam, a same nazwy i tak wiele mówią o zapachu :)

Cranberry Ice - wybrana z powodu mojej niekończącej się miłości do żurawiny spożywczej jak i zapachowej. Bardzo żurawinowy i mocny zapach, czuć go najmocniej przez folię.
Black Cherry - bo kocham czereśnie w każdej postaci. Delikatny zapach, przez folię słabo go czuję, ale mam nadzieję, że mnie nie zawiedzie!
Black Coconut - bo kocham kokosy ;) spodziewałam się czegoś bardzo ciężkiego, ale zapach jest mocny, trochę męski aczkolwiek świeży, ciekawe połączenie.
Salted Caramel - zaintrygował mnie pomysł solonego karmelu, zapach bardzo krówkowy ale absolutnie nie jest przesłodzony, czuć w nim sporo soli.


Woski zaskoczyły mnie swoim rozmiarem, spodziewałam się maleństw a w rzeczywistości są dosyć spore. No i mają jakąś pancerną folię na sobie, ciężko ją rozerwać :P 


Pierwsze palenie za mną i niedługo na pewno powiem Wam dokładniej jak i co :) 

Pewnie w porównaniu z większością z Was jestem laikiem... a teraz przyznajcie się ile wosków macie w Waszej kolekcji? ;) YC i innych, spowiadajcie się, rozgrzeszę każdą ilość do 50 sztuk :D

Buziaki, Mila :)

P.S. Niedługo napiszę Wam więcej o kawie, nie tylko w kontekście kosmetycznym ;)

czwartek, 23 października 2014

Nowa gazetka kosmetyczna Biedronki - Purederm, Lirene, Under 20, Fa i inne :)

Biedronka znowu kusi kosmetycznie, a jej gazetka Pielęgnacja 360 stopni to dopiero pierwsza część, ciekawa jestem co będzie w drugiej ;) W ten gazetce jest wiele ciekawych rzeczy, ale chyba nic co by mnie powaliło na kolana chociaż... coś i tak na pewno przygarnę ;)

Najbardziej zainteresowały mnie plasterki na nos Purederm, ponoć są bardzo dobre:


Kuszą też żele pod prysznic i balsamy:



I to chyba na tyle, chociaż w gazetce nie brakuje innych ciekawych propozycji, ale akurat niczego z nich nie potrzebuję :) Całą gazetkę zobaczycie TUTAJ, albo klikając na zdjęcie :)


A Was coś zainteresowało? A może już poczyniłyście zakupy? ;) Dajcie znać!
Buziaki, Mila :)







środa, 22 października 2014

Nowości... po raz kolejny.

Mam wrażenie, że mechanizm pojawiania się nowych rzeczy w kosmetyczce zawsze działa na zasadzie przyciągania... Nowości przyciągają inne nowości (niekoniecznie nowości na rynku, ale w kosmetyczce tak ;)), to jest jak błędne koło, które się kręci, kręci i kręci... A u mnie wykręciło kolejne smakołyki ;)

Maska Crema Al Latte znalazła się u mnie całkiem przypadkiem. Akurat wybrałam się z mamą na bazarek, żeby kupić kapustę do kiszenia (proza życia :P) aż nagle przyuważyłam nowe stoisko z kosmetykami do włosów. Mieli tam różne olejki, Kalossa, Stapiz i wiele, wiele innych, w tym Tangle Teezer oraz Crema al Latte. Za litrowe opakowanie zapłaciłam 14 zł - w sklepach Internetowych cena oscyluje wokół 10 -14 zł, a koszty przesyłki też są spore, więc w sumie nie straciłam.
W Rossmannie wpadły gąbeczki do demakijażu Calypso, nigdy ich nie miałam i jestem ciekawa, oraz Facelle z aloesem (chyba nowość?) akurat był w promocji po 3,49 zł. A przy okazji pomogłam jednemu kolesiowi wybrać podpaski dla żony :D


W Rossmanie znalazłam także słodką świeczkę o zapachu muffinów. Zapach jest mocny, jeszcze jej nie paliłam, ale zapowiada się dobrze :) Kosztowała około 4 zł na promocji, były jeszcze wersje jabłko z cynamonem oraz owoce leśne.


Rimmel Scandaleyes Shadow Paint, cienie w kremie, są teraz w cenie na dowidzenia w Rossmannie po 9,99. Odcienie, które mam to Slate Grey oraz Manganese Purple. Jestem bardzo ciekawa jak się sprawdzą :)


Paletka Catrice z wymianki, to jakaś stara edycja limitowana, ale kiedy zobaczyłam jej kolorystykę to musiałam ją mieć ;) Jasny niebieski jest satynowy, tak samo jak jasny pomarańcz i biały, pozostałe kolory to maty. Pierwsze wrażenia? Maty są super napigmentowane, satyna trochę mniej, chociaż pomarańcz jest bardzo zacny. 



Kto zgadnie co to za maleństwa? ;) To sławne meteoryty, a raczej ich odsypka, w końcu mi się udało je zdobyć na przetestowanie. Na zdjęciu wyszły wszystkie jednokolorowe ale tak nie jest :P Jestem bardzo ciekawa tego jak się spiszą.


MaxFactor Skin Luminizer, czyli podkład rozświetlający, kolor 55 beige, mam nadzieję, że z nim trafiłam... O tym podkładzie słyszałam wiele dobrego jak i wiele złego.
Rimmel Colour Rush, cień w kolorze 360 baby pink, z tego co kojarzę to jakaś kolekcja sprzed 2 lat? W każdym bądź razie dostałam przy wymiance jako gratis, był jeszcze zafoliowany więc będę go używać. Kolor bardzo jaśniutki, swatchowałam sobie go na ręce i wydaje mi się, że będzie idealnie rozświetlał. 
Podkład mineralny LilyLolo In The Buff, połowa opakowania też z wymianki ;) Teraz testuję przeróżne próbki i odsypki podkładów mineralnych w poszukiwaniu mojego ideału.


Jak na razie to chyba wszystkie większe nowości, które ostatnio u mnie zagościły. Mam nadzieję, że przez jakiś czas nic już nie wskoczy ;D 
Miałyście coś z nich? :) Co Was najbardziej zainteresowało?

Buziaki, Mila





poniedziałek, 20 października 2014

Zrób to sama: tonik bezalkoholowy z kwasami BHA 2%

Pod wpływem chwili podjęłam decyzję "będę się kwasić", a decyzję tą przypieczętowałam małymi zakupami na Zrób Sobie Krem. Moim głównym problemem są rozszerzone pory oraz zaskórniki, a nie chciałam czegoś bardzo mocno złuszczającego i szczypiącego. Kwas salicylowy - poradziła mi ekspertka w dziedzinie kwasów, czyli Marzena z Kosmetycznie Inaczej, która jak dla mnie, jest kwasowym hardkorem :D

Jednak, poza krótkim romansem z Acne-Derm, nie miałam styczności z kwasami i szczerze mówiąc obawiałam się trochę zbytniego podrażnienia postanowiłam swoją przygodę zacząć od toniku z kwasami. Jako niespełniony chemik-humanista postanowiłam sobie ukręcić samodzielnie tonik, a w niedługiej przyszłości przyrządzić także peeling. Czy udało mi się to? Ohhhh gdyby się nie udało to bym z entuzjazmem nie podzieliła się tą wiadomością na FB, a raczej bym wylądowała w szpitalu z poparzeniami chemicznymi (chociaż nie wiem, czy mogłoby być aż tak źle, ale będąc Milą... impossible is nothing!) P.S. Wbrew powszechnemu mitowi Jesse nie powiedział "Science bitch" a właśnie "Yeah science", za to "bitch" nadużywał przy każdej możliwej okazji ;)


Korzystałam z TEGO przepisu ze strony Zrób Sobie Krem, a przedtem poczytałam sporo o kwasach i domowych tonikach i peelingach z ich udziałem. Wszystkie potrzebne składniki kupiłam na ZSK, dodatkowo kupiłam też papierki lakmusowe (25 sztuk, każdy można sobie podzielić na małe kawałki) oraz łyżeczkę miarową 2 ml i 1 ml. Wybrałam wersję bez alkoholu, ponieważ nie lubię alkoholu w kosmetykach, ale jest wiele przepisów w Internecie na wersje z alkoholami, wystarczy poszukać :)
Pozwolę sobie zacytować przepis, na czerwono zaznaczyłam moje uwagi.

Tonik z 2% zawartością kwasu salicylowego, otrzymany bez dodatku alkoholu.
Tonik bezalkoholowy z BHA
Składniki dla porcji 100g Ja zrobiłam trochę więcej niż połowa porcji, a mianowicie tak, żeby kwasu salicylowego były 2 ml ;) Facet mi policzył :P
2% kwas salicylowy
2 g - 3.7 ml 2ml
1.5% wodorowęglan sodu
1.5 g - 1.4 ml 0,75 ml (może być trochę na oko, bo to tylko soda oczyszczona, potrzebna do ustalenia pH)
10% wyciąg z aloesu
10 ml 5,4 ml
kilka kropli 
86.5% woda
86.5 ml 46,75 ml
Sposób wykonania.
Mieszamy wodorowęglan sodu z kwasem salicylowym (3.7 ml 1.5 małej płaskiej łyżeczki 2.5 ml)zależnie czy trzymacie się proporcji czy nie ;) kwas lekko! dociskamy na łyżeczce, można też odmierzyć strzykawką i też leciutko ścisnąć, dodajemy wodę mieszamy bagietką szklaną lub patyczkiem od szaszłyków i ogrzewamy w łaźni wodnej łaźnia wodna czyli mały garnuszek z gorącą wodą na małym gazie, a do tego wkładamy słoik/zlewkę szklaną (nie używać metalu!), w której znajduje się kwas z wodą. W wyniku reakcji będzie wydzielał się dwutlenek węgla (pojawią się bąbelki - dużo bąbelków! a raczej bąbelko-piana). Gdy otrzymamy już klarowny czyli przezroczysty roztwór wyjmujemy mieszaninę z łaźni wodnej, czekamy aż się ochłodzi i dodajemy wyciąg z aloesu i na koniec kwas mlekowy aż ustalimy pH na poziomie 3-4. Papierki lakmusowe chwytałam pęsetą i na dosłownie chwilkę zanurzałam w roztworze, mój facet powiedział, że nie można łapać ich rękami, bo zmierzą pH skóry, nie wiem czy to prawda :D Ale tak było łatwiej, bo kawałki były bardzo małe.


UWAGA - przy obniżeniu odczynu poniżej pH 3 kwas salicylowy wypadnie z roztworu.Regulacje pH przeprowadzamy na zimnym roztworze. Gdy będziemy dochodzili do pH 3 każda kropla kwasu mlekowego będzie powodowała powstawanie zawiesiny kwasu salicylowego, który będzie się rozpuszczał aż nie zejdziemy z pH poniżej 3. U mnie potrzeba było około 15 - 20 kropli aż pH spadło do poziomu pomiędzy 3 a 4. Sprawdzałam co kilka kropli.

Trwałość produktu o tak niskim pH i z zawartością kwasu salicylowego - przynajmniej 4 - 6 tygodni.

No i tonik gotowy :) Ja mój przelałam do szklanej buteleczki po Jantarze, nie trzymam go na zewnątrz, a w szafce tak, żeby nie był wystawiony na działanie słońca. Wyższe stężenia potrzebować będą raczej potrzebowały alkoholu, ponieważ kwas salicylowy bardzo słabo się rozpuszcza w wodzie.



Taki tonik powinien być przezroczysty, zapach hmmm... przypomina mi coś starego :D ale nie jest mocny i na skórze nie wyczuwalny. Pierwsze użycia to lekkie pieczenie skóry, jak na razie nie wypowiem się o efektach, bo używam go za krótki, jednak na pewno nie przesuszył skóry za bardzo ani jej nie podrażnił. Przecieram nim twarz raz dziennie wieczorem no i oczywiście pamiętam o wysokich filtrach :) A niedługo napiszę Wam więcej o peelingu chemicznym kwasem salicylowym!

Zdarza Wam się robić samodzielnie kosmetyki? Stosowałyście już kwasy?

Buziaki, Mila :) 




piątek, 17 października 2014

Nie żałuj swoich kosmetyków!

Otwierasz nowy olejek, może nie kosztował bardzo dużo, ale więcej niż inne, które masz w kosmetyczce. Na rękę dozujesz jedną kroplę, najwyżej dwie, tylko nie za dużo! I oszczędnie używasz, żeby się nie skończył. Właśnie kupiłaś świetne masło do ciała znanej firmy, które kosztowało o wiele za wiele jak na masło, ale od czasu do czasu... Dokładnie wyliczasz na ile czasu Ci wystarczy, na miesiąc? Za mało, więc będziesz musiała oszczędzać. A w międzyczasie kupujesz inny olejek i inne masło, których też Ci szkoda. Jesteś sknerą? Nie, bo gdybyś była to byś nie kupowała takich kosmetyków. Ty po prostu żałujesz swoich kosmetyków!


Z tym problemem walczę i ja ;) Bo kiedy kupię sobie coś fajnego to nie chcę, żeby skończyło się za miesiąc, chcę, żeby wystarczyło na dwa, trzy albo i cztery. A potem zapominam o tym i okazuje się, że dawno nadaje się do wyrzucenia, bo ginie gdzieś pośród setek pootwieranych kosmetyków. Żałowanie sobie kosmetyków ma też bardzo negatywny aspekt - nie możesz nigdy do końca się przekonać jak działa dany kosmetyk.


Robię tak z różnymi kosmetykami - i tymi pielęgnacyjnymi jak i tymi do makijażu.. ale w sumie.. co to za przyjemność posiadać kosmetyki dla samego ich posiadania? Nie jestem kolekcjonerką, a wszystko kupuję po to, żeby to używać, a nie żeby sobie żałować tych kosmetyków! To tak jak z kasą, co z tego, że będę zbierała pieniądze całe życie i ani razu nie wyjadę na wakacje albo nie kupię sobie nic nowego, bo mi będzie szkoda? Jak to mówię - pieniędzy do grobu nie zabiorę, tak samo jak w nieużywanych kosmetykach/mało używanych kosmetykach mnie nie pochowają (chociaż to byłoby super! :D).


Właśnie dlatego powiedziałam sobie "Chrzanię to!", zwłaszcza, że na zapasy nie mogę narzekać i zamiast się zmniejszać to rosną, a ja nadal oszczędnie używam olejku, który kosztował bardzo dużo, ale szkoda mi go, no bo kosztował bardzo dużo... Nagle zorientowałam się, że jego termin przydatności się zbliża wielkimi krokami i jeżeli dalej będę tak go oszczędzała, to pewnie pójdzie do kosza, no i co z tego będę miała? Tylko stratę, bo nawet sobie go porządnie nie poużywam :D  Tak samo drogi peeling z Collistara, który starannie odmierzam, bo prawie się kończy i jest taaaki fajny... A przez oszczędność w sumie już zapomniałam jak fajnie jest wysmarować się nim cała ;) a w kolejce czekają dwa kolejne peelingi, które wcale nie zapowiadają się dużo gorzej!


Dlatego od dzisiaj to oficjalne - nie będę żałować sobie kosmetyków, chociażby kosztował majątek. Bo w końcu kosmetyki są po to, żeby je zużyć, a nie żeby ich sobie żałować! :)

Ktoś ma podobny problem do mojego? :D

Buziaki, Mila :)

Wszystkie zdjęcia pochodzą z serwisu weheartit.com

czwartek, 16 października 2014

Podkład kryjący Soraya, Max Satin, 01 jasny

Nigdy nie miałam wielkiej potrzeby używania podkładów kryjących, bo wszelkie niedoskonałości bądź zaczerwienienia zakrywałam korektorami. Podkłady noszę niezbyt często, ale jeżeli już go nakładam to chciałabym, żeby jako tako się sprawował. Dzisiaj napiszę Wam coś więcej o podkładzie kryjącym Soraya Max Satin w odcieniu 01 jasny.


Zacznę od samego opakowania, które jest nieduże, zgrabne i lekkie, dobrze leży w ręce, chociaż z tym złotym paskiem trochę tandetne ;). Wielki plus za pompkę, a także za to, że można bez problemów wycisnąć na przykład połowę pompki. Sam podkład nie jest lejący, ale bardzo gęsty też nie jest. Ma ładny, mydlany zapach i łatwo się nakłada zarówno palcami, gąbką jak i pędzlem. Na twarzy nie zastyga szybko, dzięki temu daje możliwość lepszego rozprowadzenia. Można spokojnie nałożyć kilka pompek, ponieważ ciężko z nim przesadzić i uzyskać efekt maski.

Sam odcień określony jako jasny (najjaśniejszy) jest wielkim nieporozumieniem ;) W pierwszej chwili faktycznie jest bardzo jasny, ale po chwili ciemnieje. Ale za to nie jest ani bardzo różowy, ani zbyt żółty, polecam więc osobom, które mają jasną karnację, ale nie są bardzo blade. Po pierwszej zmianie koloru potem już nie ciemnieje. Na zdjęciach poniżej porównuję go z Revlon ColorStay do cery mieszanek w odcieniu 110 ivory, jak widać to odcień o kilka tonów ciemniejszy. Nałożony jest grubą warstwą, więc efekt jest spotęgowany.


Co do krycia to nie określiłabym go jako podkład mocno kryjący, raczej słabo w kierunku średnio. U mnie sprawdza się całkiem dobrze, bo nie mam zbyt wiele do zakrycia, ale osoby przyzwyczajone do mocnego krycia będą zawiedzione.
Ogólnie producent obiecuje:
- jedwabistą cerę
- idealne krycie
- nie uwydatnianie zmarszczek
- brak efektu maski
- 15 godzin trwałości
Trzy na pięć obietnic się sprawdza ;) Krycie jak już pisałam raczej jest średnie, trwałość niestety nie jest najlepsza, wytrzymuje około 10 godzin, potem zaczyna się powoli ścierać (chociaż robi to dosyć estetycznie). Potrzebuje też dosyć częstego pudrowania nosa, inaczej po dłuższym czasie wygląda trochę nieświeżo. U mnie nie podkreśla suchych skórek, ani nie wysusza, mając go na twarzy czuję się dosyć komfortowo.

Pierwsze zdjęcie bez podkładu, kolejne sam podkład, trzecie to przypudrowany podkład.




Cena to około 26 zł za 33 ml podkładu. Jak dla mnie to ocena to 5/10 punktów. Nie jest zły, wspaniały też nie jest, po prostu średniaczek, cena nie jest wysoka, ale za trochę więcej można dostać dużo lepsze podkłady. Ale dodaję mu punkt za fajne opakowanie z pompką, ale od razu odejmuję za ciemniejący kolor :D

Znacie ten podkład? Stosowałyście jakieś podkłady Soraya?

Buziaki, Mila :)

środa, 15 października 2014

Olejek arganowy - hit czy kit?

Już nie raz pisałam o tym, że jak na coś jest moda to po prostu jest na to moda i chociażby nie warto to moda nadal będzie. Olejek arganowy w pewnym momencie stał się modny no i cóż... tak jakby wszędzie go pełno. Oglądając półki z kosmetykami wydaje mi się, że leją (no może nie dosłownie, bo w większości produktów ilość olejku jest symboliczna ;)) go wszędzie, a sama w domu mam odżywkę do paznokci z olejkiem arganowym, żel pod prysznic z olejkiem arganowym i krem do twarzy z olejkiem arganowym. No i sam czysty olejek arganowy też jest oczywiście. Mój jest z Manufaktury Aptecznej.


Do tej czarnej, zgrabnej buteleczki nie można się naprawdę przyczepić. Zadziwiła mnie tym, że etykietki się jej trzymają, nawet jak niechcący ubabram całą buteleczkę olejkiem. Można? Można, tylko trzeba chcieć. Nie wiem dlaczego inni producenci nie stosują podobnego rozwiązania i ich etykietki zawsze rozmiękają i się odklejają. Dziura jest jednak bardzo duża, co może skończyć się koniecznością wcierania olejku wszędzie, gdzie się da radę, kiedy wylejemy go sobie za dużo.


Spodziewałam się, że olej arganowy będzie bardzo gęsty, a okazało się, że ma dosyć wodnistą konsystencję, przekłada się to na jego dużą wydajność. Bardzo łatwo się wchłania, dzięki czemu z powodzeniem można go stosować także pod makijaż, czy na ciało rano, kiedy nie mamy za dużo czasu. Ta właściwość sprawia, że bardzo go polubiłam, bo nie przepadam za uczuciem klejenia się i świecenia jakie daje chociażby olej kokosowy. Olejek Manufaktury Aptecznej posiada bardzo delikatny, prawie nie wyczuwalny zapach. Jak to możliwe skoro olejek arganowy zazwyczaj pachnie intensywnie? Dlatego, że najbardziej pachnie olej spożywczy, ten kosmetyczny powinien pachnieć o wiele mniej. Poza tym Manufaktura Apteczna stosuje "najnowocześniejsze technologie oczyszczania" chociaż kawałek dalej piszą o tym, że ich olejek jest filtrowany tylko przez papier hmmm... Zresztą więcej poczytacie o nim TUTAJ. Ja się na tym nie znam, ale mnie to zastanowiło :D W każdym bądź razie jest to olejek tłoczony na zimno, nierafinowany, surowy, posiada certyfikaty potwierdzające, że jest organiczny. Skład: 100% olejek arganowy. Tak więc chyba ten brak zapachu (prawie brak) nie jest jakąś straszną zbrodnią.


Tyle dobrego słyszałam o olejku arganowym, że spodziewałam się wielkiego "WOW!" a tymczasem... trochę się zawiodłam ;) Bo to w sumie zwyczajny olejek, niczym mnie na kolana nie powalił. Włosy nawilża u mnie tak samo jak olejek rycynowy, chociaż muszę przyznać punkt więcej arganowi, ponieważ jest bardzo lekki i uwielbiam wcierać go po umyciu włosów w końcówki, bo wiem, że na pewno ich nie obciąży i włosy nie będą wyglądały jakby wyczyściła nimi frytkownicę ;) Skórę twarzy nawilża dobrze, a do tego szybciutko się wchłania, chociaż nie zauważyłam, żeby jakoś specjalnie zmniejszył ilość wyprysków (których tak dużo znowu nie mam) czy zmniejszył ilość zmarszczek (mimicznych). Ale nawilża i to dla mnie jest najważniejsze, poradził sobie z moimi bardzo przesuszonymi łydkami, więc jak dla mnie jestem na tak :) A może na twarzy pokaże mi jeszcze na co go stać, bo w sumie po miesiącu stosowania nie można oczekiwać cudów :)


Cena też nie jest wygórowana, ale problem może być z dostępnością, bo na Ceneo KLIK widzę tylko jeden sklep w którym można go obecnie dostać. Na FB Manufaktury też brak info o dostępności, ale z doświadczenia wiem, że najlepiej pytać firmy właśnie na Facebooku, bo tak zazwyczaj wiedzą najlepiej ;) Można też sprawdzić w zakładce Gdzie Kupić na stronie KLIK, podane są sklepy stacjonarne.

Na pewno polubiłam ten olejek za lekkość i bezproblemowe użytkowanie, ale czy zostanie ze mną na stałe? Do momentu aż nie znajdę olejku który się tak szybko wchłania jak on i który nie zrobi mi przetłuszczu na włosach to na pewno tak. Nie uczulił, spełnił swoje podstawowe zadanie, nie zapchał ani nie zrobił krzywdy.

Znacie olejek arganowy? Lubicie go?
Buziaki, Mila :)

niedziela, 12 października 2014

Haul jesienny - pędzle, Essie, Sleek, Zrób Sobie Krem i wiele, wiele innych

Jesień przyniosła nie tylko zmianę czasu, depresję i zimne noce ale też wiele nowości w kosmetyczce :) Więc postanowiłam zrobić mały haul, chociaż miało go nie być... ale jednak będzie. Haul jesienny, bądź "wrocławski" (ale tylko częściwo ;)) jak to określiła Maria N. która potowarzyszyła mi podczas kosmetycznej rozpusty :D

Na pierwszy ogień idą pędzle, zestaw 5 sztuk od Madame Lambre (cena regularna to około 50 zł, ale promocyjna to 20 zł, prawie jak za darmo ;)), zapakowane w przepiękną tubę baaardzo w stylu Madame Lambre, pozytywnie mnie zaskoczyły.



Wygrana w rozdaniu u Doroty. W końcu będę mogła przetestować coś kultowego od Clinique, a do tego wpadły dwa nowe lakiery (tych nigdy za wiele, co nie? ;)), cień, kredka do ust, urocza kosmetyczka (przyda się bardzo, bo akurat nie mam żadnej do torebki!) plus próbki i chusteczki samoopalające.


Małe zamówienie ze sklepu Zrób Sobie Krem, u mnie wersja Zrób Sobie Tonik 2% BHA i Zrób Sobie Peeling Kwasami ;) peelingować chemicznie się będę w listopadzie, ale już teraz zrobiłam tonik. Niedługo pokażę Wam przepis na niego i powiem z jakimi trudnościami podczas przygotowania się spotkałam ;) Czuję się przy tym jak mały chemik. Yeah, science!


Do tego z wymiany trafiło do mnie sporo próbek podkładów mineralnych, a także próbki z akcji na FB Pixie. Urocze opakowanie próbek to coś co kobiety uwielbiają :)



Świeca od Yankee Candle, wygrana w konkursie u Marii N., zaczynam powoli wchodzić w ten niebezpieczny świat uzależnienia od świec i wosków ;)


Zielony korektor w sztyfcie od Vipery zaskoczył mnie bardzo lekką formułą. Dalej Golden Rose: puder do brwi (bardzo zachwalany), tusz i matowa szminka. Wpadł do mnie także puder HD od Inglota, będę sobie nim rzeźbić rysy twarzy ;) odcień 502, jedyny która przy mojej karnacji nie robił się szary albo fioletowy.


Essie - w promocji 1+1, czy będzie z tego miłość? Co do lakieru za 35 zł mam duże wymagania, mam nadzieję, że mnie pozytywnie zaskoczy. Ziaja filtr 50+, skoro mam zamiar się kwasić to muszę się też filtrować ;) No i maseczka tlenowa? Nie wiem co to za cudo, ale brzmi ciekawie.


Sztuczne rzęsy? Nie miałam, ale Essence mnie skusiło. W sumie to klej plus kępki, zobaczymy co wyjdzie z naszego romansu. Rozświetlacz z Kobo, bardzo zachwalany, niestety kolor 102 a nie 101, bo tego drugiego nie było :( Aleee... myślałam, że będzie ciemniejszy a w sumie bardzo mi pasuje, 101 mógłby być dużo za jasny.  Bibułki matujące od Sensique - niedrogie i jest ich dużo, czyli jak dla mnie ok ;) Rzadko sięgam po takie bibułki, ale skoro mam nową kosmetyczkę do torebki to i bibułki do niej pójdą :D


No i moje nowe dziecko, Oh So Special od Sleeka ;) O wiele bardziej moje kolory niż Au Naturel, mam nadzieję, że mi posłuży. Jak na razie ciężko mi ją otwierać, bo nie jest jeszcze wyrobiona :D Mam nadzieję, że się to niedługo zmieni ;)



No cóż to chyba wszystko z nowości, trochę tego do przetestowania jest :)
A co Wam wpadło (wpadło, dobre słowo, bo kosmetyków się nie dostaje i nie kupuje, one same jakoś wpadają :D) do kosmetyczek?
Co Was najbardziej zainteresowało z moich nowości? :)

Buziaki, Mila :)

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...