sobota, 27 września 2014

Dezodoranty Neutral skażone groźną bakterią - dmuchaj na zimno i sprawdź swój!

Puszczam dalej, bo myślę, że warto, informacja zaczerpnięta od Dolly Cocossino KLIK!
Neutral ostatnio podbija także polski rynek - chociażby ostatnia promocja z udziałem blogerów. W Norwegi pojawiły się informacje o tym, że niektóre serie dezodorantu Neutral skażone zostały niebezpiecznymi bakteriami (zwanymi burkholderia), które powodują infekcje płucne, a w przypadku innych chorób (mukowiscydoza) lub ze znacznym obniżeniem odporności mogą być śmiertelne. Nie wiadomo czy kosmetyki z tej serii trafiły na rynek polski, ale chyba lepiej dmuchać na zimne, prawda?


Cytując za Dolly Cocossino:

"W oficjalnym komunikacie prasowy firmy mozemy przeczytac, ktore serie dezodorantu mogly zostac skazone i nie powinny byc uzywane:

- deo Neutral, 50 ml, w kulce
- numery serii zaczynajace sie od  4148 do 4182 - kody te to pierwsze cztery numery wydrukowane pod kodem kreskowym z tylu na opakowaniu z formatem LW HH: MM
- oraz kodzie  EAN: 574050002078 lub 8710522023471 (wydrukowany na naklejce lub wytloczony na spodzie)"

Po więcej informacji odsyłam Was do Dolly, TUTAJ jej pełna notka. Sprawdźcie swoje dezodoranty :)

Buziaki, Mila :)

Zdjęcie z portalu rossnet.pl

piątek, 26 września 2014

Jak lakier termiczny zmienia kolor - filmik

Z lakierami termicznymi nigdy nie miałam do czynienia, aż do dnia kiedy trafił do mnie lakier termiczny z Allepaznokcie. Chętnie bym Wam powiedziała co to za lakier, ale gdzieś go zgubiłam w chaosie dnia powszedniego :P Ale na pewno pojawi się też jego recenzja, tylko muszę go znaleźć i obfocić (co będzie trudne, bo chaos u mnie na biurku sięga zenitu!)
Nakręciłam aparatem krótki filmik, który pokazuję tą magię zmiany koloru z ciemnego na jasny :) Pierwsze ciepła woda, potem zimna, co zresztą chyba słychać ;D Przepraszam za mój głos, jest jakiś taki dziwny kiedy go się nagrywa, jakbym miała ziemniaka w gębie ;D Na cele eksperymentu swoich rąk użyczyła mi moja kuzynka Paula.
A jeżeli chcecie wiedzieć jakim cudem udało się stworzyć termiczny lakier to TUTAJ macie wszystko wyjaśnione :)
Jakość jest zła, bo blogger ją jeszcze dodatkowo popsuł ;)


Miałyście jakieś lakiery termiczne? :)  Jak wrażenia?
Buziaki, Mila :)









Zapraszam na rozdanie - Love Me Green

Lubicie wygrywać? Nie znacie jeszcze Love Me Green i ich kosmetyków? Macie szansę zgarnąć jedną z trzech maseczek regenerujących.
Po więcej szczegółów zapraszam do Marzeny KLIK!
Ja oczywiście próbuję mojego szczęścia :)


czwartek, 25 września 2014

Jestem rolnikiem... i jestem z tego dumna!

Gdyby 5 lat temu ktoś by mi powiedział, że będę rolnikiem to chyba bym go wyśmiała - co ja?! W życiu! Przerzucanie gnoju, zwierzęta i pola to nie dla mnie. Zresztą powiedzieć "jestem rolnikiem" to takie obciachowe... A teraz, 5 lat później mówię o sobie "jestem rolnikiem" i cóż... jestem z tego dumna ;)

Chyba zbyt wiele osób myli sobie bycie rolnikiem z byciem mentalnym wieśniakiem - bo same bycie ze wsi to chyba żaden obciach, a mentalni wieśniacy wychowują się też w wielkich miastach. Sama tak kiedyś myślałam, mimo, że przeżyłam znaczą część mojego życia na wsi gdzie liczba mieszkańców w porywach podnosi się ponad setkę. Ale bycie rolnikiem to bym zawsze dla mnie pewnego rodzaju obciach. Życie na wsi doceniłam dopiero wtedy, kiedy wyjechałam na kilka lat do miasteczka we Włoszech - klaustrofobia gwarantowana! Poza tym brak własnego ogródka, brak możliwości wyjścia na swoje własne podwórko, brak ciszy.... Uwielbiam ten stan, kiedy po prostu mogę wyjść z domu i zaraz za nim mam pola, łąki, lasy. Wiele osób dziwi się mi i mojemu mężowi, że wzięliśmy się za rolnictwo, a znaczna większość ma bardzo utarty sposób widzenia rolników.

Znajdź Milę na zdjęciu!

Rolnik to cham i głupek bez ambicji
Może kiedyś rolnicy byli niedouczeni, a na roli zostawali tylko Ci którzy się do nauki nie nadawali. Ale ja nie uważam siebie za głupią, mój mąż też głupi nie jest, ba! powiedziałabym nawet, że jesteśmy dosyć inteligentni. Znaczna część młodszych i starszych rolników to osoby po szkole, a wielu nawet skończyło studia - co prawda rolnicze, ale chyba niepiśmienny chłop nawet na takich by sobie nie poradził (zważywszy na to, że na studiach przedmiotami jest biologia, chemia i matematyka, a nie rozrzucanie gnoju na polu :P). Poza tym nie oszukujmy się - trzeba być ogarniętym życiowo, trzeba umieć liczyć (i to sporo), trzeba znać się trochę na chemii i wielu innych sprawach. 

Cielaczek, czyli krówka-dziecko :D

Twoją ambicją jest skończenie studiów z wyróżnieniem, dostanie pracy, awans czy kupno nowego mieszkania. Rolnicy też mają ambicję - chęć posiadania nowego ciągnika (który kosztuje tyle co nowe mieszkanie), chęć posiadania 20 krów zamiast 5 (wiecie, że jedna krowa to minimum 3 - 4 tysiące złotych? mówię tutaj o krowach niezbyt wybitnych!), chęć kupna kolejnych pól (hektar pola to średnio 30 000 zł). To nie tak, że ambicje rolnika są gorsze, nie chodzi też o pokazanie o to, że rolnika stać czy rolnik żyje bogato, bo wszystko takie drogie ;) Rolnicy też korzystają z kredytów i różnych programów, które im pomagają w osiągnięciu celu, ale jednak rolnicy mają naprawdę spore ambicje, a na realizację celów muszą pracować latami. Rolnik nie rodzi się już z hektarami, ciągnikiem i wszystkim co by chciał - musi też na to zapracować.

Mój wiejski Burek ;)

Życie na roli to niewola
Dla znacznej większości osób, które spotkałam na mojej drodze, największym problemem było to, że życie na wsi i prowadzenie gospodarstwa rolnego to niewola i okropnie ciężka praca... Łatwo nie jest, ale hej! mamy XXI wiek i wiele uproszczeń ;) Jasne, nadal trzeba pozbierać ręcznie ziemniaki (ale wielu osób stać na kombajny do ziemniaków), nadal trzeba siedzieć w traktorze wiele godzin (ale są trochę szybsze i mniej telepiące się od konia), nadal trzeba odsunąć gnój (sorry, że tak o tym gnoju cały czas nawijam :P ale jeżeli ktoś ma dużo bydła to najczęściej montuje się automaty, które wszystko czyszczą) i nadal trzeba zrobić wiele rzeczy... ale jest to też niezwykle satysfakcjonujące, ponieważ robisz to dla siebie. Poza tym wolny czas jest, gdyby go nie było to raczej nie prowadziłabym bloga i nie pracowałabym :) 


Wiele zależy od profilu działalności - jeżeli ma się same pola jest chyba najłatwiej, ale trzeba ich mieć naprawdę dużo i wtedy zaczyna być mniej łatwo ;) My akurat mamy dosyć mały arenał i trzymamy wszystkiego po trochu ;) Największym obowiązkiem są na pewno krowy, bo trzeba je wydoić dwa razy dziennie o określonych godzinach, codziennie, bez względu na pogodę, dzień  i samopoczucie. To ciężkie, ale możliwe. Jeżeli by się to nam nie opłacało ani nie podobało to zamiast krów byśmy hodowali świnie albo króliki, które potrzebują trochę mniej uwagi. Na wakacje też da się wyjechać - trzeba się tylko zorganizować i znaleźć kogoś kto na naszą nieobecność wszystkim się zajmie, ale da się spokojnie taką operację przeprowadzić :)


Rolnik jest jakiś inny
Wbrew pozorom rolnicy to zwyczajni ludzie, którzy jeżdżą na zakupy do Kauflanda i Biedronki, którzy mają rodziny i czasami problemy rodzinne, którzy mają swojego ukochanego psa i kota (plus krowa do kompletu :P), którzy chodzą do kina, czytają książki, uprawiają seks, zakochują się, chcą ładnie wyglądać, malują sobie oczy (w większości tylko kobiety :P) chodzą do szkoły i chcą się uczyć i nie gadają o traktorach i nawozach cały czas ;)
Do tego czasami nie mogą przyjść na Twoje urodziny, bo krowa się właśnie ocieliła (rodzącej kobiety raczej samej w domu nikt by nie zostawił, krowa czasami też potrzebuje pomocy), czasami nie wiedzą gdzie ręce włożyć (patrz: okres sianokosów, żniw), czasami mają kuchnię cała w serwatce i zsiadłym mleku, bo podczas robienia białego sera niechcący przewrócili garnek ;), ale to zupełnie normalne osoby, które wybrały sobie taki a nie inny zawód :)

Tak, więc - jestem rolnikiem i się wcale tego nie wstydzę! :) I nie, to nie jest jedyny słuszny i najlepszy model życia. Ja wybrałam takie życie, Ty wybrałaś życie w mieście i pracę w banku? Dla mnie OK, nadal możemy się spotkać na kawie :) i gwarantuję, że będę miała do powiedzenia coś więcej niż to ile mleka wypija cielak czy ile kilogramów azotu rzuciliśmy na pszenicę ozimą :D

Może mam jakieś czytelniczki ze wsi? ;) A może nawet czytelniczki rolniczki? 

Buziaki, Mila :)

wtorek, 23 września 2014

Bioderma, Matricium - płynny cud?

Dawno, dawno temu wygrałam w konkursie/rozdaniu u jednej z blogerek (przepraszam, ale nie pamiętam u kogo! ma sklerozę, próbowałam znaleźć notkę na blogach, które obserwuję ale jakoś nie mogę :() opakowanie 5 ampułek Bioderma Matricium. Napaliłam się na to serum, ohh pardon - biomimetyczny koncentrat w ampułkach przeciwdziałający procesom starzenia, jak szczerbaty na sucharki. Nie będę się rozpisywać o obietnicach producenta, bo książkę można by napisać :P Poczytać  o tym możecie tutaj KLIK.



Oczywiście takie serum musiało czekać na odpowiednią okazję, więc zużyłam je dopiero pod koniec sierpnia, kiedy poszły sobie wielkie upały, a skóra twarzy po słońcu potrzebowała mocnego nawilżenia. Jakie są moje wrażenia:


  • nakładałam co 12 godzin po pół ampułki - mimo, że jedna to 1 ml to sporo tego,  spokojnie wystarczało
  • konsystencja wodnista, bardzo wodnista, tylko trochę się bardziej od wody lepi
  • wielki plus za to, że ampułkę po otworzeniu można zatkać!



A jak się sprawdził? Przez 5 dni kuracji za wiele powiedzieć nie mogę, bo w sumie... działania żadnego nie zauważyłam. Ani nie nawilżał po nałożeniu, po prostu się tylko lekko lepił na skórze i nic więcej. Wiadomo, że po 5 dniach za wiele nie można powiedzieć, ale cholera - liczyłam na jakiś minimalny efekt, który zachęciłby mnie do wywalenia 200 zł za pełną, miesięczną kurację :P Zresztą pełna kuracja to miesiąc, więc w 5 dni coś powinnam chyba zauważyć? 

No cóż, cudu nie uświadczyłam i trochę się zniechęciłam do tego produktu. Jak kiedyś będę stara i bogata to może sięgnę po pełną kurację ;)

Znacie, miałyście, zadziałało?
Buziaki, Mila

sobota, 20 września 2014

Moda na kolagen - ale czy warto?

Czasami coś staje się modne, a czasami bardzo modne. I nie mówię tutaj tylko o ubraniach, gdzie trendy zmieniają się co sezon. Kosmetyki też podlegają modzie, a jeżeli jest moda na jakiś składnik to można go znaleźć dosłownie wszędzie. Takimi przykładami ostatniej mody na pewno są olej arganowy i kolagen, coraz częściej widać na kosmetykach napis "z kolagenem" albo "zawiera olej arganowy". Oczywiście przy tym wszystko jest eko, zdrowe i ma magiczne właściwości. Najczęściej jest tak, że na opakowaniu krzyczą o magicznych właściwościach danego kosmetyku, no bo w końcu zawiera olejek xxx albo substancję zzzz.... a potem okazuje się, że dana substancja jest, ale gdzieś na końcu składu w śladowych ilościach.
Sama teraz łykam kolagen od Noble Medica, wiec zdecydowałam się napisać trochę więcej o tym, bo coraz więcej osób sięga po kolagen, chociaż w sumie nie wiedzą do końca czym jest i z czym to się je :)


  • Kolagen to około 70% tkanek budujących naszą skórę, sięgając po suplementy z kolagen tak naprawdę uzupełniamy jego braki, a często przed 25 rokiem życie nie ma potrzeby stosowania go, ponieważ ciało samo produkuje wystarczającą ilość, ale...
  • ... kolagenu i tak nie można przedawkować. To nie tak, że stosując kolagen w wieku 20 lat, kiedy będziemy miały 40 nasza skóra będzie się rozpadać ;) skóra się nie przyzwyczaja do niego, po prostu uzupełnia się braki.
  • Kolagen działa na przyczynę, a nie na skutek starzenia się skóry, zwłaszcza przyjmowany w formie suplementu. Czyli krótko mówiąc - uzupełniasz braki kolagenu tym samym skóra starzeje się wolniej, a nie zwalcza tylko zmarszczki bez zwalczenia przyczyny ich powstawania.
  • Kolagen kolagenowi nie równy. Najlepszy jest ten rybi, ale często stosuje się jeszcze kolagen pochodzący z tkanek bydła, który nie jest tak zbliżony do naturalnego kolagenu, który znajduje się w naszej skórze. 
  • Jeżeli nie masz potrzeby, to nie warto stosowań kolagenu, bo efekt będzie żaden albo nie wart pieniędzy wydanych na niego ;) Warto się zastanowić czy w wieku 18 lat potrzebujesz łykać kolagen. Jak pisałam - krzywdy nie zrobi, ale po co łykać "puste" tabletki?
  • Kolagen powinien być łączony z witaminą C - jest ona konieczna do syntezy kolagenu, dlatego w suplementach z kolagenem powinna się znajdować ona. Witamina E stymuluje syntezę kolagenu i też często znajduje się w suplementach.
  • Czysty kolagen czy nie? Oto jest pytanie ;) Na rynku dostępny jest w 100% czysty kolagen, a także kolagen z dodatkami - jak np. Noble Medica, który teraz stosuję - zawiera witaminę C, witaminę E, ekstrakt z pestek winogrona oraz substancje przeciwzbrylające oraz celulozę - wszystko to, żeby tabletki zachowały formę. W związku z tym, że witamina C i E są ważne do syntezy kolagenu raczej bym się nie zdecydowała na czysty kolagen, bo po prostu nie wiedziałabym czy muszę jeszcze suplementować się witaminą C czy nie. 
Myślę, że kolagen to substancja interesująca, ale jak zawsze - jeżeli nie ma potrzeby to można ja sobie odpuścić. Warto pamiętać, że chociaż zdarza się to rzadko, to jednak może on powodować reakcje alergiczne. A jeżeli ktoś jest wrażliwy na rybi zapach to też nie będzie mu łatwo łykać takiego suplementu (dla mnie nie jest to mocny zapach, nie czuć go podczas łykania ani potem).

A Wy co sądzicie o kolagenie? Stosujecie w jakiejś formie?

Buziaki, Mila :)

P.S. W środę pojawi się podsumowanie drugiego i trzeciego tygodnia bez mycia włosów, nie miałam czasu w środę przygotować wpisu, więc nie będę go publikować już w tym tygodniu :)

sobota, 13 września 2014

Oczyszczanie z maseczką oczyszczającą Kolastyna

Maseczka w jednorazowym opakowaniu wysyła mi jasny przekaz - użyj mnie raz i zrobię z Ciebie cudo! No może nie raz, ale cholera co do takich maseczek mam jasne wymagania i ma coś już zrobić po pierwszym razie - inaczej dlaczego byłby sens robić takie małe opakowania?

Moja łazienkowa stylizacja z różową spineczką :D

Moja skóra nie potrzebuje drastycznego oczyszczenia, ale od czasu do czasu nie zaszkodzi. Właśnie z tego powodu sięgnęłam po Kolastynę i jej maseczkę oczyszczającą w której skład wchodzi glinka wulkaniczna.



Opakowanie od biedy można podzielić na dwa użycia, ale warstwa mogłaby być za cienka... ogólnie to trochę za dużo produktu na raz, a trochę za mało na dwa razy. Konsystencja idealna, zapach nie męczący, dotrze trzymała się twarzy.



Po zmyciu okazało się, że maseczka zrobiła w sumie... prawie nic. Delikatnie nawilżyła skórę, ale w kierunku oczyszczania czy chociażby zmniejszenia widoczności porów nie zauważyłam nic. Lubię w maseczkach oczyszczających to, że dają natychmiastowe uczucie gładkości, ale w tym przypadku tak nie było - poza nawilżeniem jedyne co zrobiła to pomogła zmarnować 15 minut z życia :P Nie skuszę się na kolejne opakowania, bo jeżeli po pierwszym razie jest tak marnie to nie wróżę nam romansu. W kolejce czeka jeszcze Kolastyna nawilżająca, mam nadzieję, że sprawdzi się lepiej.

Znacie tą maseczkę? Jaka jest Wasza ulubiona? 

Buziaki, Mila :)

piątek, 12 września 2014

Antyperspirant tak zły, że aż żal o nim pisać... Dove Invisible Dry

Nie lubię antyperspirantów w sprayu/aerozolu (czy jest między tym jakakolwiek różnica?) i zawsze wybieram wersję w sztyfcie, rzadziej w kulce. Ale różnymi drogami docierają do mnie od czasu od czasu psikadła, które tylko utwierdzają mnie w nielubieniu antyperspirantów w aerozolu. Dove Invisible Dry trafił do mnie w pudełku ShinyBox, 2nd Anniversary - oryginalny pomysł świętować drugie urodziny z antyperspirantami, tak jakby załoga ShinyBox sugerowała, że coś jest nie tak z naszą higieną (zwłaszcza, że to był drugi albo trzeci raz z takim produktem pod rząd... hm...). Ale przejdźmy do sedna, chociaż i tak się nie naczytacie, bo aż żal zużywać klawiaturę.




Co producent obiecał:
1. Aż 48 godzin ochrony przed poceniem.
2. Zero śladów na ubraniach (testowano na 100 kolorach).
3. Paszki gładkie i nawilżone.




Co Mila o tym myśli:
Ad 1. Ha ha ha! Chyba 48 minut...
Ad 2. Na malinowym róże i chabrowym niebieskim nie testowali najwyraźniej, bo plamy się zrobiły ;)
3. Raczej wysuszone na wiór i podrażnione.
Dodam jeszcze : zapach duszący, jego rozpylenie w łazience to jak atak śmiercionośnej chmury. Już się w życiu na Dove Invisible nie skuszę ;)

Miałyście, znacie? Jakie wrażenia?
Buziaki, Mila :)

czwartek, 11 września 2014

Dobre rzeczy w Rossmannie na promocji + gazetka promocyjna Rossmann od 10.09

Przeglądając nową gazetkę Rossmanna (obowiązuje od wczoraj, 10.09 do 18.09) natrafiłam na kilka interesujących rzeczy, które lubię i myślę, że także Was mogłyby zainteresować :) A, że ceny są dobre, to szkoda nie skorzystać ;)


 1. Alterra, odżywka granat i aloes, w cenie 5,99 (wcześniej 9,99) Jak dla mnie super odżywka, z super zapachem, no ale średnio wydajna i za taką cenę to średnio mi się widziało :D Ale prawie 5 zł brzmi lepiej niż prawie 10 zł ;) warto wypróbować!



2. Lirene, Dermoprogram, krem przeciwzmarszczkowy, 14,99 (wcześniej 18,99) Niekoniecznie to mój ulubiony kosmetyk ;) ale mojej teściowej, która za każdym razem, kiedy ktoś z rodziny nas odwiedza życzy sobie przesłanie do Włoch zapasów kremu :D A, że stosowała wszystko (włączając Olay, L'Oreal itp.) i nadal wraca do Lirene to chyba dosyć dobry krem. Zapamiętajcie sobie go na przyszłość, albo kupcie na prezent mamie :)



3. Tołpa, Dermo Face Sebio, mikrozłuszczający żel peelingujący do mycia twarzy za 19,99 (wcześniej 27,99) pisałam o nim więcej tutaj - PEŁNA RECENZJA



4. Isana Med, Urea Shampoo, 2,99 (wcześniej 4,99) W sumie to cena przed nie jest też taka zła, ale za 2 zł! (wiem, że to prawie 3 zł, ale zawsze odczuwam takie ceny jako "to tylko 2 zł!" nigdy jako "to prawie 3 zł!" ;)) żal nie spróbować, bo szampon jest naprawdę przyjemny. Żel pod prysznic z tej serii jest przyzwoity (choć nie idealny), pisałam o nim tutaj KLIK. A więcej o moczniku znajdziecie TUTAJ!



5. Ziaja Bloker za 5,49 (wcześniej 6,99) Czy trzeba komukolwiek przedstawiać? Używam od lat, kocham od lat, chociaż ostatnio ciężko mi go znaleźć, bo wszystko wykupują inni :P Promocja nie powala, ale zawsze 1,50 zł zostaje w kieszeni (chociaż w jego przypadku mogłabym dopłacić nawet 5 zł, bo jest super!)


6. Dove, różne żele pod prysznic za 7,99 (wcześniej 15,29) Polecam! Zwłaszcza wersję z mleczkiem migdałowym oraz tą z kokosem! Bardzo fajne żele, nie wysuszają skóry i mają śliczne zapachy, wydajne, ładnie się pienią - jak na razie moje ulubione żele, a za połowę ceny się po prostu aż chce kupować.



7. Ariel, kapsułki do prania, 32 sztuki za 29,99 (wcześniej 39,99) Zaraz, zaraz... co tutaj robią kapsułki do prania?! ;) Nie, nie będę na blogu testować kostek zapachowych do kibla ani statuetek z grawerem (czy czymś tam :P), ale jak tylko zobaczyłam te kapsułki w  promocji to mi się oczy zaświeciły ;) Co prawda mam jeszcze całe opakowanie w zapasie, też kupione na promocji, ale na pewno jeszcze dokupię! Są cudowne, doskonale dopierają, świetnie pachną (i zapach utrzymuje się bardzo długo na ubraniach), fajnie zmiękczają i eliminują mój odwieczny problem - czy nasypałam za mało czy za dużo proszku? Naprawdę polecam, chociaż cena regularna jest wysoka i ta w promocji też nie jest najniższa (mniej niż 1 zł za kapsułkę, czyli na pranie) to szczerze polecam :)



8. For Your Beauty, pęsetka skośna, 5,99 (wcześniej 7,49) Bardzo dobra pęsetka, pozwala na precyzyjne złapanie każdego włoska, o wiele lepsza niż pęsetka prosta. 


Do tego w promocji są też produkty z Aussie, płyn do higieny intymnej Facelle, farby L'Oreal i wiele innych dobrych rzeczy, więc jeżeli chcecie to:


Dajcie mi znać czy planujecie coś kupić, a może nic Was nie zainteresowało? 

Buziaki, Mila :)

Wszystkie zdjęcia pochodzą z rossnet.pl

środa, 10 września 2014

Nie myję włosów szamponem - 1. tydzień

Równo tydzień temu zadecydowałam, że do mycia włosów nie będę używała szamponu, pierwszy tydzień to dopiero rozgrzewka ;) ale przyszłam do Was z małym jego podsumowaniem. Jeżeli chcecie wiedzieć dlaczego nie myję włosów szamponem zapraszam tutaj:


A jeżeli już wiesz dlaczego i jesteś ciekawa efektów pierwszego tygodnia to zapraszam do czytania (i oglądania)!

03.09.2014 - Zamiast szamponu użyłam: łyżka sody oczyszczonej rozpuszczona w szklance wody + płukanie wodą z sokiem z cytryny, na 5 godzin przed myciem nałożony na włosy olejek do masażu Zepter Swiss Nature Baby, po płukaniu cytryną na końcówki nałożona maska BingoSpa z glinka Ghassoul, na wilgotne włosy nałożona kropelka oleju arganowego. Włosy odbite od nasady, lekko rozprostowane, olejki dobrze się zmyły.

05.09.2014 - Włosy nie są przetłuszczone więcej niż zwykłe, normalne dwudniowe włosy, zdecydowałam się na mycie ponieważ były pokryte kurzem i piaskiem, nie użyłam niczego do mycia, po prostu intensywnie masowałam skalp pod prysznicem, a na końcówki nałożyłam maskę od Alterra z granatem
Włosy są ładnie nawilżone, a skalp... No właśnie nie jest tłusty, bo skóra głowy jest czysta widzę to i czuję, tak samo jak włosy. Ale mój odrost u nasady jest bardziej błyszczący (czyżby zasługa naturalnego sebum?), włosy nie są tak dobrze odbite od nasady jak po pierwszym myciu, dlatego zdecydowałam się na nałożenie na linię włosów odrobinę skrobi ziemniaczanej - dosłownie 1/3 łyżeczki wtarta i wmasowana w linię włosów. Błyszczenie od razu się zmniejszyło, a włosy bardziej odbiły od nasady.

Zdjęcia zrobione 7 września, czyli 2 dni po myciu włosów samą wodą, w międzyczasie nie używałam niczego innego, tylko czesałam włosy:





07.09.2014 - Włosy od poprzedniego mycia lekko przetłuszczone (chociaż jak na umycie samą woda chyba i tak nie jest źle). Zamiast szamponu użyłam mąki ziemniaczanej wymieszanej z glinką (srebrną, bo innej obecnie brak), wszystko zagęściłam jogurtem naturalnym i wtarłam w skalp i włosy do połowy, a na końcówki nałożyłam Rainforest Wax, wszystko zostawiłam pod czepkiem na pół godziny. Taki sposób oczyszczania włosów bardzo dobrze się sprawdził i skóra głowy była idealnie czysta i odświeżona jak po szamponie.

Zdjęcie zrobione 8 września:


09.09.2014 - Nie musiałam myć włosów, bo po myciu mąką i glinką były jeszcze świeże i nieprzetłuszczone, ale chciałam jeszcze przed podsumowaniem umyć włosy raz :D Zdecydowałam się na mycie samą wodą, bez odżywek na końce, bez niczego na skalp. Sama ciepła woda i masowanie skalpu, żeby zobaczyć realny stan skóry głowy oraz włosów. Po wyschnięciu włosów w końce wtarłam odrobinę oleju arganowego w celu zabezpieczenia przed zniszczeniami. Z włosów na długości jestem bardzo zadowolona, bo są miękkie i bardzo nawilżone. Jeżeli chodzi o skalp to przed rozczesaniem włosów nie był w bardzo dobrym wizualnie stanie, ale po przeczesaniu ich TT rozprowadziłam trochę naturalane sebum na włosy i użyłam odrobinę mąki ziemniaczanej do zmatowienia ich, a potem jeszcze raz przeczesałam. W ten sposób prezentują się o wiele lepiej, chociaż skóra głowy cały czas jest czysta i absolutnie nie pachnie w nieprzyjemny sposób.

Zdjęcia z dzisiaj rano:



Podsumowanie pierwszego tygodnia nie mycia włosów szamponem:
- włosy na długości są nawilżone i jeszcze nie zaliczyłam bad hair day
- skalp nie narzeka, nic mnie nie swędzi, nic  nie przeszkadza (co zdarzało się sporadycznie przy szamponie)
- można umyć włosy bez szamponu, ba! można umyć włosy samą wodą i są czyste
- jak na pierwszy tydzień spodziewałam się mega przetłuszczu i tragedii ale jest dobrze, podziewałabym nawet bardzo dobrze
- jedynie w dni, kiedy myłam włosy samą wodą można się dopatrzeć, że włosy nie są myte szamponem, bo naturalne sebum zostaje na włosach i bardziej świecą niż końce, ale odrobina mąki ziemniaczanej po wyschnięciu włosów załatwia problem, potem jej nie dokładam
- nie miałam dni w którym bym nie wyszła do ludzi z powodu włosów
- eksperyment będzie kontynuowany :)

Jak widzicie pierwszy tydzień dosyć udany, zobaczymy co przyniesie drugi tydzień :)
Mam do Was też pytanie - podsumowania chcecie w takiej formie jak to obecne, a może nie interesuje Was mycie po myciu co robiłam z włosami i wolicie, żebym raz w tygodniu tylko opisała jaki jest ich stan? A może raz w tygodniu to za często i wolicie takie posty raz na dwa tygodnie? 
Dajcie mi znać co o tym myślicie :)

Buziaki, Mila :)

wtorek, 9 września 2014

Mikrozłuszczanie z Tołpą, czyli Dermo Face Sebio

Dawno, dawno temu poszukiwałam czegoś nowego, co zastąpiłoby mój żel do mycia twarzy z Biedronki. Całkiem niechcący wpadł do mojego koszyka produkt Tołpy, który zachęcił mnie nie tylko obietnicami producenta (z którymi często bywa różnie) ale także designem opakowania (charakterystycznym dla firmy). Tak trafił do mnie Tołpa, Dermo Face Sebio, mikrozłuszczający żel peelingujący do mycia twarzy... i tak mi się spodobał, że właśnie wykończyłam jego trzecie opakowanie!



Mikrozłuszczanie to tutaj słowo-klucz, widziałam wiele negatywnych opinii, ponieważ żel nie był wystarczająco mocny, ale warto pamiętać, że to produkt zalecany do codziennej pielęgnacji, więc nie może być zbyt ostrym zdzierakiem ;)


W prostej tubce, z której nic łatwo nie wylatuje, umieszczony jest przezroczysty żel z naprawdę małymi drobinkami wewnątrz. Przy użyciu wody dosyć dobrze się pieni. Używany na suchą skórę działa bardziej jak mocniejszy peeling, nałożony na uprzednio zwilżoną jest delikatniejszym żelem. Dobrze oczyszcza skórę, a zapach, który jest kwiatowy i świeży tylko pogłębia uczucie czystości :) Uwielbiam go za to, że zostawia skórę gładką, nie podrażnia, nie wysusza, pory są lepiej oczyszczone, nie ma odstających, suchych skórek. Opakowanie jest bardzo miękkie, więc można z niego wycisnąć wszystko do końca. Zaskoczeniem było dla mnie to, że przy stosowaniu dwa razy dziennie zupełnie nie podrażnia! Drobinki są bardzo delikatne, ale wystarczająco ostre, żeby utrzymać twarz w stanie idealnej gładkości.


Konsystencja jest lekko lejąca, ale żel jest mega wydajny - jedno opakowanie to jakieś 3 miesiące używania rano i wieczorem! Rekompensuje, więc to jego cenę, która nie jest najniższa (ale też nie tragicznie wysoka) - około 22 zł. Dostępny jest w Rossmannie. Polecam wszystkim posiadaczkom skóry mieszanej (także takiej w kierunku suchej, na której lubi się od czasu do czasu coś pojawić!).
Moja ocena 10/10!

Następnego opakowania jednak już nie zakupiłam z prostego powodu - czekają na mnie inne żele do mycia twarzy, wypadałoby je w końcu zużyć :)

A jaki jest Wasz ulubiony żel do mycia twarzy?

Buziaki, Mila :)

poniedziałek, 8 września 2014

Kosmetyczne Skarby - zapachy

Dziś kilka słów o moich zapach - krótko i na temat, bo nie ma o czym się rozpisywać :) Do perfum mi bardzo nie po drodze, rzadko ich używam i mam ich tylko jedno opakowanie :D Reszta to mgiełki albo dezodoranty ;) Wiem, mocno nie zapachowa jestem, ale jakoś nie odczuwam potrzeby powiększania mojej kolekcji w tym zakresie (na razie!) :)


Adidas, Pure Lightness, woda perfumowana/dezodorant? (nie jestem pewna, że to woda perfumowana, na opakowaniu pisze deodorant body fragrance/parfum corps, ktoś coś wie?)
Zapach, który chętnie przygarnę jako perfumy ;) Naprawdę świeże chociaż słodkie, doskonałe na lato, niezwykle lekkie. Niestety, kiedy kupowałam to perfum nie było na stanie i musiałam się zadowolić dezodorantem. Uwielbiam!

Avon Senses, Citrus Burst, mgiełka do ciała
Mgiełka, która zaskoczyła mnie konsystencja... wodnistego kremu ;) Mimo to bardzo lubię, jest niesamowicie cytrusowa, uwielbiam taki zapach. Trzyma się na skórze długo, idealna na gorące, letnie dni :)

Naomi Campbell, At Night
Wszystkie zapachy Naomi lubię, ale ten szczególnie. Te perfumy są idealnie słodkie, ale nie przesłodzone. Długo utrzymują się na skórze, a kiedy już wywietrzeją to skóra ma przyjemny pudrowy zapach. Używam głównie wieczorami i zimą, ale latem nie są za ciężkie. Ten zapach jest po prostu seksowny!

Beyonce, Pulse, mgiełka do ciała z drobinkami
Drobinki są bardzo drobne i mimo pierwszego wrażenia nie jest ich tak dużo, więc można stosować nawet codziennie, bez efektu disco girl ;) Zapach słodki i przez pierwsze minuty wydaje się być bardzo ciężki, ale ma w sobie dużą dawkę świeżości, którą stopniowo uwalnia. Mimo to sięgam po niego głównie zimą , bo lubię jak otacza mnie jego ciepła woń.

A jak prezentuje się Wasza kolekcja zapachów? :)
Buziaki, Mila

sobota, 6 września 2014

#darylosu z Wakacyjnego Spotkania Blogerek Urodowych we Wrocławiu

Relację ze spotkania mieliście już szansę przeczytać, dzisiaj napisze Wam jakie #darylosu do nas trafiły. Razem z Marzeną skontaktowałyśmy się z kilkoma firmami i chociaż nie zawsze wszystko poszło tak jak myślałyśmy (czytaj: firmy odpowiadające dwa dni przed, firmy olewające, firmy obiecujące i zapominajaće, firmy którym nagle coś wypada itp. itd.), ale jakieś prezenty od sponsorów się pojawiły i mam nadzieję, że przypadły do gustu wszystkim dziewczyną :)

Tak, więc oto #darylosu!

Absolutnie przecudowna torba od All Bag! 

 Nakładki wybielające do zębów - od Atos M.M.  
Puder matujący, lakier do paznokci i błyszczyk od Quiz.
Żel do mycia ciała, twarzy i włosów o Biały Jeleń oraz
ujędrniający krem do ciała od Love Me Green.

Suplementy od BS Farm.
Kremy do twarzy AA + płyn micelarny + balsam do ciała + krem do twarzy i krem pod oczy Oillan od Oceanic.  

Magiczna ściereczka do demakijażu GLOV.
Mydło do rąk oraz żel pod prysznic od Forte Sweden.
Soraya przesłała: krem do biustu + dwa podkłady (matujący i kryjący) + krem do twarzy.
Mały krem do rąk i krem do stóp od Clarena.
Mały lakier termiczny i pilniczek o Allepaznokcie.pl

Salco przesłało nam dwa pięcio kilogramowe wiaderka, a dla reszty po 1 kg :)

Testować będę także Pure Collagen od Noble Medica. 


Także Manufaktura Apteczna przesłała olejek do testów, więcej na jego temat możecie poczytać TUTAJ.

Upominki przesłali także Nikwax (impregnat do skóry), 
sklep Cosmetic Service (cudowne mydełko w kształcie babeczki oraz kupon), 
a także Coloris - niestety, ale zdjęcia się mi gdzieś zapodziały :(

Przy okazji dostałam także kartkę z Holandii od Królika :) 

Trafił do mnie także te rzeczy z wymianki: cudowny cień od YR, lakier z Eveline oraz Kajal, czyli moje w końcu spełnione marzenie :)



Miałyście coś z tych kosmetyków? Jakie są Wasze wrażenia?
Od siebie powiem, że będzie co testować przez najbliższy czas i jeszcze raz pragnę podziękować naszym sponsorom :)

Buziaki, Mila


piątek, 5 września 2014

Kosmetyczne Skarby - podkłady (mini recenzje + swatche)

Kosmetyczne Skarby, czyli akcja przygotowana przez Hexx - do udziały w niej zgłosiłam się daaaawno w temu, ale jakoś zawsze czasu brak. Ale w końcu, w końcu pierwszy post przygotowany specjalnie na tą akcję - podkłady. Zaczynam skromnie, bo moja kolekcja... no cóż, nie powala. Chociaż przez moje łapki przewinęły się dziesiątki podkładów to tylko ta piątka ze mną została. W zapasie coś się jeszcze znajdzie, ale ani macane ani otwierane, więc nie było sensu ich tutaj pokazywać. Panie i Panowie - moje podkłady, sztuk pięć!


AA Make Up, Długotrwały podkład, odcień 23
Lejąca konsystencja, prosto z opakowania wygląda na dużo ciemniejszy nić jest, ale okazuje się nie być kolorem dla skwarków ;) Fajny podkład, nie jest zbyt ciężki, nie roluje się i bez problemów przetrwa na twarzy nawet cały dzień! Ten kolor jest najbardziej zbliżony do mojego naturalnego, nieopalonego koloru skóry, latem jest trochę za jasny, zimą idealny. Nie ciemnieje na twarzy i nie ma zbyt wielu żółtych podtonów. Średnie krycie.

Rimmel, BB Cream, Light
Może nietypowy podkład, ale prawie ;) Wrzucam razem z podkładami, bo to jedyny BB krem jaki mam. Wydaje się bardzo jasny, ale dobrze stapia się z kolorem skóry i ją rozpromienia. Ma skłonności do rolowania się, ale tylko jeżeli za bardzo nad nim pracujemy palcami. Krycie niskie/średnie, długo wytrzymuje na twarzy! Lekko ciemnieje w ciągu dnia. Różowe podtony.

AA Make Up, Jedwabisty podkład rozświetlający, odcień N3
Kolejny z AA, lekko ciemnieje. Chyba mój ulubiony, bo doskonale rozświetla twarz i dodaje jej blasku. Niestety, ale trzeba przy nim mocniej przypudrować nosek ;) Konsystencja trochę bardziej zwarta, ale nadal dosyć wodnista. Ma żółte podtony. Trwały, lekki, dobrze się stapia z kolorem skóry.


Paese, Matte Foundation, odcień 502 naturalny
Wydawała się ideałem, ale ma skłonność do ciemnienia. Trzeba też uważać z ilością, bo jeżeli nałoży się go za dużo, to twarz robi się pomarańczowa. Szkoda, bo ma fajną, "piankową" konsystencję, łatwo się nakłada, nie ściera. Bardzo dobrze matowi cerę i nie trzeba po nim już używać pudru! Ma przyjemny, pudrowy zapach :)

Mariza, Kremowy podkład z witaminą E, odcień 05 Migdałowy
Co robi tutaj taki bladzioch? Po prostu Mariza ma doskonałą lekką konsystencję i różowe podtony, doskonale nadaje się do modelowania twarzy oraz pod oczy. Absolutnie nie wysusza, a do tego kosztował grosze, bo około 8 - 9 zł! Nie ciemnieje, nie roluje się. Bardzo przyjemny podkład, może kiedyś nabędę odpowiedni dla mnie odcień do stosowania na całą twarz :)

Swatche:
od lewej do prawej: AA długotrwały, Rimmel, AA jedwabisty, Paese i Mariza, ostatnie zdjęcie z lampą błyskową!






Spodziewajcie się niedługo dalszych podróży po świecie moich kosmetycznych skarbów :)
Ile podkładów macie w Waszej kolekcji?

Buziaki, Mila :)

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...