wtorek, 15 lipca 2014

Beznadzieja, po prostu beznadzieja

Ideałów nie ma, ale miernot nie brakuje. Zdarzają się też buble. Buble tak złe, że aż macki, cycki i rzęsy opadają.Taki właśnie jest eyeliner Miss Broadway, który kilka miesięcy temu znalazł się we włoskim pudełku Pink Joy. Cieszyłam się na eyeliner, bo eyeliner zawsze się przyda, ale po pierwszym użyciu mina m zrzedła. Tak samo jak po drugim, piątym i dziesiątym. Na tym kończy się nasza znajomość. Coś czuję, że Miss Broadway nie zostanę dzięki niemu...



Efekt powyżej nie wygląda tragicznie - ot jakiś mały prześwit, trochę eyelinera w kąciku oka... ale żeby go uzyskać to musiałam nałożyć 7 (słownie: siedem!) warstw eyelinera! I jeszcze sporo się przy tym nagimnastykować!


Zamknięty w niedużym opakowaniu z cienkim pędzelkiem. Lubię cienkie pędzelki, ale ten jest tragiczny... jakiś taki... niedorobiony? Niepełnosprytny? Nie wiem jak go określić. Bardzo ciężko nim zrobić prostą kreskę, jest bardzo miękki i w najmniej oczekiwanym momencie potrafi się rozjechać.A próby eyelinera możecie zobaczyć poniżej:


Pędzelek nabiera też za dużo produkty i robią się kleksy. A poza tym ten eyeliner nie jest czarny, czarny jest tylko jak się go nałoży baaaaaaardzo dużo, a przy jednej - dwóch warstwach jest sraczkoszary. Na opakowaniu dumnie napisano "Lunga durata" gdybym nie znała włoskiego to pewnie bym się nie przejmowała tym co jest napisane i po prostu stwierdziła, że eyeliner jest do kitu i leci do kosza. Ale na moje (nie)szczęście włoski znam i widzę jak bardzo producent kłamie - Długotrwały efekt... ha ha ha... śmiech przez łzy. Po 2 godzinach połowy już nie ma. Jeszcze, żeby schodził równomiernie... nieeeetttt... tutaj jeszcze trochę jest, a już 1 mm później go kurwa nie ma i człowiek wygląda jakby go zaatakowała dzika panda. Przy okazji chyba promuje modę "grey is the new black" bo po 2 godzinach mało czarnego, a dużo szarego.

Krótko mówiąc NIE POLECAM! Dobrze, że w Polsce go kupić nie można, przynajmniej się nie rozczarujecie!  

A jaki jest Wasz ulubiony eyeliner?
Buziaki, Mila :)

10 komentarzy:

  1. uuuu ale bubel. Ja najbardziej lubię eyelinery w żelu.

    OdpowiedzUsuń
  2. Jaki bubel :/ Ja polecam słynny liner z Wibo :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Ojej słabo :/


    Zapraszam na fotorelacje z Fashion Week Berlin.

    OdpowiedzUsuń
  4. Faktycznie, widac juz na pierwszych zdjeciach. Gdzie jest czern? To takis ciemnoszary odcien. Masakra. Mnie tez spotkalo rozczarowanie, gdy w swoje rece pierwszy raz dostalam eyeliner w pisaku.. Gorzej niz ten bubel, ktory dzis recenzujesz..

    OdpowiedzUsuń
  5. nie za fajnie, ja w ogóle nie używam eyeliner bo nie umiem rysować kresek, choć taki dodatek do makijażu bardzo mi się podoba

    OdpowiedzUsuń
  6. Ja miałam problem, oddałam koleżance ,jej pasuje, więc różnie to bywa.

    OdpowiedzUsuń
  7. jednym słowem porażka :(
    dobrze, że napisałaś :*

    OdpowiedzUsuń
  8. rzeczywiście, efektem nie powala...szkoda.

    OdpowiedzUsuń
  9. Tu sie sprawdzi raczej powiedzenie: Gówno płacisz, gówno masz :) Ps. ładne oczy

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za każdy komentarz, miło mi, że mnie czytacie i komentujecie :)

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...