czwartek, 17 lipca 2014

Ile wydajesz dziennie/miesięcznie/rocznie na kosmetyki? Szacunkowo

Zalegają w szafkach, walają się po kątach upychane po macoszemu w pudełka po butach. Kochamy je ale czasami nienawidzimy siebie z ich powodu - no bo jak można nie kochać tego nowego kremu w przesłodkim opakowaniu, nawet jeżeli teoretycznie nie powinien zostać kupiony? Kosmetyki bardziej, mniej lub wcale potrzebne. Ale jak bez nich żyć?


Niestety, o ile nie zostaniesz galerianką lub utrzymanką to musisz wyłożyć swoje ciężko zarobione pieniążki na kosmetyki. A ile dziennie/miesięcznie/rocznie na nie wydajesz? Strzelaj, szacuj, nie sprawdzaj rachunków... Ja szacuję, że na kosmetyki od lipca 2013 do lipca 2014 wydałam 1000 zł - po prostu strzeliłam, nie mam pojęcia czy jestem dużo niżej (mam nadzieję) czy dużo wyżej (mam nadzieję, że nie) tej kwoty. To była pierwsza liczba, która wpadła mi na myśl, może poprzez moje zamiłowanie do pełnych numerów?

Teraz szacuję, ale kiedy znajdę tylko chwilkę czasu to policzę - na pewno mi ułatwi to fakt, że od x lat zapisuję wszystkie moje wydatki, sama jestem ciekawa wyników.

A Wy ile myślicie, że wydajecie rocznie na kosmetyki? 

Buziaki, Mila :)

środa, 16 lipca 2014

Dlaczego NIE poszłam na studia?

Jakie studia wybrać? Która uczelnia najlepsza? Dlaczego warto iść na studia? Te tematy ostatnio są bardzo popularne, w końcu maturzyści poznali wyniki matur i niecierpliwie czekają na rozpoczęcie roku akademickiego. Jeszcze kilka lat temu miałam taki sam plan - najlepsze liceum w okolicy, zdanie matury najlepiej jak mogę i pójście na studia, na moje szczęście nie zdecydowałam się na studiowanie i chwała mi za to! To była jednak z najlepszych, ale też najtrudniejszych decyzji w moim życiu. Do tego budząca szczere zdziwienie, no bo jak to? Przecież dobrze się uczyłam, jestem inteligentna i zdolna. Dlaczego nie poszłam na studia?


BRAK POMYSŁU
-... a po maturze idę na studia?
- A co chcesz studiować?
- Jeszcze nie wiem.
Towarzyszyłam i sama prowadziłam taka dyskusję setki, jak nie tysiące razy. Brak pomysłu na studia to wielki problem, który dotyczy naprawdę wielu osób. Po co iść na studia, jeżeli samemu się nie wie co studiować? No właśnie, nie ma po co... Nie miałam konkretnego planu, nie miałam wielkiej pasji do czegoś, nie było niczego co chciałabym studiować jakoś koniecznie, po prostu poszłabym na studia tylko, żeby na nie chodzić.

PSYCHOLOGIA, DZIENNIKARSTWO, ANGIELSKI I ARCHEOLOGIA
Chyba każdy zna kogoś kto studiuję psychologię/pedagogikę... spoko, kierunek jak każdy inny. Tak samo jak chyba każdy zna kogoś kto studiuje angielski. Problem zaczyna się w momencie, kiedy zaczynamy studiować coś tylko, żeby studiować - wtedy chyba najczęściej wybierane to psychologia, pedagogika, dziennikarstwo, angielski, a jeżeli ktoś chce być bardziej cool lub mieć mniejszą konkurencję to wybiera archeologię, albo japoński. A jak się nie dostanie? To nic, pójdę na coś innego co mnie kompletnie nie interesuje. To kolejna sprawa związana z "idę na studia, żeby chodzić". Nie chciałam tego robić, zwłaszcza, że miałam dosyć ograniczony wybór, bo żaden ze mnie matematyk i ścisły umysł.

CO BĘDZIESZ ROBIĆ PO STUDIACH?
Myślisz, że jak pójdziesz studiować archeologię to pojedziesz do Egiptu na wykopaliska i będziesz zarabiać krocie? Hahaha... W końcu w pewnym momencie i do mnie to dotarło. Nawet jeżeli już pójdę na studia, nawet jeżeli zdam i wyjdę z nich jako najzdolniejszy student to co mi po tym? Realnie oceniłam, że sytuacja na rynku pracy łatwa nie jest, zwłaszcza dla absolwentów popularnych kierunków i raczej nie mam co liczyć na to, że to właśnie przede mną otworzą się wszystkie drzwi. Może trochę pesymistyczny sposób myślenia, ale wolałam od początku ocenić moje szanse, niż później się ciężko rozczarować.

PROSTA MATEMATYKA
Chociaż matematyk ze mnie żaden, to liczyć potrafię. Moja mama namawiała mnie na studia "no bo będziesz miała nadal rentę po tacie", ale renta - ok. 400 zł nie starczyłaby pewnie na pokrycie mieszkania. A gdzie inne rzeczy? Gdzie dojazdy, książki i jedzenie? Gdzie wyjścia ze znajomymi i jakaś wycieczka do czasu do czasu? Jasne, można dorabiać, ale nie zawsze może to być praca na cały etat, a często może to być tylko praca dorywcza. Policzyłam też ile zarobię nie idąc na studia, przez 5 lat w których teoretycznie powinnam się uczyć. Wyszło na to, że lepiej wyjdę odpuszczając te 400 zł miesięcznie i decydując się na pracę. Teraz mam 22 lata i zarabiam, pracuję w domu i nawet jeżeli nie studiuję to korzystam z życia.

INNE PRIORYTETY
Kasa nigdy nie była dla mnie najważniejsza, chociaż była ważna. To jeden z powodów dla których nie poszłam na studia - żeby nie tracić kasy, ale ją zarabiać. A innym powodem była też miłość. " Ohhh jak głupio nie iść na studia z powodu miłości! Dzisiaj jest, jutro nie ma" możnaby rzecz - i nie raz to usłyszałam. Sama tak twierdzę, głupio jest zrezygnować z czegoś dla kogoś innego. Ale w moim życiu zawsze robię to co jest najlepsze dla mnie w danym momencie, dzięki temu nigdy nie żałuję życiowych decyzji - bo w momencie, kiedy podejmuję daną decyzję jest ona dla mnie najlepsza i czyni mnie szczęśliwą, czego więcej mogę chcieć?

A jaka była Wasza decyzja dotycząca studiowania i dlaczego została podjęta?
Buziaki, Mila

wtorek, 15 lipca 2014

Beznadzieja, po prostu beznadzieja

Ideałów nie ma, ale miernot nie brakuje. Zdarzają się też buble. Buble tak złe, że aż macki, cycki i rzęsy opadają.Taki właśnie jest eyeliner Miss Broadway, który kilka miesięcy temu znalazł się we włoskim pudełku Pink Joy. Cieszyłam się na eyeliner, bo eyeliner zawsze się przyda, ale po pierwszym użyciu mina m zrzedła. Tak samo jak po drugim, piątym i dziesiątym. Na tym kończy się nasza znajomość. Coś czuję, że Miss Broadway nie zostanę dzięki niemu...



Efekt powyżej nie wygląda tragicznie - ot jakiś mały prześwit, trochę eyelinera w kąciku oka... ale żeby go uzyskać to musiałam nałożyć 7 (słownie: siedem!) warstw eyelinera! I jeszcze sporo się przy tym nagimnastykować!


Zamknięty w niedużym opakowaniu z cienkim pędzelkiem. Lubię cienkie pędzelki, ale ten jest tragiczny... jakiś taki... niedorobiony? Niepełnosprytny? Nie wiem jak go określić. Bardzo ciężko nim zrobić prostą kreskę, jest bardzo miękki i w najmniej oczekiwanym momencie potrafi się rozjechać.A próby eyelinera możecie zobaczyć poniżej:


Pędzelek nabiera też za dużo produkty i robią się kleksy. A poza tym ten eyeliner nie jest czarny, czarny jest tylko jak się go nałoży baaaaaaardzo dużo, a przy jednej - dwóch warstwach jest sraczkoszary. Na opakowaniu dumnie napisano "Lunga durata" gdybym nie znała włoskiego to pewnie bym się nie przejmowała tym co jest napisane i po prostu stwierdziła, że eyeliner jest do kitu i leci do kosza. Ale na moje (nie)szczęście włoski znam i widzę jak bardzo producent kłamie - Długotrwały efekt... ha ha ha... śmiech przez łzy. Po 2 godzinach połowy już nie ma. Jeszcze, żeby schodził równomiernie... nieeeetttt... tutaj jeszcze trochę jest, a już 1 mm później go kurwa nie ma i człowiek wygląda jakby go zaatakowała dzika panda. Przy okazji chyba promuje modę "grey is the new black" bo po 2 godzinach mało czarnego, a dużo szarego.

Krótko mówiąc NIE POLECAM! Dobrze, że w Polsce go kupić nie można, przynajmniej się nie rozczarujecie!  

A jaki jest Wasz ulubiony eyeliner?
Buziaki, Mila :)

czwartek, 10 lipca 2014

Tylko jedno słowo...

Czasami lubię dużo gadać, a czasami lubię mówić prosto. W oko wpadł mi ten TAG widziany na blogu Kosmetycznie Inaczej. Od razu wiedziałam, że go muszę ukraść ;) bo czasami lubię tak prostą i szybką formę przekazu - a Wam daje to możliwość poznania mnie z tej mniej gadatliwej strony :)

Bez przeciągania, zaczynamy...

1. Gdzie jest Twój telefon?
Biurko
2. Twój partner?
Rudy
3. Twoje włosy?
Dziwne
4. Twoja mama?
Krzykliwa ;)
5. Twój tato?
[*] Był...
6. Twój ulubiony przedmiot materialny?
Portfel
7. Twój sen z zeszłej nocy?
Zapomniany
8. Twój ulubiony napój?
Żurawinowy
9. Twój wymarzony samochód?
Brak
10. Pokój, w którym teraz jesteś?
Brzydki :/
11. Twój strach?
Śmierć
12. Kim chciałabyś być za 10 lat?
Mamą
13. Ostatnia rzecz, którą jadłaś?
Ziemniaki
14. Twój przyjaciel?
Jedyny
15. Co teraz robisz?
Siedzę
16. Kiedy ostatni raz się śmiałaś?
Dzisiaj
17. Czego teraz słuchasz?
Ciszy
18. Twój komputer?
Wooooolnnnyyyyy
19. Za oknem?
Noc
20. Zima? 
Urodziny!
21. Wakacje?
Pływanie
22. Twoje ulubione zajęcie weekendowe?
Pieczenie

Buziaki, Mila :)

środa, 9 lipca 2014

Bitch face - też tak masz?

Warszawa. Poranne godziny. Siedzę w autobusie czekając na jego odjazd, patrząc się tępo w głębię pojazdu, myśląc o tym jak bardzo uwalę maturę z matematyki, która mnie czeka za kilka godzin (a o tym dlaczego pisałam maturę w Warszawie będzie kiedyś indziej). Obok mnie puste miejsce - ok, jesteśmy dopiero na początku trasy. Po czterech przystankach miejsce obok mnie nadal puste, chociaż w autobusie jest już tłoczno... hmmm... Dlaczego? Nie różnię się wiele od pozostałych maturzystów, nie straszę wyglądem, nie śmierdzę... ahhh tak... Zapomniałaś, że cierpisz na bitch face. Krótko mówiąc - wyglądam jakbym nienawidziła świata i jeżeli ktoś odważy się usiąść obok mnie to odgryzę mu rękę...

Nie wiem kiedy zauważyłam, że coś jest nie tak, ale od kiedy pamiętam miejsce obok mnie było zawsze najdłużej puste, a ludzie raczej nie zatrzymywali mnie, żeby sprzedać mi gazetę czy zapytać o drogę. W tym momencie posiadania bitch face może być nawet fajne - ludzie się Ciebie boją, nie marnują więc Twojego cennego czasu. Ale gorzej kiedy Ty wcale nie chcesz być straszna, a wręcz przeciwnie - jesteś towarzyska i przyjacielska jak szczeniaczek, a tutaj klops - wszyscy myślą, że ich nienawidzisz.
Na zdjęciu niżej wyglądam jakbym była mega znudzona, a moje oczy mówią "Skończ już, bo przynudzasz"... A ja sobie oglądałam tylko widoki...



Kiedy się uśmiecham to widać, że nie mam złych zamiarów, nie mam sarkastycznego uśmiechu - mam wręcz szeroki uśmiech Jokera. Serio, kiedy się szeroko uśmiecham to w kącikach moich ust widać wewnętrzną stronę ust :D


Ale kiedy się nie uśmiecham to wyglądam... no cóż, bardzo niemiło. Patrzę na ludzi z mimowolną pogardą i nienawiścią albo wielkim znudzeniem sami zobaczcie niżej... Zresztą to chyba jedno z dwóch lub trzech zdjęć z bitch face - jakoś ludzie nie chętnie robią mi zdjęcia z tym wyrazem twarzy ;) Tutaj po prostu graliśmy w karty, a ja słuchałam rozmowy... a moja twarz mówi "Dzisiaj wyrwę Ci serce z klatki piersiowej i zjem je jeszcze dopóki bije"



Czy bitch face utrudnia życie? Tak. Ciężko przez to nawiązać pierwszy kontakt i pewnie wiele osób ma mnie za dziwaka (teraz się do mnie szczerzy a jeszcze moment temu chciała mnie zabić i się nudziła?!), nawet mój facet twierdzi, że mam bardzo niemiły wyraz twarzy i patrzę na niego zawsze z zerowym zainteresowaniem ehh...
Często nieświadomie robię też "dziubek" kiedy się nad czymś zamyślę i wtedy wyglądam ponoć jak rasowy sucz... To jeden z powodów dla których nie poznaję ludzi na mieście, w urzędach czy gdziekolwiek indziej, a kiedy już kogoś poznam to istnieje duże prawdopodobieństwo, że ich odstraszę prędzej czy później. Dobra strona jest taka, że wzrokiem ustawiam dzieci do pionu i odstraszam natrętów ;) Bitch face bywa męczące, ale da się z tym żyć, nie jest to u mnie powodem wielkich kompleksów, ale czasami fajnie byłoby mieć przyjemny wyraz twarzy, chociażby żeby uniknąć ciągłych pyta czy wszystko w porządku i dlaczego jestem zdenerwowana :D Nie, nie jestem zdenerwowana i znudzona, po prostu patrzę przed siebie...

A może ktoś z Was też cierpi na bitch face? A może macie jakiś inny face (happy face, sad face, ugly face... )? :D
Buziaki, Mila :)


piątek, 4 lipca 2014

Bursztyn na włosach - na bogato! Joanna, Naturia

Jeszcze w marcu buszując pomiędzy koszami z promocjami w Netto akurat gdzieś w tłumie zgubiłam męża. Taka okazja zdarza się rzadko - trzeba było, więc udać się na kosz kosmetyczny, gdzie przyciągnął moja uwagę on. Duży i tani, a do tego z Joanny... biere! Jak typowa sroczka chwyciłam pierwszą butelkę, która wpadła mi w oko - tą z najlepszym kolorem w środku, czyli bursztynowym! I tak trafił do mnie szampon do włosów przetłuszczających się i z łupieżem - Joanna, Naturia, biosiarka i bursztyn.


Ta duża butla 500 ml kosztowała jakieś 6 zł, więc prawie za darmo (taaa jasne, wszystkie zakupy tak sobie tłumaczę :P), szkoda było nie brać! A jak się sprawdza? Będzie krótko, szybko i na temat :)

Plusy:
+ duży i tani
+ przedłuża świeżość włosów  (nie wiem jak z łupieżem, bo nie mam)
+ zmniejsza przetłuszczanie 
+ ładnie pachnie
+ porządne opakowanie
+ konsystencja - nie za lejąca, nie za gęsta, taka w sam raz 
+ nie plącze włosów ani ich nie wysusza

Minusy:
- trochę słabo sobie radzi ze zmywaniem oleju z włosów (jakiś paradoks)
- słabo się pieni - lubię kiedy się pieni dużo
- średnio wydajny 
- ta wielka butla jest trochę nieporęczna, ale jest dostępny też w innych formatach
- dostępność (??? przynajmniej ja go nie widziałam nigdzie, ale nie zaprzeczam, że bywam ślepa)




Podsumowanie: Jak dla mnie ma więcej plusów niż minusów, fajny szampon w fajnej cenie, który faktycznie działa (o co czasami ciężko ;)). Nic nie urywa, ale jest zacny, po prostu zacny. Moja ocena to 7/10.

Znacie ten szampon? A może inny z Joanny? :) 
Mam tez pytanie dotyczące recenzji - wolicie je w formie plusów i minusów (które według mnie są bardziej czytelne) czy w formie bardziej opisowej? Sama nie potrafię się zdecydować jak pisać recenzję ;) 

Buziaki, Mila :) 



czwartek, 3 lipca 2014

Suchy szampon Batiste, warto kupić?

Dzisiejszy dzień to początek szału w Biedronce ;) na sklep rzucili szampony Batiste i pewnie kto kocha te szampony robi zapas, a kto jeszcze nie próbował będzie miał okazję :) Do mnie Batiste trafiło jako nagroda w rozdaniu, w którym wygrałam też Tangle Teezer i pomadkę ochronną The Balm - kumulacja szczęścia :D Moja wersja to Paisley, nie widziałam jej w gazetce i nie wiem czy jest dostępna w Biedronce, ale może komuś moja recenzja pomoże w wyborze? :)

Używam suchego szamponu sporadycznie, więc opakowanie 200 ml towarzyszy mi jakoś od grudnia a produktu mam jeszcze około połowy, do tego psikam naprawdę mało, a stosując według tego co jest napisane na ich stronie internetowej każde użycie to 10 ml produktu mniej - czyli taka butelka wystarczy na 20 użyć. 



Zapach Paisley określany jest na stronie jako nie za słodki, nie za owocowy i to prawda... ale mimo to jest dosyć męczący :/ Zresztą nie lubię wszelkich psikadeł jak lakiery, antyperspiranty, bo takie rzeczy mnie zawsze duszą, Batiste nie jest tutaj wyjątkiem. Ale co kto lubi, może inne wersje zachowują się inaczej i nie są takie męczące, mi ten zapach niekoniecznie się podoba, a na włosach utrzymuje się bardzo długo.

Samo działanie jest przyzwoite, chociaż jak dla mnie porównywalne z ... mąką ziemniaczaną :D Jedna z czytelniczek (przepraszam, ale nie pamiętam która!) napisała o tym sposobie w komentarzu i powiem, że bardzo dobrze się sprawdza! A do tego nie pachnie, wystarczy chwilka na aplikację - na pewno opiszę ten sposób wykorzystania szerzej niedługo :) Sam Batiste jak działa możecie zobaczyć niżej, pierwsze zdjęcie to trzydniowe przetłuszczenie a drugie zaraz po zastosowaniu, u mnie efekt utrzymuje się do nawet następnego dnia, ale widziałam u wielu dziewczyn, że efekt utrzymuje się tylko około 3 godzin. 



Trochę ciężko w moim przypadku pozbyć się białego osadu, trzeba chwilkę masować włosy, ale kiedy już go nie ma to nie wróci ;) Włosy są troszeczkę matowe, ale nie tępe... Mi nie do końca pasuje Batiste, sama nie wiem czemu, ale jest "coś" co mi nie odpowiada, czasami mam wrażenie, że działa bardzo fajnie, a czasami czuję, że skóra głowy jest lepiąca i wcale nie odświeżona. 
Podsumowując - warto kupić, chociażby żeby przekonać się czy dobrze u Was zadziała. Ja miałam szansę spróbować i raczej następnego opakowania nie zakupię, ale fajnie było go przetestować i sprawdzić czy naprawdę działa i czy wart jest tyle pieniędzy :D

A Wy zakupiłyście Batiste, a może się u Was nie sprawdził?
Buziaki, Mila :)


środa, 2 lipca 2014

Suche Szampony Batiste i podróbka TT w Biedronce + cała gazetka

To oficjalnie, do 3 lipca nie wchodzę do Biedronki. Nie chcę zostać poturbowana przez żadną krwi Batiste dziewczyny! A wiecie co najsmutniejsze w tym wszystkim? Że osoby naprawdę zainteresowane być może obejdą się smakiem, bo "handlarze" rzucą się już po otwarciu Biedronki na suchy szampon... no cóż... :/
Ale, nie przedłużając, co mi najbardziej wpadło w oko?

Suche szampony Batiste za 11 zł, ja nie kupię, bo cóż.. mam jeden i szału nie ma, ale to fajna okazja na ich wypróbowanie :) Poza tym wiele dziewczyn z nich często korzysta, a cena jest bardzo dobra (no i stacjonarnie!)



Sławny micel z Biedronki, duża butelka za 8 zł? Biorę to! Trzy wersje do wyboru: łagodząca, nawilżająca i matująca.


Żele pod prysznic Fruit Kiss <3 kiedyś byłam w nich zakochana, pewnie bym się skusiła, ale popełniłam wielkie zapasy żelowe ;)


Podróbka TT za 15 zł + tabletki ze skrzypem, fajny deal ;) Może ta podróbka okaże się tak dobra jak oryginał? :) No i kosmetyczka, ta różowa za 20 zł wpadła mi w oko! Ciekawe jakie jeszcze wzory będą dostępne.


Lakieromaniak mode on! Nie znam, nie miałam... ale za 5 zł? Wypróbowałabym z jeden, może z dwa, ewentualnie 5... Tak chyba się zaczyna uzależnienie....


Cała gazetka poniżej (klikając na zdjęcie, powiększy się ono!)











A Wy co ciekawego wypatrzyłyście dla siebie w tej gazetce? :)
Buziaki, Mila :)



















wtorek, 1 lipca 2014

'Skarpetki złuszczające' za 3 zł?

Jestem leniwcem, paskudnym leniwcem, który kiedy ma dużo zajęć przestaje się przejmować wszystkim innym. A, że jakiś czas temu miałam trochę spraw na głowie to moje stopy no cóż... diabli wzięli. Zrobiły się po prostu brzydkie, zwłaszcza na piętach, które były zgrubiałe i nie do pokazania przy ludziach. Jestem też skąpa... no może nie do końca, bo lubię wydać trochę grosza bez sensu, ale bywają momenty, że jestem skąpa. Skąpiradło włączyło mi się w momencie, kiedy prawie prawie kliknęłam na skarpetki złuszczające. Na początku chciałam brać te ponoć najlepsze, za 80 zł... ale cholera... 80 zł ?! Zdzierstwo, szukam dalej... doszłam do okolic 20 zł, a opinie były różne. Ryzykować czy nie? I wtedy olśniło mnie! Mila, czy ty nie pamiętasz jak miałaś 16 lat i zrobił ci się odcisk na pięcie kupiłaś w aptece maść na odciski, a że jej sobie nie żałowałaś i zamiast smarować tylko odcisk smarowałaś też całą piętę? No pamiętam... i pamiętam też, że skóra mi się złuszczyła z całej pięty... Eureka!




Zakupiłam, więc za niecałe 3 zł (!!! oszczędność roku !!!) maść na odciski, konkretnie tą, którą widać wyżej z Alfofarm, która w 1 g maści zawiera 400 mg kwasu salicylowego i 100 mg kwasu mlekowego (są to też składniki sławiennych złuszczających skarpetek). Inne maści też się nadadzą jeżeli posiadają te kwasy w składzie. Na opakowaniu napisane, że można stosować na odciski, nagniotki i zgrubienia skóry stóp, smarować dwa razy dziennie zgrubiałe miejsca przez kilka dni, a kiedy wystąpią boleśni wymoczyć stopy w gorącej wodzie i usunąć rozmiękczony naskórek. Nie wiem co dokładnie mieli na myśli pisząc o boleściach, bo mnie nic nie bolało (a może powinno?).


Jak stosowałam maść na odciski w celu złuszczenia naskórka?

Maść, którą kupiłam miała 10 gram, wystarczyło na 4 dni smarowania rano i wieczorem całych pięt i fragmentu podbicia (dosyć wydajna jest ta maść) z trzy razy posmarowałam też całą stopę (chociaż teoretycznie nie powinno się stosować na zdrową skórę, ale wzięłam na siebie to ryzyko). Czasami zostawiałam do  wyschnięcia trzymając stopy w powietrzu, czasami zaraz po zakładałam skarpetki, a czasami zakładałam woreczek i nosiłam aż się wszystko wchłonęło. Piątego dnia wymoczyłam stopy i pumeksem wyszorowałam pięty (tak normalnie, bez zbytiego przykładania się). A potem się zaczęło :D łuszczyłam się przez 3 dni i... mam nową skórę. Poszło dosyć szybko, bo skóra odchodziła raczej sporymi płatami na piętach.
Oczywiście głupio nie zrobiłam zdjęć ani przed, ani  w trakcie, ani po, więc musicie mi uwierzyć na słowo. Oczywiście skóra nie była super miękka i nawilżona po tym zabiegu jak ponoć jest po skarpetkach, ale nie była te z przesuszona - po prostu, była normalna, zdrowa, miękka i bez żadnych zgrubień. Złuszczanie skończyło się prawie dwa tygodnie temu i nadal jest miękka i jak nowa.

Domowe 'skarpetki złuszczające' według mnie mają sporą przewagę na tymi kupnymi z dwóch powodów:
- cena - no gdzie znajdę takie skarpetki złuszczające za 3 zł, no gdzie?)
- czas - z tego co widziałam/czytałam to złuszczanie w przypadku skarpetek trwa trochę dłużej
Wadą może być to, że skarpetki złuszczające nakładasz raz na dwie godziny a potem czekasz, tutaj przez kilka dni trzeba było samemu się smarować, ale myślę, że i tak warto :)

Zobaczę teraz ile utrzymuje się ten efekt (chociaż to zależy też od późniejszej pielęgnacji) i jeżeli tylko będę miała taką potrzebę to wrócę do maści na odciski za 3 zł ;)

A Wy próbowałyście może skarpetek złuszczających? Jakie były Wasze odczucia? 
Buziaki, Mila :)

zdjęcie maści z http://aptekasupervita.pl/
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...