czwartek, 29 maja 2014

Soczysty oranż na ustach

Jakiś czas temu pojawił się nowy trend - oranż, mocny, wyrazisty, który w pewnym momencie prawie wyskoczył z lodówki! Na spodniach, marynarkach, na paznokciach no i obowiązkowo na ustach. Ale ja jestem z tych co modzie nie ulegają... to znaczy... ulegają, ale udają, że nie! Kręciłam się wokół wielu soczystych pomarańczowych pomadek, aż w końcu nie przygarnęłam żadnej - przygarnęłam za to jedną kredkę do ust i kilka błyszczyków, ale o tym kiedy indziej. Ale jako mały przyszły niedoszły chemik, kobieta eksperymentów i ktoś z charakterem "jak ona to ja też muszę!" w końcu chciałam zobaczyć jak ten sławienny oranż będzie wyglądał na moich ustach. I zrobiłam go sama, a co! Że niby ja nie potrafię? A właśnie, że potrafię!



Na usta nałożyłam pomadkę nude - Wibo Eliksir, osławiony numerek 5. A potem na usta wklepałam cień do powiek, a konkretniej Maybelline Big Eyes, rudy cień z paletki Luminous Brown. Efekt przerósł moje oczekiwania, bo to wygląda naprawdę jak pomadka, a o dziwo trzymało się na ustach dobrze (jakieś 3 godziny) a zeszło równomiernie i bez plam! 
A ja bez wydawania kasy przekonałam się jednak, że oranż był tylko moją chwilową zachcianką, bo przecież i tak do niczego mi nie pasuje i kiedy bym go używała? Ale kredka i błyszczyki zostały... no ale kredka i błyszczyki to przecież nie pomadka ;) 

Teraz wpadłam na genialny pomysł - wymieszać olejek kokosowy (bo zachowuje stałą postać, ale w kontakcie ze skórą się roztopi), trochę pomadki (jeżeli będę miała jakąś na stratę) z jakimś cieniem i wykonać pomadkę :D Pewnie wypróbuję wcześniej lub później :)

A Wy lubicie oranż na ustach? :)

Buziaki, Mila :)

P.S. Na moim drugim blogu królują tutoriale z udziałem warkoczy :) KLIK




środa, 28 maja 2014

Skóra głowy w upały - 6 prostych kroków

Zaczęły się cieplejsze dni i przez Polskę przetoczyła się już pierwsza fala tegorocznych ciepłych dni, a niedługo za pewno będzie ich jeszcze więcej. W trakcie upałów pamiętamy o piciu wody, pamiętamy o zabezpieczeniu skóry wysokimi filtrami i o zabezpieczeniu włosów... ale co ze skórą głowy? Dzisiaj przedstawię Wam 6 kroków, które pomogą przetrwać gorące dni bez żadnego zagrożenia czy dyskomfortu dla skóry głowy :)




  1. Związuj wysoko - najlepszą fryzurą w czasie upałów jest messy bun, najlepiej taki na czubki głowy, coś w stylu Małej Mi :) Dlaczego? Dzięki takiemu upięciu skóra głowy nie przegrzewa się, ważne jest aby nie związywać włosów blisko cebulek a zostawić im trochę "luzu".
  2. Myj częściej - podczas upałów normalne jest, że nasze ciało się bardziej poci. Nie bójcie się, że włosy "przyzwyczają się" do codziennego mycia - jeżeli skóra głowy jest tłusta, to po prostu potrzebuje umycia, zwłaszcza w upalne dni.
  3. Peelinguj - wykonywanie peelingu skóry głowy jest ważne, a jeszcze ważniejsze jest jego częste wykonywanie podczas upałów. Dzięki temu skóra głowy jest lepiej dotleniona i lepiej oczyszczona.
  4. Nie obciążaj - podczas upalnych dni lepiej zrezygnować z nakładania zbyt wielu rzeczy na skórę głowy. Wyjątkiem mogą tu być wcierki na bazie alkoholu, które przedłużają świeżość włosów (ale z drugiej strony mogą dodatkowo wyszyć... wybór należy do was). Lepiej zrezygnować z masek i odżywek nakładanych na skalp w dużych ilościach, tak samo jak lepiej zrezygnować z nadmiernej stylizacji. 
  5. Nawilżaj (i natłuszczaj) - należy pamiętać o nawilżaniu i natłuszczanie skóry głowy, która w upalne dni może być poparzona i zniszczona słońcem tak samo jak skóra na twarzy czy na ramionach! Do tego idealnie nadają się oleje nakładane przed myciem oraz sprawdzone maski i odżywki (nie za dużo, żeby nie obciążyć włosów). Dlatego ważny jest także następny punkt.
  6. Chroń - kto nie zna bólu poparzonej słońcem skóry głowy ten jest szczęściarzem. Ja niestety go znam i to dosyć niemiłe uczucie. Czapka/chustka/bandana to podstawa jeżeli masz zamiar dłużej przebywać na słońcu - a jeżeli nie pasuje Ci do stylu, to siedź w cieniu :) 
To naprawdę kilka prostych zasad, a ich zastosowanie na pewno pomoże zachować zdrowie skóry głowy, a zdrowa skóra głowy to zdrowsze włosy, które nie wypadają!

Stosujecie się do tych zasad, a może macie jakieś inne sposoby?

Buziaki, Mila :) 

wtorek, 27 maja 2014

Kradzież zdjęć i treści z bloga - jak sprawdzić?

Niestety, ale decydując się na założenie bloga trzeba liczyć się z tym, że ktoś może ukraść nasze zdjęcia lub treści. Nie jest to nic miłego, a czasami osoba, która nas okradła często nie chce się do tego przyznać i zarzuca nam kłamstwo. Często dowiadujemy się o kradzieży przypadkiem, kiedy poinformuje nas o tym jakaś dobra duszyczka, ale możemy to też sprawdzić samemu w prosty sposób. Zacznijmy od zdjęć.

Jak sprawdzić, czy ktoś wykorzystał nasze zdjęcie z bloga bez zgody? 
Potrzebujemy do tego kilka chwil i włączone Google - nic więcej.
P.S. Jeżeli nie widzisz czegoś dokładnie, to kliknij na zdjęcie - powiększy się :)

  1. Wybieramy zdjęcie, które chcemy sprawdzić. Ja wybrałam grafikę z TEGO posta, którą sama przygotowałam - podział silikonów.
  2. Wchodzimy na Google Grafika KLIK, a następnie klikamy na obraz i nie upuszczając przeciągamy go do okienka Google Grafika (żeby było łatwiej można sobie uruchomić Google w nowym oknie), po przeciągnięciu grafiki wygląda to tak i wystarczy upuścić, aby zaczęło się przeszukiwanie:
  3. Wyniki się pokazują i oho! Widzę, że ktoś sobie pożyczył moją grafikę... ale spokojnie, wiem o tym ponieważ sama ją tam zamieściłam :) 
W ten sposób można także wyszukiwać obrazy z plików - po prostu przeciągamy do Google Grafiki plik. Pokazują się także Obrazy podobne wizualnie, przykład na zdjęciu z weheart.it (przeciągnięte z pliku):


W ten sposób możemy się także dowiedzieć kto jest na zdjęciu lub kto je wykonał, bardzo przydatne narzędzie :) Na pewno działa na Google Chrome, nie wiem czy na innych przeglądarkach też.

Dostępna jest także strona TinyEye KLIK dzięki której możemy sprawdzić gdzie został użyty dany obraz - wystarczy albo go wgrać, albo wkleić jego adres URL. 

Dla użytkowników Mozilla Firefox dostępny jest dodatek "Who stole my pictures?", nie wiem jak dokładnie działa, można go pobrać TUTAJ.

Kradzież tekstu
Jak sprawdzić czy ktoś skopiował nasze posty?

Jeżeli chodzi natomiast o kradzież tekstu to wystarczy kawałek naszego posta skopiować i wkleić do Google - jeżeli ktoś go skopiował to szybko się o tym dowiemy. Jest to szybki sposób i działa nawet jeżeli ktoś zmienił trochę treść. Ale istnieją także inne sposoby.

Przydatną stroną na pewno jest Copyscape KLIK - wystarczy podać adres naszego bloga i strona wyszukuje, czy gdzieś indziej w sieci pojawiły się treści z naszego bloga.

Drugą stroną jest Plagiarisma KLIK - możemy wkleić tutaj nasz tekst i zobaczyć, czy ktoś go skopiował. Niestety, żeby przeszukać Google trzeba się zarejestrować, dla niezarejestrowanych użytkowników dostępne jest sprawdzanie w Yahoo oraz Babylon.

Wykorzystał... i usunął post?
Bardzo częste posunięcie w sytuacji, kiedy złodziej zrozumiał, że nie ma racji.

Co robić, kiedy ktoś ukradł naszą treść lub zdjęcie, usunął tego posta, a my nie zrobiłyśmy print screena a chcemy w jakikolwiek sposób dochodzić swoich spraw? Wydawać by się mogło, że jeżeli coś zostało usunięte to znika z Internetu, ale w rzeczywistości tak nie jest - wystarczy, że Google zaindeksowało (chyba tak to się nazywa) stronę i zostaje ona w otchłaniach sieci! Znam dwa sposoby odnalezienia takiego skasowanego wpisu. 
Dla przykładu usunęłam krótki wpis z początku maja, który stworzony został specjalnie na tą prezentację, mianowicie "Nie ma blogera, bo Majówka" (chyba nikomu nie będzie żal po tym wpisie). 


Pierwszym sposobem jest wykorzystanie kopii strony - najpierw wpisujemy w google hasło, które pomoże odnaleźć nam tego posta, czyli np. being mila majówka, a jeżeli nie możemy znaleźć go i pokazuje nam się wiele innych stron i nie chcemy przeglądać 70 stron wyników to należy wpisać site:adrestwojegobloga, po spacji można wpisać hasło którego szukamy, w tym przypadku "majówka".


Jeżeli mamy gdzieś link do tego wpisana (np. w historii przeglądarki) to wtedy możemy wkleić go do Google. Po znalezieniu usniętego wpisu klikamy na strzałeczkę i wybieramy "Kopia"


Oto przed nami pojawia się  treść usuniętego przez nieuczciwego blogera wpisu:



Drugim sposobem jest skorzystanie ze strony https://archive.org/ - wystarczy wkleić adres bloga i pokazują nam się daty, w których nastąpiła jakaś zmiana/edycja na blogu. Wybieramy odpowiednią datę i pokazuje nam się kopia strony z usunięty wpisem. Na tej stronie nie są dostępne jednak wszystkie blogi.

Gdzie zgłosić?
Pamiętaj - Twoje zdjęcia i treści są chronione prawami autorskimi!

Najczęściej wystarczy wysłać maila i zdjęcia czy nasze treści są usuwane (chociaż trzeba się niejednokrotnie trochę pokłócić o to). Jeżeli ktoś jest wyjątkowo uparty to możemy zgłosić jego profil na FB lub bloga - najczęściej takie profile są banowane.
Zgłaszanie naruszenia lub złamania praw:
Facebook KLIK
Google (czyli też blogger, youtube) KLIK
INNE PLATFORMY blogowe: w przypadku innych platform blogowych niż blogger warto napisać do administracji i opisać całą sytuację + załączyć dowody, najczęściej taki blog jest blokowany/usuwany (dziękuję za przypomnienie w komentarzu o tym! :) )
Tłumaczenie "skopiowałem, bo nie znalazłem informacji o tym, że twoje zdjęcia są chronione prawami autorskimi" są na nic zdatne, ponieważ każda własność intelektualna jest nimi chroniona! Posty, regulaminy, zdjęcia, grafiki itp. a taka informacja w stopce jest najczęściej dodana dla naszego spokoju (i ewentualnego odstraszenia).
Zapraszam do przeczytania rozmowy z radcą prawnym "Kradzież zdjęć w internecie a prawa autorskie fotografa" Wyjaśniono tutaj wiele kwestii. 

Czego możemy żądać?
- usunięcia zdjęcia lub treści od nas skopiowanej
- oficjalnych przeprosin
- zapłaty za wykorzystane zdjęcie/treść (np. w przypadku portali lub czasopism, które zarabiają)

Te sposoby można wykorzystać także w przypadku nieuczciwym portali internetowych, które często pożyczają treści od blogerów. Można też zablokować możliwość kopiowania treści ze strony, ale wiele blogerek nie chce korzystać z tego narzędzia, ponieważ zamieszcza różne grafiki i przepisy specjalnie dla swoich czytelników. Nie można się przed kradzieżą zawsze ustrzec, ale może nie znałyście tych sposobów i w jakiś sposób Wam pomogą?
Chociaż... mam nadzieję, że ten post Wam się nie przyda - kradzież to nic fajnego! I mam nadzieję, że Was nie spotka :) 

Jeżeli znacie jakieś inne sposoby to podzielcie się nimi w komentarzach :)
Buziaki, Mila :)

poniedziałek, 26 maja 2014

Plażowe fale = sól+olejek+woda ?

W Internecie można znaleźć masę inspiracji i pomysłów, a od dosyć dawna interesował mnie pomysł na plażowe fale. Przepis miałam zapisany na komputerze już od dawna (znalazł się nawet na moim drugim blogu z inspiracjami KLIK) i ciągle miałam w planach jego realizację - ale jak to z planami najczęściej bywa, nie mogłam się zmotywować ;) W końcu postanowił to sprawdzić, oczywiście na własnej głowie.


Wybrałam ciepły i słoneczny dzień, żeby włosy mogły wyschnąć naturalnie na słońcu jak nad morzem :D i przygotowałam magiczną miksturę według przepisu. Mikstura jest trochę mętna, szybko się miesza i rozpuszcza. Dodałam do niej mojego ulubionego olejku rycynowego. Od razu zaznaczę, że nawet nie liczyłam na efekt jak z grafiki powyżej ;) ale raczej na coś delikatnego.


Włosy umyłam szamponem Ziaja dla włosów normalnych, potem na kilka minut nałożyłam odżywkę Pantene Pro-V Nature Fusion Mocne i Lśniące. Po zmyciu odżywki palcami rozczesałam włosy i nałożyłam trochę odżywki bez spłukiwania Naturia z pokrzywą i zieloną herbatą. Poczekałam aż włosy trochę wyschną i obficie spryskałam - zużyłam około połowę. Przy okazji - uważajcie, żeby sobie nie napsikać do oczu, bo spróbowałam i cholernie piecze! Potem lekko ugniotłam włosy i zostawiłam do całkowitego wyschnięcia. I oto efekty:




Jak dla mnie efekty są bardzo zadowalające - dokładnie to mam na myśli mówiąc o plażowych falach - lekkie, trochę rozwalone, nieidealne :) 

A tak moje włosy wyglądają pozostawione same sobie, przeczesane palcami po ich umyciu, lekko ugniecione, schnące naturalnie. Czyli taki efekt bym otrzymała bez stosowania sprayu:

Jakie są włosy po soli? Słone :D A poza tym nie zauważyłam, żeby były inne w dotyku - jedynie zaraz po były trochę bardziej szorstkie w dotyku, ale po wyschnięciu są miękkie i naturalnie się układają. Warto pamiętam o tym, że sól wysusza włosy, ale taki sposób stosowany od czasu do czasu na pewno nikomu nie zaszkodzi :)

A Wy spróbujecie? Może macie jakieś inne nietypowe przepisy, które mogłabym wypróbować? :D

Buziaki, Mila :)

P.S. Sezon letni uważam za otwarty - wczoraj pływałam w stawie z mężem, psem, siostrą i jej chłopakiem ;) Byliśmy jedynymi kąpiącymi się osobami, ale woda była cieplutka. No i w końcu przekonaliśmy Amber do pływania :D 

Jutro spodziewajcie się tekstu na temat kradzieży zdjęć i treści z bloga.
W środę pojawi się natomiast tekst na temat skóry głowy w upalne dni :)

sobota, 24 maja 2014

Zaproszenia na drugiego bloga

Kochacie włosy? Ja na pewno tak. I od dłuższego czasu nosiłam się z założeniem drugiego bloga, gdzie mogłabym dzielić się włosami, które mnie inspirują. Kilka miesięcy temu założyłam ten fanpage dla jeszcze nieistniejącego bloga ;) więc zamiary mam poważne :)
Jeżeli chcecie się zainspirować to zapraszam na Włosowe LOVE, czyli bloga http://love-wlosy.blogspot.com/


Buziaki, Mila :)

Wino i złoto na paznokciach

Lubię zarówno wino jak i złoto (gdyby ktoś miał jakieś złoto do oddania chętnie przyjmę każdą ilość!). Lubię otaczać się  małymi pierdółkami, które mają charakter. Właśnie dlatego wybrałam ten lakier od AllePaznokcie.pl. I chociaż opakowanie próbuje mnie przekonać, że to Flip Flop (kto to wymyślił? :P) i efekt kameleona to dla mnie to zawsze będzie efekt bogactwa. Mój kolor to numerek 01, czyli jak na stronie piszą opalizujący na różowo.


Jak dla mnie opalizuje na fioletowo i złoto, chociaż na zdjęciu w sklepie kolor jest trochę inny (chyba, że ja mam u siebie jakieś inne słońce i dlatego tak jest....). Inne kolory można zobaczyć sobie TUTAJ, jest ogółem tylko 4 kolory i  w sumie przeglądając je teraz zastanawiam się dlaczego nie wybrałam koloru 02? No właśnie... nie wiem sama... chyba dlatego, że kiedy wybierałam  kolor była jeszcze wczesna wiosna/prawie zima i od tego czasu gust mi się zmienił na wiosna/lato 2014.


No dobra, marudzę trochę, chociaż w rzeczywistości powodów do marudzenia za dużo nie ma. Kolor mi się podoba takim jakim jest. Krycie po dwóch warstwach jest bardzo dobre, kładąc trzecią warstwę kolor jeszcze bardziej się pogłębia. Pędzelek jest szeroki, dobrze się nim maluje a konsystencja lakieru taka w sam raz.W buteleczce mieści się 15 ml lakieru i wydaje się być dosyć wydajny - naprawdę na jedną warstwę używa go się niewiele.


Najważniejsze w lakierze to jednak nie kolor, nie cena, nie opakowanie - to trwałość. Lubię kiedy lakier trzyma się długo, a ten lakier mam właśnie na paznokciach szósty dzień! Wow, sama jestem w szoku. Oczywiście dzisiaj pójdzie do zmycia, bo pościerały się końcówki i wczoraj zrobił mi się spory odprysk na środkowym palcu, ale w międzyczasie funkcjonowałam normalnie - prałam, gotowałam, myłam, sprzątałam a nawet babrałam się ziemią w ogródku.Wytrzymałość tego lakieru jest, więc na plus i na pewno jeszcze nie raz po niego sięgnę.


Ahhh no tak, prawie zapomniałam - mieni się. Bardzo fajnie kolorami od złota do głębokiego fioletu. Na pewno zrobi szał na imprezie ;D Próbowałam uchwycić ten efekt na zdjęciu, ale ciężko to zrobić, musicie mi uwierzyć na słowo. No i możecie mnie zlinczować za okropne skórki - wiem o tym, dlatego staram się oszczędzić Wam tego widoku ;D

Lubicie lakiery z efektem kameleona, czy wolicie jeden kolor, który się nie zmienia? :)

Buziaki, Mila

piątek, 23 maja 2014

Umyć też się trzeba czasami...

Są dwie rzeczy których o mnie pewnie jeszcze nie wiecie - pierwsza to taka, że wierzę w Karmę, a druga taka, że wyznaję filozofię "częste mycie skraca życie, skóra się ściera i człowiek umiera". Zimą się nie myję, no bo po co? Przecież i tak brudu nie widać pod ubraniami, a poza tym warstwa brudu powyżej 1 cm sama odpada, szkoda wody. Ale przyszło lato, trzeba wykąpać psa i siebie. Dlatego dzisiaj o dwóch myjadłach o Luksji i Isanie.


Luksja Care Pro Soften z mleczkiem owsiany vs. Isana Med Urea 5% w plusach i minusach, krótko, zwięźle i na temat.

Na pierwszy ogień idzie Luksja:

+ zapach (utrzymuje się na skórze)
+ wydajność
+ miękka skóra
+ dobrze się pieni
+ kremowa konsystencja
+- cena (bez promocji dosyć wysoka)

Isana:

+ zapach (wielu osobom przeszkadza, ale dla mnie jest kremowy)
+ żelowa konsystencja
+ cena
+ niewielka butelka, idealna na podróż
+ nie wysusza, ale też...
- nie nawilża
- wydajność (nie powala)

W tym pojedynku chyba zwycięża dla mnie Luksja... szkoda, bo w ciemno bym postawiła na Isanę, którą bardzo lubię. Ale po Luksji skóra jest o wiele bardziej miękka. A z drugiej strony Isana wydaje się być bardziej "zdrowa" i skóroprzyjazna :D I chyba to po Isanę sięgnę następnym razem ;) 

Znacie te żele pod prysznic? Jakie jest Wasz ulubiony żel?
Buziaki, Mila :)



czwartek, 22 maja 2014

Dżentelmeni wolą różowy?

Kiedy przeczytałam "Gentlemen Prefer Pink" to wiedziałam, że to jest "to coś" i chociaż nie jestem facetem dżentelmenem to lubię róż, nie kocham ale lubię i coraz bardziej się do niego przekonuję. A róż na ustach? Lubię, ale taki delikatny i prawie nie zauważalny. W końcu za sprawą Olico.pl trafiła do mnie pomadka Revlon Super Lustrous, kolor pearl 450, tytułowa Gentelmen Prefer Pink. 


Zamknięta w prostym, czarnym opakowaniu z złotą wstawką. Niby zwykły róż, ale jak dla mnie przełomowy, bo na moje gusta (był) dosyć odważny. Perłowy kolor,  różowy? Nie, to nie dla mnie... ale noszę ją i w końcu chyba mogę powiedzieć, że znalazłam swoją pomadkę w kolorze, który nie jest nude - bo dotychczas nosiłam błyszczyki w różnych kolorach, ale pomadki tylko i wyłącznie nude. Nie wiem czy podobam się dżentelmenom, ważne, że mi się podoba.


Kilka słów o samym kolorze. W opakowaniu wydaje się, że to ciepły róż, ale w rzeczywistości na ustach wychodzi jego druga natura - jest lekko podbity fioletem, bardzo delikatnie i obawiałam się trochę looku na topielicę, ale na szczęście tak się nie dzieje. Perłowy połysk jest bardzo delikatny, więc nie musimy obawiać się efektu dziuni z wiejskiej dyskoteki jak na przykład. w przypadku innych kosmetyków... (chociażby TEGO)


Chwała Revlonowi za to, że nie wysusza ust! Ale też nie są kleiste, są po prostu takie w sam raz :) Ponoć to pomadka nawilżająca, ale chyba już nie wierzę w takie rzeczy :D W każdym bądź razie nie wysusza i nie podkreśla suchych skórek, od nawilżania mam inne produkty :) Trwałośc określiłabym jako dobrą, nawet jeżeli po jedzeniu zjemy trochę szminki to i tak zostaje ona na ustach - jest wtedy delikatniejsza, ale bardzo dobrze się wtedy trzyma.


O tym, że polubiłam tą pomadkę chyba najbardziej świadczy fakt, że stosują ją za każdym razem, kiedy wykonuję makijaż. I nawet jeżeli leży na dnie torebki to jej szukam - co jest nie lada wyczynem ;)

Pomadka trafiła do mnie w ramach współpracy z Olico.pl, można ją zakupić TUTAJ (dostępne są także inne odcienie).


Jaka jest Wasza ulubiona pomadka? Ten kolor Was przekonał?
Buziaki, Mila :)

wtorek, 20 maja 2014

50 faktów o moim psie (czyli o Amber) - wyżeł weimarski

Od kiedy jakiś czas temu wyszukał mojego bloga po haśle "50 faktów o moim psie" to wiedziałam, że muszę takiego posta opublikować :D Nigdy nie spotkałam się z takim postem... a teraz dam Wam możliwość poznania lepiej mojej Amber :D Zapraszam! (Uwaga, dużo zdjęć szczeniaczka <3)

  1. Amber to wyżeł weimarski.
  2. W listopadzie skończy 2 lata.
  3. Jest to pies myśliwski (niepraktykujący).
  4. Wybraliśmy taką rasę ze względu na instynkt obronny większy niż u innych psów myśliwskich, a poza tym to psy bardzo przywiązane do właściciela i bardzo aktywne.
  5. Jako szczeniak miała niebieskie oczy.
  6. Teraz jej oczy są bursztynowe.
  7. Na klatce piersiowej ma małą, białą plamkę.
  8. Uwielbia aportować, mogłaby to robić całymi dniami.
  9. Jest nie do wymęczenia - może biegać i bawić się non stop.
  10. Tylko kilka razy zdarzyło się, że padła ze zmęczenia :D
  11. Nie ma ciętego ogona.
  12. Na ogonie ma jeden punkt w którym jako szczeniak wypadły jej włosy (prawdopodobnie jakaś alergia) i teraz w tym miejscu ma ciemniejsze i bardziej szorstkie włosy.
  13. Uwielbia wszystko co piszczące.
  14. Jej ulubiony lateksowy prosiaczek zginął śmiercią tragiczną podczas zabawy - głowa została w pysku u Amber, a reszta w ręce mojego męża :D
  15. Ma doskonały węch - kiedy zgubi podczas zabawy piłkę to kiedy każę jej szukać, to wywącha ją na pewno... 
  16. ... poza jednym czy dwoma razami kiedy mój mąż rzucił piłkę w polu/w lesie i Amber nie zauważyła, że ją rzuci, a on sam dobrze nie widział w którą stronę poleciała. Mimo to Amber wytrwale szukała jej i pewnie by znalazła, ale nie mieliśmy czasu czekać, aż przeczesze kilkaset metrów w poszukiwaniu piłeczki.
  17. Ostatnio wywąchała piłkę pod wodą :D Dałam jej piłkę do zabawy, ona poszła się z nią napić i puściła ją do wody i piłeczka popłynęła trochę. Ale ją znalazła.
  18. Czasami wrzucam jej chipsy do stawu, żeby je aportowała i popływała...
  19. ... ale Amber wycwaniła się i czeka najczęściej aż chips podpłynie bliżej :D
  20. Kiedy biega to żaden pies jej nie może dogonić.
  21. Lubi bawić się z innymi psami.
  22. Zawsze kiedy dorwie moje koty to wylizuje je całe.
  23. Lubi biegać za kurczakami (tylko źli właściciele jej nie pozwalają).
  24. Zawsze sprawdza czy może przypadkiem nie zmieniliśmy zdania i może akurat dzisiaj pozwolimy jej wejść na sofę...
  25. Jako szczeniak spała z brzuszkiem do góry. 
  26. Teraz śpi zwinięta w kulkę.
  27. Mało szczeka.
  28. A kiedy szczeka to kiedy jej mówimy, że wystarczy to przestaje. 
  29. Amber jest nauczona pomagania właścicielom w jeździe rowerem :D Wystarczy założyć jej szelki i można ją przyczepić do kierownicy i ciągnie go. 
  30. Zazwyczaj wszyscy myślą, że to mały piesek, a tak naprawdę ma ona około 60 cm wzrostu i waży 30-32 kg. 
  31. Wybraliśmy jej takie imię właśnie ze względu na kolor oczu dorosłych wyżłów weimarskich.
  32. Zazwyczaj wszyscy się zachwycają tym jaki z niej niesamowity i niespotykany pies :D
  33. Lubi kości :P
  34. Kiedy widzi coś dobrego do jedzenia do od razu siada i zaczyna cieknąć jej ślinka :D
  35. Jej ulubionym zajęciem jest bieganie.
  36. Zazwyczaj robi bardzo zdziwioną minę, kiedy słyszy muzykę po dłuższym czasie jej nie słyszenia.
  37. Uwielbia biegać po wysokiej trawie/w wysokim zbożu.
  38. Kiedy biega latają jej uszy :D
  39. Czasami nazywam ją też Amberiną albo Amberinem.
  40. A moja mama mówi na nią Zielone :P
  41. Z mężem mówimy do niej po włosku...
  42. ... chociaż i tak załapała co to znaczy "siad", bo często mówię tak do psa mojej mamy.
  43. Latem ma łysy brzuszek.
  44. A zimą na brzuszku wyrastają jej cieniutkie, białe, rzadkie włoski :D
  45. Trochę się boi suszarki.
  46. Nie lubi też się kąpać, zawsze stoi ze smutną miną i kiedy tylko pozwalam jej wyjść z prysznica to z radością korzysta z tej możliwości.
  47. Jest przyjacielska, lubi swojego weterynarza i moją rodzinę i znajomych, ale obcy się jej boją, bo ma bardzo donośny głos i dużo szczeka/biega/próbuje ich podgryzać.
  48. Jako szczeniak nie lubiła śniegu - wychodziła szybko na dwór i jeszcze szybciej wracała pod drzwi, ale z czasem go polubiła :)
  49. Wyżły weimarskie mają błonę pomiędzy palcami - jak kaczki.
  50. Lubi być miziana po brzuszku :) 
Macie zwierzaki? Może mają jakieś punkty wspólne z moją Amber?

Buziaki, Mila :)

poniedziałek, 19 maja 2014

Włosomaniaczka w supermarkecie - co warto kupić (oprócz kosmetyków)

Wbrew temu co może się wydawać życie włosomaniaczki nie kręci się tylko i wyłącznie wokół drogerii i półek z kosmetykami w innych sklepach. Włosomaniaczka czasami musi wyjść z dzieckiem/psem na spacer, musi pójść do pracy i musi coś zjeść. A jeżeli musi coś zjeść to prędzej czy później wejdzie do supermarketu. I nawet jeżeli źli ludzi by zamknęli dział z kosmetykami to i tak włosomaniaczka nie może pozwolić sobie na wyjście z pustymi rękami - sałata, kiełbasa i czekolada nigdy jej wystarczająco nie zadowolą! Dlatego warto pobuszować w innych działach. W niespodziewanym zakątku włosomaniaczka może znaleźć coś co znacznie ułatwi jej włosowariactwo i okaże się niezbędnym gadżtem przy pielęgnacji włosów.
Czego warto szukać w supermarkecie (i wcale nie chodzi o kosmetyki?):



  • Cukier trzcinowy - peeling skóry głowy jest bardzo ważny. Oczywiście może wykorzystać do tego zwykły biały cukier, ale cukier trzcinowy ma więcej składników odżywczych i szybciej się rozpuszcza. Gdzie szukać? Działy ze zdrową żywnością, a także przy białym cukrze. Cena ok. 6 - 7 zł/0,5 kg
  • Ściereczka z mikrofibry - chyba każda włosomaniaczka wie, że pocieranie włosów ręcznikiem to niewybaczalna zbrodnia (ponoć ktoś nawet poszedł za to siedzieć...), a mikrofibra doskonale wchłania wodę. Można kupić specjalne ręczniki do włosów z mikrofibry, ale taka ściereczka jest też sporych rozmiarów ( a w razie potrzeby można zszyć razem dwie) i na pewno kosztuje mniej tylko dlatego, że nie napisano na niej "mikrofibra dla włosów" a "ściereczka z mikrofibry do mycia podłóg". Gdzie szukać? Działy z środkami czystości, gadżetami do domu, duże ściereczki dostępne są na pewno w Kauflandzie (60x40 cm) . Cena ok. 6 - 10 zł
  • Oleje - tutaj znowu sprawdza się zasada, że jeżeli coś jest "do włosów" to kosztuje kilka razy więcej. A "do sałatek" znajdziemy wszędzie w niskich cenach. W supermarketach jest obecnie wielki wybór olejów, które doskonale sprawdzą się nie tylko w kuchni, ale także na włosach. Gdzie szukać? Największy wybór to działy ze zdrową żywnością, żywnością z egotycznych zakątków świata. Cena zależy od wybranego oleju.
  • Skrobia (mąka) ziemniaczana - doskonała do zagęszczania domowych maseczek do włosów, a także jako suchy szampon w awaryjnych sytuacjach. Jak dla mnie radzi sobie lepiej niż kupne suche szampony ;) Gdzie szukać? Obok produktów do pieczenia lub obok mąki. Cena ok. 2-3 zł/0,5 kg
  • Żelatyna - jeżeli Twoje włosy lubią proteiny to musisz im zaserwować laminowanie włosów! Gdzie szukać? Najczęściej obok składników do ciast, obok cukru i mąki. Cena ok. 1-2 zł za paczkę
  • Siemię lniane i drożdże - do znalezienia w każdym (prawie) sklepie, o ich właściwościach wiemy chyba już wszystko ;) Można pić jak i można nakładać na włosy. Siemię najczęściej znajduje się w działach ze zdrową żywnością (cena ok. 6 - 7 zł za paczkę 250 gram), drożdże w lodówkach (mniej niż złotówka za kostkę 100 gram).
Nie wspominam tutaj o innych produktach żywieniowo-włosowych jak jogurt czy miód. Ani też o opaskach i gumkach. 
A co jeszcze dopisałybyście do tej listy?

Buziaki, Mila :)

czwartek, 15 maja 2014

Romans z różowym cudem od Olico.pl - Revlon, Baby Stick kolor Tahitian

Najpierw policzki. Delikatnie opada na moje lico. Krótkie spotkanie zostawia wilgotny ślad a moje policzki się rumienią w tak piękny i dziewczęcy sposób, tak jakby to był jego pierwszy pocałunek. Powoli zbliża się do ust, moje serce zaczyna bić szybciej. Jeszcze kilka centymetrów i spocznie na moich wargach... jest coraz bliżej...
- Mila, skończyłaś już? Siedzisz w łazience już ponad godzinę... a mieliśmy wyjść już piętnaście minut temu!
- Do jasnej cholery, nie można pomalować się w spokoju?! 
Najwyraźniej nie można w spokoju nawet pomalować sobie ust i policzków. A bohaterem dzisiejszego posta jest różowe cudo, które dotarło ode mnie od Olico.pl i tak narodził się jeden z najpiękniejszych romansów w moim życiu!

Wszystko zaczęło się małej i przeuroczej paczuszki, która pojawiła się w moim domu pewnego piątkowego popołudnia. Kobiety lubią urocze paczuszki i chyba Olico doskonale zdaje sobie sprawę z tego jak sprawić kobiecie przyjemność ;) W środku znajdowały się dwa produkty firmy Revlon - Baby Stick w kolorze Tahitian oraz pomadka o której coś więcej niedługo. Przyciąga mnie wszystko to co małe i urocze, więc Baby Stick od razu znalazł się w moich łapkach i ze słowami "Uuuuuaaaa popatrz" pokazałam mężowi (który o dziwo nie zareagował z takim samym entuzjazmem) i zabrałam się za testowanie. I w tym momencie przepadłam na wieki.





Przed wyborem nie czytałam recenzji, opinii i nie oglądałam swatchy. Zdałam się na kobiecą intuicję i chyba na dobre mi to wyszło. Kiedy zobaczyłam, że Revlon Baby Stick to produkt zarówno do policzków i ust bardzo mnie to zaintrygowało - lubię takie wielozadaniowe produkty. Spodziewałam się jednak, że będzie to produkt bardzo mocno napigmentowany, ciężki do rozprowadzenia i cukierkowo - różowy. Zaskoczyło (i zachwyciło), że jest to produkt bardzo lekki, który łatwo się dawkuje i ciężko z nim przesadzić. Kolor Tahitian to kolor młodości, delikatna brzoskwinia z lekką nutą pudrowego różu, prawie niewidoczna na policzkach, ale robiąca na pewno wielką różnicę. Na pewno produkt spodoba się każdemu, kto chce naturalnego, nienachalnego. Jeżeli liczysz na mocny efekt to się przeliczysz. Warto wspomnieć, że głównym zadaniem Revlon Baby Stick jest także pielęgnacja i ochrona.

W pierwszym kontakcie produkt jest wilgotny, ale szybko wysycha. Na policzkach trzyma się bardzo dobrze, tak samo na ustach - bez jedzenia wytrzymuje jakieś 2-3 godziny bez poprawki! Dodatkowo nie wysusza ust. Waży niewiele, bo tylko 2,8 g, ale wydaje się dosyć wydajny - używam prawie codziennie od jakiś 2 tygodni a ubytek jest minimalny, kosztuje niewiele, bo tylko 12,50 w sklepie Olico.pl
Warto także dodać, że opakowanie jest małe ale porządne, zatrzaskuje się, więc mamy pewność, że nic nie będzie latało nam po torebce.

Pierwsze zdjęcie - usta bez niczego, drugie i trzecie zdjęcie - usta z Revlon Baby Stick kolor Tahitian. 




Swatch na ręce - pierwszy w sztucznym świetle, drugi w naturalnym świetle.



Ja się w tym kosmetyku zakochałam i sięgam po niego prawie codziennie. Zapraszam Was także na stronę Olico.pl oraz na ich fanpage na FB gdzie informują o nadchodzących nowościach w sklepie. Znajdziecie tam także produktu Barry M, Hakuro, OPI czy Sleek. A sam sztyft możecie kupić TUTAJ.

Znacie kosmetyki Revlon? Jakie inne uniwersalne kosmetyki kolorowe możecie mi polecić?

Buziaki, Mila :)





Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...