poniedziałek, 3 marca 2014

Ładna wiosna tej zimy, czyli wiosenne zużycia

Hej :) Ten miesiąc znowu bez większych rewelacji… a zużycia są w sumie z dwóch ostatnich miesięcy. Teraz za cel postawiłam sobie posiadanie tylko jednego otwartego kosmetyku z danego typu, więc zużyć jest niewiele, bo niewiele rzeczy jest otwartych. Dobrze mi z tym, bo w końcu mam świadomość, że nic się nie marnuję :D

Ale nowości w łazience ciągle się pojawiają… trudno tego uniknąć ;) Niedawno do grona moich kosmetyków dołączył olej kokosowy oraz maska i odżywka do włosów z 8 składnikami z Oilmedica,  pierwsze wrażenia? Jest super! :D I mam nadzieję, że będzie jeszcze tylko lepiej.


Zaczęłam też hodować… kiełki :D moje pierwsze już zostały zjedzone (mniam, mniam), dzisiaj zaczynam hodować pszenicę, owies i jęczmień (mam swoją własną, tak, więc mogę produkować kiełki tonami, dosłownie) – te kiełki z tego co wyczytałam mają bardzo neutralny smak, a owies jest słodkawy, na pewno trafią do moich jabłkowych smoothie i mleczno-owocowych koktajlów. W takich chwilach cieszę się, że mieszkam na wsi. Jabłka z własnego sadu, własne przetwory owocowe, a niedługo mam nadzieję własne mleko (nie moje, od krowy :P) – żyć, nie umierać. Mam jeszcze zachomikowane w zamrażarce rabarbar, śliwki i czereśnie, wkrótce muszę popełnić jakieś ciasto z owocami :D


Wiosna ruszyła pełną parą, słońce coraz częściej świeci mocno, można otwierać okna i wietrzyć się całymi dniami ;) Wczoraj było wyjątkowo ciepło i moja siostra wyciągnęła mnie na małą sesję fotograficzną (fotograf ze mnie żaden, ale dysponuję aparatem :D a do tego moja Zuzia jest wyjątkowo upierdliwa, jak sobie coś umyśli i wyboru nie miałam :P). Oczywiście Amber i męża też zabrałam ;>






Ale wróćmy do głównego tematu :D

Na czerwono zaznaczyłam produkty, których nie kupię, na zielono te po które chętnie sięgnę, a na niebiesko te, które mi są obojętne /może się na nie skuszę.




1. Rosyjski krem do rąk z rokitnikiem – dostałam w tamtym roku na Dzień Dziecka od mamy ;D Fajny, ale pupy nie urywa, miał obłędny zapach, będę za tym zapachem tęskniła!

2. Geomar, maseczka oczyszczająca – jeżeli jedziesz do Włoch to rozejrzyj się za tymi maseczkami, naprawdę super, porządnie oczyszczają, cera jest gładka i czysta po ich użyciu.
3. Próbka Tołpa, hydrativ, nawilżające serum odprężające – konsystencja bardzo mi się nie spodobała, to serum jest strasznie lepkie. Nie kupię pełnego opakowania.
4. Ziaja, maseczka różana – bardzo ją lubię i często do niej wracam, jedno opakowanie wystarcza mi na dwie aplikacje. Fajnie napina skórę i ją nawilża.
5. Próbka Love Me Green, krem na noc – zużywał na łokcie (wystarczyło na raz ;)), bo twarz po nałożeniu strasznie mnie swędziała i musiałam szybko zmyć. Dużego opakowania nie kupię.
6. Miss Sporty, Pump Up Booster – super tusz do rzęs, mój ulubiony!!! Bardzo pogrubia i wydłuża, uwielbiam go!
7. Garnier, szampon awokado i masło karite – po pierwsze, kto wymyślił takie otwieranie?! Dwa razy sobie połamałam na nim paznokcie! Poza tym szampon raczej ok, dobrze zmywa oleje, ładnie się pieni, fajnie pachnie, nie plącze włosów za bardzo. Ale brakuje mi „tego czegoś” ;)
8. Garnier, odżywka drożdze piwne i owoc granatu – działa przyzwoicie, włosy są po niej miękkie, ale… ten zapach, coś OKROPNEGO! Pachnie jak mocne, męskie perfumy z bazarku, dosłownie. A zapach utrzymuje się na włosach do następnego mycia. Nie lubię tego :/
9. Isana, odżywka w formułą antystatyczną – jest dobra, ale nie jest najlepsza. Działa dobrze, zapach bardzo neutralny, bardzo dobra do mieszania z innymi odżywkami i do przygotowywania domowych masek. Taką samą otrzymałam od Rossmanna w ramach przeprosin, na pewno zużyję i pewnie nie raz jeszcze po nią sięgnę.
10. Eveline, Niewidzialne Rękawiczki TUTAJ przeczytacie wszystko na temat tego kremu, krótko mówiąc – nie!
11. Wazelina z Rossmanna – wcześniej mój must have, ale teraz przerzuciłam się na inne produkty ;) Pewnie się jeszcze kiedyś przyda, choćby do zrobienia domowej bazy pod cienie KLIK
12. Pomadki Eveline, Oeparol i Labello, tylko po tą ostatnią chętnie sięgnę, inne nie – więcej poczytacie o moich pomadkach TUTAJ
13. Ziaja, Bloker – jest najlepszy! Dzięki niemu mogę zapomnieć o problemach z potem.
14. Babydream, krem ochronny na wiatr i zimęTUTAJ o nim pisałam więcej, mój zimowy must have :D a butelka podziabana nożyczkami przez mojego męża, dlaczego?... bo mu się nudziło... faceci :D
Skończyłam też żel pod oczy z FloslekuKLIK.

I to wszystko, na dniach spodziewajcie się listy kosmetyków, które warto kupić we Włoszech, do napisania zainspirowała mnie jedna z wizażanek :D no i PinkJoy pudełko – niespodzianka, które mam nadzieję, niedługo u mnie zagości, a temat przewodnim są właśnie Włochy! A w międzyczasie szykuję się na inwazję rodziny mojego męża – który właśnie z tego kraju pochodzi ;D

Wkrótce pokażę Wam też jak wyhodować kiełki w słoiku :) 

Znacie któryś z tych produktów? Cieszycie się wiosną?

Buziaki, Mila :)

17 komentarzy:

  1. Chyba wypróbuję bloker Ziaji .. ;D A słoneczko wprowadza mnie w ogromną euforię, nie mogę doczekać się aż założę krótkie spodenki!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Warto, naprawdę :)
      :D Też na to czekam!

      Usuń
  2. Tez za Tołpą nie przepadam, i chyba sie nie dam do niej przekonac

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja lubię niektóre ich kosmetyki,a niektóre wcale mi nie pasują :/

      Usuń
  3. ja używam wazeliny z ziaji którą gorąco polecam :) Z.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nigdy jej nie widziałam, ale następnym razem poszukam dokładniej :)

      Usuń
  4. Amber jest słodka - poproszę o więcej zdjęć! Całe szczęście, że męża też wziełaś - jeszcze by się obraził. Tia ... Niemieckie nazwy kosmetyków... Skąd ja to znam :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Każdy pies jest przesłodki :D ok, będzie więcej zdjęć :)
      Męża też czasami trzeba wyprowadzić na spacer ;)

      Usuń
    2. Koniecznie, z tym, że Mąż musi mieć krótszą smycz od Amber. Chętnie poczytałabym o tym jaka Amber jest i coś więcej o rasie :-) Myślę, że by się spiknęła z moimi :D

      Usuń
    3. Hahah prawda! :D I koniecznie mąż musi mieć kaganiec, żeby nikogo nie pogryzł ;)
      Na pewno napisze o niej coś więcej niedługo :)
      Też mam takie wrażenie, wydaje mi, że zamęczyłyby się nawzajem :D

      Usuń
    4. Oj szalałyby razem i potem padły. A my miałybyśmy spokój :D Przydałaby się im taka koleżanka, bo odkąd się przeprowadziliśmy nie mają psich znajomych. Wszyscy raczej nas unikają, chyba myślą, że mają chorobę skóry. Już dwa razy o to pytali :D

      Usuń
  5. Ten komentarz został usunięty przez administratora bloga.

    OdpowiedzUsuń
  6. Bardzo duże denko :)
    Ja uwielbiam taką ładną pogodę! :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Rzeczywiście, coraz cieplej, ale na tak odkryte ubrania to chyba jeszcze za wcześnie... Chociaż, gdy intensywnie się spaceruje i/lub biega z psiakiem, pewnie nie czuje się chłodu :D
    Pozdrawiam i zostaję na dłużej, buziaki.

    OdpowiedzUsuń
  8. Ja również zaczęłam hodować kiełki. Super sprawa.

    OdpowiedzUsuń
  9. http://theeniczka.blogspot.com/ jesteem nowa, zapraszam na makijażowego (i nie tylko ) bloga :)

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za każdy komentarz, miło mi, że mnie czytacie i komentujecie :)

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...