poniedziałek, 31 marca 2014

Hej, Ty w czerwonym! Podobasz mi się, nie schrzań tego!

Dzisiaj przedstawię Wam Pana w czerwonym, który bardzo mi się spodobał. Nie schrzanił tego - zaleta jakiej mogłyby się od niego uczyć Niewidzialne Rękawiczki, które schrzaniły i to bardzo - KLIK. Romans z Niewidzialnymi był intensywny, ale bez happy endu :(

A dzisiaj mowa o kremie do rąk Isana z 5,5 % mocznika ( a o moczniku i jego stężaniach więcej pisałam już TUTAJ). Krem ten dostałam w ramach przeprosin od Rossmanna, po tym, kiedy kurier dostarczył mi połamaną szczotkę jako nagrodę w konkursie - przeczytacie o tym TUTAJ. Ucieszyłam się jak szczerbaty sucharkiem, bo ten krem już od dawna miałam zamiar wypróbować. No i szczęściem w nieszczęściu - w końcu mi się to udało.


Dodam, że krem do rąk to dla mnie od kilku miesięcy must have, wcześniej nakładałam jak miałam ochotę, ale moja skórą rąk nie była w najlepszej kondycji. Teraz krem mam zawsze na moim biurku i nakładam tak często, jak tego potrzebuję.

Isana swoją szata graficzną nie zachęca, ale bardziej liczy się wnętrze, co nie? Poza tym opakowanie jest wytrzymałe, miękkie, otwór nie za duży, zamykanie na zatrzask, który dobrze trzyma. Z Pana w czerwonym możemy, więc wycisnąć wszystko,do dna.
Trochę obawiałam się zapachu - naczytałam się, że jest trochę dziwny i bałam się momentu otworzenia :D Ale w sumie to bałam się nie wiadomo czego, Isana ( w sumie to nie wiem czy to Pan, czy Pani, bo Isana brzmi kobieco, ale krem to facet...) pachnie różnie, zależy od tego kto wącha :D Mój mąż powiedział, że pachnie plastikiem. Dla mnie to delikatny, lekko pudrowy i kwiatowy zapach, podobał mi się.
Krem nie jest za tłusty, ale też nie za lekki, taki w sam raz :) Fajnie się rozprowadza i bardzo szybko wchłania! Nie zostawia tłustej powłoczki.


Co do działania to jest super! Lubię go i spokojnie mogłam nakładać nawet tylko raz dziennie. Nawet po myciu rąk utrzymuje się ich nawilżenie, są miękkie i gładkie. Szkoda, że najlepsze towary zazwyczaj poznajemy w życiu tak późno! Uwielbiam, uwielbiam, uwielbiam <3 ( a z tego uwielbienia zaczynam wyrażać moją miłość dziwnymi znakami <3 <3 <3 ). 100 ml kremu kosztuje około 6 zł ( a często bywa na promocjach), taka tubka wystarczyła mi na około 1,5 miesiąca regularnego stosowania.

Ogólnie polecam każdemu, kto ma suche i szorstkie dłonie - dzięki niemu można zapomnień o kłopocie.
Pan w czerwonym dostaje ode mnie ocenę 10/10! 
Niestety, wycisnęłam go do końca, a potem jeszcze potraktowałam nożyczkami ;( mam jeszcze dwa inne kremy do rąk w zapasie i teraz mam zamiar sięgnąć po Garniera, ale wrócę po Ciebie ukochany!

A już niedługo mam zamiar zacząć testowanie żeli pod prysznic z Isany, ich odżywki uwielbiam, mam nadzieję, że żele się sprawdzą!

Znacie ten krem? Co myślicie o produktach Isany?

Buziaki, Mila :)

Jak wyhodować kiełki bez kiełkownicy - metoda słoikowa

Dzisiaj będzie o kiełkach. Pogoda zrobiła się naprawdę wiosenna, czas ruszyć tyłek i zacząć zdrowo jeść, a kiełki na pewno są zdrowym jedzeniem. Kiełki posiadają wiele witamin, najlepsze są te świeże - dlatego warto je hodować samemu. Można mieszać je z warzywami na patelni, można zajadać jako przekąskę, można wzbogacić nimi sałatkę czy kanapki. Satysfakcja samodzielnego wyhodowania czegoś jest na pewno bardzo miłym uczuciem, a do hodowli kiełków nie potrzeba wiele.

Odpowiednie nasiona
Nie każde nasiona nadają się na kiełki! Musimy albo dysponować własnymi nasionami, nie przetworzonymi w żaden sposób ani nie traktowanymi substancjami chemicznymi, albo kupić nasiona na kiełki. Zwykłe nasiona do wysiewu w ogródku nie nadają się - każde nasiona są zaprawiane specjalną zaprawą grzybobójczą! Nie można ich zjadać prosto z paczki, tak samo jak nie można zjadać kiełków z nich wyhodowanych.


Potrzebne rzeczy
Do domowej hodowli kiełków metodą słoikową potrzeba słoik o pojemności około 750 ml - 1 litra. Do tego potrzebny jest inny słoik o dużym otworze, mała miska lub plastikowy pojemnik (potem wyjaśnię dlaczego). Potrzebny jest te z kawałek gazy oraz gumka recepturka.

Jak to zrobić?
Nasiona trzeba wypłukać i namoczyć w letniej wodzie przed rozpoczęciem kiełkowania, kiedy kupujemy nasiona to wszystkie informacji na pewno znajdą się na opakowaniu. A jeżeli mamy własne nasiona to takie informacje na pewno znajdziemy w Internecie. Myślę, że optymalny czas na moczenie to około 4 -6 godzin, im większe nasiona tym dłuższy jest czas. Chociaż ja moje nasiona zostawiam często nawet na całą noc i nic im się nie dzieje :)
Nasiona powinny być wsypane do naszego dużego słoika i ich warstwa nie powinna być większa niż 2 cm.
Potem na górze słoika mocujemy kawałek gazy przy pomocy gumki recepturki i słoik stawiamy pod kątek 45 stopni na innym słoiku/naczyniu/misce, ma to wyglądać tak:


Nasiona nie mogą znajdować się na gazie, tak aby nie utrudniać przepływu powietrza. Dzięki temu utrzymywana jest odpowiednia wilgoć, ale nasiona nie stoją w wodzie. Woda, która zlatuje na dół jest bardzo dobra do podlewania kwiatków :) Potem co 12 godzin trzeba przepłukać nasiona letnią wodą i ponownie ustawić w ten sposób. Podczas płukania kiełków warto je rozdzielać delikatnie, tak aby nie tworzyły zbitej masy. Moja kiełki stały na blacie kuchennym, nie bezpośrednio na słońcu. Po 4 dniach wyglądały tak i nadawały się do jedzenia:



Większość kiełków potrzebuje około 4-5 dni. Jak widać wyhodowanie kiełków jest banalnie proste, szanse, że coś się popsuje są minimalne, a satysfakcja ogromna. Zachęcam, kiełki są przepyszne :D A samodzielnie wyhodowane kosztują o wiele mniej niż te kupne.

A Wy hodujecie kiełki? Czy może jeszcze nigdy ich nie jedliście?

Buziaki, Mila :)

sobota, 29 marca 2014

Zadziwiająco lekki krem silnie nawilżający, Uroda Polska, Melisa

Hej, dzisiaj o kremie, który zadziwił mnie niesamowicie tym, jak lekki jest. Konkretnie mowa o kremie silnie nawilżającym firmy Uroda Polska z serii Melisa. Lekkość i szybkie wchłanianie to chyba cecha wspólna wszystkich kosmetyków z tej serii, bo balsam do ciała o którym już pisałam (KLIK) też jest zadziwiająco lekki i szybko się wchłania.



Krem dostałam w ramach współpracy z firmą Uroda Polska i po powąchaniu balsamu od razu wiedziałam, że krem z tej samej serii pójdzie na pierwszy ogień. Zapach tej serii jest obłędny, kojarzy mi się z zieloną herbatą i świeżo  skoszoną trawą, absolutnie nie męczy i jest po prostu cudowny! Krem znajduje się w niczym nie wyróżniającym się pojemniczku o pojemności 50 ml, taki krem kosztuje 6 zł (sklep Uroda Polska). Na pewno się opłaca, ponieważ wydajność jest ogromna, przez ponad miesiąc stosowałam go rano i wieczorem, a od miesiąca mój mąż stosuje go raz lub dwa razy dziennie i myślę, że spokojnie kremu jest jeszcze wystarczająco na miesiąc stosowania. 
Dlaczego go oddałam? Nie dlatego, że u mnie się nie sprawdził, ale dlatego, że mój mąż nie lubi tłustych kremów, a ten spodobał mu się ze względu na to, że bardzo szybko się wchłania.



Szybkie wchłanianie to jego największa zaleta, nie zostawia tłustej warstwy, zaraz po nałożeniu można kłaść makijaż.
Co producent obiecuje?

Działanie: nawilża, pielęgnujeKwas hialuronowy przyczynia się do odbudowy uszkodzonego naskórka, tworzy na skórze warstwę ochronną zapobiegającą utracie wilgoci. Wygładza, ujędrnia i poprawia elastyczność skóry, nadając jej jedwabistą gładkość. Wyciąg z melisy regeneruje, łagodzi, uspokaja i odświeża. Przynosi ulgę zmęczonej skórze. Wyciąg z zielonej herbaty spowalnia efekt starzenia się skóry, pobudza jej mikrokrążenie, uelastycznia. Chroni przed wolnymi rodnikami. Prowitamina B5 działa leczniczo i łagodząco na podrażnioną skórę, wygładza i poprawia jej koloryt. Alantoina łagodzi, nawilża, wygładza i zmiękcza skórę.

Na pewno podczas stosowania kremu zauważyłam, że skóra jest bardziej nawilżona i jędrna.Stosowałam go także przez pewien czas na skórę dekoltu, która była wyjątkowo przesuszona i bardzo dobrze sobie poradził z nawilżaniem. Po jego nałożeniu nie ma mowy o uczucia ściągania, a nawilżenie jest wyczuwalne przez cały dzień. Niestety, ale nie zauważyłam łagodzenia podrażnień. Patrząc na skład zawiera w sobie kilka substancji, które mogą zapychać skórę, ale u mnie się nic takiego nie wydarzyło.



Skład:
Aqua, Caprylic/Capric Triglyceride, Sorbitol, Isopropyl Palmitate, Glyceryl Stearate, Cetyl Alcohol, Ceteareth-25, Petrolatum Sodium Hyaluronate, Sodium Acrylates Copolymer, Allantoin, Parfum, Camellia Sinensis Leaf Extract, Melissa OfficinalisLeaf Extract, Panthenol, Glycerin Butylene Glycol, Disodium Edta, Bht, Dmdm Hydantion Iodopropynyl Butylcarbamate, Citral Eugenol, Hydroxycitronellal, Hydroxyisonexyl 3-Cyclohexene Carboxaldehyde, Butylphenyl Methylpropional, Linalool, Citronellol, Hexyl Cinnamal, Limonene

Ogólnie polecam go, warto go kupić choćby z  ciekawości ;) no i jeżeli lubicie takie świeże zapachy oraz bezproblemową aplikację to sprawdzi się doskonale.
Moja ocena to 8/10 


Znacie go? Jaki jest Wasz ulubiony krem do twarzy?

Buziaki, Mila

wtorek, 25 marca 2014

Obserwatorzy a Google + po raz kolejny, jak można zaobserwować bez tego dziadostwa?

Ostatnio nie blogowałam za dużo, dlatego właśnie dopiero wczoraj się zorientowałam, że coś jest nie tak z obserwatorami :>  Google na siłę chce nas przekonać jakie to Google + jest dobre i cudowne, ale jak dla mnie to coś dziwnego, dziadostwo jakieś, ustrojstwo i kijem tego nie chcę ruszać... ale chyba będzie trzeba. Smutek to za mało powiedziane.

Oni chyba naprawdę specjalnie co chwilę wywołują awarię, żebyśmy szybko przenieśli się z obserwatorów Bloggera na obserwatorów Google +, a tym samym założyli tam profil i połączyli go z blogiem. Próbują, próbują, aż w końcu ktoś się zdecyduje... Profil mam, bo nieświadomie go założyłam przy zakładaniu bloga, ale nie połączyłam go z blogiem (tzn. sam się połączył, ale go odłączyłam :>). No a teraz?
Na razie zostaje ręczne dodawanie adresów do listy czytelniczej, łatwo, prosto i skutecznie, mam nadzieję, ze ten sposób niedługo się nie "zepsuje" ;) A jak to zrobić?

Wystarczy wejść na swoją stronę główną blogger.com, kliknąć DODAJ przy swojej liście czytelniczej i wkleić skopiowany adres bloga, potem kliknąć OBSERWUJ. Zdjęcia możecie powiększyć klikając w nie.






A co Wy myślicie o Google +? Przeszkadza Wam bardzo? Też uważacie psucie się obserwatorów Bloggera za jakiś spisek? :P

Dopisek: Kilka razy próbowałam dodać tego posta, kilka razy nagle traciłam połączenie z internetem, zdjęcia się nie chciały dodać, komputer zaczął głośno chodzić, a na chwilę nawet zabrakło prądu... nice try Google +, nice try... ale ten post i tak ujrzy światło dzienne!

Buziaki, Mila :)

poniedziałek, 24 marca 2014

Krótkie włosy bardziej zadbane?

Wiem, wiem, mało mnie w tym miesiącu na blogu :( Ale niestety, nie może samym blogowaniem człowiek żyć i czasami nie ma na to czasu ( a masło jest maślane...). Ale mam nadzieję, że niedługo się to poprawi :)

Dzisiaj będzie o krótkich włosach. Może już wiecie, że trochę choruję na krótkie włosy, bardzo mi się podobają krótkie fryzurki, szkoda tylko, że wyglądam w nich beznadziejnie. Jakiś czas temu przyglądając się moim końcówkom, które (znowu!) były jakieś dziwnie spuszone na końcach, bo potargał je wiatr i wymięły się o siedzenie w samochodzie, zaczęłam zastanawiać się czy nie byłoby lepiej mieć krótkich włosów. Wiadomo, można włosy związywać, ale nie zawsze o tym pamiętam, nie zawsze mam ochotę, a gumki do włosów umierają mi w zastraszającym tempie (niedługo chyba pójdę za to siedzieć!).


Zaczęłam, więc przyglądać się włosom innych kobiet (a zazwyczaj tego nie robię, dziwne jak na włosomaniaczkę, co nie?) i doszłam do wniosków, że większość krótkich włosów jest po prostu ładniejsza i bardziej zadbana niż włosy długie.
Mam wrażenie, że wiele dziewczyn ma długie włosy tylko po to, żeby mieć długie włosy. Taki kaprys. Trend na topielicę i 'nie wiem po co z nimi zrobię, ale jak będzie mi zimno to się otulę'. I często są to piękne włosy, ale częściej są to włosy, które wołają Podetnij mnie kobito! Długie włosy to nie zawsze zadbane włosy. Za to krótkie włosy częściej wyglądają po prostu zdrowiej, dlaczego?



Mam mała teorię, pewnie nic odkrywczego ;) ale jak już sobie to wymyśliłam, to podzielę się z Wami.

  • Krótkie włosy nie są niszczone tak bardzo przez kurtki, szaliki, paski od torby i inne niebezpieczne dla nich przedmioty codziennego użytku.
  • Łatwiej wyhodować naturalki - jeżeli ktoś ma włosy po pas, to do pięćdziesiątki może uda się wyhodować tylko i wyłącznie własne włosy, a przy takich do ucha wystarczy rok czy dwa.
  • Na krótkich włosach widać każdy defekt, który na dodatek jest baaaardzo blisko twarzy. No cóż, długie włosy można związać, zaplątać, ukryć. A krótka fryzurka zawsze jest widoczna w całej okazałości, może właśnie to jest powód dla którego właścicielki krótkich włosów bardziej o nie dbają?
Ale nie ma tak dobrze, jakby się mogło wydawać. Najczęściej krótkie włosy = koniecznie ładnie ułożone włosy. Bob wygląda ładnie, ale zazwyczaj musimy mieć cały asortyment kosmetyków do modelowania. Bez tego często krótkie fryzury wyglądają jak po uderzeniu piorunem. Wiem  o tym, bo sama tak wyglądałam przez większość mojego życia, kiedy to nosiłam krótkie włosy ;)
Z tego względu też dużo łatwiej zniszczyć sobie można włosy - gorącym powietrzem z suszarki, prostowaniem czy nadużywaniem wysuszających środków do modelowania.


A jak jest Wasza opinia na ten temat? Czy wydaje Wam się, że krótkie włosy są częściej ładniejsze od tych długich?

Buziaki, Mila :)

wszystkie zdjęcia pochodzą z serwisu weheartit.com

czwartek, 20 marca 2014

Podejdź do życia z lekkością, czyli nie przejmuj się!

Życie jest piękne, ale nie jest usłane różami.
Czasami jest ciężko, czasami jest bardzo ciężko, a czasami jest tragiczne. A najczęściej po prostu przejmujemy się za bardzo. Mam nieodparte wrażenie, że niektórzy ludzie przejmują się wszystkim, dosłownie. Czasami warto. Ale najczęściej nie.
Przez lata (zabrzmiało jakbym miała jakieś 100 lat ;)) wypracowałam sobie bardzo "olewczy" stosunek do wielu rzeczy. Jeszcze kilka lat temu przejmowałam się wszystkim, dosłownie, nie wychodziło mi to na dobre ;) Dopiero z czasem zrozumiałam, że są rzeczy, którymi przejmować się nie powinnam i stworzyłam sobie taka mini listę, rzeczy, którymi nie ma sensu się przejmować.



      Czym przejmować się NIE powinno (według Mili)


  • Opinia innych - jeszcze się taki nie urodził co by każdemu dogodził. W tym zawarty jest chyba sens wszystkiego. Ludzie mają różne opinie, ludzie którzy wydają swoje opinie są różni, są też ludzie którzy wydają swoje opinię zbyt często. Nie ma co się nimi przejmować, bo bardzo mało osób potrafi powiedzieć coś, co wniesie coś do naszego życia. Większości najlepiej wychodzi bezsensowne gadanie, dogryzanie, bycie niemiłym i hejtowanie ( a nie krytykowanie) wszystkiego. Ale takie opinie potrafią zaboleć. Moim zdaniem opinia innej osoby może być dla nas wskazówką, ale nie wyrocznią! Jeżeli czujesz, że to co robisz jest słuszne, to rób to nadal.

  • Wygląd - mało jest osób, które w życiu realnym wyglądają jak wyjęte z żurnala, ale ładnych osób nie brakuje. Nie uważam siebie za piękną, ani nawet za ładną, a raczej za całkiem normalną. Mam wiele wad, czasami mam dni w których mówię sobie Co jak co, ale brzydka to na pewno się urodziłaś! ;) Ale nauczyłam się żyć z moimi mankamentami, nie przejmuję się z nimi, nie ograniczają one mojego życia. Przeszłam przez okres, kiedy uważałam się za wyjątkowo brzydką i nie miałam ochoty na nic. Dopiero potem zrozumiałam, że są rzeczy ważniejsze niż krzywy nos czy za dużo kilogramów. Wygląd to dla wielu osób drażliwy temat i jak widać hejterzy lubią go... ale jakoś mnie to nie dotknęło, naprawdę.

  • To, czego nie potrafimy - jest wiele uzdolnionych osób, a wiele nie ma żadnej pasji i nie przejawia żadnego talentu. Dla wielu osób to powód do zmartwień, bo Nic nie umię. Nic nie potrafię. Idę skoczyć z mostu. Robisz to źle! Nie każdy zostanie lekkoatletą, bo nie każdy ma ku temu predyspozycje. Nie każdy będzie artystą, bo umiejętności plastyczne wielu osób kończą się na umiejętności narysowania ludzika patyczaka. Nie każdy będzie pięknie śpiewał, bo nie każdy wie o co w śpiewaniu chodzi i nigdy nie załapie (patrz ja). Ale czy to ważne? Lepiej się skupić na tym co potrafimy robić, co lubimy robić i co chcemy robić (czasami nawet bardzo nieudolnie, ale skoro daje nam to frajdę to dlaczego nie?)! Zawsze znajdzie się ktoś bardziej uzdolniony od nas, ale zamiast się nad sobą użalać lepiej zabrać się do pracy :)

  • Małe niepowodzenia - zepsuty telefon, zalany laptop brata czy ulubiona bluzka, która została wyprana zbyt agresywnie. Niby nic, ale zawsze coś. Małe rzeczy też potrafią nieźle nam za skórę i sprawić, że nimi się przejmujemy. Pod tą kategorię można by też podciągnąć większe niepowodzenia - niezdany egzamin, oblane prawo jazdy, jeżeli mamy drugą szansę na poprawę to tragedii nie ma. Czasami po prostu warto wziąć głęboki oddech i nie panikować.

  • Internetowe kłótnie i trolle - internet to miejsce idealne na kłótnie. Można dosłownie łapać się każdego słówka, interpretować każdy przecinek, wypominać przez 10 stron jedno źle napisane słowo. To także doskonałe miejsca dla trolli i osób, którym się w życiu nudzi i chcą dostarczyć sobie wirtualnego dreszczyku emocji - na chwilę można się poczuć jak prawdziwy bad boy! Bardzo łatwo się w taką kłótnię wciągnąć i się nią przejmować. Nie karmić trolla - to najlepsze rozwiązanie ;)

Przejmowanie się wszystkim i każdym chyba nigdy nie wychodzi nam na dobre. Zestresowanie i zdenerwowani przejmujemy się jeszcze tylko bardziej... nie warto sobie psuć zdrowia. Wolę czerpać z życia niż wszystkim się przejmować i ciągle myśleć o tym co robię źle a co dobrze.

A Wy się często przejmujecie czy podchodzicie do życia na luzie?

Buziaki, Mila



piątek, 14 marca 2014

Jak wygląda prawdziwa włosomaniaczka?

Włosomaniaczka - kto od czasu do czasu odwiedza blogi urodowe na pewno zna ten termin. A kto nie zna chyba łatwo się domyśli, że chodzi o kogoś kto ma bzika na punkcie włosów, pozytywnego bzika oczywiście!

Niewiasta, która pragnie się określić tym szlachetnym tytułem musi przejść długą i spektakularną metamorfozę. A do tego musi wykazywać pewne cechy wspólne dla tej grupy.

Jak wyglądać powinna włosomaniaczka? Na pewno musi mieć długie włosy. I mówiąc pisząc długie, mam na myśli naprawdę długie włosy! Do talii do minimum, najlepiej do tyłka, a jeszcze lepiej do kolan. I koniecznie muszą być proste. Sorry, ale kręcone włosy to nie to samo co tafla, tafla musi być. A jak nie masz tafli to wyprostuj włosy do zdjęcia - tak, tak prostownica to zło, ale przecież nikt nie musi o tym wiedzieć. W każdym bądź razie tafla musi być. Jeżeli tafli nie masz mimo to, przy zdjęciu zawsze pisz - to odgniecenie to od kucyka, albo zdjęcie zrobione po warkoczu. Może ktoś naiwny da się nabrać.


Włosy najlepiej ścięte na równo, lub w U lub V, żadne cieniowania, żadne stopniowanie, żadne inne dziwne rzeczy, które nie wiesz jak się nazywają - musisz mieć fryzurę na topielicę, długie, rozpuszczone i jeszcze raz długie. A jeżeli nie masz takich włosów to pamiętaj, że MUSISZ chcieć mieć taką długość, pamiętaj - w momencie, kiedy zostajesz włosomaniaczką to musisz, po prostu musisz zapuszczać włosy. Nie zapomnij płakać nad każdym podciętym milimetrem. Nie zapomnij wszędzie pisać cel 110cm, obecnie 54, 21634 cm, brakuje 55,78366 cm do celu! Mierz włosy co dwa dni - kto wie, może ta nowa wcierka dała ci 10 cm w jedną noc? No i każdej innej mów : musisz podciąć włosy/nie lepiej podciąć końcówki/ale brzydkie końce, nie pozwól, żeby te jędze miały dłuższe włosy od Twoich!

Naturalki, czyli twoje naturalne włosy, muszą być twoim celem! Muszą! A jeżeli już naprawdę musisz farbować włosy to jedynymi słusznymi rozwiązaniami są henna albo farby naturalne! Nie ma innych opcji, po prostu nie ma!

Do tego musisz mieć fajną pracę, idealnego faceta (jeżeli nie masz go, to sobie możesz go wymyślić, to też jest okey),trzy tony kosmetyków, portfel bez dna do kupowania nowości i być natarczywa jak akwizytor - zawsze masz rację, wszystko inne jest zueee! Tylko długie naturalki się liczą, tylko one! A i pamiętaj - kiedyś musiałaś mieć brzydkie, rozjaśnione, spalone, wykruszone oraz przerzedzone włosy, inaczej się nie liczy!

Jestem włosomaniczką, brakuje mi tylko włosów do pasa, naturalnego koloru, prostych włosów, cięcia w U albo na prosto, idealnego faceta, fajnej pracy, ton kosmetyków oraz grubego portfela, brak mi też daru przekonywania... marna chyba ze mnie włosomaniaczka :c ale pracuję nad tym, dzisiaj zmierzyłam włosy dwa razy!

A Ty jesteś dobrą włosomaniaczką? 

Buziaki, Mila

P.S. Jeżeli pytasz się o co kaman to już odpowiadam. Kocham moje włosy, kocham o nie dbać o dowiadywać się o włosach nowych rzeczy. Kocham zadbane włosy, kocham oglądać inne włosy, ale kurcze... mam wrażenie coraz częściej, że włosomaniczki zaczynają przypominać sektę. A ja nie chcę być jej częścią. Chcę cieszyć się moimi włosami, ale nie chce pod nie podporządkować całego mojego życia. Chcę nosić rozpuszczone włosy na wietrze zimą - niech się poocierają o szalik, niech się poniszczą i rozdwoją, a ja nie chcę o tym myśleć. Chcę nałożyć na włosy rozjaśniacz albo farbę z drogerii, wiecie, tą najgorszą, która wyżera włosy i zrobi mi kuku tak bardzo, że przez miesiąc będę płakać. Chcę je odgniatać metalowymi gumkami, czesać na mokro muszę i zrobić sobie cieniowanie bez wyrzutów sumienia. Niech się trochę poniszczą, niech nie będą idealne.
Moje włosy to moja ozdoba - tak samo jak moje oczy, mój nos czy mój uśmiech. Na świecie jest tyle pięknych rzeczy, tyle sposobów na spędzenie dnia, tyle rzeczy do odkrycia i do zrobienia, a wszystko to można zrobić z włosami do pasa, jak i z włosami ściętymi na zero. A wszystko to chcę robić bez stresu o zniszczone czy brzydko wyglądające włosy! Wariowanie, czy to na punkcie włosów, czy na punkcie czegoś innego, nigdy nie jest dla nas zdrowe.

niedziela, 9 marca 2014

Uroda Polska, Melisa, balsam do ciała

Hej, znalazłam chwilkę czasu, aby napisać tą recenzję. W najbliższej przyszłości możecie spodziewać się większej ilości recenzji - są szybkie to napisania i nie wymagają dużo myślenia :D co jest doskonałe w sytuacji oblężenia przez rodzinę męża ;)
Dzisiaj chciałam Wam napisać o produkcie, który dostałam w ramach współpracy od firmy Uroda Polska (chyba nie muszę Wam pisać, że fakt otrzymania go w ramach współpracy nie wpłynął na moją opinię, ale taka zapiska coraz częściej pojawia się na innych blogach, więc napiszę to także ja ;) ). Chodzi o balsam do ciała z serii Melisa.


Balsam zamknięty jest w opakowaniu o pojemności 200 ml z pompką, opakowanie jest wytrzymałe (tak, przetestowałam już ;) kilak razy upadło i nic się nie stało). Co najbardziej mi się spodobało? Zapach! Prawdziwe cudo, mi kojarzy się z zapachem zielonej herbaty i świeżo skoszonej trawy (mój prywatny fetysz!) i to w zapachu się zakochałam przede wszystkim. Utrzymuje się on na skórze po nałożenie balsamu, ale nie bardzo długo, myślę, że około godziny.


Konsystencja jest bardzo bardzo lekka, balsam absolutnie się nie lepi i od razu się wchłania i można się ubierać, doskonała opcja dla wiecznie spóźnialskich i dla zmarzluchów. Co do działa to producent obiecuje nam:

Działanie: silnie nawilża, lekko ujędrnia.
Składniki aktywne:
Wyciąg z melisy regeneruje, łagodzi, uspokaja i odświeża. Chroni przed działaniem wolnych rodników i promieni słonecznych. Wyciąg z zielonej herbaty spowalnia efekt starzenia się skóry, pobudza jej mikrokrążenie, uelastycznia. Chroni przed wolnymi rodnikami. Olej z orzechów makadamia zawiera minerały, takie jak: potas, fosfor, wapń oraz witaminy B1 i B2. Doskonale nawilża, wygładza i działa przeciwstarzeniowo, pielęgnuje skórę suchą i wrażliwą.
Sorbitol wiąże wodę w przestrzeniach międzykomórkowych, skutecznie nawilża, wygładza, poprawia elastyczność i regeneruje przesuszoną skórę.
Prowitamina B5 działa leczniczo i łagodząco na podrażnioną skórę, wygładza i poprawia jej koloryt.
Alantoina regeneruje uszkodzony naskórek, łagodzi, nawilża, wygładza i zmiękcza skórę.





A jak się ma do tych obietnic rzeczywistość? Na pewno nawilża, ja stosowałam balsam raz dziennie i skóra była doskonale nawilżona aż do następnej aplikacji, nie zauważyłam efektu ujędrniania (ale nakładałam go tylko na nogi i ręce). Parafina w składzie nie zostawia żadnego filtru na ciele. Miałam wrażenie, że po tym balsamie skóra po depilacji lepiej się zachowuje. 
Wydajność moim zdaniem jest słaba, używając balsamu raz dziennie starczał mi na miesiąc, a jak już wspomniałam nie używałam go na całe ciało i stosowałam tylko raz dziennie. Pojemność 200 ml kosztuje 8 zł w sklepie Urody Polskiej, ucieszyłabym się gdyby balsam był dostępny w większej pojemności. Mimo to moim zdaniem to bardzo dobry balsam, który bardzo dobrze nawilża i szybko się wchłania. Ogólnie polecam i jeżeli macie możliwość, to warto go wypróbować. 



Słyszałyście o nim? Jaki jest Wasz ulubiony balsam?

Buziaki, Mila :)



poniedziałek, 3 marca 2014

Ładna wiosna tej zimy, czyli wiosenne zużycia

Hej :) Ten miesiąc znowu bez większych rewelacji… a zużycia są w sumie z dwóch ostatnich miesięcy. Teraz za cel postawiłam sobie posiadanie tylko jednego otwartego kosmetyku z danego typu, więc zużyć jest niewiele, bo niewiele rzeczy jest otwartych. Dobrze mi z tym, bo w końcu mam świadomość, że nic się nie marnuję :D

Ale nowości w łazience ciągle się pojawiają… trudno tego uniknąć ;) Niedawno do grona moich kosmetyków dołączył olej kokosowy oraz maska i odżywka do włosów z 8 składnikami z Oilmedica,  pierwsze wrażenia? Jest super! :D I mam nadzieję, że będzie jeszcze tylko lepiej.


Zaczęłam też hodować… kiełki :D moje pierwsze już zostały zjedzone (mniam, mniam), dzisiaj zaczynam hodować pszenicę, owies i jęczmień (mam swoją własną, tak, więc mogę produkować kiełki tonami, dosłownie) – te kiełki z tego co wyczytałam mają bardzo neutralny smak, a owies jest słodkawy, na pewno trafią do moich jabłkowych smoothie i mleczno-owocowych koktajlów. W takich chwilach cieszę się, że mieszkam na wsi. Jabłka z własnego sadu, własne przetwory owocowe, a niedługo mam nadzieję własne mleko (nie moje, od krowy :P) – żyć, nie umierać. Mam jeszcze zachomikowane w zamrażarce rabarbar, śliwki i czereśnie, wkrótce muszę popełnić jakieś ciasto z owocami :D


Wiosna ruszyła pełną parą, słońce coraz częściej świeci mocno, można otwierać okna i wietrzyć się całymi dniami ;) Wczoraj było wyjątkowo ciepło i moja siostra wyciągnęła mnie na małą sesję fotograficzną (fotograf ze mnie żaden, ale dysponuję aparatem :D a do tego moja Zuzia jest wyjątkowo upierdliwa, jak sobie coś umyśli i wyboru nie miałam :P). Oczywiście Amber i męża też zabrałam ;>






Ale wróćmy do głównego tematu :D

Na czerwono zaznaczyłam produkty, których nie kupię, na zielono te po które chętnie sięgnę, a na niebiesko te, które mi są obojętne /może się na nie skuszę.




1. Rosyjski krem do rąk z rokitnikiem – dostałam w tamtym roku na Dzień Dziecka od mamy ;D Fajny, ale pupy nie urywa, miał obłędny zapach, będę za tym zapachem tęskniła!

2. Geomar, maseczka oczyszczająca – jeżeli jedziesz do Włoch to rozejrzyj się za tymi maseczkami, naprawdę super, porządnie oczyszczają, cera jest gładka i czysta po ich użyciu.
3. Próbka Tołpa, hydrativ, nawilżające serum odprężające – konsystencja bardzo mi się nie spodobała, to serum jest strasznie lepkie. Nie kupię pełnego opakowania.
4. Ziaja, maseczka różana – bardzo ją lubię i często do niej wracam, jedno opakowanie wystarcza mi na dwie aplikacje. Fajnie napina skórę i ją nawilża.
5. Próbka Love Me Green, krem na noc – zużywał na łokcie (wystarczyło na raz ;)), bo twarz po nałożeniu strasznie mnie swędziała i musiałam szybko zmyć. Dużego opakowania nie kupię.
6. Miss Sporty, Pump Up Booster – super tusz do rzęs, mój ulubiony!!! Bardzo pogrubia i wydłuża, uwielbiam go!
7. Garnier, szampon awokado i masło karite – po pierwsze, kto wymyślił takie otwieranie?! Dwa razy sobie połamałam na nim paznokcie! Poza tym szampon raczej ok, dobrze zmywa oleje, ładnie się pieni, fajnie pachnie, nie plącze włosów za bardzo. Ale brakuje mi „tego czegoś” ;)
8. Garnier, odżywka drożdze piwne i owoc granatu – działa przyzwoicie, włosy są po niej miękkie, ale… ten zapach, coś OKROPNEGO! Pachnie jak mocne, męskie perfumy z bazarku, dosłownie. A zapach utrzymuje się na włosach do następnego mycia. Nie lubię tego :/
9. Isana, odżywka w formułą antystatyczną – jest dobra, ale nie jest najlepsza. Działa dobrze, zapach bardzo neutralny, bardzo dobra do mieszania z innymi odżywkami i do przygotowywania domowych masek. Taką samą otrzymałam od Rossmanna w ramach przeprosin, na pewno zużyję i pewnie nie raz jeszcze po nią sięgnę.
10. Eveline, Niewidzialne Rękawiczki TUTAJ przeczytacie wszystko na temat tego kremu, krótko mówiąc – nie!
11. Wazelina z Rossmanna – wcześniej mój must have, ale teraz przerzuciłam się na inne produkty ;) Pewnie się jeszcze kiedyś przyda, choćby do zrobienia domowej bazy pod cienie KLIK
12. Pomadki Eveline, Oeparol i Labello, tylko po tą ostatnią chętnie sięgnę, inne nie – więcej poczytacie o moich pomadkach TUTAJ
13. Ziaja, Bloker – jest najlepszy! Dzięki niemu mogę zapomnieć o problemach z potem.
14. Babydream, krem ochronny na wiatr i zimęTUTAJ o nim pisałam więcej, mój zimowy must have :D a butelka podziabana nożyczkami przez mojego męża, dlaczego?... bo mu się nudziło... faceci :D
Skończyłam też żel pod oczy z FloslekuKLIK.

I to wszystko, na dniach spodziewajcie się listy kosmetyków, które warto kupić we Włoszech, do napisania zainspirowała mnie jedna z wizażanek :D no i PinkJoy pudełko – niespodzianka, które mam nadzieję, niedługo u mnie zagości, a temat przewodnim są właśnie Włochy! A w międzyczasie szykuję się na inwazję rodziny mojego męża – który właśnie z tego kraju pochodzi ;D

Wkrótce pokażę Wam też jak wyhodować kiełki w słoiku :) 

Znacie któryś z tych produktów? Cieszycie się wiosną?

Buziaki, Mila :)

sobota, 1 marca 2014

Haters gonna hate, czyli o hejtingu słów kilka

Hej, tego posta „pisałam” w swoich myślach już od kilku dni. Temat mnie męczył i cały czas zastanawiałam się co dokładnie napisać i w jaki sposób to przekazać. Zastanawiałam się czy ma być bardziej personalnie, czy ogólnikowo, zastanawiałam się jak niektóre osoby ten tekst odbiorą. Ale w końcu jest, mam nadzieję, że niezbyt chaotyczny ;)

Do napisania tego posta zainsporowała mnie niedawna blogowa afera (coraz ich więcej, albo po prostu ja coraz więcej o nich słyszę), kiedy to grupa forumowiczek hejtowała pewną blogerkę
(ponoć prawdziwym blogerem staje się w momencie, kiedy ma się swojego pierwszego hejtera, najlepiej pełnoetatowego, a im więcej osób Cię hejtuje, tym popularniejszy jesteś Ty i Twój blog... ale czy to prawda?). Moim zdaniem dyskuja na tamtym forum i poziom wypowiedzi niestety, ale dotknęły dna i pojawiły się bardzo niemiłe słowa, nie tylko na temat przekonań blogerki (słusznych czy nie, to nie ważne, tak samo jak nie ważne jest w jaki sposób dana osoba o nich pisze), ale także na temat jej życia prywatnego, domniemanego wykonywania najstarszego zawodu na świecie, inteligencji oraz wyglądu. Po prostu nie dało się obok tego przejść obojętnie i nie zauważyć sączącego się jadu. Jak przy każdej aferce po kilku dniach emocje opadły i może tylko ktoś od czasu do czasu pomyśli o drugiej stronie „ta głupia sucz, jak ją dopadnę to jej włosy z głowy powyrywam!” – temat został zakończony, dyskusja umilkła, emocje opadły i wszyscy żyją długo i szczęśliwie. Ale pewnie nie dla każdego, bo myślę, że blogerka jeszcze długo nie zapomni słów, które padły... no i co jeżeli ktoś z jej bliskich trafi na ten temat ? Na pewno nie zrobi mu się miło.Dodam, że nie jestem miłośniczką blogerki o której mowa, czasami do niej zaglądam, często się z nią nie zgadzam, ale w życiu bym nie napisała o niej takich słów. 
Ten temat skłonił mnie do refleksji nad tym dlaczego hejtujemy, czym właściwie jest hejt i czemu tak często go nadużywamy? Zacznijmy od początku...

Czym  jest hejt?
Moim zdaniem hejt to próba uderzenia poniżej pasa, soczysty kop w metaforyczne jaja. I „hejt” to chyba najlepsze określenie na to zjawisko, bo ani to czysta nienawiść, ani krytyka, ani po prostu „nie lubię cię”, a specyficzna zagrywka, która ma na celu zranienie, często używając aluzji, sugestii, ale takich, żeby wszyscy od razu zrozumieli, że stosunek osoby, która go napisała jest negatywny. Często jeszcze ma na celu sprowokowanie, uwikłanie w dyskusję zainteresowanego... tylko po to, żeby jeszcze bardziej go hejtować i łapać się każdego jego słówka.

Hejt, a (konstruktywna) krytyka
Chyba każdy z nas wie czym jest krytyka oraz konstruktywna krytyka, która jest wyższą formą i wymaga od nas nie tylko samego zauważenia problemu, ale  i umiejętności dodania czegoś sensownego. To najprzyjemniejsza forma krytyki. Chyba nie ma osoby, która lubi być krytykowana, ale wiele lubi usłyszeć konstruktywną krytykę. Jeżeli ktoś mi napisze „Brzydko ci wyszła ta kreska eyelinerem” to pomyślę „Spadaj!”. Ale już „Brzydko ci wyszła ta kreska eyelinerem, spróbuj bardziej się przyłożyć następnym razem i cały makijaż na tym zyska” to myślę „ O kurcze, faktycznie!”. Nie każdy potrafi krytykować w konstruktywny sposób, tak samo jak nie każdy potrafi taką krytykę odczytać i przyjąć. A czym różni się hejt od krytyki? Różnica jest ogromna!
Hejt „Jesteś grubą świnią, spasłaś się jak maciora
Krytyka „Widzę, że ostatnio przytyłaś, może powinnaś zacząć ćwiczyć?
Hejt „Masz włosy jak szczotka do kibla
Krytyka „Twoje włosy są przesuszone na końcach, myślałaś, żeby je podciąć?
Hejt „Ubierasz się jak rumunka spod latarni
Krytyka „Nie podoba mi się twój styl ubierania
Hejt ma na celu uderzenie w najczulszy punkt, emocjonalnie nas zmiażdżyć i przytłoczyć. Zupełnie inaczej niż krytyka. 

Dlaczego hejtujemy?
Hejterów jest cała masa – wystarczy wejść na pierwsze lepsze forum, stronę czy filmik na youtube. Zawsze znajdzie się ktoś, komu nic nie pasuje, daje każdemu minusy, jest zawsze innego zdania i nawet pod zdjęciami przed i po odchudzaniu napisze „ I tak zawsze będzie grubą świnią”. Chyba niektórym to pomaga, a najczęściej mam wrażenie, że hejtujemy, bo… zazdrościmy, albo kierujemy się stereotypami. Takie wrażenie odniosłam też w wcześniej wspominanej sprawie, miałam wrażenie, że wiele osób po prostu miało „coś” do tej blogerki ze względu na jej wygląd. Dziwne,co nie? Zwłaszcza, że nie mówimy o przedszkolakach czy gimbazie, a o dorosłych (teoretycznie) osobach. Hejtowanie innych sprawia, że czujemy się lepiej, na wygranej pozycji, bo przecież mamy tak cięty język i takie doskonałe risposty i nikt nas nie przeskoczy… Dlatego myśląc o etatowych hejterach zawsze wyłania mi się obraz osoby nie pewnej siebie, która szuka w rozrywki w dokuczaniu innym.

Moim zdanien hejt w żadnym wypadku NIE jest ok, zwłaszcza jeżeli zaczyna się one przeradzać w personalny atak. Jeżeli ktoś pisze „blondynki sa głupie” to jest po prostu ograniczony, ale jeżeli ktoś napisałby do mnie, za czasów kiedy jeszcze byłam blond ;), „jesteś głupia, bo jesteś blondynką” to jest już coś personalnego. 
Jeżeli ktoś Cię hejtował – nie odwdzięczaj się tym samym, bo to do niczego nie prowadzi, zniżasz się do poziomu hejtera, a na dodatek pokazujesz mu, ze wygrał – sprowokowanie Ciebie, to był jego cel! 
Jeżeli sam wielokrotnie byłeś hejtowany, bo jesteś blogerem, to moim zdaniem nie upoważnia Cię do hejtowania innych! 
Jeżeli pokazuję moją twarz i piszę o moim prywatnym życiu, to wcale nie znaczy, że muszę być gotowa na obrażanie mnie czy wyzwiska – pokazanie siebie, nie jest jednoznaczne z powiedzeniem „ok, teraz możecie mi powiedzieć, że mam krzywy nos, jestem tłusta i niedorobiona”. 
Uważam, że każdemu należy się SZACUNEK bez względu na to czy się z tą osobą zgadzam czy nie i nawet kłótnia powinna zachować jakiś poziom. Hejt to totalny brak szacunku dla drugiej osoby, którego chyba nigdy nie zrozumię. I od razu zaznaczam – nie mówię, że jestem święta, że nigdy o nikim nie powiedziałam „ta głupia, brzydka małpa!”, bo to byłoby kłamstwo. Ale na pewno nigdy nie napiszę tak o nikim publicznie, bo po prostu wstyd mi za każdym razem, kiedy tak mówię/piszę.  Do tego hejt kojarzy mi się bardzo mocno z dziecinnym zachowaniem „Ona powiedziała, że ma brzydkie zabawki, to ja jej powiem, że jej sukienka jest do bani! Hejting to brzydka zabawa,a  do tego wyjątkowo żałosna. 

Na pewno też trzeba trochę się uodpornić na hejt, bo jak to mówią w hAmeryce „haters gonna hate and potatoes gonna potate”, ale życzę sobie i Wam, że nigdy nie spotka nas soczysty hejt! No i mam nadzieję, że nie staniemy się złośliwymi hejterami, tylko dlatego, że kogoś nie lubimy i według nas "zasłużył sobie"!



Jakie jest Wasze podjeście do hejterów? Co myślicie o hejtowaniu innych? Chętnie poczytam jakie jest Wasze zdanie na ten, moim zdaniem, temat.


Buziaki, Mila
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...