czwartek, 27 lutego 2014

Blogerkę za podróbkę perfum kupię

Widziałam chyba już wszystko - blogi stworzone wyłącznie do darmowego testowania (a w nagłówku : oferuję szczere i pozytywne opinie o produktach...wtf?!), testy parówek na blogu ponoć urodowym, ale testującym wszystko od lakieru do paznokci po podstawki pod kubki, czy testy odświeżaczy do kibla w kształcie kwiatka (plus zdjęcia tegoż odświeżacza umieszczone w kibelku). Jak to mówi się w hAmeryce - what has been seen cannot been unseen (dla miłośników języka polskiego - co zostało zobaczone nie może zostać odzobaczone), no ale trudno, żyje się dalej i się nie przejmuję. Ktoś się godzi na takie warunki, komuś odpowiada - dla mnie to jest OK.

Ale... no właśnie, zawsze musi być jakieś "ale", nigdy nie będę potrafiła szanować kogoś, kto się sprzedał za produkty do współpracy. A to widać i to bardzo - same pozytywne recenzję, same ochy i achy, sto bannerków firmy i orgazm na samą myśl. Kiedy ja decyduję się na współpracę to zaznaczam, że opinia będzie szczera, jeżeli firmie to nie pasuje, to dziękuję, do widzenia. Ale na wizażu (siedzibie zła, szatana i parkingu czarnej wołgi), czyli tam gdzie wybuchają skandale, dziewice same z sobą zachodzą w ciąże, a miecz moderatorów wisi nad wątłymi szyjami innych użytkowników, pojawił się taki oto wątek : wstrętne praktyki perfumerii sprzedającej podróby. O co chodzi -  perfumeria.in sprzedaje podróby. Żeby jeszcze jakieś dopracowane - nie, takie paskudne i krzyczące w twarz "jestę podróbą! lol", w cenach tak śmiesznych, że nawet ja, która nigdy w ręce oryginału nie miała (a nawet chyba obok żadnego nie stała) widzi, że coś jest nie tak - flakonik 100 ml za 65 zł? Wow, oferta życia, biorę 10! ;)

W to wszystko zostały wciągnięte... nie, poprawka, same weszły, blogerki, które przecież mają jakiś czytelników sięgających po ich recenzję w celu porady. Blogerki nawiązały współpracę z firmą, dostały swój flakonik za 16 zł i na blogu napisały recenzję. Zachwalając produkt jako oryginalny! No cóż, zdarza się najlepszym, można by pomyśleć. Ale w tym przypadku dla mnie jasne jest, że dziewczyny wiedziały na co się godziły - wystarczy spojrzeć na ceny (żeby takie mieć, to chyba by musieli podłączyć sobie rurociąg od producenta do siebie...), opakowania (łatwo w internecie znaleźć porównania oryginalnych i podrobionych opakowań), czy na sam fakt, że w ofercie są perfumy różnych firm, ale... w bardzo podobnych, wręcz takich samych flakonikach (wszyscy się dogadali i zrobili takie same małe opakowania?). Do tego na stronie brak danych firmy. Podejrzane, co? Gdyby ceny były dużo wyższe, to mogłabym uwierzyć, że dały się nabrać ucieszone taką okazją, ale w tym przypadku po prostu nie wiem co powiedzieć. Oczywiście blogerki zapewniły, że zapach jest oryginalny, a komentarze o nieoryginalności były kasowane lub nie przechodziły moderacji,a dwie z nich usunęły swój post (a jedna napisała małe sprostowanie w poście). Jedna z blogerek wykazała się wysoką kulturą osobistą, wysyłając gorące pozdrowienia:

Screen z wizażu
Jak dla mnie niefajna sprawa - zwłaszcza, że niestety, ale odbija się to na wielu innych blogerkach urodowych, bo się sprzedajemy za podróbki, bo popieramy oszustwo i inne takie... Nie wiem co myślały te dziewczyny - albo były baaardzo naiwne, albo tak się napaliły na współpracę, że nawet nie przejrzały oferty, albo stwierdziły, że podrobione perfumy to wystarczająca cena za ich wiarygodność. Nie wiem., Nie wiem co myślały, bo ja tego szczerze NIE ogarniam.

Mam nadzieję, że perfumeria niedługo zostanie zamknięta. Mam nadzieję, że jak najwięcej osób nie kupi od nich. Mam nadzieję, że dużo osób przeczyta komentarze na ich profilu FB, które ostrzegają, a są na bieżąco usuwane. Mam nadzieję, że poniosą konsekwencję swoich działań. Jeszcze raz przypominam PERFUMERIA.IN SPRZEDAJE PODRÓBKI, naprawdę!

Chętnie przeczytam jaki jest Wasz stosunek do podróbek i co myślicie o tej całej sprawie, bo dla mnie to lekko żenujące (a chyba nie powinno).

Buziaki, Mila

wtorek, 25 lutego 2014

Co u moich włosów słychać?

Żyją. Jeszcze nie wypadły. Wcieram w nie Jantara, który mnie nie masakruje. Cieszą się wiosną.
Na mojej głowie nie pojawiła się (JESZCZE) żadna farba od pamiętnej Ruby Red (klik), czyli już 2 miesiące! W szoku jestem, bo myślałam, że może minął miesiąc :D

Ostatnio zakupiłam też mój ukochany olejek rycynowy i zacznę znowu nakładać go na włosy, które po prostu go uwielbiają. Poza tym bez większych zmian - sporadycznie Facelle, częściej szampon Garnier lub Biały Jeleń, z odżywek ostatnio zużyłam Garnier drożdże i granat (której nie czuć ani drożdżami, ani granatem tylko bazarowymi, męskimi perfumami i co gorsza zapach trzyma się na włosach!), Isanę antystatyczną (? chyba, tak mi się wydaję :D nie pamiętam, a taki leń ze mnie, że sprawdzić mi się nie chce...dowiecie się niedługo przy okazji denka), otworzyłam Garniera z morelami (fajny jest), od czasu do czasu (czytaj : w tym miesiącu ani razu) nakładam Rainforest Wax.



Olej nakładam przed każdym myciem i po - jako zabezpieczenie, ale nie jestem pewna, czy jako zabezpieczenie wystarczą na moich włosach. Amla, Babydream, teraz także Babydream Fur Mama, łopianowy, czekam na kokosowy, który niedługo powinien przybyć :>

Zmiany?
Planuję, niedługo. Chcę odświeżyć kolor, znalazłam farbę podobną do tego co mam teraz. Ale nie pofarbuję całych włosów. W planach mam pofarbowanie odrostu (ostatnio pisałam o nich tutaj ) plus nałożenie farby w formie szerokich pasemek na wierzchnią warstwę włosów - bez folii, bez innych udziwnień, po prostu nałożenie pędzlem na włosy, tak, żeby nie było wyraźnej granicy pomiędzy nowym kolorem a starym. Nie wiem czy mi wyjdzie, jak wyjdzie to dobrze, jak nie to trudno :D

Odrost jest bardzo widoczny przy związanych włosach, co widać tutaj, muszę go zmierzyć, ok poszłam do łazienki i go zmierzyłam :D Ma 3 cm - czyli można założyć, że włosy urosły 1,5 w miesiąc, chociaż może to zasługa Jantaru? I tak, na spacerze musiałam zdjąć kurtkę, tak ciepło jest u nas!


Obcinać na razie nie mam zamiaru, ostatnio podcięła je trochę i przy okazji zrobiłam sobie z jednej strony za krótkie pasemko przy twarzy i mam takiego sterczącego kikuta z włosów, którego muszę przylizywać, żeby nie odstawał :D Trzeba mieć talent!

A jak tam Wasze włosy? Szykujecie jakieś zmiany?

Buziaki, Mila :)

niedziela, 23 lutego 2014

Szukajcie, a znajdziecie - czyli jak trafiacie na mojego bloga i czego tutaj szukacie

Jak przystało na prawdziwą blogerkę, całymi dniami siedzę w Google Analytics i sprawdzam moje statyki - w końcu muszę wiedzieć ilu Was jest, ile obserwatorów z Egiptu muszę dokupić (a w transakcjach pomaga mi Imperfecta, która współpracuje z egipską mafią :*), ile współprac mnie czeka (bo każda blogerka to milionerka!) i ogólnie marnuję w ten sposób cały dzień. Z każdym nowym wejściem cieszę się jak szczerbaty ze sucharka. A przy okazji dowiaduję się po jakich hasłach wyszukaliście mojego bloga, skandali mało, ale czasami można się uśmiechnąć.


  • loki na mokrych chusteczkach (opcjonalnie na husteczkach) to najpopularniejsze hasło, a dowiecie się tutaj jak je zrobić ;) 
  • co warto kubic z maybellin - nie wiem co warto kubic z maybellin, ale z maybelline warto kupić Color Tattoo - klik 
  • dlugie wlosy po 30 - nie pisałam o tym, ale czemu nie? 
  • dziewczyna dlugie czerwone włosy *.* kimkolwiek jesteś kocham Cię, wyjdź za mnie i dziękuję, że mnie odnalazłeś!... a nie, to pewnie nie o mnie, chyba aż tak popularna nie jestem ? :P
  • jak działa braid - tak działa braid :D
  • jak przedłużyć świeżość włosów - klik :)
  • jak się robi wlosy z dlugich na krótkie bez obcinania - nie u mnie, ale tak znajdziecie
  • krem do stóp z dużą zawartością mocznika - o moczniku pisałam tutaj :) 
  • krem nivea dobry na zadrapania ( i inne wariację tego hasła, typu: dobry na ranki, dobry na siniaki, dla psa na zimę na łapy itp.), jeden z moich pierwszych tekstów - klik
  • moje zmarszczki blogspot - czyżby ktoś próbował się dowartościować czytając o zmarszczkach blogerek? :D tutaj jak ich unikać ;)
  • pomadka z chińczyka - a może być błyszczyk z wiejskiej dyskoteki? klik :) albo moje pomadki - klik
  • obcinamy długie włosy - ale czy warto? klik
No i hit:

A na pocieszenie macie zdjęcie moich kudłów: (i mój kwiatowy czajnik w tle :3 )




Dzięki, że jesteście! :* Dla Was będę kręciła loki na husteczkach na moich czerwonych włosach, działała braid, kremowała się kremem nivea i używała pomadek z chińczyka do końca świata! :) 

A Was po jakich hasłach odnajdują w Internetach?

Buziaki, Mila

czwartek, 20 lutego 2014

Mój facet to mistrz makijażu...

... a tytuł jest mocno przesadzony, ale hej! kto blogerce zabroni? Nikt. :D Ale tak na serio to mój facet, a raczej mój mąż, wie o makijażu dużo - dużo więcej niż statystyczny osobnik męski wie. Chyba, że udają. Kij wie tych facetów.

Mój facet wie jak działa zalotka - ba! wie jak się nazywa i wie jak nią się obsłużyć. Prawie 2 lata temu w dniu naszego ślubu, kiedy ja biegałam co chwilę do lustra poprawić coś (sama nie wiem co) szwagier mojego jeszcze-wtedy-nie-męża-ale-prawie znalazł zalotkę na stole w kuchni i zapytał "A co to?" mój facet wiedział co to i jak działa. Szok i niedowierzanie, zwłaszcza, że nigdy nie widział zalotki w akcji. A dwa dni temu, kiedy odwiedziła mnie moja młodsza siostra (która mieszka kilkadziesiąt metrów ode mnie, ale odwiedza mnie od wielkiego dzwonu, jakby dzielił nas ocean), wiedział, że istnieją specjalne cienie do brwi! Moja siostra nie ma brwi, znaczy się ma brwi, ale przy jej ciemnej karnacji i jasnych, rzadkich brwiach wygląda jakby ich nie miała. Rzuciłam do męża, że teraz jak sobie je wydepilowała (lub wydebilowała, zależy jak wyjdzie), to są lepiej widoczne. I mój osobisty mąż powiedział "Ale ona powinna sobie kupić cień do brwi i podkreślać je trochę, wtedy będą lepiej widoczne". Mój facet wie, co to cień do brwi i jak go używać. Szok, zwłaszcza, że ja dowiedziałam się, że idealne brwi to nie matka natura, ale kredki i cienie jakieś pół roku wcześniej (wstyd, wstyd, wstyd!). Zapytany skąd wie te wszystkie rzeczy odpowiedział "Wiem." i nic więcej powiedzieć nie chciał.



Mam wrażenie, że faceci wiedzą więcej niż my myślimy, że oni wiedzą. Tak jakby istniała tajemna męska organizacja, która uczy chłopców jak używać tuszu, różu i jaki odcień pomadki pasuje do niebieskich butów. A my naiwnie wierzymy, że oni się nie znają. Hmmmm..... coś jak makijażowe lobby masońskie (czy masonów, nie wiem jak jest poprawnie) tylko lepiej ukryte przed światem. Taka wielka teoria spiskowa przeciw kobietom.

Do tego mój mąż jest moim osobistym doradcą makijażowym  - ten cień pasuje? puder nie za biały? podkład nie za ciemny? fiolet nie wygląda jakbym podbiła sobie oko? kreski równe? można pokazać się ludziom? Te wszystkie pytania mogę mu zadawać. A najczęściej jak coś jest nie ok, to nawet pytać nie muszę, bo od razy słyszę "Za dużo cieni, podkład za pomarańczowy, eyelinerem kreski nie równe, usta za różowe, weź kobieto umyj twarz i zacznij od nowa". Chwała mu za to (chociaż jak właśnie robiłam makijaż ponad godzinę i nagle się okazuję, że moja wizja nie znalazła odbicia w rzeczywistości, to życzę mu, żeby go cholera wzięła), bo wiem, że mnie nie oszukuję. Coś w tym stylu o:



Mam wrażenie, że gdyby miałby mnie mój facet umalować, to zrobiłby to lepiej niż ja kiedykolwiek to zrobiłam. Dlatego zamykam się w łazience, kiedy robię makijaż. I nie otwieram drzwi. Tego moje biedne serce by nie wytrzymało.

Wasi faceci są ukrytymi mistrzami makijażu, czy udają jak reszta, że nic nie wiedzą i nie wiedzą jak nazywa się zalotka?

Buziaki, Mila

poniedziałek, 17 lutego 2014

Odrosty u kobiety - czy zadbana kobieta może je mieć?

Hej :)

Żyjemy w czasach w jakich żyjemy - gdzie ceni się perfekcję w wyglądzie, zwłaszcza w wyglądzie kobiet. Aby być piękne i zadbane kupujemy masę kosmetyków pielęgnacyjnych oraz kolorowych. Na twarz nakładamy makijaż, w uda wcieramy cudowne kremy wyszczuplające, a na włosy kładziemy farbę. I właśnie o farbie, a raczej jej chwilowym braku, dzisiaj Wam napiszę.

Włosy rosną około 1 cm miesięcznie - u jednych jest to trochę wolniej, u kogoś innego trochę szybciej. Ale jakby nie patrzeć to 1 cm to sporo. Coraz więcej dziewczyn i kobiet walczy o piękne i długie włosy, więc starają się przyśpieszyć ich porost jak tylko mogą. Wiele z nas chce także odzyskać swoje naturalne włosy i cieszyć się naturalnym pięknem, nieskalanym rozjaśniaczami, farbami czy prostowaniem. A część z nas po prostu nie chce tak często włosów farbować, aby nie niszczyć ich więcej niż to konieczne. W każdym wypadku pojawia się jeden problem - odrosty. Czy kobiecie wypada mieć odrosty?

Nie rozumiem podejścia według którego odrosty szpecą - czy walka o piękne włosy to coś złego? Niby nie, ale jak pojawia się odrost to zawsze znajdzie się ktoś, kto ma coś na ten temat coś do powiedzenia. Zresztą wiele kobiet nie czuje się po prostu dobrze ze swoim odrostem. Pół biedy jeżeli nasz kolor jest zbliżony do koloru farbowanych włosów, gorzej jeżeli nasz naturalny kolor zupełnie różni się od tego uzyskanego farbowaniem.

Sama mam odrost, który ma długość około 2 cm, jak się prezentuje? A tak:



Drugie zdjęcie zrobione zostało wieczorem, z flashem, dlatego włosy są tak czerwone ;) 
Odrost jest widoczny, ale też nie przeważa nad wszystkim. Czy się go wstydzę? Nie!!! I uważam, że w żadnej sytuacji nie mamy prawa wstydzić się swojego odrostu ;) Nie uważam, że to powód do wstydu, czy do ukrywania się, ani powód do szybkiego sięgania po farbę. Zresztą czasami odrost bardzo pasuje do całości:



Może mam do tego jakieś inne podejście, ale cieszę się, jeżeli widzę u jakiejś kobiety bardzo duży odrost. Dla mnie to znak, że zaczęła zapuszczać swoje naturalki. Ja sama nie mam takiego zamiaru, ale nie mam też zamiaru co miesiąc, albo częściej, farbować włosów! A jeżeli komuś to przeszkadza to może na mnie po prostu nie patrzeć ;) Zdaję sobie sprawę z tego, że jednak mój odrost jest jeszcze nie wielki, ale co robić, kiedy jest jeszcze za mały, aby tworzyć na włosach naturalne ombre, ale też za długi, aby być mało widoczny? Jest kilka sposobów:

  • związywanie włosów - różne upięcia, zwłaszcza te przy skórze (warkocze dobierane), a także koki skutecznie pomagają zakryć dłuższe odrosty
  • zafarbowanie długości na kolor zbliżony do naturalnego - farbowany kolor nie musi być idealny, czasami wystarczy trochę go tylko ocieplić, albo ochłodzić, tak aby wyglądało to naturalniej; możemy też sięgnąć po naturalne 
  • pasemka - w kolorze naszego odrostu, albo zbliżonym, stopią naturalki i farbowane włosy w całość
  • naturalne sposoby, które rozjaśnią lub przyciemnią odrost
  • loki i fale - lepiej maskują odrost niż proste włosy, a jeżeli prostujesz włosy to może być idealna okazja do porzucenia prostownicy ;)
A przede wszystkim - nie dajmy się zwariować! Każda z nas ma swój rozum i jeżeli czujemy się dobrze z naszymi włosami, to nie słuchajmy opinii innych. Włosy z odrostem potrafią być piękne :) 

Jakie jest Wasze podejście do odrostów? Akceptujecie je czy są dla Was nie do pomyślenia? Jak sobie z odrostami radzicie?

Buziaki, Mila



środa, 12 lutego 2014

Dobrze się zaczęło, a gorzej skończyło - czyli romans z Niewidzialnymi Rękawiczkami

Zazwyczaj jest tak, że coś źle się zaczyna, a dobrze kończy - przynajmniej w przypadku kosmetyków. A jeżeli dany kosmetyk dobrze działa od początku, to raczej nie pogarsza mu się. Ale oczywiście, musi pojawić się jakiś wyjątek od reguły....

Niewidzialne Rękawiczki od Eveline dostałam pod choinkę od mamy. Moje dłonie wiecznie cierpią na niedopieszczenie, a miałam w tamtym momencie tylko jeden krem do rąk, tak, więc drugi nie zaszkodzi, a nawet fajnie sobie go zmienić od czasu do czasu (być może to jest powód dla którego mam dziesiątki otwartych kosmetyków, kupuję ciągle nowy i nic nie zużywam? ).



Fioletowa, miękka tubka (swoją drogą, bardzo fajna, pozwala na wyciśnięcie kremu do końca!), 100 ml kremu, ładny zapach (delikatny, trochę kwiatowy), lekko wodnista konsystencja i bardzo szybkie wchłanianie. O tym kremie wspomniałam już przy okazji wpisu o moczniku (KLIK) i chyba za wcześnie powiedziałam, że jest moim ulubionym produktem z mocznikiem. Niestety, ale zostaje zdetronizowany, nie ma jeszcze następcy ( z mocznikiem czy bez), bo trzeba się wykazać na dłuższą metę!



Na początku bajka i odkrycie życia - rączki jak u dziecka, delikatna powłoczka, która chroni przed mrozem ( w końcu niewidzialne rękawiczki w nazwie zobowiązują!), efekt nawilżenia utrzymywał się długo, nawet po myciu rąk.
Ale teraz, będąc prawie na końcu opakowania moja opinia się zmieniła. Krem nie jest zły, ale już się nim nie zachwycam. Po pierwsze efekt niewidzialnych rękawiczek zaczął mi przeszkadzać, skóra jest lekko napięta po nałożeniu kremu, mam wrażenia jakby była pokryta czymś lepkim, chociaż wcale tak nie jest (to raczej efekt psychiczny). Ręce są miękkie i nawilżone, ale tylko do umycia rąk, a często nawet krócej - potem znowu trzeba produkt nałożyć. Nie ma długotrwałego działania odżywczego, a szkoda, bo producent to obiecuje. Ogólnie krem nie jest zły, ale też mnie już tak nie zachwyca. Do końca opakowania zostało mi naprawdę niewiele, tak, więc wykończę go, ale nie wiem, czy sięgnę ponownie. Może tak, ale raczej następnej zimy i będę używała go tylko przed wyjściem na zewnątrz.
Moja ocena to 5/10, a w początkowym okresie jego używania 9/10.

Znacie go? Jak się u Was sprawdził? Co innego możecie mi polecić do rąk? :) 

Buziaki, Mila

P.S. Jakiś czas temu odwiedził mnie kurier z przesyłką od polskiej firmy Uroda - testować będę kosmetyki z serii Melisa : balsam do ciała, płyn micelarny oraz krem do twarzy i krem z serii Kwiaty Polskie - wybrałam wygładzającą wersję z chabrem. Ich kosmetyki nie są drogie, ale trochę ciężko dostępne. Zapach serii Melisa jest cudowny, kojarzy mi się ze świeżo skoszoną trawą *.* (taki mój mały fetysz :P)
Do tego doszła do mnie paczka od Imp :* u której Jantar się nie sprawdził (o tym przeczytacie tutaj), więc przejęłam go ja i teraz będę testowała :> Mam nadzieję, że u mnie takiej masakry nie zrobi!



wtorek, 11 lutego 2014

Czy warto kupić Maybelline Color Tattoo?

Tak to już jest, że jak na coś jest szał, to każdy MUSI to mieć. Nie ma, że boli, nie ma, że brzydkie - szał to szał, a nam jako kosmetycznym i urodowym maniakom wypada brać w nim udział!



Taki sam los spotkał Maybelline Color Tattoo - ktoś powiedział "to jest must have, jest szał!" i szał się stał. Ale są też osoby, które szaleństwu się nie poddają tak łatwo - na przykład Mila ;) Na początku sobie wszystko dokładnie przeanalizowałam, poczekałam na promocyjne ceny (po około 15 zł) i zakupiłam dwa cienie z kolekcji. Ale czy było warto? O tym za chwilę.

Moje kolory to 35-On and on Bronze i 40-Permanent Taupe, mimo, że siostry, to bardzo się różnią. Na zdjęciach nabrałam naprawdę dużo koloru, żeby było lepiej widać :)





On and on Bronze
Przepiękny brąz, który trochę przypomina mi kolor starego złota. Doskonały do rozświetlenia, bez problemów się rozciera, ma bardziej kremową konsystencję, łatwy w obsłudze. Doskonale nadaje się na całe oko i chyba na każdą okazję! Uwielbiam ten kolor, kiedy nie mam czasu nakładam palcem na całą powiekę, spojrzenie jest wtedy wypoczęte. Błyszczące drobinki nie są zbyt nachalne i dyskotekowe.

PermanentTaupe
W tym kolorze jestem szczerze zakochana - ciemny beż taupe, z odrobiną fioletu. Idealny jako baza dla innych cieni, chociaż nie jest tak kremowy. Trudniej się rozprowadza, ciężko nałożyć go chociażby samym palcem. Uwielbiam go w roli eyelinera, ale przy podkreśleniu zewnętrznego kącika. Ten kolor jest matowy, nie błyszczy, doskonale jednak komponuje się z innymi błyszczącymi cieniami, które często na niego nakładam. Wiele dziewczyn używa go do podkreślania brwi.



Co do trwałości, to obydwa cienie u mnie bez problemu trzymają się cały dzień. Łatwo je zmyć podczas demakijażu.Do tego słoiczek jest naprawdę duży, ciężki, ale też poręczny - na pewno się nie rozbije (wszystkie moje kosmetyki zaliczają crash test). Regularna cena dla mnie jest trochę za wysoka, ale często można je dorwać w promocji. Na razie nie planuję innych odcieni, bo nic mnie nie zainteresowało. Szkoda, że nie ma u nas takiego wyboru jak zagranicą! 
Gdybym nie poznała ich osobiście, to pewnie bym nie kupiła. Ale na szczęście tym razem i ja uległam szaleństwu, z czego naprawdę się cieszę! Krótko mówiąc - polecam :)

Znacie cienie Maybelline Color Tattoo? Lubicie je?

Buziaki, Mila

poniedziałek, 10 lutego 2014

Historia złamanej szczotki z szczęśliwym zakończeniem, czyli o Rossmannie w kilku słowach

Dzisiaj może trochę przydługo, ale czułam, że warto się tym z Wami podzielić.

Moja historia zaczyna się wraz z wygraną w rozdaniu "Relaks z drogerią Rossmann" na blogu Kulka o wszystkim (KLIK). W rozdaniu udało mi się wygrać kalendarz, sole do kąpieli, peeling, płyn do kąpieli oraz drewnianą szczotkę do mycia i masażu ciała For Your Beauty, która stanie się główną bohaterką mojej opowieści. Ucieszyłam się jak szczerbaty z sucharków i niecierpliwie czekałam na paczkę.

Paczka doszła do mnie bardzo szybko, bo już po jakiś 4 dniach, wręczył mi ją kurier z rozwianym włosem, który na dodatek powiedział mi, że ma tak samo na nazwisko jak ja (czyli raczej niespotykanie), a do tego jego kuzynka ma tak samo na imię i nazwisko jak ja (mind blowing!). Kiedy odbierałam paczkę to pomyślałam sobie "Znając moje szczęście, szczotka bedzie połamana", chociaż stan paczki był idealny i nie wyglądała jakby przeszła naprawdę dużo. Ale mój wewnętrzny jasnowidz nie pomylił się i po otwarciu paczki okazało się, że jest ona w dwóch częściach. No trudno, bywa, kurierzy nie mają czasu obchodzić się z każdą paczką jak z jajkiem i czasami nawet najlepiej zabezpieczona przesyłka przychodzi rozbita w drobny mak.



Mimo to postanowiłam napisać do Moniki, aby poinformować ją o tym fakcie. W sumie to nie oczekiwałam niczego, bo doskonale sobie zdawałam sprawę z tego, że to ani wina Moniki, ani wina Rossmanna - wypadki się zdarzają :) Monika napisała, jednak w tej sprawie do Rossmanna i dwa dni później otrzymałam telefon od Pani Moniki z Rossmanna, która zapewniła mnie, że dostanę nową szczotkę plus jakiś bonus w ramach przeprosin. Do tego doszły porządne przeprosiny z jej strony, chociaż nie miałam im w sumie nic do zarzucenia, bo wiem, że nie wysłali mi połamanej szczotki specjalnie. Do tego usłyszałam coś bardzo ważnego dla mnie, że zależy im na tym, żebym nie zraziła się do konkursów przez nich sponsorowanych, ani do ich firmy, bo ich celem jest to, aby każda strona była zadowolona. Już same przeprosiny i usłyszenie takich słów sprawiło, że Rossmann zyskał u mnie wieeelki plus :) Nie raz zdarzało mi się kupić coś przez Internet, co nie doszło w idealnym stanie - ba! często zdarzają się takie sytuacje, że sprzedający wysyła nam przeterminowany czy niesprawny towar i najczęściej nie reaguje na nasze skargi. Tak, więc uważam, że w tym momencie Rossmann zachowałam się o wiele bardziej niż w porządku.

Ale prawdziwym zaskoczeniem była zawartość paczki, która dotarła do mnie wraz z nową szczotką (zresztą paczka była u mnie już następnego dnia po telefonie, tak, więc wszystko w trybie przyśpieszonym ;) ). Bo oprócz szczotki znalazłam tam wiele więcej kosmetyków, które możecie zobaczyć na zdjęciu. Tym razem wszystko w całości :)



Zdziwienie tym większe, bo jak już pisałam - nic w zamian nie oczekiwałam, nie miałam żadnych pretensji, a tym bardziej nawet mi przez głowę nie przeszło to, żeby myśleć, że to wina Rossmanna i powinni jakoś się zrewanżować. Tak, więc jeszcze większy plus dla Rossmanna :) Uważam, że inne firmy powinny brać przykład od Rossmanna, bo zazwyczaj jednak spotykamy się z zupełnie innym podejściem.

Buziaki, Mila

niedziela, 9 lutego 2014

Dziś są moje urodziny...

... po raz kolejny, a dokładnie po raz 22. Starość nie radość, młodość nie wieczność. 
Oby ten rok był lepszy od poprzedniego, oby ciasto, które upiekłam było jadalne i byle do przodu ;) 

Czego sobie życzę z okazji urodzin? Standardowo - zdrowia, szczęścia, pomyślności ;)
No i żebym się wyspała, pewnie teraz kiedy czytacie tego posta właśnie przewracam się na drugi bok ( o ile nie zbudził mnie tupot nóżek, a raczej paznokci, mojego psa po panelach).

Podzielcie się kawałkiem wirtualnego tortu - nie tuczy! 



Buziaki, Mila :) 

piątek, 7 lutego 2014

Floslek - żel ze świetlikiem lekarskim i herbatą do powiek i pod oczy

Hej :) Dzisiaj mam dla Was recenzję mojego ulubionego ostatnio kremu pod oczy -Floslek - żel ze świetlikiem lekarskim i herbatą do powiek i pod oczy. Będzie krótko i na temat, bo według mnie to doskonały produkt!



Przyznam się bez bicia, że regularnie stosowanie kremów pod oczy przychodzi mi bardzo ciężko - zwłaszcza, że bardzo często konsystencja mi po prostu nie do końca odpowiada. Ten żel za to bardzo mi odpowiada pod względem konsystencji, która jest lekko galaretkowata, ale bardzo łatwo się rozprowadza i szybko wchłania. Za to wielki plus :)

Co mówi producent o tym żelu?
Usuwa objawy zmęczenia, łzawienia, podrażnienia i pieczenie okolic oczu, spowodowane warunkami atmosferycznymi, przebywaniem w suchych pomieszczeniach, niewyspaniem. Zastosowany w recepturze wyciąg ze świetlika wykazuje własności przeciwzapalne oraz kojące a ekstrakt z zielonej herbaty przeciwświądowe.



I w sumie nic nie można temu żelowi zarzucić - doskonale spełnia wszystkie obietnice, a dodatkowo nawilża okolice oczu, pozbyłam się także cieni pod oczami, tak, więc jak dla mnie żel ze świetlikiem i herbatą to numer jeden! 

Opakowanie jest poręczne (chociaż może niektórym nie podoba się to, że trzeba go nabierać palcem), małe, zawiera 10 ml żelu, który kosztuje około 7 zł, termin ważności upływa 3 miesiące od zużycia, stosując rano i wieczorem myślę jednak, że wyrobię się :) Do kupienia na pewno w Rossmannie. 

Według mnie to 10/10 i szczerze polecam go jeżeli dużo czasu spędzacie przed komputerem, tak jak ja :)

Skład dla zainteresowanych:
Aqua, Pentylene Glycol, Propylene Glycol, Camellia Sinensis Leaf Extract, Euphrasia Officinalis Extract, Panthenol, Triethanolamine, Butylene Glycol, Chamomilla Recutita Flower Extract, Bisabolol, Carbomer, Glucose, Salvia Officinalis Leaf Extract, Althaea Officinalis Root Extract, Decylene Glycol.


Miałyście kiedyś ten żel? Jaki jest Wasz ulubiony produkt pod oczy?

Buziaki, 
Mila :)


wtorek, 4 lutego 2014

Moje mazidła ochronne do ust


Hej :) Dzisiaj przygotowałam dla Was zestawienie moich pomadek i balsamów ochronnych do ust.

Pamiętacie mój wpis o uzależnieniu od pomadek ochronnych KLIK ? Mi raczej nie grozi, moja kolekcja nie jest wielka, a części pomadek nie używam. 
Zresztą większość z tych mazideł do ust kupiłam kiedy mieszkałam na północy Włoch - gdzie zimą trzeba było przedzierać się przez zamrożoną mgłę, a latem żar lał się z nieba ;) Teraz po pomadki ochronne sięgam rzadziej, kiedy akurat mi się przypomni :D 



Jakie są moje usta?

Powiedziałabym, że całkiem normalne. Teraz nie są przesuszone, ale miały też swój gorszy czas, kiedy cały czas były popękane. Kiedy o nich zapomnę i trochę zaniedbam (dorzućcie do tego okropny nawyk oblizywania usta cały czas :P), to mają kilka gorszych dni, a potem wracają znowu do formy. Często miewałam opryszczki, z którymi już sobie poradziłam, dlatego przez długi czas nie wyglądały ciekawie.

A moja skromna kolekcja prezentuje się następująco:




Bomb Cosmetics, Bubblegum Pop Lip Balm

Mazidło o zapachu gumy balonowej? Czemu nie :D To jeden z tych kosmetyków, które mocno uzależniają. Znalazł się u mnie po tym jak wygrałam go w rozdaniu na blogu Zapiski Justyny M. (który mam nadzieję niedługo wznowi swoją działalność!). Sam w sobie balsam nie działa cudownie - ot zwyczajny balsam, fajnie nawilża i zmiękcza usta, ale dzięki temu zapachowi to doskonała opcja dla zapominalskich! Naprawdę pachnie jak prawdziwa guma balonowa.Aż chce się go nałożyć, po prostu. Minusem może być mało estetyczny sposób aplikacji, chociaż mi to nie przeszkadza. 
Ocena: 7/10
Skład: Petrolatum, Adipic Acid/Diethylene Glycol/Glycerin Crosspolymer, Lanolin Alcohol, Octyl methoxycinnamate, Candelilla Cera, Aroma (Flavor), Copernicia Cerifera (Carnauba) Wax, Paraffin, BHT, Limonene, Amyl Cinnamal, Linalool
Dostępność i cena: drogerie internetowe, około 15 zł za 9 ml



Labello, Pure&Natural, Latte&Miele (Milk and Honey)

Cudo, prawdziwe cudo! Szkoda, ze nie dostępne w Polsce :( Ale wiem, że można na pewno dostać pomadki Labello w Niemczech, ja moją zakupiłam we Włoszech, w ojczyźnie tych cudów. Nivea z miodem i mlekiem nie umywa się do Labello, naprawdę! Świetnie nawilża usta, świetnie je chroni przed warunkami atmosferycznymi, przepysznie pachnie i jest bardzo wydajna. Ta pomadka pomogła mi w momencie, kiedy moje usta były całe popękane i przesuszone. Skład przyjemny i naturalny, znajdziemy w niej naturalne woski, olejek rycynowy i masło shea.
Jeżeli macie taką możliwość to warto się rozejrzeć za tym produktem.
Ocena: 9/10
Skład: Octyldodecanol, Cera Microcristallina, Hydrogenated Polydecene, Cetyl Palmitate, Ricinus Communis Oil, Polyisobutene, Pentaerythrityl Tetraisostearate, Polyglyceryl-3 Diisostearate, Myristyl Myristate, C20-40 Alkyl Stearate, Cetearyl Alcohol, Bis-Diglyceryl Polyacyladipate-2, Butyrospermum Parkii Butter, Cera Carnauba, Glycerin, Simmondsia Chinensis Oil, Tocopheryl Acetate, Cera Alba, Mel, Sine Adipe Lac, Vitis Vinifera Seed Oil, Aqua, Maltodextrin, Neohesperidin Dihydrochalcone, BHT, Linalool, Benzyl Salicylate, Parfum, CI 77492
Dostępność: niestety, tylko zagranicą ( a jeżeli wiecie gdzie dostać w Polsce, to dajcie znać!), cena około 2 -3 euro za 4,8 gram/ 5,5 ml



HerpeSun Defend

Kolejny produkt zakupiony we Włoszech, teoretycznie pomadka mająca chronić usta przed działaniem słońca i powstawaniem opryszczki. Jak dla mnie działa, ale nie tak dobrze, żeby rozpaczać za nią, kiedy się skończy. Zapach mocno apteczny, na szczęście szybko się ulatnia, konsystencja jest bardzo toporna, kremowa i gęsta, ale mimo to fajnie się nosi na ustach.
HerpeSun można kupić w aptekach, kosztuje jakieś 7 euro, składu niestety ale nie znalazłam.
Ocena: 5/10


Oeparol Balance, Pomadka ochronna do ust, Malina

Gdyby maliny pachniały i smakowały jak ta pomadka, to bym się w tamtym roku na pewno nie męczyła z ich wykopywaniem i ponownym wsadzaniem w ziemię! Jak dla mnie mocno średni, żeby nie powiedzieć beznadziejny, produkt. Konsystencja, zapach i działanie podobne do pomadek ochronnych, które można kupić w sklepie u chińczyka, albo są dodawane jako gratisy w Bravo Girl. A szkoda, bo miałam kiedyś tonik do twarzy tej firmy i mnie naprawdę zachwycił, a pomadka tak bardzo mnie zawiodła. Strasznie jej nie polubiłam, na ustach tworzyła jakąś dziwną, tłusta i lepką powłokę. Chociaż skład nie jest tragiczny, to nie polubiłam się z tą pomadką. Koniec końców wylądowała w domowej bazie pod cienie KLIK
Ocena:2/10
Skład:Petrolatum, Parafinum Liquidum, Ricinus Communis Oil, Cera Alba, Cera Microcristallina, Lanolin, Parafin, Oenothera Paradoxa Oil, Isoprypyl Myristate, Theobroma Cacao Butter, Parafum Tocopheryl Acetate, Propylparaben, Bha, Ped-8, Tocopherol, Ascorbyl Palmiatate, Ascorbic Acid, Citric Acid
Dostępność i cena: drogerie, moją kupiłam w Biedronce, ale nie wiem czy jest w stałej ofercie, około 7 zł/ 3,6 gram.



Eveline, Extra Soft Bio, Serum regenerujące do ust

Kolejny produkt, który mi się nie podoba. Zacznijmy od tego, że to serum nigdy obok serum chyba nie stało. Widzicie jak wygląda opakowanie? Całe popękane, a nie rzucałam nim, a ni nawet raz mi nie spadło, po prostu połamało się po pierwszym włożeniu do torebki. Sztyft połamał się i częściowo rozpuścił podczas zeszłorocznej zimy, tym samym brudząc mi wnętrze torebki i niszcząc moje przekonanie, że na mrozie pomadka się nie rozpuści. Posiadam odcień 'Pearl', strasznie smakuje, jeszcze gorzej pachnie.
Działanie zerowe - ani nie regeneruje ust, ani nie nawilża, jak dla mnie tworzy tylko na nich ochronną warstewkę, nic więcej. Ponoć w 7 dni regeneruje usta, u mnie w 7 dni rozpłynęła się pomadka i zniszczyło opakowanie, nic poza tym. 
Ocena: 1/10
Skład: PPG-3, Hydrogenated Castor Oil, Caprylic Triglyceride, Petrolatum, Octocrylene, Carnuba Wax, Ethylthexyl Methoxycinnamate, Cera Alba, Candelila Wax, Myristyl Lactate, Myrustyl Myristate, Butyl Methoxydibenzozlmetbane, Polybutene, Cocos Nucifera Oil, Aloe Barbadensis Leaf Extract, Microcrystalline Wax, Cetyl Alcohol, Parfum, PEG-8, Tocopherol, Ascorbyl Palmitate, Ascorbic Acid, Citric Acid, Ethylparaben. May contain: CI 19140, CI 12085, CI 45380, CI 15850, CI 45410, CI 15880, CI 77007, CI 77289, CI 77510, CI 77492, CI 77491, CI 77499, Titanium Dioxide, Mica
Dostępność i cena: większość drogerii, około 7 zł/ 4 gram 



Carmex, Jasmine and green tea, Lip Balm

Ten produkt naprawdę uwielbiam! Daje fajne uczucie nawilżenia, które utrzymuje się bardzo długo, dlatego chętnie go nakładam pod pomadki i błyszczyki. Wersja z jaśminem i zieloną herbatą daje także uczucie ukojenia na ustach, wszystko przez mentol. Lubie go nakładać, kiedy mam spierzchnięte usta, albo kiedy zostaje mi ranka po opryszczce, bo bardzo dobrze łagodzi. Tubka jest bardzo wygodna, łatwo z niej wycisnąć produkt. Zapach jest obłędny. Sama Carmexu spróbowałam dopiero niedawno, ale żałuję, że wcześniej nie sięgnęłam po ich produkty.
Zawiera filtr SPF 15.
Ocena:9/10
Skład: Petrolatum, Lanolin, Ethylhexyl Methoxycinnamate, Cetyl Esters, Theobroma Cacao Seed Butter, Cera Alba, Flavor, Benzophenone-3, Paraffinum Liquidum, Camphor, Menthol, Salicylic Acid, Benzyl Alcohol and Linalool, Oxybenzone
Dostępność i cena: można znaleźć w prawie każdej drogerii, ok. 7 zł/ 10 gram



I Provenziali, Stick Labbra all'Olio di Mandorle

Kolejny produkt, który uwielbiam! I Provenziali to włoska marka, która oferuje naturalne kosmetyki. Ich pomadka z olejkiem migdałowym to prawdziwe cudo. Najpiękniejszy skład ze wszystkich tu zaprezentowanych, nie zawiera komedogennych składników, a znajdziemy tam woski, olejek ze słodkich migdałów, olejek rycynowy, masło shea, olejek z nasion jojoba. Świetnie nawilża, nie pozostawia gorzkiego posmaku, pachnie delikatnie olejkiem migdałowym, efekt działania jest długotrwały. Używam w sytuacjach kryzysowych, kiedy moje usta są naprawdę przesuszone i jeszcze nigdy się nie zawiodłam. 
Z tego co widzę, to można go kupić także w Polsce, ale oczywiście dwa razy więcej niż we Włoszech. Szczere polecam, mnie uratował już nie raz! Posiada także inne wersje zapachowe.
Ocena: 10/10
Skład:Ricinus Communis, Candelilla Cera, Prunus Amygdalus Dulcis Oil, Butyrospermum Parkii Butter, Helianthus Annus Seed Wax, Cetyl Ricinoleate, Simmondsia Chinensis Oil, Caprylic/Capric Trigliceride, Cera Microcristallina, Aloe Bardadensis Leaft Extract, Parfum
Dostępność i cena: drogerie i sklepy internetowe, cena we Włoszech ok. 3 euro, w Polsce około 20 zł/ 5,7 ml


Maść ochronna z witaminą A

Maść z wit. A nie jest produktem typowo do ust, ale często ją stosuję właśnie na usta,  zwłaszcza na noc. W składzie jest wazelina, ale konsystencja jest bardziej płynna. Ładnie pachnie, dobrze działa, pomaga goić opryszczkę czy zajady szybciej, wystarczy tylko odrobina, aby posmarować usta. To jeden z tych produktów, które każda z nas powinna mieć w swojej kosmetyczce, bo spektrum działania jest naprawdę szerokie - coś jak krem Nivea, który jest dobry na wszystko :D
Ocena: 7/10


Miałyście któreś z tych mazieł? Jakie są Wasze ulubione? 

Buziaki, Mila :)

poniedziałek, 3 lutego 2014

Jak zużywać mniej odżywki ?

Miał być post o moim ulubionym kremie pod oczy... ale w bałaganie na moim komputerze nie mogę znaleźć zdjęć... typowe dla mnie ;) Ale obiecuję, że poszukam, znajdę i pokażę Wam :) A w międzyczasie zapraszam do czytania o tym, jak zużywać mniej odżywki.

Zacznijmy od tego - po co mamy oszczędzać odżywki? Bo koniec końców włosomaniactwo, zwłaszcza na początku, do najtańszych rozrywek nie należy (przynajmniej moim zdaniem, bo pieniądze to rzecz względna). Często też wydajemy więcej na lepszą odżywkę i nie chcemy zużyć jej w ciągu kilku myć, albo po prostu dysponujemy niewielką odlewką/próbką.
Inny argument jest taki, że co za dużo to niezdrowo :) Zbyt dużo odżywki może obciążać włosy,a często włosy i tak nie skorzystają z całości odżywki - nakładając jej za dużo tylko się marnuję (a ja marnowania nie lubię!). Moje włosy są w lepszej kondycji, kiedy nałożę na nie trochę za mało, niż trochę za dużo. Jak zużywać mniej odżywki?




  • Dokładne rozczesanie włosów przed myciem - dzięki temu włosy są rozdzielone, łatwiej jest nałożyć odpowiednią ilość produktu i bez problemów docieramy do każdego pasma.
  • Zostawienie odżywki na dłuższy czas na włosach według mnie też pomaga - kiedy nałożę odżywkę na krótki czas, to często nakładam jej dużo, a i tak nie działa ona bardzo dobrze. Niewielka ilość odżywki dokładnie wmasowana we włosy i pozostawiona na dłuższy czas (najlepiej pod czepkiem i ręcznikiem) działa o wiele lepiej - włosy są miękkie, lejące się.
  • Mieszanie odżywek - jeżeli strasznie mi szkoda nałożyć jakąś odżywkę, bo zostało mi jej bardzo mało/kosztuje bardzo dużo/jest ciężko dostępna/czy cokolwiek innego wtedy mieszam ją z inną odżywką, najlepiej taka "neutralną", która nie szkodzi moim włosom, ale też nie ma na nich super działania.
  • Rozcieranie odżywki w rękach - kiedyś prosto z butelki lałam na włosy :D Teraz niewielką ilość rozcieram w rękach i nakładam na włosy, partia po partii - dzięki temu pokrywam je całe, a przy tym zużywam dużo mniej odżywki niż wcześniej. 
  • Rozcieńczanie odżywki z wodą - często tak robię w przypadku masek i odżywek, które są trochę za gęste. Dokładnie wstrząsam trochę odżywki z wodą w butelce lub kubeczku plastikowym, odżywka dzięki temu jest mniej gęsta (ale nie wodnista! taka mieszanka ma bardzo fajną konsystencję), dzięki temu nakładam jej mniej i łatwiej nią operować.
A Wy zwracacie uwagę na to ile odżywki nakładacie, czy jest to dla Was bez znaczenia? :)

Buziaki, Mila
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...