piątek, 19 grudnia 2014

Czego można życzyć w Nowym Roku?

Jeszcze kilkanaście dni i rok 2014 będzie tylko wspomnieniem. I znowu będzie trzeba pamiętać, że teraz mamy rok 2015. Nie wiem jak u Was, ale u mnie ten rok po prostu... przebiegł. Szybko, szybko, bardzo szybko. Można powiedzieć, że 2014 to zawodowy sprinter. Czasami mam wrażenie, że coś działo się miesiąc temu, a potem okazuj się, że działo się... kilka miesięcy temu. Ale to był dobry rok. Jak co roku życzę sobie, żeby kolejny rok był jeszcze lepszy od poprzedniego. Czego jeszcze można życzyć sobie/rodzinie/znajomym/wszystkim innym w Nowym Roku?



Niezapomnianych momentów
Są takie chwile o których pamięta się bez znaczenia w którym roku się wydarzyły. Chwile na których wspomnienie nie tylko na naszych twarzach gości uśmiech, ale często też smutek... ale złe chwile też trzeba pamiętać. Chciałabym, żeby 2015 był wypełniony momentami, która wyryją się w naszej pamięci, najlepiej żeby były to same pozytywne momenty! Ale jeżeli pojawi się coś złego, niech okaże się dobrym... bo nie ma tego złego co by na dobre nie wyszło :)

Szczęścia, zdrowia, pomyślności...
Niezniszczalne trio życzeń. Banalne i powtarzane bez zastanowienia... a przecież warto się nad tym zastanowić. Szczęścia, bo los czasami toczy nasze życia w dziwne miejsca, a przydałoby się gdyby zamiast kłód pod nogi spadały nam dodatkowe bonusy od życia. Zdrowia, bo zdrowie jest najważniejsze... "Szlachetne zdrowie, nikt się nie dowie, jako smakujesz, aż się zepsujesz" prawda? Doceniajmy to co mamy, bo mamy naprawdę wiele, a czasami za dużo narzekamy :) Pomyślności, żeby spełniły się wszystkie plany mniejsze i większe. Ale pamiętajmy o tym, że plany nie spełniają się same, a siedząc i czekając na ich realizację nigdy się nie doczekamy. Chociażby to był najbardziej szalony plan świata zacznij go realizować!

Spokoju
Spokoju ducha, spokoju w życiu, spokoju w pracy. Bo czasami trzeba się wyciszyć, przemyśleć i pobyć tylko ze sobą. Niespokojna dusza nigdy nie zazna szczęścia, a kto chciałby być nieszczęśliwy? Okres świąteczno-noworoczny to doskonały moment na odcięcie się, wypoziomowanie swoich emocji. Męczy Cię bieganina, prezenty, nerwowa rodzina? Zamknij się w swoim mieszkaniu, nie przyjmuj gości, nie zwracaj uwagi na to co mówią inni.

Organizacji czasu
Co chwilę słyszę "nie mam czasu" "doba powinna mieć więcej godzin" no i ehh... sama często tak mówię i myślę. Ale w sumie to nieprawda. Doba ma 24 godzin, idealny czas, żeby zrobić wszystko to na co masz ochotę. Trzeba w życiu wypracować sobie kompromis, umieć powiedzieć "nie" pewnym sprawom i dać sobie czas na inne. Życie jest za krótkie, żeby je marnować i samemu się zapętlać w niepotrzebne obowiązki.

Na koniec - złóżcie życzenia sylwestrowe na Nowy Rok swoim bliskim (a także tym dalszym :) ) I nie ważne jak to zrobicie - czy przez e-mail, czy smsem, czy telefonicznie. W końcu mamy XXI wiek, technologia pozwala nam się łatwo komunikować i warto z tego skorzystać. Ale w tych życzeniach prześlijmy innym pozytywną energię na kolejny rok. Tak, żeby był on jeszcze lepszy od poprzedniego.

Moi kochani czytelnicy, spotkamy się pewnie już po Nowym Roku. Nie będzie podsumowań, ten rok blogowy kończę z jedną myślą : to był udany rok. Mam nadzieję, że także dla Was.

Gdybym mogła to każdemu bym złożyła osobiste życzenia, ale niestety jest to niemożliwe. Dziękuję Wam, że tutaj jesteście, fajnie mieć swoje miejsce w sieci, a jeszcze fajniej kiedy tym miejscem mogę się dzielić z innymi :) Mam nadzieję, że Święta i Nowy Rok spędzicie... nie cudownie, nie magicznie i nie rodzinnie.. a po prostu tak jakbyście chciały spędzić :) 

Buziaki, Mila :)
Do zobaczenia w 2015! 

poniedziałek, 15 grudnia 2014

Zniszczone i suche włosy - czy trzeba je ścinać?

Zniszczone i suche włosy - ścinać czy nie ścinać, oto jest pytanie! Wiele osób ma z tym problem, znam to sama i jakieś 5 lat temu mocno się zastanawiałam czy ścinać czy nie. To nie taki łatwy wybór dla osoby, która właśnie zdecydowała, że chce zapuszczać włosy ;)


Prawda jest brutalna - brzydkie włosy będą brzydkie, a im dłuższe tym brzydsze i tym bardziej właścicielka przypomina topielicę. Warto też zastanowić się czy włosy są zniszczone, suche czy zarówno zniszczone jak i suche? Jak to poznać?

Włosy zniszczone są po prostu... zniszczone (masło maślane ;)) różnymi zabiegami. Jeżeli, więc rozjaśniałaś włosy, prostowałaś je codziennie i żałowałaś im pielęgnacji są one po prostu zniszczone przez te czynniki.
Włosy suche są suche, bo taka jest ich uroda. Sebum wytwarzane przez skórę głowy nie dociera do włosów w wystarczającej ilości, włosy są matowe, nieelastyczne, a także o wiele łatwiej ulegają zniszczeniom! Właśnie dlatego bardzo często włosy suche są także zniszczone. O ile z suchością włosów można coś zrobić poprzez intensywną pielęgnację to zniszczeń nie da się w żaden sposób naprawić.

Moim zdaniem powinno się zniszczone włosy po prostu obciąć, bez dwóch zdań i nie dopuścić do dalszego niszczenia włosów. Warto też pamiętać, że rozdwojenie idzie w górę włosa!. Ale wiem, że cięcie, zwłaszcza drastyczne, nie przychodzi tak łatwo. W takiej sytuacji najlepiej chyba obciąż tyle ile konieczne,a potem... starać się ukryć zniszczenia i poczekać, aż włosy trochę odrosną i wtedy pozbyć się definitywnie zniszczeń.

Jak zamaskować zniszczenia? (Zamaskować, czyli ukryć! Bo naprawić ich się nie da :)) Stosując na przykład keratynowe prostowanie włosów, ten zabieg pomoże na jakiś czas zapomnieć o problemie. Innym rozwiązaniem jest stosowanie tylko na zniszczone część silikonów, które optycznie je wygładzą, dobrze się zaopatrzyć w jakąś fryzjerską odżywkę albo maskę, która jest bombą silikonową. Nie poprawi to kondycji włosów, a zdrowe włosy mogą przez to się niszczyć, ale pomoże wizualnie zdyscyplinować zniszczoną część. Więcej o silikonach:

No i najważniejsze - najlepszym rozwiązaniem jest unikanie zniszczeń :)
A Wy co o tym myślicie? Ścięłybyście zniszczone włosy czy starały się zamaskować ich zły stan tak długo jak to możliwe?

Buziaki, Mila :)

piątek, 12 grudnia 2014

Brzydko kłamać i kopiować zdjęcia i treści z innych blogów

Brzydko jest kopiować zdjęcia i treści z innych blogów, co nie? A jeszcze brzydziej udawać, że to wcale nie tak i że to tylko przypadek (nie sądzę :D).
No cóż, kiedy dzisiaj zobaczyłam ten post na FB u Gosi to wiedziałam już, że autorka będzie się próbowała wymigać (zawsze próbują, co nie?).


Post oczywiście już zniknął, ale zdjęcia były skopiowane, tylko usunięto różową ramkę i nałożono na nie filtr (heh, tak się robi zdjęcia? nie wiedziałam ;)), a treść w jakiś 60% była taka sama, tylko od czasu do czasu szyk zdania był zmieniony, albo dodane coś od siebie.

Niestety, ale nie zrobiłam print screenu wcześniej, ale mam nadzieję, że ktoś zrobił ;) W każdym bądź razie mam print screena z kopii google, niestety to post chyba w formie roboczej? (chociaż dziwi mnie to, bo chyba następnego dnia pokazała się recenzja, szybko przetestowane czy coś :D) W którym jest zdjęcie skopiowane z bloga Dziwna Jesteś Barbara, nawet ramka nie usunięta ;) ale nałożono filtr. Było też zdjęcie nieskopiowane z tego bloga, myślałam, że to może autorki bloga... ale nie, ukradła z zagranicznego bloga ;) Poniżej screeen i samo zdjęcie, żeby było lepiej widać ramkę ;) A TUTAJ oryginalny wpis Barbary.



Oczywiście blogerka twierdzi, że to przypadek, bo wiele osób pisze podobnie. Na pewno, wiele osób też robi dokładnie takie same zdjęcia, prawda? I wiele osób pisze kilka takich samych zdań. Biedna dziewczyna, strasznie się na nią uwzięłyśmy ;) I musiała z żalem usunąć swój autorski post, z autorskimi zdjęciami, biedactwo... tak się namęczyła... No i komentarze o oszustwie też szybko kasowała, a rozmowę pod wpisem Gosi jeszcze szybciej jak zobaczyła, że kłamstwo wyszło.



Jak zwykle kłamstwo ma krótkie nogi :) A ja myślę, że takie sprawy trzeba nagłaśniać.

Buziaki, Mila :)

środa, 10 grudnia 2014

Moje włosy są brzydkie, bo…

...są brzydkie? Nie, przecież to przez wodę! Taaa jasne…. Czyli dzisiaj kilka słów o wymówkach włosomaniaczek tych mniej i bardziej znanych.


Jestem świadoma tego jak wyglądają i jakie są moje włosy. A są w najlepszej dla nich sytuacji, jedyne o co mogę zawalczyć to większy przyrost (nie zależy mi) i trochę baby hair (to się akurat przyda), bo trochę je zaniedbałam pod tym względem. Ale zawsze będą cienkie, będę miała małe zakola na czole i zawsze będą się kołtuniły trochę za bardzo. Zauważyłam, jednak u wielu blogerek i nie tylko efekt “włosowego wyparcia” czyli sytuację, kiedy włosy nie są tak piękne i nieskazitelne tak jak spodziewałaby się blogerka i chcieliby tego czytelnicy - w końcu jeżeli ktoś piszę o swoich włosach, że są piękne to w sumie chyba można tego oczekiwać. I nie chodzi absolutnie o to, że blogerka musi być piękna i mieć piękne włosy, ale wiele blogerek (i nie tylko) kreuje się na piękna i z pięknymi włosami, a kiedy ktoś zauważa, że coś jest nie tak to zawsze jest jakaś wymówka, zawsze!

Na przykład blogerka twierdzi i pisze, że ma gęste włosy, jednak zdjęcia pokazują coś innego. Ale to tylko wina oświetlenia! Dziewczyna ma suche włosy, ale tak naprawdę są one piekne, to tylko wina suszarki i długiej podróży. Włosy są matowe, ale to tylko wina klimatyzacji. Włosy są przetłuszczone, ale tak naprawdę nie są, to tylko wina oleju lub wcierki. Albo zrobiłam sobie piekne loki, ale nie miał kto mi zrobić zdjęcia. I tak dalej ze wszystkim. Nie tyczy się to tylko blogerek włosowych, ale także makijażowych i wszystkich innych, po prostu trzeba zmienić włosy na cerę :D . Do pewnego momentu to jest OK, w końcu nie jesteśmy chodzącymi ideałami i mamy swoje słabsze dni…. ale w sytuacji, kiedy cały czas pojawiają się takie wymówki to po prostu zakładam, że ktoś jest kłamczuchem ;) i na siłę próbuje przekonać czytelniczki, że jest inaczej.

Trochę mnie to dziwi, że ludzie nie potrafią przyznać się do swoich wad. Ja jestem blogerką, piszę o włosach (nie tak często jakbym chciała, ale takie było główne założenie bloga) i nie boję się przyznać, że moje włosy w porównaniu z kimś innym mogą być beznadziejne. Bo nigdy nie będą mega gęste, grube i gładkie. Mogę na nie nakładać tony kosmetyków, ale pewnych rzeczy się nie przeskoczy. I wiecie co? Zwisa mi to i powiewa ;) nie mam potrzeby wynajdowania dziwnych wymówek, to, że moje włosy są rzadkie to tylko i wyłącznie wina tego, że są rzadkie, to nie oświetlenie ani fryzjer. Mam odrost, bo zdecydowałam, że go będę miała i nie mam ochoty kłaść na niego farbę, a nie dlatego, że miałam za dużo czasu i nie miałam czasu się pofarbować.

A Wy co o tym sądziecie? Zraziłyście się kiedys do jakiegoś bloga na którym co chwilę pojawiały się wymówki?

Buziaki, Mila :)

piątek, 5 grudnia 2014

Włosowe nowości w mojej łazience!

Dzisiaj o tym co blogerki lubią najbardziej - o włosowych nowościach. A, że jestem bardzo niecierpliwa to tylko jedna nowość będzie miała zdjęcie mojego autorstwa, bo wszystkie inne są w drodze ;) ale już teraz muszę Wam zrobić wielką zapowiedź :)

Invisibobble, czyli magiczna i cudowna gumka, która wiąże, nie ciągnie i nie łamie włosów. Strasznie mnie ciekawi, a że ostatnio ciągle noszą związane włosy to pewnie będzie mocno użytkowana. Zobaczymy czy jest taka cudowna ;) Nie mogę się doczekać, żeby ją wymacać.
źródło: ezebra.pl



Marion 14 dniowa terapia wzmacniająca, dodatkowe wzmocnienie zawsze się przyda włosom. Ciekawi mnie jak ten produkt się u mnie spisze i czy faktycznie w 14 dni można poprawić stan włosów. Na pewno zrobię jakieś zdjęcia przed i po (o ile nie zapomnę przed). Obecnie uważam, że z moich włosów wyciągnęłam wszystko co najlepsze, ale może kuracja doda im jeszcze kopa?
źródło: ezebra.pl


Nafta kosmetyczna z olejkiem arganowym od Kosmed. Jak już wiecie olej arganowy to ostatnio hit hitów, więc pojawił się też w zestawieniu z naftą kosmetyczną. Zima to idealny moment na używanie nafty, bo świetnie chroni włosy. Jak na razie użyłam dwa razy, więc na pełną recenzję trzeba jeszcze poczekać.




Kuracja wzmacniająca Joanna Rzepa. Od dawna nie używam już żadnej wcierki (jakoś na początku roku miałam romans z Jantarem, ale niezbyt regularny i owocny), więc ta kuracja wpadła przy okazji innych zakupów :) Uwielbiam zapach czarnej rzepy i jej działanie, a do tego przeznaczona jest do włosów przetłuszczających się i ze skłonnością do wypadania. Akurat ominęło mnie jesienne wypadanie po stosowaniu kolagenu Noble Medica RECENZJA i chciałabym ten efekt podtrzymać.

źródło: ceneo.pl

Jak widzicie grudzień i za pewno styczeń będą obfite w moje włosy i mam nadzieję, że wszystkie rzeczy sprawdzą się tak jak powinny :)

Znacie coś z moich nowości? Co u Was pojawiło się nowego?
Buziaki, Mila :) 

czwartek, 4 grudnia 2014

Skąd brać pieniądze na kosmetyki?

First world problem - skąd brać pieniądze na kosmetyki? No jak to skąd, z konta bankowego ewentualnie z portfela, proste, co nie? :P Nie do końca tak to działa, ale jest prosty sposób na oszczędzenie pieniędzy na kosmetyki.


Każda z nas ma chyba mniejsze lub większe kosmetyczne "chciejstwa", czasami jednak ciężko jest coś sobie kupić, zwłaszcza jeżeli jest to jednorazowy większy wydatek (np. odżywka Revitalash czy meteoryty Guerlaina), a nie oszukujmy się - nie każdy może w dowolnym momencie wyłożyć dwie czy trzy stówki na kosmetyk. Dlatego warto przyjąć strategię odkładania na upatrzoną rzecz. Jeżeli cel jest jasny to mniej kusi wydanie pieniędzy na coś innego. Ja polecam odkładać 4 zł dziennie. 4 zł, bo brzmi o wiele lepiej niż 5 zł (no bo 5 zł to dużo, 4 zł to mało :D coś na zasadzie 4.99 zł to 4 zł a nie 5 zł!). Na czym można odłożyć 4 złote dziennie? Na masie rzeczy:
- bilet autobusowy (czasami można przejść te 2 przystanki)
- jedzenie i picie na mieście (zwłaszcza picie, które kosztuję po prostu dużo)
- gazety i czasopisma
- czekolada
- niepotrzebne duperelki (o jaki ładny kominek, wezmę go chociaż i tak nie używam a w domu mam 5 innych...)
- niepotrzebne kosmetyki ;) często sama się łapałam na tym, że kupowałam sobie coś, żeby się pocieszyć, że nie mogłam kupić czegoś drogiego...i takim sposobem wydawałam 100 zł na niepotrzbne w sumie rzeczy kosmetyki ;)
Zaoszczędzić można na naprawdę wielu, wielu rzeczach, łatwo jest uciąć te 4 zł dziennie.

Inną metodą jest "co dodatkowego to na przyjemności", czyli dodatkowa praca, korepetycje, diy, sprzedane ubrania czy inne rzeczy idą na konto realizacji wishlisty.

A Wy jakie macie sposoby na zbieranie pieniędzy na kosmetyczne przyjemności? 

Buziaki, Mila :)

środa, 3 grudnia 2014

Krem do rąk bez parafiny - Evree

Zima to taki specyficzny czas, kiedy czuję, że muszę czymś się opatulić. Czy to swetrem, czy to szalikiem, czy też kosmetykiem. Nie tylko ja, ale chyba też większość społeczeństwa przechodzi w stan "byle do wiosny". Ale w sumie to też nie do końca prawda, bo ja zimę uwielbiam. Mam wtedy urodziny, jest śnieg i święta, do tego można jeździć na sankach. Ale nie lubię zimna, więc trwam w stanie "kocham-nienawidzę". Nie o tym jednak dzisiaj będzie ;) a o kremie do rąk bez parafiny.


Parafina nie ma żadnych specjalnych właściwości odżywczych, ale chroni i to całkiem dobrze. A, że zimą lubię się opatulać to chętnie też z niej korzystam w pielęgnacji dłoni, zwłaszcza teraz - kiedy jeszcze nie czuję, że muszę ubierać rękawiczki, ale w sumie to nie byłby taki zły pomysł ;) Kiedy w moje ręce wpadł regenerujący krem do rąk Evree to jakoś nieszczególnie widziałam świetlaną przyszłość. Ot chyba siła przyzwyczajeń i przekonań ;) Na szczęście krem pozytywnie mnie zaskoczył i na pewno podpasuje wszystkim osobom, które nie cierpią parafiny.





Krem Evree regenrujący do bardzo suchej i podrażnionej skóry zamknięty jest w miękkiej, zgrabnej, czarwonej tubce. Zamknięcie porządne. Sama formuła, jak ostrzega na opakowaniu producent, jest wydajna czyli bardzo gęsta. Wystarczy ilość troszkę większa od wielkości ziarenka grochu do posmarowania rąk, a sam krem szybko się wchłania i nie zostawia tłustej warty. Dzięki temu chętnie po niego sięgam, kiedy pracuję przy komputerze, bo potem nie mam tłustej klawiatury :)


Co do działania to bardzo dobrze sobie poradził z podrażnieniami i przesuszeniami, gwarantuje też moim zdaniem wystarczającą ochronę na pogodę jaką teraz mam za oknem, czyli lekkie mrozy, silny i zimny wiatr, a do tego chodzenie bez rękawiczek. Skład jest bardzo przyjemny i sporo w nim naturalnych składników takich jak olej migdałowy, wosk pszczeli, olej z awokado czy masło shea.

Skład: Aqua (Water), Caprylic/Capric Triglyceride, Urea, Glycerin, Cetearyl Alcohol, Ceteareth-20, Prunus Amygdalus Dulcis (Sweet Almond) Oil, Glyceryl Stearate, Aluminum Starch Octenylsuccinate, Cera Alba (Beeswax), Butyrospermum Parkii (Shea) Butter, Persea Gratissima (Avocado) Oil, Glycine Soja (Soybean) Oil, Glycine Soja (Soybean) Sterols, Hexyl Laurate, Sodium Acrylate/Acryloyldimethyltaurate Copolymer, Isehexadecane, Polysorbate 80, Argania Spinosa Kernel (Argan) Oil, Panthenol, Allantoin, Dimethicone, PEG-8, Tocopherol, Ascorbyl Palmitate, Ascorbic Acid, Citric Acid, Xanthan Gum, Disodium EDTA, Propylene Glycol, Diazolidinyl Urea, Iodopropynyl Butylcarbamate, Benzyl Salicylate, Hexyl Cinnamal, Butylphenyl Methylpropional, Limonene, Linalool, Parfum (Fragrance)


Krem Evree stanie się dla mnie obowiązkową pozycją, zwłaszcza, że cena jak na taki skład jest bardzo dobra - około 9 zł/100 ml. Myślę, że warto się nim zainteresować i postaram się go przetestować także w mniej przyjaznych warunkach atmosferycznych :)
A TUTAJ zobaczyć można całą gamę kosmetyków Evree, może ktoś tak ja żył w przekonaniu, że oni produkują tylko olejki? :D Ja z ich produktami na pewno zapoznam się bliżej jeszcze nie raz, bo widzę tam wiele ciekawych pozycji.


Znacie ten krem? A może stosujecie jakiś inny produkt firmy Evree?
Buziaki, Mila :)

wtorek, 2 grudnia 2014

Wyniki kawowego konkursu!

Jak obiecałam dzisiaj mam dla Was wyniki kawowego konkursu. Czy wybór był trudny? Szczerze to jeżeli chodzi o pierwsze miejsce to nie ;) od razu odpowiedź wpadła mi w oko i kiedy przeczytałam wszystkie jeszcze raz to tylko utwierdziłam się w tym! Ale z wyborem drugiej odpowiedzi miałam nie mały problem, bo wszystkie inne były równie dobre!


Ale nie przedłużając, wybrana kawa arabica trafia do:
Martina Angel - Egypt Weekly 
Świetna odpowiedź jak dla mnie, bardzo kreatywna :) Proszę w mailu o podesłanie także linka do wybranej TUTAJ kawy.

Kosmetyczna niespodzianka trafia do:
societygirl-testuje
W mailu proszę napisz mi jaki kolor wolisz: niebieski, fioletowy czy różowy :)

E-maile wysyłajcie na adres: milabizon@gmail.com, macie na to 3 dni! Oczywiście korzystajcie z adresu e-mail, który podałyście w zgłoszeniu.
A dla wszystkich, którym się nie udało - niedługo na moim FB zacznie się małe rozdanie, więc może tam się uda?

Gratuluję wygranym, dziękuję wszystkim za udział i przesyłam buziaki :)
Mila

poniedziałek, 1 grudnia 2014

W odpowiedzi na nową politykę Facebooka...


W odpowiedzi na nową politykę Facebooka informuję, że z dniem dzisiejszym 26.11.2014 wszystkie moje dane personalne i fotografie, filmy itd. są obiektami moich praw autorskich (zgodnie z Konwencją Berneńską). W celu komercyjnego wykorzystania wszystkich, wyżej wymienionych obiektów praw autorskich, w każdym konkretnym przypadku wymagana jest pisemna zgoda!

FB jest teraz firmą publiczną.
Dlatego też, wszystkim użytkownikom tego portalu społecznościowego, zaleca się umieszczenie na swoich stronach podobnych «powiadomień o prywatności», inaczej (jeżeli powiadomienie nie było opublikowane na stronie chociaż raz), automatycznie pozwala się na dowolne wykorzystanie danych z Waszej strony, Waszych zdjęć i informacji, opublikowanych w wiadomościach na profilu Waszej strony.
Każdy, kto czyta ten tekst może skopiować go na swój profil FB. Dzięki temu będzie chroniony ustawą o prawach autorskich.
art. 190a § 2 kodeksu karnego

Znacie to? Chyba każdy zna... A ja w odpowiedzi na nową politykę Facebooka mówię Wam ludzie - weźcie koło i walnijcie się w czoło, bo mi Was żal ;) 


Naprawdę nie rozumiem jak zakręconym (ograniczonym?) trzeba być, żeby coś takiego wstawić na swoją tablicę... Do jasnej cholery, czy ktoś w to wierzy? Naprawdę ktoś myśli, że jak wstawi coś takiego na swoją tablicę to Facebooka coś to obchodzi?
No na pewno tak Zuckerberg codziennie przegląda Wasze tablice i patrzy czy ktoś przypadkiem nie wstawić "powiadomienia o prywatności"? A nie sorry, on na pewno tego nie robi, ale jego (zapewnie niecni) pracownicy tak. Sytuacja pewnie wygląda tak - Facebook potrzebuje pomysłu na nowy wydruk na koszulki, więc szuka zdjęć/cytatów na kontach użytkowników. Niestety, z żalem serca nie może skorzystać z Twojego "Moja dzidzia zrobiła dzisiaj kupkę" albo z Twojego zajebistego selfie w kiblu, bo napisałeś "powiadomienie o prywatności". No tak, oczywiście pracownik zna język polski, przecież jest tak samo popularny jak angielski! Poszukują za to innego jelenia, który tego powiadomienia nie dodał. Naprawdę? 

Ludzie ogarnijcie się - zakładając konto na FB zaakceptowaliście REGULAMIN i on jest wiążący, nie ważne czy go przeczytałeś czy nie. Poza tym Facebook nigdy nie zabierał praw autorskich, tylko korzystanie z serwisu wiązało się z udzieleniem licencji na wykorzystanie treści z Twojego profilu. Poza tym nie mogą one być udostępniane innym podmiotom bez poinformowania Was. Więc spokojnie, Wasze profilówka nie stanie się twarzą reklamy papieru toaletowego. A jak macie wątpliwości to przeczytajcie regulamin, a w regulaminie jest napisane, że może on w każdej chwili ulec zmianie. Jeśli nie zgadzasz się z nim to jakieś debilne oświadczenie nie pomoże, pomoże usunięcie konta, albo posiadanie pustego konta bez żadnych treści. 
Nie bądźcie idiotami, błagam! Myślcie, a nie jak tępa masa udostępniacie dalej takie informacje. 

Mam nadzieję, że Wasi znajomi nie zaczęli dodawać tych głupich oświadczeń!

Buziaki, Mila :)

czwartek, 27 listopada 2014

Jak wygląda praca w domu?

Praca w domu? Czyli bezrobotna? Kura domowa? Nie... Chociaż jakieś 90% osób, którym mówię, że pracuję w domu zakładają albo jedno albo drugie. Dlatego najczęściej mówię, że pracuję przez Internet. Uuuuu... czyli zarabiasz 1000 zł za godzinę pracy? Też nie (chciałabym) i w tym momencie zazwyczaj następuje długie tłumaczenie czym się zajmuję, że robię to, tamto i jeszcze coś innego, a jak potrzeba to jeszcze tamto, siamto i dziesięć innych rzeczy... A zazwyczaj mój rozmówca i tak nic z tego nie łapie ;) W każdym bądź razie pracuję w domu, przez Internet. Tyle Wam powinno wystarczyć, żeby zrozumieć mój typowy dzień.


Godzina 9. Pobudka. Cholera, znowu jest tak późno. Zwlekam się z łóżka, robię herbatę, włączam komputer i daję sobie pół godzinki na przeglądnięcie szeroko pojętych Internetów. A w międzyczasie zjem parówki.

Godzina 12. Cholera. To miało być pół godzinki, a nie trzy godzinki. Mąż zaczyna marudzić, że głodny. Notuję sobie w pamięci, że muszę założyć na drzwiach od komórki jakiś panel dźwiękoszczelny, bo nie lubię jak tak marudzi, że mu ciemno, zimno, samotnie i że mu głodno.

Godzina 13. Dobra, trzeba coś zjeść, nakarmić koty, psa i męża. Przy okazji ogarnę trochę kuchnię.

Godzina 18. Ogarnięcie kuchni zamieniłam na półgodzinną drzemkę i znowu nie wyszło. Budzi mnie mąż, kopie nogą w drzwi od komórki. Cholera, znowu ściągnął sobie ten łańcuch z nogi.

Godzina 20. Po spełnieniu kilku obywatelskich obowiązków w końcu mam czas na pracę. Otwieram maila, a wiadomości nie przestają napływać. "Pani Mileno, Pani mi zrobi to na tydzień temu? Najlepiej charytatywnie." Nie kurwa, nie zrobię. Zaczynam pracować.  No dobra, pół pracować, pół nie pracować, bo trzeba mieć kontrolę nad tym co się dzieje w Internetach. Aha i dzisiaj muszę się położyć spać przed 22. bo jutro o 6 pobudka!

Godzina 2. Cholera. Gdzie popełniłam błąd? Mąż dawno chrapie w komórce. Patrzę na zlecenie, napisałam jakieś 5 tysięcy znaków. W 6 godzin. Powinnam taką ilość pisać w mniej niż pół godziny. Chrzanię to, deadline dopiero za trzy dni. Idę spać.

Tydzień później jesteś w tym samym punkcie. Ewentualnie pobudza mnie deadline i nagle doba ma 72 godziny.
Miesiąc później jesteś w punkcie, gdzie wydaje Ci się, że pracowałaś tak dużo, a zarobiłaś tylko 100 zł. Starczy na gaz, będzie trzeba żebrać o jedzenie.
A nie, przepraszam. Zapomniałam, że jak pracuję przez Internet to kasa spływa mi z nieba. Jakbym pracowała w domu to byłabym biedna. Ale przynajmniej się nie nudzę.

A Wy pracujecie w domu czy w Internecie? :P I mam nadzieję, że codziennie macie do pracy motywację :)
Buziaki, Mila :)

P.S, Przypominam o udziale w konkursie! :) KLIK




środa, 19 listopada 2014

Sposób na siwe włosy?

Siwe włosy na szczęście jeszcze mnie nie dosięgły, ale jest to utrapienie wielu osób, także bardzo młodych. Pierwsze siwe włosy potrafią pojawić się już w bardzo młodym wieku. Jak temu zapobiec? Ostatnio usłyszałam o dosyć ciekawym i intrygującym pomyśle, a mianowicie o... herbacie.


Herbata rumiankowa przeznaczona ma być na włosy blond, herbata rooibos dla włosów rudych, a herbata czarna dla brązowych i czarnych. W około pół litra wody gotuje się 2 - 3 torebki herbaty przez 10 minut, a potem napar zostawia do wystygnięcia. Potem wciera się go we włosy od nasady aż po końce po umyciu włosów, bez spłukiwania. 

Szczerze? Pomysł mnie ciekawi, ale nie mam jak go sprawdzić. Chociaż nie wierzę w to, żeby rumianek mógł farbować siwe włosy, wydaje mi się za słaby, ale może się mylę? Na pewno taka kuracja nie zapobiega powstawaniu siwych włosów, bo na to raczej wpływu nie mamy, ale może po prostu pierwsze siwe włosy zafarbować przez co nie są one widoczne. 

Jak myślicie, czy taka kuracja przeciw siwieniu ma rację bytu? 

Buziaki, Mila :)

zdjęcie: weheartit.com

poniedziałek, 17 listopada 2014

Farbowanie zniszczonych włosów - dlaczego nie powinnaś tego robić?

Włosy zniszczone mają to do siebie, że nie prezentują się zazwyczaj najlepiej. O dziwo jedną z pierwszych rzeczy jakie robią osoby ze zniszczonymi włosami jest najczęściej dalsze ich niszczenia, często w stanie "szopa na głowie" sięga się po farby, chcąc wyrównać kolor włosów czy zakryć efekty nieszczęsnego rozjaśniania. Zupełnie tak jakby farba była cudownym kosmetykiem na włosową niedolę ;) Niestety tak nie jest i warto wiedzieć dlaczego nie powinno się farbować zniszczonych włosów!


Zniszczone włosy są często suche, łamliwe, mają bardzo otwarte łuski włosa. Sama farba do włosów także posiada substancje, które rozchylają łuski włosa, tak, żeby farba mogła wniknąć głębiej, dzięki temu kolor powinien trzymać się dłużej. Jeżeli zabierzesz się za farbowanie zniszczonych włosów to niestety, ale zamiast średniego brązu można otrzymać kolor czarny (farba szybciej wnika we włosy i działa na nie mocniej), albo mieć włosy w różnych kolorach (różny stopień zniszczenia na różnych partiach włosów).
Potem zaczyna się kolejny problem - preparaty domykające łuski włosa nie dadzą rady za jednym razem naprawić zniszczone włosy, więc łuska włosa mimo wszystko zostaje bardziej rozchylona, przez co kolor farby będzie się szybciej wypłukiwał (często też właśnie różne partie wypłukują się w różnym tempie). Takie połączenie mocnego koloru i szybkiego, nierównego wypłukiwania powodują, że włosy no cóż... wyglądają dosyć średnio. Nie mówiąc o kolejnych zniszczeniach spowodowanych przez farbę... Często jest to błędne koło - mam brzydkie włosy, farbuję je, kolor wychodzi za ciemny, rozjaśniam trochę, mam brzydkie włosy, farbuję, kolor jest brzydki, kolor szybko się wypłukuje, mam brzydkie włosy, farbuję... i tak do usranej śmierci ;)

A co jeżeli koniecznie muszę zafarbować włosy, inaczej mój świat się zawali, kota porwą kosmici, a babcia nie da mi obiadu w niedzielę?*
Wtedy trzeba być przygotowanym na najgorsze ;) Najlepiej w takiej sytuacji chyba farbować włosy uprzednio naolejowane (np. olejem rycynowym, kokosowym, arganowym), nie uchroni to od strat, ale pomoże delikatnie je zminimalizować. Lepiej też wybierać jaśniejsze kolory niż wyjściowy jaki chciałybyśmy osiągnąć. Żeby uniknąć szybkiego wypłukiwania koloru nie polecam stosować oleju kokosowego zaraz po zabiegu (jest to olej wnikający, może go wypłukiwać), dobrze jest płukać włosy płukanką octową, która je zakwasi i domknie łuski włosów.

Zdarzyło Wam się kiedyś farbować zniszczone włosy? Bo mi tak i było tylko jeszcze gorzej :D

Buziaki, Mila :)

* lub stanie się coś równie strasznego

źródło zdjęcia klik

sobota, 15 listopada 2014

Czat z makijażystą Danielem Sobieśniewskim

W ten leniwy sobotni poranek mam dla Was ciekawą propozycję na spędzenie wtorku :) 18 listopada (wtorek) na FB marki KOBO Professional odbędzie się czat z oficjalnym makijażystą KOBO - Danielem Sobieśniewskim. Czat odbędzie się w godzinach 10.00 - 13.00, wiem, że pewnie spora część z Was w tych godzinach pracuje, ale ja pracując w domu mam możliwość uczestnictwa i na pewno to zrobię (o ile coś mi nie stanie na drodze) i napiszę dla Was jakieś małe podsumowanie.

fot. FB KOBO Professional

Obecnie, na FB marki KOBO Professional trwa wybór trzech, głównych tematów czatu spośród dziesięciu propozycji, głosowanie trwa do dzisiaj do 16, więc macie jeszcze czas, a proponowane tematy to:

1. Makijaż opadającej powieki. 
2. Makijaż kobiety dojrzałej.
3. Makijaż odmładzający.
4. Makijaż w 15 min.
5. Makijaż dopasowany do typu urody. 
6. Technika konturowania twarzy. 
7. Jak ukryć swoje „niedoskonałości”?
8. Makijaż codzienny – jak powinien wyglądać? 
9. Jak wybrać odpowiednie pędzle do makijażu?
10. Kolor szminki. Czym się sugerować przy jej doborze? 


Mnie najbardziej zainteresowały 2,6 i 10, a Was?
Co mnie zaskoczyło to fakt, że Daniel jest z wykształcenia... nauczycielem plastyki ;) No i patrząc na jego makijaże nie można odmówić mu fantazji, kreatywności i talentu. Jego prace można podziwiać TUTAJ.

Zapraszam, więc serdecznie do udziału w czasie, a wszystkim zapominalskim polecam śledzenie mojego FB, ponieważ będę przypominać we wtorek o czacie :) 

Napiszcie też jakie propozycje tematów Was najbardziej zainteresowały!
Buziaki, Mila :)

czwartek, 13 listopada 2014

O kawie słów kilka + KONKURS

Dzisiaj będzie o kawie, ale wbrew oczekiwaniom niekoniecznie będzie to tylko i wyłącznie o kawie w kosmetyce :) Generalnie mówię, że nie piję kawy i jest w tym trochę prawdy i trochę kłamstwa.
A na końcu czeka na Was konkurs :)


Bo zazwyczaj u znajomych czy rodziny nie pijam kawy, gdyż to co jest mi proponowane nie spełnia moich wymogów ;) nie wiem jak Wy, ale wątpliwej jakości kawa zalana wodą jakoś mnie do siebie nie przekonuje, po takim napoju często mam też różne problemy żołądkowe. Więc zamiast się tłumaczyć i dopytywać jaka to dokładnie kawa wolę powiedzieć, że jej nie piję. Dnia też nie zaczynam od kawy, ba! dzień musi się zacząć od herbaty, koniec kropka ;) Ale posiadanie męża z Włoch i fakt mieszkania tam przez kilka lat sprawił, że kawa kojarzy mi się z poobiednimi popołudniami (i malutkimi ilościami! bo jest bardzo skoncentrowana). Koniecznie przygotowana w kawiarce, która wygląda tak:


Kawiarka jest jak wino i kobiety - im starsza tym lepsza ;) Moją otrzymałam "w spadku" od siostry męża i chociaż wizualnie nie jest piękna, to kawa z niej wychodzi idealna. Sekret tkwi w tym, że nie myje jej się żadnymi gąbkami ani środkami, tylko płucze ciepłą wodą. Z czasem wytwarza się lekki, kawowy "filtr" na niej, przez co kawa nie ma metalicznego posmaku i smak jest bogatszy - a przynajmniej tak nauczyli mnie we Włoszech ;) Ale nie o tym dzisiaj, chociaż w planach mam przygotowanie wpisu o tym jak parzyć kawę w kawiarce. 

Dlatego też, jeżeli piję kawę to tylko jak najświeższą. Świeżo paloną kawę można dostać w sklepie Tommy Cafe, zapakowana jest w specjalne opakowanie, które nie przepuszcza powietrza, ale posiada specjalny odpowietrznik dzięki któremu kawa dłużej zachowuje swój aromat. Kawę najlepiej mielić bezpośrednio przed spożyciem i właśnie ja tak robię. Dobrej jakości kawa to dobry pomysł na prezent, zwłaszcza, że te z Tommy Cafe mają bardzo zgrabne opakowania :)




Zwłaszcza trzy kawy pobiły moje serce i zagościły na stałe w moim kawowym repertuarze.



Ta kawa ma bardzo głęboki, mocny smak i pita solo, bez cukru i mleka, daje się silnie odczuć. Faktycznie czuć w niej nuty jaśminu oraz cytrusów, co sprawia, że jest bardzo ciekawa. Jak dla mnie jest idealną bazą wypadową do własnym mieszanek, idealnie nadaje się do namaczania biszkoptów do tiramisu (po prostu czuć moc i kawę ;)). Bardzo lubię kawę z mlekiem, a ta kawa bardzo dobrze się kombinuje z mlekiem oraz cukrem trzcinowym. Jej smak kojarzy mi się z afrykańską sawanną - surowy, bogaty i zaskakujący.



Do Hondurasu miałam zawsze jakiś specjalny sentyment (może przez to, że moja mama zawsze pytana przez nas gdzie jedzie odpowiadała "Na wczasy do Hondurasu"?), więc logicznym było, że odczuję sentyment do tej kawy ;) Pokochałam ją także za lekki kokosowy posmak, a jak wiecie kokos kocham w każdym wydaniu. Ta kawa nie jest kwaskowata, ale też nie nazwałabym ją łagodną, ponieważ ma dosyć intensywny smak (choć nie tak mocny jak jej etiopska koleżanka). Myślę, że to może być idealna poranna mała czarna - daje kopa, ale w ustach nie pozostaje mocny posmak.



Absolutny kawowy must have! Zakochałam się w niej od pierwszej filiżanki, ta kawa to poezja i absolutnie mój ulubiony smak pośród wszystkich kaw jakie miałam okazję wypić w ciągu mojego życia! Delikatna, wręcz czekoladowa, doskonała do picia bez żadnych dodatków. Jej smak jest charakterystyczny, bogaty, ale absolutnie słodki i przyjemny, doskonale wyważony. Wydaje mi się, że zasmakuje większości osób, zwłaszcza tym, które nie są kawoszami. Jak dla mnie to kawowa poezja.

Bez dwóch zdań świeżo palona i świeżo mielona kawa bije na głowę wszystkie inne. Cieszę się, że powstają takie miejsca jak Tommy Cafe, gdzie kawą zajmują się prawdziwi pasjonaci i gdzie można wybrać pomiędzy różnymi smakami. Sam sklep jest dobrze zaopatrzony, a osoby odpowiedzialna za kawę wiedzą jak i co robić. Przy zakupach można także poprosić o zmielenie kawy, ale jak dla mnie lepiej mielić ją samemu o ile jest taka możliwość.
Dzięki opakowaniu kawy zachowują aromat naprawdę długo, po miesiącu nadal są tak samo intensywnie i doskonałe w smaku.

KONKURS
Teraz mam coś dla Was - także Wy możecie spróbować jedną z świeżo palonych kaw arabica Tommy Cafe (wszystkie kawy arabica TUTAJ), mam dla Was mały konkurs w którym jedna osoba wygrać może dowolną kawę arabica 250 gram, dodatkowo przygotowałam małą kosmetyczną nagrodę pocieszenia dla kogoś z Was :)

Co trzeba zrobić, żeby wziąć udział w konkursie i móc wygrać?
Trzeba być publicznym obserwatorem mojego bloga, można (niekoniecznie, ale będzie mi miło) polubić mój FB i odpowiedzieć (w dowolny sposób) na pytanie: 

Z kim i gdzie wypiłabyś dobrą kawę? 

Odpowiedzi należy zamieścić w komentarzu do tego posta według następującego wzoru:
Polubiłem FB : NIE/TAK(może być imię i pierwsza litera nazwiska :)) link do FB w prawej kolumnie bloga! Polubienie FB nie jest warunkiem koniecznym :) ale jest alternatywą dla osób, które nie mają konta na bloggerze albo google +
Obserwuję jako: (jeżeli nie masz konta na bloggerze/google +, to możesz tylko polubić mój fanpage na FB i napisać swoje imię i pierwszą literę nazwiska)
Adres e-mail: 
Odpowiedź na pytanie: 

Bannerek dla chętnych do udostepnienia dalej

Wybiorę dwie najciekawsze odpowiedzi - ta naj, naj, naj nagrodzona będzie kawą, a druga naj, naj odpowiedź dostanie mały kosmetyczny prezent :)
Udział w konkursie wiąże się z akceptacją regulaminu!

Regulamin:
  1. "Kawowy konkurs" prowadzony jest na blogu being-mila.blogspot.com w dniach od 13.11.2014 do 30.11.2014 (włącznie).
  2. Wyniki zostaną podane w ciągu 2 dni od zakończenia konkursu w osobnym poście.
  3. Wybrane osoby będą miały 3 dni na napisanie maila pod adres milabizon@gmail.com ze swoimi danymi do wysyłki, a osoba, która wygrała kawę będzie proszona także o przesłanie linku do wybranej kawy arabica z oferty sklepu Tommy Cafe KLIK. NIE WYSYŁAMY NAGRÓD ZAGRANICĘ! Nie będę też do nikogo pisać z prośbą, więc proszę o pilnowanie terminów. Jeżeli dana osoba nie napisze do mnie w ciągu 3 dni to wybiorę inną odpowiedź!
  4. Sponsorem nagrody - kawy arabica jest Tommy Cafe, natomiast kosmetycznej nagrody pocieszenia autorka bloga being-mila.blogspot.com 
  5. Zgłaszać należy się w komentarzach do tego posta, według podanego wyżej wzoru, odpowiedzieć trzeba na pytanie "Z kim i gdzie wypiłabyś dobrą kawę".
  6. W konkursie wygrywają dwie osoby z których jedna otrzyma kawę, a druga kosmetyki. Szczęśliwców wybiorę ja, Mila ;) 
Proszę o nie branie mnie na litość tekstami typu "wypiłabym z moją umierającą na raka babcią, ale mnie nie stać na kawę, proszę więc, żebym wygrała, żebym mogła mieć tą szansę, mam nadzieję, że masz dobre serduszko..." - true story, podobne odpowiedzi widziałam w wielu konkursach... 


Zapraszam do zabawy i życzę powodzenia :) 
A poza konkursem możecie dać mi znać czy jesteście kawoszami i jaka jest Wasza ulubiona kawa? :)

Buziaki, Mila :)




środa, 12 listopada 2014

Jestem lepsza od Was wszystkich!

Jestem lepsza od Was wszystkich, szczerze mówiąc to jestem księżniczką, księżniczką wszystkich księżniczek. Jestem królową świata, panią i władcą, jestem najlepsza, nie mam sobie równych! Mam wysokie mniemanie o sobie, popadam w samozachwyt, jestem egoistyczna, mam zawszę rację i każdy MUSI mnie kochać - kiedy ostatni raz pomyślałaś/powiedziałaś tak o sobie? Miesiąc temu, rok temu a może nigdy? A powinnaś robić to bardzo często!


W modzie teraz jest rozwój i motywowanie innych do zmian, odnoszę wrażenie, że bycie zepsutym do szpiku kości egoistom nie jest cechą pożądaną. Musisz starać się robić coś dla innych, musisz się dzielić, musisz być tam kiedy inni Ciebie potrzebują, a z drugiej strony musisz być silna, niezależna, pracować od 18 roku życia, trzymać faceta pod pantoflem i znaleźć w tym wszystkim równowagę. Żyjąc pod ciągłym osądem i wzrokiem innych ciężko jest skupić na sobie, na tym wewnętrznym, złym i egoistycznym "ja". Jasne, skupiamy się na sobie, bo ćwiczymy, odżywiamy się zdrowo, kończymy setny kurs (tym razem psia akupunktura?), a tak naprawdę zapominamy o sobie o byciu samolubnym trochę bardziej niż tylko odrobinę. Ale jaki byłby cel mówienia sobie jestem najlepsza? Już tłumaczę.



Stare powiedzenie mówi "Nie czyń drugiemu co Tobie niemiłe" ale może powinno brzmieć "Czyń zawsze to co Tobie miłe"? Mam wrażenie, że wiele osób jest za bardzo nastawionych na pomoc innym, co jest fajne, ale do pewnego momentu. Szef, przyjaciele, znajomi, rodzina a nawet i nieznajomi, którzy odzywają się do Ciebie akurat wtedy kiedy potrzebują Twojej pomocy a Ty nie potrafisz im odmówić - znasz to skądś? Baba-burak-cebulak, która nakrzyczała na Ciebie w autobusie, bo nie ustąpiłaś jej miejsca, więc dla świętego spokoju to robisz. Młodszy brat, który mówi "Pożycz dwie dyszki, oddam za tydzień" a Ty mu je pożyczasz, chociaż wiesz, że i tak nie odda. Kolega, który po raz setny w ciągu tygodnia dzwoni, bo chce notatki albo żebyś pomógł mu w naprawie komputera. Facet mówiący, że dzisiaj nie pozmywa, ale chętnie napiłby się herbatki, więc bądź taka dobra i ją zrób. Sąsiadka wciskająca Ci dziecko do mieszkania "Pani przypilnuje, ja tylko do pracy na 12 godzin!". Chyba większość z nas znalazła się w podobnych sytuacjach i ciężko jest powiedzieć komuś "nie". Nie mówiąc o ocenianiu po wyglądzie i tego jak bardzo się boimy co powiedzą o nas inni.



A jeżeli nie potrafisz mówić "nie" to świat Cię zje. Kawałek po kawałku, aż zostanie z Ciebie chłopiec do posyłek, wykorzystywany często i gęsto. Ile tak naprawdę w Twoim życiu masz czasu dla siebie? Czasu, kiedy nie przejmujesz się tym co mówią i myślą o Tobie inni, czasu kiedy nie czujesz się osądzana, wykorzystywana czy pod ciągłym atakiem? W mojej filozofii życia mam całą masę przestrzeni dla mnie i w tej kwestii jestem bardzo egoistyczna. Polecam takie podejście wszystkim, miej gdzieś to co pomyśli sobie ktoś tam o Tobie, niech się obrażają, niech się nie odzywają (skoro tak robią to oni są egoistyczni i Ciebie nie warci!), dzisiaj się gniewają, jutro zapomną, a Ty po prostu powiedz sobie "Jestem lepsza od Was wszystkich, jestem piękna, jestem egoistyczna i dzisiaj nie mam ochoty Was widzieć", a życie na pewno stanie się piękniejsze ;) Po prostu kochaj siebie i żyj z przekonaniem, że jestem najcudowniejszą osobą na świecie i nigdy, przenigdy nie przejmuj się tym co mówią inni.

A Ty bywasz egoistką?

Buziaki, Mila :)

P.S. Kto nie zrozumiał tego posta niech zamilknie na wieki albo zapyta :)

poniedziałek, 10 listopada 2014

-40% w Rossmannie - wielkie oszustwo!

Dzisiaj mała przestroga, chociaż mam nadzieję, że moi czytelnicy są na tyle inteligentnymi stworzonkami, że nie dali się nabrać na tak ewidentne oszustwo. Na rzekomym profilu FB Rossmanna (rzekomym, bo Rossmann nie ma polskiego fanpage'a na FB!), który tak naprawdę jest fermą lajków (czyli taki profil może być potem sprzedany, nazwa zmieniona, albo Wasze 'lubię to' zostanie sprzedane dalej na allegro), która podszywa się pod Rossmanna. Chodzi o ten profil: Rossmann Polska - czyli oszuści ;) Przy okazji prośba - zgłaszajcie tą stronę jako spam albo oszustwo :)

O co chodzi? Na tym profilu pojawił się kupon do Rossmanna -40% na cały asortyment... i tutaj zaczyna się ludzka głupota, bo ludzie się na to nabierają a potem płacą za usługę sms premium 18 zł tygodniowo! Bowiem, żeby dostać kupować trzeba podać swój numer telefonu, a przecież regulaminy mało kto czyta, prawda? Ludzie w to wierzą, bo pod postem pytają co wchodzi w promocję i cieszą się z zakupów... Ręce, maci i cycki opadają, bo jak tylko widzi się grafikę to wiadomo, że to nie Rossmann... No przecież to widać z daleko, chyba, że ktoś założył, że grafik zapił i przygotowała ją przypadkowa osoba w biurze korzystając przy tym z Painta... Ale w takim wypadku wypada przeczytać regulamin.



Beznadziejna grafika, profil który tak naprawdę nie ma nic wspólnego z Rossmannem (nie ma o nim żadnych info na stronie www Rossmanna), brak info o tej zniżce na rossnecie, brak innych wpisów, -40% na wszystko, kiedy właśnie trwa promocja 1+1 i konieczność podawania swojego numeru telefonu = OSZUSTWO! 

Tak, więc ostrzegam - zachowujcie czujność. A jak ktoś się nabrał to pozostaje mu teraz poszukać sposobu na wyłączenie tego ustrojstwa najszybciej jak może. I jeszcze raz - zgłaszajcie stronę na FB!

Buziaki, Mila

Moje prawdziwe uzależnienie to nie kosmetyki...

Większość osób na pewno zakłada, że skoro prowadzę bloga kosmetycznego to wokół kosmetyków kręci się mój świat... ale tak nie jest. Chociaż kocham kosmetyki i może jestem od nich lekko uzależniona i ciężko jest mi ich mieć mało (chociaż ostatnio przeprowadziłam w nich czystki i część wyrzuciłam a część oddałam mamie i siostrze) to nie jest to poważne uzależnienie, a raczej lekki bzik. Mam za to inne uzależnienie i nie jest to zakup biżuterii czy ubrań, a zakup... środków czystości. Tak, tak środków czystości - proszków, płynów, mleczek i innych rzeczy przeznaczonych do czyszczenia różnych powierzchni.


Skąd się to u mnie wzięło? Sama nie wiem, chyba z przekonania, że posiadając odpowiednie środki
sprzątanie będzie się robiło samo ;) Niestety, to nie działa tak, chociaż gdybym pieniądze przeznaczone na środki do sprzątania przeznaczyła na sprzątaczkę to wyszłabym na tym lepiej.
Jakie mam teraz zapasy? Duże, o dużo za duże, a ciągle coś mi się zdarza dokupować, mimo że ostatnio zrobiłam zakupy środków czystości za 200 zł, ciągle czegoś mi potrzeba... Do tego wszystko co mam jest otwarte, ponieważ nie potrafię skończyć jednej rzeczy bez próbowania następnej...

Jak się prezentują moje zapasy? (dodam, że wszystko jest otwarte, ale mało co zużyte do połowy) Mniej więcej tak:
- proszki do prania - proszek do kolorów E 6 kg
- kapsułki do prania - dwa opakowania Ariela po 32 sztuki (użyte może po 4 kapsułki), jedno opakowanie Vizira 15 sztuk w połowie i jedno Vizira 15 nie otwarte
- żele do prania -  3 l Woolite do czarnego, 3 l Perwolla do kolorów, po 1 l Perwolla do wełny i do białego, 2 l Kokosala hiperalergiczny
- płyny do płukania tkanin - 2 l + 1 l E Perfume Style Love, 2 l  E Kaszmirowy Dotyk, 2 l Eden Amazonian Jungle, 2 l Silan Fresh Sky, 1 l płyny z krochmalem
- środki do toalety typu Domestos - 3 różne
- mleczko do kuchni - 2 opakowania (Ludwik i mleczko Biedronkowe)
- płyny do mycia szyb - 4 różne (Lidlowy, Ajax, Pomoc Domowa, Domol)
- środki do udrażniania rur - 3 różne
- środki do czyszczenia kabin prysznicowych - jeden (jeszcze niedawno były 2, ale się zawzięłam)
- pierdylaria żeli, zawieszek, kwaitków, pasków i innych cudów do toalet
- płyny do mycia podłóg/paneli - 4 różne (rządzi u mnie Ajax ;))
- 3 różne odplamiacze
- płyn do mycia naczyń - ogółem 5 litrów...
W mojej szafce znajdą się jeszcze różne płyny uniwersalne, środki do czyszczenia mebli, chusteczki do mebli różnego rodzaju, mam jeszcze płyny do czyszczenia lodówek, piekarników, do czyszczenia szyb kominkowych, spreje do prasowania, szampony do tapicerki czy płyny typu Cilit Bang. Krótko mówiąc - dużo tego!


W sumie to z powodzeniem mogłabym prowadzić bloga o środkach czystości :P Walczę z moim uzależnieniem powoli, ale mam nadzieję skutecznie!

A Wy macie jakieś dziwne uzależnienia? ;)
Buziaki, Mila :)

piątek, 7 listopada 2014

Włosy gwiazd: Taylor Swift

Dzisiaj porozmawiamy o włosach. Ale nie o byle jakich włosach, będziemy mówić o włosach gwiazd. Na pierwszy ogień pójdzie znana chyba nam wszystkim Taylor Swift, piosenkarka która zaczynała z country, a skończyła na popie ;)



Początku kariery Taylor rozpoczynają się w okolicach 2006 roku w USA, ale na szerszą skalę także w Europie zaczęła być rozpoznawalna około 2008 roku. W tych dawnych czasach Taylor... no cóż, nie prezentowała się zbyt dobrze. Zamiast piosenkarki można było głównie podziwiać jej spuszone loki, które w trochę lepszym lub gorszym stanie towarzyszyły jej dosyć długo, do około 2010 roku.


Krótko mówiąc - na głowie Taylor działo się sporo, ale niezbyt ciekawie. Poniżej widać, że fryzjery robili co mogli, ale i tak widać puch na końcówkach.



Z czasem loki zaczęły ustępować gładkim włosom, co nie znaczy, że nie pojawiały się na jej głowie. Pojawiały, ale raczej w wersji starannych wytworów fryzjera, niż natury.


Taylor cały czas oscylowała wokół różnych odcieni blondów, od tych bardziej popielatych, po truskawkowy odcień. 



Po tej dziewczynie od razu widać, że ma romantyczną duszę, bo zazwyczaj wybiera upięcia delikatne, dziewczęce, często też są to upięcia zbudowane w loków, albo upięcia z warkoczami. Przy jej rysach bez obaw może odkrywać twarz. 





Co mnie zaskoczyło w jej włosach to fakt, że... jest ich bardzo mało. Na poniższym zdjęciu widać prosty trick, który sprawia, że włosy wyglądają na gęstsze - lekkie natapirowanie, gumka została zakryta włosami - dzięki temu nie widać miejsca, gdzie gumka ściska włosy.


Natomiast poniżej widać już mizerność kucyka Taylor. Nie jest to może zastraszająco niska ilość włosów, ale patrząc na zdjęcia burzy loków w życiu bym nie powiedziała, że to te same włosy. Pewnie jakiś wpływ na to miały zmiany koloru, a także prostowanie włosów i stosowanie produktów do stylizacji - żeby wyglądać dobrze na gali, koncercie czy spotkaniu gwiazda musi trochę pomęczyć włosy.


Niżej widać też lekkie przerzedzenia pomiędzy włosami, znowu nic strasznego, ale grafik zapomniał poprawić ;> Do tego widać, że jej włosy raczej są cienkie, być może jej skóra głowy lekko się też przetłuszcza. 


Obecnie Taylor nosi włosy krótkie lub półdługie, w takim wydaniu podoba mi się mniej niż z długimi, prostymi lub lekko kręconymi włosami. Niestety, ale jej włosy częste prezentują się dosyć przeciętnie, być może decyzja o ścięciu była podyktowana złym stanem jej włosów? 



Poniższa fryzura bardzo mi się podoba, dodaje dużo objętości, której chyba trochę Taylor brakuje. 


Gdybym miała podsumować włosy Taylor to:
- mysi blond ( i wszystkie inne odcienie blondu) pasuje jej idealnie!
- aktualna długość - nie jest źle, ale w długich włosach wyglądała o niebo lepiej
- stan włosów - przeciętne włosy, takie jak widuje się na ulicach każdego dnia
- fryzura i uczesania - choć nie zawsze wie co dla niej dobre, to wydaje mi się, że większych wpadek nie zaliczyła... można jej chyba wybaczyć okropną fryzurę na początku kariery oraz za dni takie jak trzy zdjęcia wyżej :)

Taylor Swift kojarzyła mi się zawsze z dziewczyną z sąsiedztwa i jej włosy to przeświadczenie potwierdzają. Są zwykłe, najzwyklejsze, po prostu średnie i czasami mają lepsze i gorsze dni, nie mogę jednak odmówić tej gwieździe (albo jej fryzjerom) gustu w dobieraniu uczesań do takich włosów. Po prostu wie jak ukryć ich mankamenty.

Poniżej kilka tutoriali na uczesania a'la Taylor Swift, czyli dodające objętości oraz romantyczne.





Jak podobają się Wam włosy Taylor Swift? O włosach jakiej gwiazdy chciałybyście jeszcze poczytać (i pooglądać ;))?

Buziaki, Mila :)



źródła zdjęć:
weheartit.com
dailyhairstyles.net
amazingbeautyworld.com
fansshare.com
taylortalk.com
hollywire.com
cmt.com
fanpop.com
glamcheck.com
grantdigital.com
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...