poniedziałek, 4 lipca 2016

Tutti Frutti, balsam do mycia rąk - Happy Box

Jakiś czas temu pisałam o Happy Box of Farmony. Recenzję produktów postanowiłam zacząć od produkty, który towarzyszył mi najkrócej. Chodzi o balsam do mycia rąk Tutti Frutti o zapachu wiśniowo-porzeczkowym.



Balsam zamknięty w wygodnej butelce z pompką, która przez cały czas używania działa bez zarzutów i na raz dozuje niewielką ilość mydła. Opakowanie jest porządne, etykieta nie odkleja się łatwo, co ma ważne znaczenie wizualne. Zawiera 315 ml produktu.



Balsam jest kremowy i ma bardzo przyjemny zapach. Wyraźnie czuć w nim nutę wiśniową i porzeczkową, zapach jest bardzo letni i działa wręcz relaksująco. Łatwo się pieni i dobrze zmywa także większe zabrudzenia. Po użyciu balsamu do mycia rąk można zrezygnować z nakładania kremu, bo zawiera on formułę nawilżającą, która radzi sobie z zapewnieniem odpowiedniego nawilżenia nawet dłonią, które są lekko przesuszone.


Polecam, chociaż nie jest to niezastąpiony produkt, to o wiele przyjemniej myje się ręce takim balsamem, niż zwykłym mydłem :) Tylko uwaga na zużycie - przy takich zapachu ma się ochotę myć dłonie co pół godziny ;)

Buziaki,
Mila :)

poniedziałek, 13 czerwca 2016

Pizda, pedał, bez jaj... czyli kiedy facet się maluje

Facet, który nakłada makijaż, jakbyś go nazwała? Pizda? Pedał w rurkach? Homo niewiadomo? A może makijażysta, aktor albo inny celebryta, który musi w TV czy na gali wyglądać idealnie? No właśnie... o tym, że męski makijaż istniał, istnieje i ma się bardzo dobrze mało kto pamięta, większość z nas zakłada, że tylko aktorki się malują, a faceci tego nie robią, a przecież im też się pudruje nosek ;)

Mam jednak hm... żal do wielu kobiet, za takie wypowiedzi jak te, wstawione pod facebookowym postem na Wizażu, a to wszystko dlatego, że facet robi sobie makijaż artystyczny... i to nie pierwsza sytuacja jaką widzę... Aż trudno wierzyć, że kobiety mają w sobie tyle złośliwości... Zresztą wszystko co myślałam, napisałam na FB.




Rychły koniec męskości? No raczej nie, jakby ktoś nie pamiętał to pederastia i przebieranie się za kobiety w teatrze była w starożytnej Grecji powszechna, a jakimś cudem udało im się rozwinąć bogatą kulturowo cywilizację, a świat się nie zawalił.
A Wy co o tym myślicie? Czy facet, który się maluje, zasługuje na bycie nazwanym pizdą? Bo według mnie nie...

czwartek, 2 czerwca 2016

Dwa paznokciowe buble - pisak do zdobień i lakier

Dzisiaj mam dla Was dla paznokciowe buble. Są to pisak do zdobień Nail Art Pen w kolorze białym od Allepaznokcie oraz lakier miniMAX od Eveline. Na pierwszy ogień opiszę pisak.



Pisak Nail Art Pen na stronie jest reklamowany jako poręczny, nadający się do malowania skomplikowanych, delikatnych wzorów, jak i grubszych zdobień. Ha ha ha. Ale się uśmiałam. Przy jego pomocy można sobie co najwyżej tyłek podrapać i nie za bardzo nawet się do tego będzie nadawał. Zrobienie cienkiej kreski - niemożliwe. Ciężko go zachęcić do współpracy, od czasu do czasu wypuszcza za dużą ilość tuszu, a do tego kolor nie kryje, smuży i w ogóle wygląda to tragicznie. Próbowałam wiele razy, na wielu paznokciach i efekt zawsze ten sam - tragiczny. Nie można nim nawet zrobić sobie ładnej końcówki do frencha, bo trzeba poświęcić na uzupełnianie prześwitów pół dnia. Do tego szybko zasycha i ciężko go potem rozruszać….



Drugi bubel, a może już nawet buble, to lakier miniMAX od Eveline. Miałam zielony kolor - pisałam o nim tutaj. To była jeszcze wersja w starym opakowaniu, a o nowym lakierze wspominałam w poście zakupowym ze stycznia. Liczyłam, że będzie lepiej, a do tego kolor 102 to przepiękna mieszanka szarości i ciemnego fioletu… ideał! Niestety, ale ten książę na białym koniu okazał się po prostu chujem :( Maluje się nim fajnie, konsystencja jest ok, szeroki pędzel to mój ulubiony typ pędzelków. Ale co z tego, skoro po kilku godzinach odpryskuje? Brak topów i bazy, z różnymi topami i bazą - zawsze to samo. I to jeszcze odpryskuje po chamsku, pół paznokcia na raz! Szkoda, bo mam inny lakier od Eveline, z serii Color Edition i jest dużo lepszy.



Znacie te produkty do paznokci? Przypadły Wam do gustu?

Buziaki,
Mila :)

wtorek, 31 maja 2016

Antyperspirant nawet po depilacji - delikatny Antipersp T

Jeżeli jest coś, co mnie wkurza w używania antyperspirantów i dezodorantów to fakt, że większości lepiej nie nakładać na skórę zaraz po depilacji. A gdzie, jak gdzie, ale pod pachami depiluję się najczęściej. Dlatego zazwyczaj w dni, kiedy jestem w domu i wiem, że nie będę wiele robić, to rezygnowałam z takiej ochrony i wybierałam na przykład olej kokosowy, który nie szczypie, a dodatkowo pielęgnuje. Na szczęście są na świecie jeszcze dobrzy ludzie, który tworzą delikatne antyperspiranty.



Dermedic Antipersp T to delikatna propozycja dla osób z nadwrażliwą skórą. Jest bezzapachowy i nie ma barwników, parabenów, ani alkoholu - dla mnie duży plus za to, bo w końcu mam antyperspirant, który po prostu nie pachnie. Jest hypoalergiczny, bezpieczny dla skóry, delikatny i co najważniejsze - można go stosować zaraz po depilacji!

Nic dziwnego, że dosyć szybko stał się moim ulubieńcem, w końcu chyba nie tylko mi zdarza się depilacja na ostatnią chwilę przed wyjściem ;) Antyperspirant jest naprawdę delikatny i nie powoduje podrażnień. Nie ma m mu absolutnie nic do zarzucenia, stosowany nawet na bardzo świeżo wydepilowaną skórę nie powoduje żadnego dyskomfortu. Jak z ochroną? Bardzo dobra, pocę się dużo, a przy tym kosmetyku mogę być spokojna przez cały dzień.



Opakowanie jest typowe dla tego typy produktów, estetyczne i nie brudzi się łatwo, kulka bez problemów się kręci.

Znacie ten antyperspirant?
Buziaki, Mila :)

poniedziałek, 23 maja 2016

Dlaczego nie lubię grubych ludzi?

Do napisania tego wpisu zainspirowało mnie kilka usłyszanych lub przeczytanych historii o osobach z nadwagą/grubych/o "mocnych kościach"/pulchnych (zwał jak zwał) - w 99% pojawia się zawsze jakieś usprawiedliwienie dotyczące zbyt dużej wagi, a to "ze względu na chorobę/leki", "mam predyspozycje do tycia" lub "mam rozwaloną przemianę materii"...

Tak jakby ktoś nie mógł po prostu być gruby. Ja jestem gruba. Wiecie dlaczego? Bo lubię wpierdalać i nie lubię ruszać dupy, ale chyba nie muszę się z tego każdemu tłumaczyć? A może każda gruba osoba powinna powody swojej nadwagi mieć wypisane na koszulce?

Generalnie nie lubię grubych osób. To nie jest kwestia tego jak ktoś wygląda, bo każdy może wyglądać jak chce. Ani kwestia tego, że lubię tylko osoby będące fit (sama taka nie jestem). Po prostu nie lubię osób, które głupio się tłumaczą i wynajdują sobie jakieś niesłychane i niestworzone wymówki na swoją wagę i nie tylko. To samo tyczy się wszystkiego innego, łącznie z wyglądem włosów  (mam brzydkie włosy, bo... ). Pomijam już przypadki, kiedy ktoś naprawdę choruje, bierze leki powodujące tycie czy naprawdę ma coś nie tak z metabolizmem  - ale to naprawdę niewielki procent osób! Reszta nawet się nie stara, za to mają przygotowany wachlarz usprawiedliwień.



"Jem mało i tyję"
Moja rada: przestań jeść w ogóle! Kalorie nie biorą się z powietrza, skoro jesz i nie chudniesz, to znaczy, że przyjmujesz więcej kalorii niż spalasz. Nie ma w tym żadnej magii. Ja też nie jem dużo, ba! Mój mąż je więcej ode mnie, a on jest szczupły, a ja gruba! To na pewno dlatego, że ja mam wolny, rozwalony metabolizm a jego przemiana materii zapierdziela jak bolid. A może to kwestia tego, że kiedy rozmawiamy ja zawsze siedzę, a on chodzi po pokoju jak dziecko z ADHD? A może kwestia tego, że ja do pierogów dołożę sobie dwie łyżki śmietany, a pół godziny po obiedzie zjem jeszcze kanapkę z serem, bo w sumie to bym coś przekąsiła? No właśnie... Kiedy ktoś gruby mówi, że je mało i nie może schudnąć, to zawsze mi się chce śmiać. Sama miałam taką wymówkę kilka lat temu, ale w końcu uświadomiłam sobie, że wcale nie jem tak mało. Z kolei moja szwagierka twierdzi, że je bardzo dużo, a waży mniej niż 50 kilogramów... Dlatego, że tak naprawdę to ona je dużo od okazji, a na co dzień skubie jedzenie jak wróbelek i nigdy nie dojada do końca. Ot cała tajemnica, która potwierdzona została też przez wiele badań - większość osób ma zbliżony do siebie metabolizm, tylko każdy inaczej widzi swój talerz.

"Nie mogę ćwiczyć, nie stać mnie na dietę, więc nie schudnę"
Chodakowska szturmem podbiła odtwarzacze DVD większości Polek i w sumie wyszło dobrze... ale też źle. Moja siostra napaliła się na Chodakowską jak szczerbaty na sucharki, ma dwie książki i jak patrzę na jej przepisy... to też nagle czuję się biedna, nie stać mnie na taką dietę. Ale w odchudzaniu nie chodzi o to, żeby jeść codziennie jarmuż z łososiem i orzeszkami piniowymi, a potem przegryźć to kawiorem. Chodzi o to, żeby wpieprzać mniej kalorii i możliwie jeść zdrowiej. Kebab kosztuje, powiększony zestaw w McDonaldzie też, a cola też za darmo w kranie nie leci. Chcesz schudnąć? To nie wpierdalaj czekolady, a za zaoszczędzone 2 zł kup kilogram buraków, wyjdzie Ci na zdrowie.

Do tego ćwiczenia - jasne są fajne, działają na różne partie ciała, spalają tłuszcz, ale można chudnąć i bez nich. Można, tylko zamiast instalowania na telefonie Endomondo i wybierania odpowiedniego stroju do biegania lub karnetu na siłownię, po prostu wyjdź z domu i przejdź (w szybkim tempie) kilka kilometrów, chociażby ubrana w dżinsy i szpilki. Lepszy taki wysiłek niż żaden. Po prostu na koniec dnia musisz spalić więcej niż wylądowało w Twoim żołądku.

"Skłonność do tycia?"
U mnie w rodzinie wszyscy są grubi, więc i ja mam skłonność do tycia! Tak, tak, jasne. Można mieć skłonność do odkładania się tłuszczu w brzuchu albo na biodrach. Za to skłonność do tycia siedzie w psychice. Dlaczego widać całe grube rodziny? Bo jedzą tłusto, niezdrowo, często, słodzą po 5 łyżeczek i nie uprawiają żadnych sportów. To całkiem normalne, że do pewnego wieku jesteśmy zależni od rodziców, a wpojone nawyki trudno porzucić. Nie zawsze muszą oznaczać one wpieprzanie fast foodów codziennie. Znam osoby, które są grube, a jedzą normalnie... ale każde rodzinne śniadanie ma po 1500 kcal na głowę, a po obiedzie obowiązkowo czekolada i słodkie ciasto. Ale to tylko geny...

Bonus - choroby a otyłość
Znam osobę, która w dorosłym wieku odkryła, że choruję na pewną chorobę, która może powodować otyłość. Bingo! Nagle rozmiar XXXL na ubraniach nabrał sensu. Operacja, leki, pacjent jest zdrowy, ale waga... nie spadała w dół. Po wielu latach badań, ciągłych wędrówek po lekarzach ta osoba usłyszała "Proszę po prostu jeść mniej" i tak to siadło tej osobie na ambicji, że w końcu schudła... I tak oto okazało się, że to nie choroba, a ciasteczka powodowały otyłość. Jasne - nie zawsze tak jest, ale kiedy zobaczyłam całą walkę o kilogramy, to zdałam sobie sprawę z tego, że to chyba nie jest odosobniony przypadek.

Moja lista wymówek 
Zawsze ważyłam trochę więcej niż powinnam, w mojej głowie oczywiście było to spowodowane przez:
- Skłonność do tycia, bo moja mama jest szczupła, a rodzina taty już niekoniecznie - jakoś przez lata życia ignorowałam jednak fakt, że jako nastolatka jadałam obiady w szkole, a potem jeszcze w domu. No i że ogólnie lubię dużo jeść.
- Zajadanie stresu. No bo wiadomo, że w stresie to człowiek traci zmysły i nie może porzucić jedzenia czy wybrać marchewkę, trzeba wpierdolić coś co ma co najmniej 200 kcal/100 gram.
Brak czasu na ćwiczenia. Nigdy na nic nie mam czasu, bo prokrastynacja zabiera mi go za dużo.
Teraz na moją wagę mogę powiedzieć tylko jedno - jestem gruba, bo sama tego chcę. Nie chce mi się odchudzać, nie chce mi się trzymać diety, mam gdzieś zdrowie, wejście w rozmiar XS, czy opinie innych.


Jeżeli chcesz być gruba, to masz do tego pełne prawo, tylko się do kurwy nędzy z tego nie tłumacz! I nie obrażaj się, kiedy ktoś powie, że przytyłaś. Bo wagi nie ukryjesz, legginsów nie oszukasz, ale to nie znaczy, że nie możesz być gruba. Jesteś gruba na pewno nie przez to, że głodujesz i wpierdalasz tylko sałatę, ale możesz być gruba, zielona i owłosiona. Tylko bądź sobą i nie szukaj głupich usprawiedliwień.

sobota, 21 maja 2016

UltraNAWILŻENIE dla ultraMARUDY - Krem-żel Dermedic

Na starość robię się chyba coraz bardziej marudna... ale może to dobrze? W końcu w którymś momencie w życiu trzeba dojść do punktu, kiedy zaczyna się wybierać tylko najnajnajlepsze rzeczy, a nie tylko te bardzo dobre. Właśnie takiego kremu poszukuję od jakiegoś czasu - najlepszego do cery suchej.



Krem-żel Dermedic Hydrain3 był dla mnie w pierwszym odczuciu niewiadomoco. Krem? Żel? Ultranawilżenie? Dla każdej skóry? Blablabla... Jak coś jest to wszystkiego, to jest do niczego, prawda? No niekoniecznie, bo miłą niespodzianką jest fakt, że firma Dermedic nie wciska bajerów, tylko obiecuje i dotrzymuje obietnic. Krem-żel? Check - konsystencja kremowo-żelowa, dziwna, ale nie nieprzyjemna. Ultranawilżenie - jest, nie wiem czy przez 48 godzin, bo nawet nie czuję potrzeby nakładania go codziennie, ale na pewno bardzo długotrwałe. Dla każdej skóry? Dla skóry suchej na pewno tak, dla mieszanej też... no i dla takiej po kwasach również. Więcej o kremie-żelu tutaj. Bonus: w TV widziałam kilka razy jego reklamę (chociaż u siebie TV nie mam, ale bywam u osób, które mają :P), więc można zaszpanować przy innych słowami "mam i używam" - to dodaje + 10 do lansu.

Krem ma poręczny słoiczek, który jest po prostu ŁADNY i się nie co niego nie lepi! Kurwa, wiecie jakie to dla mnie ważne? Zazwyczaj ze wstydem chowam kremy po kątach, bo co z tego, że opakowanie super, poręczne i wytrzymałe, skoro prędzej czy później napis się zetrze, zostawi smugę na pół słoiczka, a cały brud z łazienki będzie się czepiał etykiety, fragmentu kleju czy po prostu będzie lepił się, bo krem jest strasznie tłusty i brudzi nakrętkę. W tym przypadku problem z głowy, opakowanie służy mi już drugi miesiąc i nadal wygląda świetnie!



Wydajność w stosunku do ceny bardzo poprawna. Za 50 ml trzeba zapłacić 38 zł. Dużo? Może jeszcze kilka lat temu bym tak powiedziała, ale to były czasy parafinowych kremów za złotych pięć. Teraz powiem - dobra cena i naprawdę warto wydać ciężko zarobione cztery dyszki. Poza tym  można go kupić np. w zestawie prezentowym i wychodzi dużo taniej. Krem dzięki konsystencji jest bardzo wydajny, smaruje się nim jak masłem. Mi wystarcza na około 2 miesiąca przy stosowaniu raz dziennie. Do tego pachnie świeżo, ogórkowo, przyjemnie, typowo dla serii Hydrain3.

Podsumowując - polecam, tak po prostu. Dermedic to w moim odczuciu porządna firma, bubel mi się jeszcze od nich nie trafił, a seria Hydrain3 to bardzo udana seria dla osób z suchą cerą. Niech dodatkową rekomendacją dla Was będzie to, że to już moje drugie opakowanie i na pewno nie ostatnie. Znacie ten krem-żel?

Buziaki,
Mila :)

czwartek, 19 maja 2016

Jak uszczęśliwić chorą blogerkę? Dając jej pudełko... Happy Box by Farmona

Blogerki są trochę jak koty i kochają wszelkie pudełka, szczególnie takie niespodziewane, a już zwłaszcza wtedy, kiedy zupełnie się tego nie spodziewają. U mnie osłoda w postaci Happy Box od Laboratorium Kosmetyków Naturalnych Farmona przyszła zupełnie niespodziewanie w czasie choroby, więc ucieszyłam się podwójnie :)

Blogerskie pudełka nie muszą być ładne, one MUSZĄ zachęcać do tego, żeby zmolestować ich wnętrze blogerskimi mackami. Happy Box by Farmona doskonale zachęca do tego, jest pastelowe, ozdobione ślicznymi kwiatami, porządne, wykonane z grubej tektury... pudełkowy orgazm. A wnętrze? Bardzo przemyślane i doskonałe na początek lata - co zresztą przyświecało temu pudełku. To cztery produkty (plus próbki), jednak satysfakcja jest ogromna!



Balsam do mycia rąk Tutti Frutti
Balsamów do mycia rąk nigdy nie wiele, a specjalnie takich, które pachną jak wiśniowo-porzeczkowy orgazm. Dosłownie. Po prostu masakryczna przyjemność podczas mycia rąk! Do tego balsam do mycia jest kremowy, ładnie się pieni, buteleczka jest niewielka i poręczna. Wróżę nam udany romans.

Kuracja w ampułkach z wyciągiem z bursztynu do włosów bardzo zniszczonych i osłabionych, Jantar
Ohhh Jantar, Jantar... Kochanek wielu Polek, mój dobry przyjaciel, ale nie ukochany. Nigdy nie mogłam z nim dojść do ładu, ale krzywdy nie zrobił. Może to przez to, że ma beznadziejny aplikator, a może to męski zapach? Nie wiem, ale kuracja w ampułkach zostanie chętnie przetestowana na moich włosach, testy zaczynam lada dzień, kiedy pozbędę się resztek choroby i wkroczę w mój naturalny rytm dnia.



Dezodorant do stóp 4w1 dla kobiet, Nivelazione
Farmona chyba czyta w moich myślach, bo całkiem niedawno po raz pierwszy raz w życiu, zakupiłam dezodorant do stóp! Tak, tak, całe życie byłam tym typem osoby, której nogi śmierdziały po ściągnięciu butów ;) Aż w końcu zebrałam się w sobie i kupiłam ten, jak dotychczas, zbędny dla mnie kosmetyk. Z wielką chęcią przetestuję także dezodorant Nivelazione, a przy okazji będę miała od razu porównanie dwóch produktów :) Muszę tylko sobie wyrobić nawyk jego regularnego używania.

Suchy szampon do włosów przetłuszczających się, Herbal Care
Suchy szampon to kosmetyk, do którego ostatnio się przekonałam, ale Batiste to nie zawsze dobry wybór, bo to cholerstwo lubi mnie podrażniać i zamiast suchej głowy to mam suchą głowę i zajebisty łupież :/ Po dwóch użyciach Herbal Care mogę stwierdzić, że buteleczka jest niewielka, ale wydaje się bardziej wydajny niż Batiste, pachnie dziwnie, babcinie, ziołowo i nie zostawia osadu na włosach. Więcej czas pokaże.




Z takim zestawem oczekuje bardzo udanych testów, a jak to będzie? Czas pokażę, recenzję zaczną pokazywać się niedługo :)
Znacie te kosmetyki Laboratorium Farmona? 

Buziaki, Mila :)
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...