czwartek, 3 listopada 2016

Mega DENKO - 53 kosmetyki

Denko, w którym pojawia się aż 53 kosmetyków? To możliwe tylko u mnie ;) Dawno nie było u mnie żadnego denka, ale tych zużyć nie zbierałam od poprzedniego razu. To efekt ostatnich 2 - 3 miesięcy plus niedobitki, które z różnych przyczyn zostały zabunkrowane w mojej łazience ;)

Zapraszam do czytania - a jest tego naprawdę sporo.



1. Pantene Pro-V, Aqua Light, odżywka w piance do włosów.
Z założenia ta odżywka do włosów miała być bardzo lekka i wygodna w użyciu - i faktycznie taka jest! Jednak jak na moje gusta nie robi ona zbyt wiele. Włosy po użyciu co prawda rozczesują się trochę lepiej, ale brakuje im miękkości. Nie wrócę do niej.

2. Schwarzkopf, Got2Be, Beach girl, spray do włosów z solą morską.
Ten produkt miał dawać efekt morskich, naturalnych fal. U mnie się nie sprawdził, fale wychodziły z niego żadne, a włosy były lekko szorstkie. ALE piękne, naprawdę pięknie pachniał i w wielu sytuacjach używałam go zamiast lakieru, bo lekko usztywnia włosy. Raczej nie kupię ponownie, ale mimo wszystko używało mi się go przyjemnie za sprawą zapachu.

3. Olejek Andrea kupiony na Aliexpress.
O tym kosmetyku pisała Aniamaluje i to "przez nią" zdecydowałam się na zakup, na jej blogu znajdziecie więcej informacji na temat tego produktu - tutaj. Niestety, ale nie korzystałam z olejku na tyle regularnie, aby wypowiedzieć się na temat szybkości wzrostu włosów. Na pewno mogę powiedzieć, że olejek (a raczej esencja) żadnych problemów nie robiła, a włosy nie wypadały więcej. Kupię ponownie, aby przetestować wzrost.

4. Jantar, wcierka
Stosuję, stosuję i nie mogę zdecydować czy ją kocham, czy nie ;) Na pewno kupię, to już chyba 3 - 4 butelka, a nadal nie wiem czy mi się podoba...

5. Joanna, Styling Effect, pianka do włosów
Takich kosmetyków nie używam często, ale zawsze je mam w razie gdybym potrzebowała. Zwykła pianka, szału nie było, nie wysuszała więcej niż normalnie. Może kiedyś kupię, a może nie.

6. Joanna Styling Effect, lakier do włosów.
Jak wyżej - lakier, jak lakier. Na pewno dobry dla osób, które nie lubią klejących się i mocno wysuszających lakierów do włosów.



7. New Anna Cometics, Expert Hair Mask.
Bardzo fajna maska do włosów, wygodna w stosowaniu, pompka super, ale nie wybiera produktu do końca, więc potem i tak trzeba odkręcać opakowanie. Kiedyś na pewno kupię, dla mnie jest bardzo porównywalna do Kallosów.

8. Farmona, Jantar, szampon do włosów z wyciągiem z bursztynów.
Przyjemny szampon, fajna piana, nie plącze włosów. Do tego bardzo ładnie pachniał. Trochę żałuję, że nie kupiłam dwóch opakowań na zapas. Kiedyś na pewno po niego sięgnę ponownie.

9. Garnier, Ultra Doux, odżywka z olejkiem awokado i masło karite.
Wielokrotnie sprawdzona odżywka, na której mogę polegać. Zresztą - kto jej nie zna? Wkurza mnie tylko opakowanie, bo dopóki jest pełne to spoko, a potem trzeba się nieźle namęczyć pod prysznicem. Na pewno kiedyś jeszcze kupię, chociaż nie planują szybkiego powrotu, bo nie robi u mnie aż takiego efektu WOW.

10. Marion, Termo Ochrona, serum.
To serum znam od hmm… od kiedy kupiłam pierwszą (i jak na razie jedyną) prostownicę, czyli od jakiś 6 - 7 lat. Ten produkt wielokrotnie gościł w mojej łazience i nie znalazłam jeszcze godnego na 100% następcy. Kupię na pewno! Serum jest doskonałe do prostowania, kręcenia i suszenia.

11. Venitta, Trendy, Color Mousse, kolor Fioletowa Fantazja.
W szafce w łazience znalazłam resztki pianki, której używałam rok temu do końcówek włosów. Bardzo fajna, nie wysuszała. Podobał mi się efekt kolorystyczny, chociaż fiolet nie był trwały - zaraz po użyciu włosy miały kolor intensywny, który mi się nie za bardzo podobał, ale po pierwszym myciu był dużo ładniejszy. Potem zmywając się przechodziły przez niebieski aż do zielonego. Pianka mimo, że półtrwała, to trzymała się naprawdę mocno (szczególnie w swojej zielonej odsłonie). Jak dla mnie - super, a odświeżenie koloru zajmowało tylko chwilkę. Kiedyś kupię, ale inny kolor :)

12. Mazidła, keratynowe serum do włosów.
To serum pokazywałam kiedyś na blogu KLIK, w łazience gdzieś mi się zapodziała buteleczka po nim. Aż do zużycia nie zmieniłam o nim zdania. Naprawdę fajny kosmetyk, a do tego satysfakcja z tego, że zrobiło się coś samemu - bezcenna :)



13. Etja, olej rycynowy.
Od kiedy jakiś czas temu miałam poznać olejki firmy Etja, to jestem wierna głównie nim. Mają naprawdę doskonałą jakość w doskonałej cenie. Olej rycynowy to taki mój must have łazienkowy, bo lubię go wykorzystywać, czy to do włosów, czy na ciało, czy to w różnych mieszankach - pokazywałam to tutaj. Kupię na pewno ponownie i na pewno będzie to ten firmy Etja.

14. Etja, olej z pestek arbuza.
Przyjemny olejek, który naprawdę szybko się wchłania - takie lubię najbardziej. Stosowałam przez lato głównie na nogi, a skóra po jego użyciu  jest naprawdę miękka i odżywiona. Kiedyś kupię na pewno, ale to za jakiś czas - jak na razie mam masę innych olejków do przetestowania :)

15. Alterra, olejek z limonką i jojoba.
Uwielbiam go za działanie i zapach! Ta mieszanka olejów wchłania się szybko i jak pachnie - mniamuśnie ;) Latem stosowałam do demakijażu i jako wieczorny “krem” na twarz. Świetnie nadaje się na włosy. Kupię na pewno w przyszłości. Użyłam go w kostce do masażu - klik.

16. Bio-Oil.
Super reklamowany olejek, który w składzie ma parafinę. Jak dla mnie to niestety minus w tym przypadku, bo szczerze to oczekiwałam czegoś bez tej substancji. Jak widać - nie zużyłam go całego, poszła mi połowa, a potem jakoś straciłam do niego zapał. Plusem był piękny zapach, lekko cynamonowy, bardzo ładny. Działania nie odczułam jakiegoś konkretnego. Nie kupię ponownie. Za te same pieniądze można kupić kilka innych olejów bez parafiny.

17. Etja, olej z nasion marchwi.
Mój wakacyjny must have. Olej z nasion marchwi ma w sobie naturalne filtry przeciwsłoneczne, a do tego podkreśla opaleniznę. Minusem tego kosmetyku jest fakt, że po prostu ma kolor marchewki. Przez to, jeżeli nałożymy go za dużo na twarz, możemy wyglądać trochę pomarańczowo. Chociaż mi to akurat problemów nie robiło. Kupię na kolejne wakacje.

18. Wellness&Beauty, olejek z jojoba i masłem shea.
Mehhh… nie wiem, co na jego temat napisać. Zużyłam z przyjemnością? Tak. Ładnie pachniał? Tak. Ale coś w nim mi nie przypasowało im dużej go stosowałam. Raczej nie kupię ponownie.



19. GlySkin Care, Intense C-serum.
O tym produkcie pisałam na blogu. Bardzo fajne serum, po którego stosowaniu faktycznie widać różnicę. W łazience znalazłam buteleczkę po zużytym produkcie - zostawiam ją sobie ze względu na pipetkę, która umieszczona jest w zakrętce ;) Poza tym buteleczka z ciemnego szkła doskonale nadaje się do domowych mieszanek olejków. Ten produkt mam zamiar kupić wiosną, żeby zrobić sobie kolejną rundkę z nim.

20. Bioliq, intensywne serum rewitalizujące.
To serum kupiłam w zestawie z płynem micelarnym. Dobre, ale nie porywające. Strasznie szybko się zużywało - buteleczka w niecałe 3 tygodnie. Podobało mi się jednak to, że szybko się wchłania. Raczej nie kupię tego serum, może spróbuję coś innego z tej firmy.

21. Fitomed, płyn lawendowy do twarzy.
Mój ulubiony! To chyba już czwarta czy piąta buteleczka jaką używam. Lubię się nim popryskać ot tak albo dodać do jakiś domowych maseczek. Używam czasami też pod oleje. Pisałam o nim na blogu KLIK. Kupię na pewno.

22. Bioliq, płyn micelarny.
Ot zwykły płyn. Ładne pachniał, dobrze zmywał. Nie mam się do czego przyczepić. Może kiedyś kupię, a może nie. Kto to wie ;)

23. Dabur, Premium Rose Water.
Pryskałam się trochę wodą różaną. Ładnie pachnie, chociaż niczym mnie nie zachwyciła. Działanie przeciętne. Płyn lawendowy bardziej mi odpowiada i chyba nie kupię ponownie.


24. Ava, maska z algami morskimi.
Miałam dwie maseczki tej marki i o obydwu mam taką samą opinię - są naprawdę dobre. Chociaż jakoś nie przepadam za robieniem sobie maseczek, to akurat wersję z algami zużyłam szybko i z przyjemnością. Skóra po niej była naprawdę odświeżona i odżywiona. Polecam i kupię na pewno.

25. Cztery Pory Roku, krem do rąk glicerynowy.
Mój ulubiony obecnie - w użyciu mam szóste opakowanie ;) Nakładam go intensywnie, szybko się wchłania, a dzięki niemu moje ręce nie pękają. Do tego jest tani i powszechnie dostępny. Kupię i to jeszcze nie raz!

26. GlySkin Care, Gentle Cleanser.
Pisałam o nim na blogu w tamtym roku. W szafce zostało mi opakowanie, bo przelałam sobie do niego inny kosmetyk… ale karteczka się zamazała i nie wiem już co tam jest :P Sam Cleanser wspominam bardzo dobrze, jest delikatny i to było chyba drugie opakowanie jako użyłam. Planuję do niego wrócić, kiedy zużyję moje zapasy.

27. GlySkin Care, Lotion Lite 10.
Opinia o tym produkcie była już na blogu TUTAJ. Jeżeli będę jeszcze robić kwasy, to na pewno kupię ten lotion.

28. Mixa, płyn micelarny Optymalna Tolerancja.
Tego płynu nie mogłam zużyć przez długi czas i ciągle odkładałam na później i później.  Niby wszystko z nim ok, ale nie do końca pasował mi stopień oczyszczenia. Jest jednak bardzo delikatny i nie szczypie w oczy. Mimo wszystko do produktów Mixa mam dziwny stosunek - jakoś niczego nie pokochałam.



29. Eveline, Slim 3D, termoaktywne serum wyszczuplające.
Lubię kosmetyki rozgrzewające, bo lubię sobie wygrzewać tyłek w łóżku :D Fajne serum, dobrze rozgrzewało. Efekt? No na pewno nie wyszczupli, ale ujędrnia skórę i do tego fajnie nawilżą. Pewnie jeszcze kiedyś kupię, ale teraz testuję coś innego.

30. Cztery Pory Roku, balsam z 10% masła shea.
Propsy za brak parafiny w składzie :D Fajnie pachnie, daje efekt śliskiej i mocno nawilżonej skóry i chyba faktycznie działa, bo nawet nie używając go codziennie skóra jest miękka. Zużyłam z przyjemnością, bo ładnie pachnie. Trafia na listę produktów “kiedyś kupię, jeżeli nic innego mi nie wpadnie w oko”.

31. Eveline, Push-up, krem do biustu.
Jedyny działający krem do biustu, na jaki w życiu natrafiłam. Używam do kilku lat, a efekt nadal taki sam. Na pewno wrócę do tego kremu jeszcze nie raz!

32. Soraya, Body Diet 24, krem do biustu.
Nawilżał, ale nie ujędrniał. Zużyłam, bo to zawsze krem do cycków, ale nie planuję do niego powracać.

33. Kolastyna, Bodyslim, termoaktywne serum antycellulitowe.
Niby krem z efektem rozgrzewającym, ale nigdy tego nie poczułam. Konsystencja trochę żelowa, dziwna i nieprzyjemna w nakładaniu. Nie polubiłam, przestałam używać w połowie opakowania. Wywalam i nie powrócę.



34. Vita Liberata, balsam brązujący Warm.
To drugie opakowanie tego kosmetyku jakie używam. Smarowałam się nim intensywnie wiosną, przygotowując się na pokazywanie nóg i bluzki z krótkim rękawkiem. Polecam, opinia była już na blogu. Może kiedyś wrócę, chyba że znajdę coś trochę tańszego.

35. Vita Liberata, pianka pHenomenal.
Opinia była już na blogu. To już produkt bardziej doraźny. Dzięki temu kosmetykowi zaczęła się moja przygoda z samoopalaczami i nie żałuję. Używałam w wakacje, bo jakoś nie miałam czasu zawsze wystawiać się na słońce. Polecam :)

36. Veet, krem do depilacji w sprayu.
Ten krem to jakiś żart. Żeby wydepilować całe nogi trzeba zużyć prawie całe opakowanie i warstwa wcale nie jest gruba. 20 zł na depilację? No sorry, trochę drogawo :D Nawet jeżeli działa (nie jakoś super, ale działa) i skóra jest miękka i nie ma podrażnień. Nie kupię ponownie.

37. Satin Care, żel do golenia.
Mój ulubiony, bardzo wydajny. Wrócę. Wkurza mnie tylko, że opakowanie szybko zaczyna łapać rdzę. Nawet nie stoi pod prysznicem cały czas, staram się go nie moczyć, a rdza i tak się pojawia :/

38. Nivea, Silk Mousse.
Jeden z moich TOP3 od Nivea. To kolejne opakowanie, jakie zużywam. Polecam i na pewno użyję nie raz :)



39. Nivea, Fresh Natural.
Za dezodorantami w sprayu jakoś nie przepadam, ten wpadł mi na jakiejś promocji. Użyłam i powiem, że jest bardzo dobrze. Nie ma uczucia lepkich pach, jest delikatny i dobrze chroni. Do rozważanie, jestem skłonna do niego wrócić.

40. Dermedic, AntiperspT.
Pisałam o nim już. Bardzo fajny. Kupię ponownie.

41. Ziaja, Bloker.
Kiedyś byłam mu bardzo wierna, potem mi przeszło. Nie mam już takich problemów z nadpotliwością, żeby musieć po niego sięgać. Polecam i pewnie kiedyś do niego wrócę, jeżeli będę miała potrzebę.

42. Rexona, Linen dry.
Ten produkt mnie zaskoczył. Kupiłam dwupak w Biedronce bez większego przekonania. Zazwyczaj używam dezodorantów w sztyfcie, a już szczególnie kulki od Rexony jakoś mi nigdy nie pasowały. Chroni dobrze, chociaż są lepsi (patrz wyżej ;)), ale ładnie pachnie i jest delikatny. Teraz zużywam drugie opakowanie.



43. i 44. Velvetic, Face, zestaw do depilacji twarzy.
Zestaw składa się z kremu do depilacji i kremu po depilacji. Mój hit! Bardzo delikatny, bardzo skuteczny i szybki - w 5 minut można pozbyć się wszystkich nadprogramowych włosków. Kupię na pewno ponownie, bo chociaż wosk stosuję od dawna, to jednak krem jest wygodniejszy dla mnie i dokładniejszy.

45. Batiste, suchy szampon Floral Essences.
Ładny zapach, dobrze działa, ale trochę podrażnia skórę głowy. Mam w zanadrzu inny, moim zdaniem lepszy suchy szampon. Chociaż pewnie kiedyś kupię, ale inną wersję. Już nie jestem napalona na ten produkt tak jak kiedyś :D



46. Dermedic, Tolerans Sensitive, krem pod oczy.
Baaardzo dobry produkt, pokochałam jego działanie! Nie podrażnia, nie szczypie, jest leciutki i nadaje się nawet pod makijaż. Niczego więcej od kremu pod oczy mi nie potrzeba :) Teraz testuję coś innego, nie wykluczam, że kiedyś po niego sięgnę ponownie.

47. Mazidła, ekstrakt z aloesu 10 krotnie zatężony.
Używałam, polubiłam, dodawałam do wszystkiego. Dobry półprodukt dla osób, które lubią wzbogacać swoje kosmetyki.

48. Kwas hialuronowy 10%.
Jak wyżej - nadaje się do wszystkiego. Już pisałam o tym produkcie już na blogu. To drugie opakowanie.

Tak na marginesie - dwa powyższe produkty mają okropne opakowania, nie lubię białych, brudzących się etykietek :D

49. AFY, serum z EGF, kupione na Aliexpress.
Super serum. Kosztowało coś około 5 złotych. Leciutkie, doskonale się wchłania i dosyć wydajne. Gumowy dzióbek ułatwia dozowanie produktu. Mam zamiar kupić kolejne produkty z tej firmy. Skóra po użyciu napięta, miękka w dotyku.

50. Sześciokrotnie zagęszczony żel aloesowy, kupiony na Aliexpress.
Ten żel był hitem grup Aliexpressowych na FB ;) To moje czwarte opakowanie. Bardzo dobry produkt, zużywam z przyjemnością. Forma żelu mi odpowiada bardzo, jest on gęściejszy niż produkt z Mazideł. Mam teraz zamiast kupić teraz krem ze śluzem ślimaka z tej samej firmy.

51. Etja, olejek eteryczny grejpfrutowy.
Doskonały do wieczornych masaży ciała. Relaksujący zapach, działa odżywczo na skórę. Często stosuję go też do czyszczenia domu. Kupię na pewno :)

52. Etja, olejek eteryczny lawendowy.
Mój hit! Najlepszy olejek. Stosuję go do prania, mycia podłogi, smaruję sobie nim nadgarski i skronie przed snem, kropię poduszkę - działa baaaardzo relaksująco na mnie, stosowany bez rozrobienia nie podrażnia mnie. Mam już w użyciu kolejną buteleczkę i to na pewno nie ostatnia.

53. Mazidła, olej tamanu.
Stosowałam długo, bo jest bardzo wydajny, opinia na blogu. Teraz mam olej tamanu z Etja do wypróbowania, ciekawa jestem czy będzie równie skuteczny.

Uffff to wszystko :)
Znacie coś z tym kosmetyków? Jak tam Wasze zużycia?

Buziaki,

Mila :)

poniedziałek, 31 października 2016

Moje TOP 3 od Nivea

Krem Nivea - klasyka klasyki, kto go nie zna? Zawsze w mojej kosmetyczce, a miniaturka gdzieś w torebce - bo po prostu warto, sprawdza się do rąk, na ciało i na twarz w awaryjnych sytuacjach. Do tego nabłyszcza buty zamiast pasty, schroni psie łapy przed pękaniem - dosłownie służy do wszystkiego!



Mimo to dzisiaj o nim nie przeczytacie, powiedzmy że klasyczny krem Nivea jest poza kategoriami :D A i tak ciężko było mi wybrać TYLKO 3 produkty od Nivea :D

Poznajcie moje TOP 3 od Nivea! 



Krem Nivea Care, Lekki krem odżywczy - można powiedzieć, że to młody brat klasycznego kremy tej marki. Podobny zapach, ale moim zdaniem bardziej odżywcze działanie i szybsze wchłanianie. W składzie nie ma oleju mineralnego. Lubię go, po prostu bardzo lubię i polecam :)



Silk Mousse od Nivea, akurat na zdjęciu Creme Soft, ale uwielbiam wszystkie trzy wersje :) Zużyłam już trzy buteleczki od lata, kolejne dwie czekają w zapasie. Bardzo wydajny kosmetyk, lekka pianka, kremowy i nie wysusza. Wszystkie trzy wersje pachną bardzo "niveowo", chociaż można wyczuć różnicę. Na zdjęciu zawartość jednej pompki.



Micelarne chusteczki do demakijażu to kolejne odkrycie tego lata od Nivea :) Bardzo dobrze zmywają, nie szczypią w oczy, nie wysuszają, a jedna chusteczka radzi sobie z podstawowym makijażem u mnie (lekki podkład, eyeliner, mocno wytuszowane rzęsy). Chusteczki są grube i mięsiste, nie rwą się podczas używania.



A jakie są Wasze ulubione produkty od Nivea?

Buziaki,
Mila :)

środa, 12 października 2016

Dlaczego NIE lubię hybryd.... czyli o trudnej relacji love-hate

Mam wrażenie, że wszyscy oszaleli na punkcie hybryd, a producenci kuszą coraz to nowszymi kolorami i opcjami. Ja także jakieś dwa lata temu wpadłam w szał hybryd - o mój boże, ale ja sikałam po nogach na ich widok! A ile namawiałam mojego męża na taki prezent (całe 10 minut ;)), ile o nich czytałam i jak się podniecałam, bo u mnie przecież lakier nie trzyma się nigdy bez odprysków więcej niż jeden dzień.

Kiedy w końcu wybrałam swój zestaw startowy i nałożyłam lakier to po 4 dniach miałam odpryski… No kij, pierwszy raz, do trzech razy sztuka. Kolejne próby i efekty podobne, może to wina techniki albo lakieru? Próbowałam, próbowałam, kupowałam, testowałam i nawet wybrałam się do trzech innych osób na zabieg - czasami było lepiej, czasami gorzej, ale efekt nigdy mnie nie powalił tak bardzo jakbym chciała i nigdy nie sprawił, że miałam idealne manicure przez 2 tygodnie. Co gorsze, robiłam hybrydy mojej mamie, siostrze, koleżankom i u nich wyglądało świetnie wszystko to, co u mnie się w ogóle nie sprawdziło.


Wniosek? To nie wina techniki, lakierów ani innych rzeczy - to wina moich paznokci, które są… no właśnie, jakie? Normalne, całkiem dobrze odżywione, nie rozdwajające się, mocne ale narażone na stałe uderzanie o klawiaturę. Ot cały sekret moim zdaniem - w mojej pracy nie będę chyba nigdy mieć idealnego manicure przez dłużej niż tydzień. Do tego moje skórki są nie do ruszenia prawie, więc zawsze albo były lekko zalewane, albo odrost przy nich nie był równy. A wycinać ich nie będę.

Do tego dochodzi ściąganie lakierów hybrydowych i samo wykonanie ich od nowa - dłuuuugoooo. Jestem osobą, która raczej woli w 5 minut pomalować paznokcie lakierem szybkoschnącym i cieszyć się nimi jeden dzień, niż męczyć się dwie godziny raz na dwa tygodnie ;) Zwykły lakier wystarczy przetrzeć wacikiem i już go nie ma. Do tego wydaje mi się, że zwykłe lakiery, nawet stosowane często, nie niszczą tak bardzo jak najlepiej zrobiona hybryda. Poza tym przy hybrydach zawsze miałam wrażenie, że zostało mi ich trochę na paznokciu… Dodatkowo lubię często zmieniać paznokcie, już na drugi dzień mam pomysł na coś nowego ;) Więc jak żyć dwa tygodnie z tym samym lakierem?

Tak, więc - ja nie lubię hybryd. Chociaż mi się podobają, to nie jest to dla mnie optymalne rozwiązanie. Lubi je moja mama, która pomimo pracy manualnej, ma je zawsze w idealnym stanie przez 3 tygodnie (potem już ściąga je, bo odrost jest za długi). Lubi je moja siostra i koleżanki, ale ja chyba nigdy ich nie polubię. A Wy, jakie macie wrażenia na temat hybryd?

Buziaki, Mila :)

poniedziałek, 4 lipca 2016

Tutti Frutti, balsam do mycia rąk - Happy Box

Jakiś czas temu pisałam o Happy Box of Farmony. Recenzję produktów postanowiłam zacząć od produkty, który towarzyszył mi najkrócej. Chodzi o balsam do mycia rąk Tutti Frutti o zapachu wiśniowo-porzeczkowym.



Balsam zamknięty w wygodnej butelce z pompką, która przez cały czas używania działa bez zarzutów i na raz dozuje niewielką ilość mydła. Opakowanie jest porządne, etykieta nie odkleja się łatwo, co ma ważne znaczenie wizualne. Zawiera 315 ml produktu.



Balsam jest kremowy i ma bardzo przyjemny zapach. Wyraźnie czuć w nim nutę wiśniową i porzeczkową, zapach jest bardzo letni i działa wręcz relaksująco. Łatwo się pieni i dobrze zmywa także większe zabrudzenia. Po użyciu balsamu do mycia rąk można zrezygnować z nakładania kremu, bo zawiera on formułę nawilżającą, która radzi sobie z zapewnieniem odpowiedniego nawilżenia nawet dłonią, które są lekko przesuszone.


Polecam, chociaż nie jest to niezastąpiony produkt, to o wiele przyjemniej myje się ręce takim balsamem, niż zwykłym mydłem :) Tylko uwaga na zużycie - przy takich zapachu ma się ochotę myć dłonie co pół godziny ;)

Buziaki,
Mila :)

poniedziałek, 13 czerwca 2016

Pizda, pedał, bez jaj... czyli kiedy facet się maluje

Facet, który nakłada makijaż, jakbyś go nazwała? Pizda? Pedał w rurkach? Homo niewiadomo? A może makijażysta, aktor albo inny celebryta, który musi w TV czy na gali wyglądać idealnie? No właśnie... o tym, że męski makijaż istniał, istnieje i ma się bardzo dobrze mało kto pamięta, większość z nas zakłada, że tylko aktorki się malują, a faceci tego nie robią, a przecież im też się pudruje nosek ;)

Mam jednak hm... żal do wielu kobiet, za takie wypowiedzi jak te, wstawione pod facebookowym postem na Wizażu, a to wszystko dlatego, że facet robi sobie makijaż artystyczny... i to nie pierwsza sytuacja jaką widzę... Aż trudno wierzyć, że kobiety mają w sobie tyle złośliwości... Zresztą wszystko co myślałam, napisałam na FB.




Rychły koniec męskości? No raczej nie, jakby ktoś nie pamiętał to pederastia i przebieranie się za kobiety w teatrze była w starożytnej Grecji powszechna, a jakimś cudem udało im się rozwinąć bogatą kulturowo cywilizację, a świat się nie zawalił.
A Wy co o tym myślicie? Czy facet, który się maluje, zasługuje na bycie nazwanym pizdą? Bo według mnie nie...

czwartek, 2 czerwca 2016

Dwa paznokciowe buble - pisak do zdobień i lakier

Dzisiaj mam dla Was dla paznokciowe buble. Są to pisak do zdobień Nail Art Pen w kolorze białym od Allepaznokcie oraz lakier miniMAX od Eveline. Na pierwszy ogień opiszę pisak.



Pisak Nail Art Pen na stronie jest reklamowany jako poręczny, nadający się do malowania skomplikowanych, delikatnych wzorów, jak i grubszych zdobień. Ha ha ha. Ale się uśmiałam. Przy jego pomocy można sobie co najwyżej tyłek podrapać i nie za bardzo nawet się do tego będzie nadawał. Zrobienie cienkiej kreski - niemożliwe. Ciężko go zachęcić do współpracy, od czasu do czasu wypuszcza za dużą ilość tuszu, a do tego kolor nie kryje, smuży i w ogóle wygląda to tragicznie. Próbowałam wiele razy, na wielu paznokciach i efekt zawsze ten sam - tragiczny. Nie można nim nawet zrobić sobie ładnej końcówki do frencha, bo trzeba poświęcić na uzupełnianie prześwitów pół dnia. Do tego szybko zasycha i ciężko go potem rozruszać….



Drugi bubel, a może już nawet buble, to lakier miniMAX od Eveline. Miałam zielony kolor - pisałam o nim tutaj. To była jeszcze wersja w starym opakowaniu, a o nowym lakierze wspominałam w poście zakupowym ze stycznia. Liczyłam, że będzie lepiej, a do tego kolor 102 to przepiękna mieszanka szarości i ciemnego fioletu… ideał! Niestety, ale ten książę na białym koniu okazał się po prostu chujem :( Maluje się nim fajnie, konsystencja jest ok, szeroki pędzel to mój ulubiony typ pędzelków. Ale co z tego, skoro po kilku godzinach odpryskuje? Brak topów i bazy, z różnymi topami i bazą - zawsze to samo. I to jeszcze odpryskuje po chamsku, pół paznokcia na raz! Szkoda, bo mam inny lakier od Eveline, z serii Color Edition i jest dużo lepszy.



Znacie te produkty do paznokci? Przypadły Wam do gustu?

Buziaki,
Mila :)

wtorek, 31 maja 2016

Antyperspirant nawet po depilacji - delikatny Antipersp T

Jeżeli jest coś, co mnie wkurza w używania antyperspirantów i dezodorantów to fakt, że większości lepiej nie nakładać na skórę zaraz po depilacji. A gdzie, jak gdzie, ale pod pachami depiluję się najczęściej. Dlatego zazwyczaj w dni, kiedy jestem w domu i wiem, że nie będę wiele robić, to rezygnowałam z takiej ochrony i wybierałam na przykład olej kokosowy, który nie szczypie, a dodatkowo pielęgnuje. Na szczęście są na świecie jeszcze dobrzy ludzie, który tworzą delikatne antyperspiranty.



Dermedic Antipersp T to delikatna propozycja dla osób z nadwrażliwą skórą. Jest bezzapachowy i nie ma barwników, parabenów, ani alkoholu - dla mnie duży plus za to, bo w końcu mam antyperspirant, który po prostu nie pachnie. Jest hypoalergiczny, bezpieczny dla skóry, delikatny i co najważniejsze - można go stosować zaraz po depilacji!

Nic dziwnego, że dosyć szybko stał się moim ulubieńcem, w końcu chyba nie tylko mi zdarza się depilacja na ostatnią chwilę przed wyjściem ;) Antyperspirant jest naprawdę delikatny i nie powoduje podrażnień. Nie ma m mu absolutnie nic do zarzucenia, stosowany nawet na bardzo świeżo wydepilowaną skórę nie powoduje żadnego dyskomfortu. Jak z ochroną? Bardzo dobra, pocę się dużo, a przy tym kosmetyku mogę być spokojna przez cały dzień.



Opakowanie jest typowe dla tego typy produktów, estetyczne i nie brudzi się łatwo, kulka bez problemów się kręci.

Znacie ten antyperspirant?
Buziaki, Mila :)
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...